15 kroków do Paryża, Bieganie, Gościnnie

15 kroków do Paryża – tydzień dwunasty


Jak co niedzielę, od dwunastu tygodni, opowiem o przygotowaniach do startu w maratonie w Paryżu, do którego pozostało już tylko

14

dni, które w większości będą przeznaczone na podtrzymanie formy i nieco odpoczynku.


Tydzień, który minął, nie był zbyt ciekawy, ani obfitujący w treningi. Po raz pierwszy bowiem, w okresie przygotowań, dopadła mnie choroba.

Już w poniedziałek, podczas masażu sportowego po weekendowych długich biegach, czułem jak coś mnie bierze. Bolało gardło, a nocą zaczął się kaszel.

We wtorek obudziłem się rozbity i z trudem dowlokłem się do pracy. Oczywiście ratowałem się gripexem, rutinoscorbinem i acc do spółki. Wieczorem miałem dylemat – trenować czy nie trenować ? W planie były mocne interwały, po lekach czułem się jako tako. A myśl, że będę miał zawalony trening w tak ważnym momencie, zupełnie mi się nie podobała.

Wpadłem na pomysł – zapytać trenera :-) Napisałem, trenować, czy nie trenować, oto jest pytanie !

Na odpowiedź czekałem dwie godziny, przyszła : „Nie trenuj interwałów, co najwyżej lekki trucht 5 km i obserwuj jak się czujesz”.

Fajnie ! Tyle, że gdy przeczytałem treść, byłem już w połowie interwałowania na bieżni. Postanowiłem zmusić wirusa do opuszczenia ciała gospodarza. Pomyślałem, że przy tempie 3,50 da sobie spokój :-) Przebiegałem więc 3 km rozgrzewki, potem 6 x 400 m w tempie 4,10 z przerwami 200 m truchtem, następnie 8 x 200 m w tempie 3,50, z takimi samymi przerwami. Zakończyłem to 3 km wychłodzenia. Wirusy z malutkimi tobołkami na plecach spływały wraz z potem :-)

Następnego dnia nie było gorzej, lepiej też nie, ale byłem dobrej myśli. Środa wg planu miała być wolna i taka była.

W czwartek powinien być bieg na 12 km, ale czułem się źle, kaszel przechodził, ale zatoki bolały, był lekki stan podgorączkowy. Odpuściłem. Dopiero w piątkowy wieczór wolnym tempem przebiegłem 8 km, a sobotę odpoczywałem zbierając siły na niedzielny półmaraton w Żywcu.


Ciekawą jak zawsze relację z tego biegu przeczytacie zapewne jutro, gdy tylko Bookworm ją wypieści. Sam już czekam na te wspominki :-)

Ja póki co, opiszę tylko moje podejście do biegu, jako do próby generalnej przed startem w maratonie.

Trenowałem od 24 grudnia, sporo ponad 600 km różnorodnych biegów oraz wiele godzin na siłowni. Przez ten czas żadnych zawodów, a do tego kilka dni osłabienia chorobą. Nie wiedziałem więc czego się po sobie spodziewać.

Postanowiłem pobiec mocno, ale na luzie, to znaczy w tempie, które będzie dla mnie przyjemne, bez nadmiernego szarpania się, bo nie był to przecież start docelowy. Chciałem pobiec około 5 min lepiej niż przed rokiem, co równocześnie gwarantowało życiówkę w półmaratonie.

Było zimno. Na tyle zimno, że po rozgrzewce natychmiast opatuliłem się w termiczną folię, uważając by nie przeziębić się do reszty i próbując zapomnieć o wciąż bolącym gardle.

Wyglądałem jak hmmm…. dzięki Pawłowi sami możecie zobaczyć, jak biskup ?

DSCN0579

DSCN0584

Przed samym startem trzeba się jednak było pozbyć tego miłego wdzianka i ukrywszy się w tłumie ogrzewać się rosnącymi emocjami przed startem.

20160320_102220

Początek biegu to zbyt duży tłum, brak stref startowych sprawiał, że 2 km przepychałem się, by w końcu biec z zawodnikami o podobnym tempie.

Biegło mi się dobrze, na 5 km miałem niewiele ponad 22 minuty i czułem, że jest ok. Kaszalałem trochę co prawda po drodze, ale mijając 10 km z czasem 45,27 będącym tylko 9 sek gorszym, niż moja życiówka na tym dystansie, byłem pewien, że choroba mnie nie zatrzyma.

Dodam, że nie jest to łatwa i przyjemna trasa. Profil wysokości mówi sam za siebie.

zywiec_wysokosc

Biegłem trzymając się sporo poniżej tempa 5,00, z jakim pokonałem tę trasę rok temu. Pilnowałem tętna, pędziłem w dół na zbiegach i dystans mijał mi szybciutko. Z każdym kilometrem mijałem kolejnych biegaczy i z uśmiechem wspominałem zeszłoroczną męczarnię :-)

Ostatnie dwie górki były wyzwaniem, a później już ile sił w nogach do mety. Ze zdziwieniem przeliczałem czas w głowie. Wychodziło, że mogę nie tylko pobić rekord sprzed roku o ponad 6 minut, ale że jest realna szansa by powalczyć z granicą czasu 1 godzina 40 minut.

W końcówce więc docisnąłem i po raz pierwszy tego dnia solidnie się zadyszałem :-) Niestety zabrakło 14 sekund by zejść poniżej magicznej dla mnie granicy 100 minut w półmaratonie. Pewnie gdybym wcześniej celował w ten czas, to urwałbym to na trasie. Ale przecież, cały ten bieg, był tylko kolejnym krokiem do Paryża.

Dla zainteresowanych całość zapisu mojego biegu znajduje się tutaj : http://www.movescount.com/pl/moves/move97820364

Szybko przebrałem się w ciepłe ubrania i wróciłem na żywiecki Rynek, oczekiwać przyjaciół :-)

20160320_123656

Teraz wieczorem gdy piszę te słowa, po zjedzeniu pół kilograma lodów, czuję się zadowolony, nie tyle z czasu i 526 miejsca na ponad 2200 startujących, co z tego, że nie dałem się pokonać chorobie, udało mi się biec spokojnie i poza końcówką, bez większego wysiłku. To dobra prognoza przed ważniejszym wyzwaniem, które czeka mnie za dwa tygodnie :-)



6 Comments

  1. Ale jesteś w gazie! Aż miło się patrzy na taką formę. Trzymam kciuki za zdrowie, a o występ w Paryżu jestem więcej niż spokojny. :) Będzie mega jazda.

    • mgr inż. Anioł

      Faktycznie czuję się bardzo dobrze :) teraz już tylko muszę niczego nie zepsuć… no i nie nakręcić się za bardzo… bo mimo wszystko maraton muszę pobiec rozsądnie :)

  2. A wiesz, że zastanawiałam się w tym tygodniu, co robi taki biegacz jak Ty kiedy przygotowując się do ważnego biegu zdarzy mu się zachorować? Te moje rozmyślania wynikały z tego, że sama byłam trochę chora. Odpowiedź nasunęła mi się jedna-tacy biegacze nie chorują. :-) A jednak się pomyliłam. Odpowiedź jest inna, tacy biegacze biegną nawet jak są chorzy.:-) Ale wiesz, ja myślę, że z dwojga złego lepiej teraz niż przed Paryżem. Zdążysz jeszcze się wyleczyć. (leczysz gardło lodami?) :-) Gratuluję świetnego wyniku, kciuki oczywiście trzymałam. :-) Zdanie o wirusach uciekajacych z malutkimi tobołkami mnie rozwaliło. :-D A w tym żółtym błyszczysz jak gwiazda. :-D

    • mgr inż. Anioł

      Dokładnie to samo sobie pomyślałem, że lepiej teraz niż przed Paryżem :) Teraz po biegu właściwie czuje się już dobrze, może to lody pomogły, a może reszta wirusów spierniczała w popłochu na podbiegu koło 18 km :) Dzięki za trzymanie kciuków! Gdybym czuł się słabiej, to miałem w zanadrzu myśl, że jak to będzie napisać na blogu, że bieg mi nie poszedł…. na szczęście nie musiałem do tej myśli sięgać :) Tobie również życzę szybkiego powrotu do zdrowia!

  3. Jaki tam biskup… Rycerz Jedi! :)

    • mgr inż. Anioł

      No patrz! Że też mi to nie przyszło do głowy! :) Ale co się dziwić, jak się włączy TV to biskupów dużo, a Jedi tylko w reklamach… ale podoba mi się ta wersja :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén