15 kroków do Paryża, Bieganie, Gościnnie

15 kroków do Paryża – pierwszy tydzień


Z cyklu 15 kroków do Paryża, opisującego przygotowania do startu w maratonie.


Od chwili gdy napisałem wstęp do cyklu

paris-535835_960_720

minęło kilka dni, nadszedł więc czas na opisanie pierwszego z 14 tygodni przygotowań. W każdym z wpisów oprócz tego jak przebiegał tydzień zajmę się jednym z aspektów biegowej codzienności, takim jak ubiór, utrzymanie diety, zdrowie biegacza czy też logistyka samego uczestnictwa w maratonie.

Dziś początek, trochę leniwy, taki jak dni, które mijają. Jesteśmy przecież w okresie świąteczno-noworoczno-szóstokrólowym, w którym życie wyskakuje na chwile ze zwykłych torów i płynie innym rytmem. Mniej pracy, więcej czasu spędzanego z rodziną czy przyjaciółmi, ale też więcej okazji na przesiadywanie przy stole i objadanie się wszechobecnymi w tym czasie smakołykami :-)

Wspominałem już, że silna wola jeśli chodzi o odmawianie sobie kulinarnych przyjemności nie jest moją mocną stroną. Pozostaje mi więc mocno trzymać się treningowego planu. O samym planie napiszę innym razem. Na dziś wystarczy powiedzieć, że i ów dostosowuje się do tego świątecznego czasu, bo jak pisałem w temacie biegu „Po moczkę i makówki” grudzień to u mnie miesiąc odpoczynku i roztrenowania.

Mijający tydzień składał się więc biegowo wyłącznie z easy run’ów,  treningów raczej niedługich i odbywanych w tempie konwersacyjnym, a więc w zupełnym komforcie. Niewtajemniczonym wyjaśnię, że tempo konwersacyjne to takie, podczas którego z ewentualnym partnerem biegowym możemy spokojnie rozmawiać i nie spowoduje to zadyszki na podbiegu :-) Dla wtajemniczonych z kolei dopowiem, że dla mnie takie tempo to około 5’45’’/km.

W ciągu ostatnich 8 dni, pierwszych po roztrenowaniu, odbyłem 4 takie treningi biegowe na dystansach 15km, 6km, 10km i 8km. Do tego po jednej wizycie na basenie i u masażysty sportowego oraz jak zwykle próba ćwiczeń core-stability, niezbyt w moim wykonaniu udana, ale o tym rodzaju aktywności wspomnę innym razem.

Zima!

To co było ciekawe w ostatnich trzech dniach to bieganie w temperaturze mocno poniżej zera. Przyznam, że z radością powitałem to ochłodzenie. I nawet nie chodzi o moją tradycyjną tęsknotę za zimą, bo przecież bardzo lubię gdy pada śnieg i na pewien czas białością odmienia krajobrazy za oknem. Ja po prostu wolę gdy mi zimno niż gdy mi gorąco. A już mając do wyboru bieganie w temperaturze -10 czy +30 stopni zdecydowanie wybiorę tę pierwszą opcję :-)

bieganie w zimie

Za sobą już mam okres gdy naturalnie występujący w człowieku Pan Leń w czasie mrozu szeptał „nie biegnij… zostań… przeziębisz się…” :-) Szybko udowodniłem mu, że to bzdura. Wystarczy przecież tylko odpowiednio się ubrać.

Jak ubrać się do biegania na mrozie?

A ubieramy się w taki czas tak jak uczyły nasze babcie i mamy, czyli na cebulkę. Trzy warstwy biegowej odzieży zapewnią komfort nawet w temperaturach mocno poniżej zera. Przylegająca bielizna termiczna, na nią biegowa bluza o grubości zależnej od temperatury i na koniec wiatroodporna leciutka kurtka… i nic nas nie zatrzyma :-)

Jeśli chodzi o spodnie to moich rad lepiej nie słuchać, bo czasem mam wrażenie, że mam uszkodzone receptory ciepła w nogach i dlatego biegam nawet przy dużych mrozach w lekko tylko grubszych niż zwykłe, przylegających spodniach biegowych. Buty i skarpety jak latem. Przynajmniej dopóki nie ma śniegu mogę sobie pozwolić na zwykły płaski bieżnik. Czapka i rękawiczki, które najczęściej i tak zdejmuję po dwóch kilometrach.

