Z takim audiobookiem, jak biegam i słucham, to się jeszcze nie spotkałem. Zaczynałem słuchać „Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął” z pewnym onieśmieleniem (tytuł, który do słuchania zniechęcał ze względu na długość), około pierwszej godziny biegu chciałem słuchanie zakończyć, od około drugiej godziny akcja wciągnęła mnie bezgranicznie.
I później dalszego ciągu nie mogłem się doczekać.

Przy tym śmiałem się podczas biegu w głos, kręciłem głową słuchając tej niewiarygodnej historii, która jest momentami tak absurdalna, jakby ktoś wygrywał regularnie główną wygraną w Lotto tydzień po tygodniu przez pół roku.

Jonas Jonasson jest bardzo odważnym pisarzem, bo gdybym kupił jego książkę, to doprawdy nie wiem czy bym wyszedł poza pierwszy rozdział i jego dzieła nie porzucił.

Tymczasem to historia, która przerasta przygody Foresta Gumpa. 

100 lat Allanie Karlsonie!

Oj rozpieściły mnie poprzednio słuchane audiobooki, w których od samego początku akcja opowiadana jest przez zestaw luf zionących seriami strzałów, w których napięcie aż paruje od pierwszych słów lektora a potem temperatura podnosi się i główne postaci przemieszczają się w tempie kuleczek wody skaczących po rozpalonej powierzchni patelni.

Tymczasem tu akcja płynie sobie powolutku, w typowo szwedzkim tempie, napięcie jest śladowe, ot pewien stulatek w kapciach wychodzi przez okno domu opieki, w którym wkrótce rozpocznie się jego impreza urodzinowa. Oczekujemy z coraz większą pewnością, że staruszek przewróci się po kilkudziesięciu krokach i gdzieś niestety dokończy żywota, wprowadzając niewielkie, lokalne zamieszanie do codzienności pewnego zapomnianego nawet przez Szwedów miasteczka.

Allan cudem doczłapuje na stację kolejową, na której niespodziewanie staje się nowym właścicielem ciężkiej walizki. Rusza z nią w świat (czyli do miasteczka obok), jego tropem rusza zdeterminowany przestępca pozbawiony cennej zawartości walizki. W domu opieki niespiesznie wdraża się poszukiwania uciekiniera, który przecież nie mógł odejść daleko…

Nieporadność policji budzi politowanie, głupota złoczyńców budzi rozpacz, naiwność staruszka rozczula – jedyne czego byłem pewien po godzinie słuchania, że ja tego nagromadzenia bezradności dłużej nie wytrzymam.

Pewną ulgę miały przynieść retrospekcje – przeskoki o 100 lat wstecz ale… No właśnie. Losy Allana (jak i jego rodziny) były równie rozpaczliwe w czasie jego młodości.

Ale… Teraz spójrzcie na to od drugiej strony – bo autor po prostu bawi się z czytelnikiem, przygotowując go na to, co się wydarzy później. To są ostatnie chwile, żeby zapiąć pasy przed ostrą rajdową jazdą, bo kolejne słowa przyniosą niewiarygodne wydarzenia jedno po drugim.

Anioł stróż Allana to Superman

Bardzo staram się nie zdradzić ani kawałka zakręconej intrygi. Wspomnę tylko, że Allan w swoim stuletnim życiu spotkał większość najważniejszych postaci XX wieku, że wpłynął po wielokroć na losy świata. Wielokrotnie jego życie wisiało na cienkim włosku. W pewnym momencie przyzwyczajamy się do tego faktu, uzyskujemy pewność, że nie zginie, że jego anioł stróż to superbohater – choć tu ostrożnie. Allan nie lubi religii oraz polityki.

I nie jest to spoiler, lecz logiczne rozumowanie, skoro jest retrospekcja, skoro główny bohater w teraźniejszości obchodzi setne urodziny, to musiał przeżyć tak skomplikowane sytuacje i zasadzki losu. Odrobinę mniej szczęścia mają za to jego towarzysze – choć też wszystko co się dzieje, dzieje się na ich życzenie.

A intryga snuje się dwutorowo – we współczesności oraz kilkadziesiąt lat wcześniej. I tu, i tu zaskakuje, pasjonuje i otacza nas celowo przydługimi opisami, powolnym tokiem wydarzeń, nagłymi objawieniami znanych z historii postaci. Allan bryluje i tu, i tam, czytelnik wciąż i nieustannie nie traktuje go poważnie – wpada w sidła zastawione przez autora – by się śmiać z samego siebie i z zabawnych zdarzeń wywoływanych przez prostolinijność, dobroduszność i prostotę Allana.

Ach to towarzystwo!

Warto wspomnieć, że w teraźniejszości Allanowi towarzyszy coraz szersze grono postaci, co jedna to ciekawsza. Nie zdradzę zbyt wiele, jeśli napiszę, że jedną z nich jest słonica Sonia, wraz z jej rudą opiekunką, niedoszłym weterynarzem, kierowcą wszechstronnie utalentowanym, złodziejaszkiem oraz szefem szajki przestępców. Co oczywiście nie zamyka pełnego składu ekipy do zadań specjalnych.

Artur Barciś – czapki z głów!

Audioteka świetnymi lektorami słynie – idealnie dopasowała się do podstępnej książki Jonasa Jonassona i przekazała nagranie Arturowi Barcisiowi. Co mnie zdziwiło z początku, bo jego lekki dowcipny głos przelatujący nad kolejnymi frazami lekko i ze szwedzką nonszalancją, wpisał się perfekcyjnie w indolencję policji, naiwność Allana, brak pomyślunku członków pewnej organizacji przestępczej – no i zaczynał mnie irytować. I to też był podstęp… A ja się dałem podejść, jak dziecko. Takie szwedzkie, pulchniutkie bezstresowo wychowywane dziecko. Ale czy to może dziwić, jeśli mistrz potrafi takimi łamańcami z werwą wywijać?

Bo do tego audiobooka potrzeba było właśnie takiego głosu. Lekkiego, beztroskiego, jasnego, przekonanego o tym, że ciąg dalszy zawsze nastąpi. I ten następuje. Nawet, gdy Allan kończy tytułowe sto lat i gdy postanawia wyskoczyć przez okno i zniknąć. Z całą groźną organizacją przestępczą na ogonie i częścią szwedzkiej policji również.


Zdecydowanie polecam „Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął” autorstwa Jonasa Jonassona. To świetna i dowcipna (oj tak) powieść przygodowa z elementami kryminału. A może kryminał z elementami niesamowitych przygód?

Całość krzepi, bo jeśli stulatek może tak świetnie bawić się życiem i zmuszać los do dostarczania nowych przygód i doznań, to może i nasza przyszłość nie jest tak chmurna i ponura, jak nam to przepowiadają non stop specjaliści od szklanej pogody?

Audiobook znajdziecie na stronach Audioteki, czeka Was ponad 130 kilometrów wspaniałej przygody. Albo trzynaście godzin, zaleznie od tego czy słuchacie audiobooków w biegu, czy też w tradycyjny sposób.