Jestem pod wielkim wrażeniem superprodukcji Audioteki. Nie pamiętałem zakończenia powieści Philipa K. Dicka „czy androidy marzą o elektrycznych owcach”. Nie pamiętałem również zakończenia filmu „Blade Runner” Ridleya Scotta, który był ekranizacją wspomnianej powieści. Stąd mogłem w pełni delektować się ostatnią godziną słuchania audiobooka, która była swoistym katharsis po zbudowanym napięciu i po zapętleniu wątków, wydawałoby się dążących ku jednemu, jedynemu możliwemu rozwiązaniu. A jednak…

Przed rozpoczęciem pisania recenzji „Blade Runnera” przypomniała mi się jeszcze scena z dzieciństwa. Gdy leżałem na podłodze, przy drzwiach dziecięcego pokoju tak, aby lepiej słyszeć głosy aktorów i odgłosy filmów, które rodzice oglądali w pokoju dalej.  Nie mogłem oglądać filmu, to choć słuchałem dźwięków – a wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, wizualizując to, co do dziecięcego ucha dolatywało z telewizora.

Takie samo uczucie mam słuchając superprodukcji Audioteki.


Ktoś mnie wołał?

„Blade Runner” jest nagrany w technologii binauralnej (o czym za chwilę) i wręcz powinno się go odsłuchiwać na słuchawkach. Jak to działa zrozumiałem podczas jednego z dalekich nocnych wybiegań. Biegam w słuchawkach zachowując ostrożność, nie odcinając się od dźwięków otoczenia.

Jednak gdy biegłem niemal w środku nocy, drogą prowadzącą po zupełnym odludziu, jedynymi dźwiękami był tupot butów i audiobook. W pewnym momencie usłyszałem lawinę dźwięków – zatrzymałem się jak wryty, skierowałem mocną latarkę na wymarłe budynki przy drodze. Miałem wrażenie, jakby ktoś nagle włączył wesołe miasteczko obok drogi a z niego wołały mnie megafony! Otóż nie! To w audiobooku jeden z bohaterów włączył telewizor, w którym program przerwały reklamy! Wrażenie było nieziemskie, choć już do podobnych efektów przyzwyczaiła mnie poprzednia superprodukcja Audioteki – „Niezwyciężony” Stanisława Lema.

Apokalipsa już była czyli o czym jest „Blade Runner”?

Choć trudno w to uwierzyć powieść Philipa K. Dicka liczy sobie bez mała pół wieku. Jej akcja działa się w 1992, co skorygowano na rok 2021. Ziemia jest po wojnie atomowej, nikt już nie pamięta kto wojnę zaczął i kto ją wygrał. Ludzkość zmaga się ze skażeniem promieniotwórczym, chorobami i mutacjami. Kto jest „normalem”, czyli nie dopadła go mutacja, może emigrować na skolonizowane planety. Są ku temu różne zachęty – taki emigrant otrzymuje na docelowej planecie własnego humanoidalnego androida, który wygląda i zachowuje się tak, jak człowiek i jest traktowany jako służący. „Specjale”, a więc osobniki ułomne bądź genetycznie, bądź umysłowo, muszą już pozostać na skażonej Ziemi, nie mają prawa do rozmnażania się. Są to niestety podludzie bądź „kurze móżdżki”.

Zwierzęta prawdziwe i te sztuczne

Na Ziemi, na skutek zanieczyszczenia, wyginęła większość zwierząt, są one niesłychanie cenne – posiadanie ich nobilituje właściciela w oczach sąsiadów. Stąd rozwinął się rynek androidów imitujących prawdziwe, dużo tańsze, zwierzęta. To właśnie o jednym z nich marzy główny bohater, który co prawda ma wierną kopię, ale…

Religia

Panującą religią jest Merceryzm, u którego podstaw leży duchowa wspólnota istnienia żywych istot, dzielenie się przeżyciami i uczuciami. Każdy człowiek uczestniczy w seansach za pomocą urządzeń empatycznych. Nie do pomyślenia jest więc skrzywdzenie jakiejkolwiek istoty żywej – nawet pająka.

Rick Deckard – łowca

Byłby to pewno świat idealny, gdyby nie fakt, że androidy pragną być wolne i chcą mieszkać na Ziemi, na którą starają się uciec. Głównym bohaterem powieści jest Rick Deckard, etatowy „łowca robotów”, który na skutek jego zdaniem szczęśliwego zbiegu okoliczności, staje się głównym łowcą polującym na zbiegłą grupę androidów najnowszej generacji – Nexus 6.

Za wyeliminowanie każdego z nich ma otrzymać 1000$ nagrody, co umożliwiłoby mu realizację jego marzenia. Chce mieć własne, żywe zwierzę, tak jak jego sąsiad. Przed likwidacją robota Deckard musi mieć pewność, że niszczy androida a nie zabija człowieka. Dlatego musi podejrzanego poddać testowi za pomocą specjalnej aparatury mierzącej czas podświadomych reakcji na zestaw specjalnych pytań.

Problem w tym, że nikt jeszcze nie badał żadnego Nexusa tym testem, istnieje wręcz obawa, że Nexus może z powodzeniem udawać człowieka i oszukać testującego. A do tego każdy Nexus będzie się bronić, wykorzystując przewagę swojego potężnego umysłu. Jedyna nadzieja w tym, że człowiek potrafi być nieprzewidywalny.

Do tego korporacja, która stworzyła Nexusy, oferuje swoją pomoc w złapaniu zbiegów – a do pomocy deleguje ponętną kobietę. Czy to aby nie jest pułapka?

„Blade Runner” czy „androidy marzące o owcach?”

Do dziś myślałem, że „Blade Runner czyli czy androidy marzą o elektrycznych owcach” jest to jeden i prawidłowy tytuł.

Otóż nie, powieść Philipa K. Dicka nosi tytuł: „Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”. Natomiast podczas przygotowań do jej ekranizacji przez Ridleya Scotta bardzo spodobał mu się, w zupełnie innej powieści, o tytule „Blade Runner”, wątek postaci przemycającej zaopatrzenie medyczne, w tym skalpele.

Wykupiono prawa autorskie do opowiadania, tak aby „Blade Runner” – czyli  „biegający po krawędzi ostrza”  stał się pełnoprawnym tytułem filmu, będącego ekranizacją powieści Philipa Dicka. Określenie „Blade Runner” idealnie odnosiło się, zdaniem twórców, do postaci „łowcy androidów” czyli Ricka Deckarda – który kroczył po bardzo cienkiej linii, niczym wyznaczonej ostrzem brzytwy, rozgraniczającej człowieczeństwo, od jego braku.

Ale wróćmy do audiobooka.

Superprodukcja

Jak zawsze siła superprodukcji Audioteki spoczywa na trzech solidnych filarach:

Aktorzy

Audioteka skompletowała niewiarygodną aktorską obsadę, że wymienię tylko aktorów tej miary co Robert Więckiewicz, Andrzej Chyra , Anna Dereszowska i Agnieszka Grochowska.

Dzięki tak doborowemu składowi interpretacja aż iskrzy od emocji. Tu szczególny ukłon w stronę Anny Dereszowskiej, która wspaniale oddała emocje żony Ricka Deckarda, która pływa gdzieś w oceanie melancholii i smutku. Oddać takie emocje głosem? Tego trzeba po prostu posłuchać.

Wsłuchajcie się też w głos Łukasza Simlata, czyli Johna Isidora – „kurzego móżdżka”. Warto.

Muzyka

Nastrój filmu „Blade Runnera” Ridleya Scotta tworzyły motywy wykreowane przez Vangelisa, które stały się klasyką muzyki filmowej.

Tu muzykę stworzył Wojtek Mazolewski z zespołem Pink Freud. Którzy zilustrowali akcję genialnymi wręcz utworami, które wzmacniają efekt gry aktorskiej, podkreślają przemyślenia głównego bohatera, budują napięcie, ale też oferują słuchającemu relaks i odprężenie.

Efekty specjalne – binauralizm

Ten audiobook został nagrany unikalną techniką przeznaczoną do odsłuchu na słuchawkach. Wykorzystano ludzki mechanizm słyszenia i interpretowania dźwięków przez mózg – w pewnym uproszczeniu chodzi o to, że słyszymy nie tylko uszami ale poprzez przewodnictwo kostne. Mózg lokalizuje pewne dźwięki dzięki temu, że wie na ile nasze uszy filtrują dźwięki dochodzące zza głowy. Tu w pełni wykorzystano ten fakt, tworząc efekt dźwięku przestrzennego.

Idealnie słychać to w scenach, których akcja toczy się w biurze (odgłosy kroków), w domu przy włączonym telewizorze (reklamy!), przeloty i lądowanie poduszkowców. O czym wspomniałem zaraz na wstępie recenzji.

Bardzo lubię filmy z planu, taki też nagrała Audioteka – popatrzcie i posłuchajcie jak jest to skomplikowany proces, ile wymaga nakładu sił i środków i jak istotne są wspomniane filary superprodukcji.

Polecam

Ten audiobook po prostu trzeba kupić. Bardzo jestem wdzięczny Ewie z bloga Przygoda Yvette, która również słucha Audioteki, która poleciła mi „Blade Runnera”.

„Blade Runner” to wykwintna sześciogodzinna uczta dla każdego, kto lubi dobrą literaturę, interpretowaną przez doborowych aktorów; przy której towarzyszy nam świetna muzyka i wyjątkowe efekty. Jednym ze smaków tej uczty to szczypta melancholii:

Czy Rick Deckard, polujący na androidy łowca, którego zadaniem jest eliminacja tak doskonałych humanoidów, zachowa w sobie człowieczeństwo? Czy ocali swoje życie?

Dokąd zmierza ludzkość, której prawie udało się samounicestwić za pomocą broni jądrowej; której udało się stworzyć niemal perfekcyjne czujące i myślące istoty, na swój wzór i podobieństwo,  na które jednak poluje i które nie mają żadnych praw?

Odpowiedzi na te pytania znajdziecie, jeśli zdecydujecie się kupić tę superprodukcję Audioteki

Bo wiecie, Monika z blogu Halmanowa.pl też kupiła „Blade Runnera” z Audioteki i napisała recenzję – i to lepszą niż moja!


Audiotece.pl dziękuję za możliwość przesłuchania „Blade Runnera”.

Audioteka.pl