No a jeśli jest wyjątkowo mroźnie i do tego wietrznie, a wbudowany demotywator podpowiada coś o groźbie dla górnych dróg oddechowych, wtedy używam jeszcze neoprenowej maski, w której wyglądam już tak, że spokojnie mógłbym obrabiać banki :-)

neoprenowa maska do biegania

Tak uzbrojony wsłuchuję się w lekko mroczny nastrój skandynawskiej literatury, o której w kolejnym wpisie. Gorący prysznic po takim zimowym treningu jest niezastąpiony. Potem herbata i mrugnięcie okiem do Pana Lenia, który zawstydzony siedzi w kącie… :-)


15 Comments

  1. Gratuluję owocnego tygodnia :) Ja niestety mam czułe nogi i ostatnio uda pomimo ciepłych getrów i spodenek na nich zaczęły mi „przymarzać” w trakcie biegania na dużym mrozie :) Jeśli chodzi o kulinarne przyjemności to też mam ostatnio nie potrafię sobie za dużo odmówić :) Ale nic – biorę się za siebie – w końcu maraton tuż tuż :) A więc ciśniemy dalej :)

    • To ja Was będę dopingował. O! Maratończycy. Co do przymarzania, ja tam mam swoją (uprzedzam – genialną) teorię. Otóż nam, facetom, jest dużo cieplej z jednej przyczyny. Bo mamy włoski! Dzięki nim wytwarza się prościej „poduszka powietrzna”, która grzeje. Na przykład grzeje nogi. Albo plecy. Ewentualnie – jak u mnie – paszczę.

  2. Spadłeś mi z nieba. Szukałam bloga, który jeszcze bardziej zmotywuje mnie do biegania, bo kocham biegać, ale przestałam biegać regularnie. Pora wrócić do gry :)

    • Ależ to pięknie napisałaś, bo mgr inż. Anioł rzeczywiście w pewnym sensie „spadł z nieba” i mnie, i czytelnikom ;)

    • mgr inż. Anioł

      Ciesze sie i obiecuje ze kolejne wpisy beda jeszcze bardziej biegowe i mam nadzieje motywujace :)

  3. Tak się zastanawiam taka maska to coś w ogóle daje? Bo ja biegałem bez. Oprócz wyglądu Dziadka Mroza nic mnie jakoś nie dopadało.

    • mgr inż. Anioł

      Myślę, że to już zależy od cech indywidualnych. Jak wszystko zresztą. Jeden ma bardziej wrażliwą skórę czy gardło a drugi mniej. Ja stosuję dopiero poniżej -10 stopni i gdy wieje. I mogę powtwiedzić że to działa :) ale znam ludzi, którzy poodychają intensywnie na -5 i już angina, albo takich których nie rusza kompletnie żaden mróz :)

  4. Jestem zmarźluchem, nie cierpię niskich temperatur, bo marznę. Może właśnie bieganie by mnie do nich przekonało? Bo jak się biegnie to się nie marznie. :) Tylko jest małe ale, przy temp. minusowej zaczna się u mnie problem z oddychaniem. Przez nos się nie da, bo nos zamienia się w wyciek wodny. Paweł przekonywał, że przez usta spokojnie można. Ja mu wierzę. :) Ale „łykanie” tak zimnego powietrza do przyjemnych nie należy. Może muszę zainwestować w taką czapkę do napadów. ;)
    Dziś przy temperaturze -15 i wietrze widziałam dwóch biegaczy. Byłam pełna uznania. :) Ja mało co nie zamarzłam.
    Ps. Dobry sposób na pana lenia – przekonać go, że nie ma racji. :)

    • mgr inż. Anioł

      Maska na twarz pomaga :) zobaczysz zresztą że zimno jest tylko przez 10 min :) spróbuj póki się nie ociepli :D

      • Patrz, już z rozpędu chciałem napisać, że trzeba zapuścić „brodę taktyczną”, która ociepla paszczę, ale tak patrzę na Basię i … no to chyba nie jest dobry pomysł :D Z tą maską to mnie zaintrygowałeś, bo „wmordewind” jest wyjątkowo upierdliwy…

  5. Hej :D Ja dziś pierwszy raz w życiu biegałem w temp. poniżej -10, a drugi w temp. poniżej zera. Potwierdzam. Biegało mi się stanowczo lepiej niż w wygórowanych plusach. Nie popełniłem tez dziś tego błędu, który popełniałem przy morderczej dla mnie temp 10 na plusie. Nie ubrałem się za ciepło! o dziwo bielizna plus termoizolator z windstopperem na górę, getry plus obcisłe legginsy na dół, czapka plus rękawiczki w zupełności starczyły! Czułem chłód, ale nie czułem przegrzania i wiatru! Genialna sprawa :) Pozdrawiam i czekam na kolejny wpis z… anielską cierpliwością :D

    • mgr inż. Anioł

      100 % racji, najgorzej jest się ubrać za ciepło… jak jest biegaczowi zimno to zawsze może przyśpieszyć, ale jak jest za gorąco to nie bardzo wiadomo co zrobić :-) no a przy -10 zdecydowanie trudniej się przegrzać niż przy +10 :) również pozdrawiam i obiecuję że teraz będą ciekawsze wpisy bo zacznie się prawdziwe trenowanie !

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén