15 kroków do Paryża, Bieganie, Gościnnie

15 kroków do Paryża – tydzień dziesiąty


Za mną kolejny biegowy tydzień. Powoli kończy się faza mocniejszego trenowania, coraz bliżej start w półmaratonie w Żywcu, a potem już będzie z górki, aż do samego Paryża :-) Tak, jak poprzednich wpisach cyklu zdam dziś relację z minionego tygodnia, a następnie poruszę temat biegowego wyposażenia, którego używam podczas dłuższych treningów i startów.

Do dnia startu pozostało już tylko….

28

dni :-)


Tydzień rozpocząłem jak zawsze od dnia bez treningu, kiedy w poniedziałkowy wieczór fizjoterapeuta „naprawia” moje, niedostatecznie porozciągane po długich weekendowych biegach, mięśnie.

Wtorek miałem wyrwany z życiorysu. Zagraniczna podróż służbowa zajmująca prawie okrągłą dobę uniemożliwiła jakikolwiek trening :-( Kiedyś byłoby to wytłumaczenie, odpuściłbym sobie… ale nie w tak ważnym momencie przygotowań. Tak się złożyło, że po podróży wylądowałem w nocy z wtorku na środę w Krakowie, spałem w jednym z tamtejszych hoteli, wstałem już przed 7.00 by pół godziny później na bieżni w fitness klubie „odrobić” wtorkowy trening :-)

Jakie to szczęście, że w dużych miastach takie kluby są czynne 24/7 ! Na co dzień nie mam takiej możliwości, tu natomiast, byłem zdziwiony tłumem ludzi trenujących o tak wczesnej porze.  Wykonałem 15 minutową rozgrzewkę w formie biegu, następnie 6 interwałów o długości 1 km, przedzielonych 3 minutowym truchtem. Tempo podczas interwałów wynosiło 4,20 na 4 pierwszych, 4,10 na 5-tym oraz 4,00 na ostatnim. Na koniec znów 15 min lekkiego biegu. A po wizycie w klubie poszedłem na basen, na który ciągnęło mnie już od paru dni.

Po powrocie do domu, wieczorem zrobiłem planowy środowy trening, który nie obejmował już biegu, tylko tradycyjnie ćwiczenia obwodowe na siłowni.

W czwartkowy wieczór, mimo dość mocno padającego deszczu, przebiegłem 12 km w tempie 5,45.

Był to też wyjątkowy bieg, ze względu na „oblatywanie” nowych butów, które wreszcie udało mi się kupić. Miałem problemy ze zdobyciem butów szerokości 2E (tu opisywałem ten temat).  Spowodowane to było dużym opóźnieniem polskiego dystrybutora New Balance w sprowadzaniu modelu 1080v6, na który czekałem. Nie chciałem już zwlekać, żeby mieć czas przyzwyczaić się do butów i dać im szansę odpowiedniego ułożenia się do stopy.

Poszukałem więc takich, które przy większym rozmiarze są tej samej długości i równocześnie są odpowiednio szerokie. Po ponad godzinnym pobycie w SklepieBiegacza i dostatecznie dużym wymęczeniu sprzedawcy (na szczęście fachowca) zdecydowałem się na Mizuno Wave Rider 19.

Wygląda na to, że spełniają wszystkie moje potrzeby, a jeśli interesuje Was więcej szczegółów, to zachęcam do przeczytania wstępnego opisu na blogu pawelbiega.pl.

mizuno-wave-rider

Sam na ich temat będę się mógł wypowiedzieć po 100-200 km, które w nich przebiegnę.

W piątek miał być odpoczynek :-) miał… bo nie dałem rady :-) Co prawda biegać nie poszedłem, bo dostałbym burę od trenera za brak regeneracji mięśni, ale poszedłem na siłownię wykonać ćwiczenia na górę i korpus oraz mocno się porozciągać.

W końcu nadszedł weekend i w sobotę wraz z kolegą pobiegaliśmy 16 km po okolicznych lasach, pilnując by nie przyśpieszać i trzymać się założonego w planie tempa około 6,00. Nie było to proste, bo roznosiła mnie energia co widać na poniższym zdjęciu :-)

20160305_113808

W niedzielę zaś, również wspólnie z przygotowującym się do półmaratonu w Żywcu kolegą przebiegliśmy 20 km, tym razem po asfalcie, pokonując po drodze kilka pomniejszych górek :-)

W sumie więc w poprzednim tygodniu przebiegnięty dystans wyniósł 62 km (a więc już nieco mniej niż w poprzednich), a na siłowni spędziłem prawie 3 h.


W poprzednich wpisach podejmowałem już temat butów biegowych, dziś chciałem opowiedzieć o moich doświadczeniach z ekwipunkiem biegacza, przy czym, tematem ubioru i zegarka biegowego zajmę się w kolejnych wpisach.

Dziś o pozostałych „sprzętach” jakich używam. Podkreślę na początku, że wiele z tych przedmiotów nie jest potrzebne na początku przygody z bieganiem. Jednak w moim przypadku wszystko zmieniło się, gdy zacząłem biegać dystanse ponad 20 km. Przebywając na nogach dwie, trzy, a czasem blisko cztery godziny, zwykle daleko od domu – muszę mieć przy sobie wszystko czego mi potrzeba.

Przede wszystkim chodzi o transport :

  • wody i suplementów,
  • telefonu,
  • kluczy,
  • paczki chusteczek,
  • niewielkiej kwoty gotówki,
  • okularów biegowych, których używam gdy mocno świeci słońce,
  • czołówki potrzebnej gdy biegam późnym wieczorem
  • folii termicznej, wyłącznie przy biegach w górach
  • czy nawet…. he he…. kamieni :-) tak, tak, na wszelki wypadek biegając po leśno-wiejskich bezdrożach dzielnie dźwigam dwa poręczne kamienie służące do odstraszania większych włóczących się psów, które nadmiernie się mną interesują :-) póki co – działa !

Już biegając z bidonem czułem, że nie lubię gdy coś telepie mi się pod brzuchem, prawdopodobnie, z powodu nadmiernej wtedy wielkości owego brzucha :-) nie lubiłem też nosić niczego na boku, gdyż podczas biegu zawsze podskakiwało.

Generalnie testując kilka pasów biegowych doszedłem do wniosku, że z czymkolwiek biegam, musi to bardzo dobrze przylegać, nie przesuwać się, nie obcierać i być maksymalnie lekkie.

I tak, w zależności od pogody (gdy jest ciepło potrzeba więcej wody), terenu oraz tego czy da się bądź nie,  korzystać z punktów gdzie można uzupełnić zapasy, korzystam z jednego z dwóch sprzętów. Pierwszym jest pas biegowy Ultimate Direction Jurek Endure

endure

który został zaprojektowany przez Scotta Jurka, nazywanego przez niektórych królem ultra-maratonów. Sprzęt jest lekki i do perfekcji dopracowany. Więcej w prezentacji Scotta :


Natomiast gdy potrzeba mi więcej wody, albo biegam długo w terenie, przy zmiennej pogodzie, lub choćby w górach używam również lekkiej i bardzo dobrze dopasowanej kamizelki Camelbak Marathoner.

camelbakTrochę więcej o tym plecaku-kamizelce tutaj :


Tyle o sprzęcie do transportu :-) Znam wielu, którym przeszkadza cokolwiek co mają na sobie i skłaniają się do wersji minimalistycznych. Ja jednak przyzwyczaiłem się, do korzystania z takich udogodnień, ale tak jak wspominałem, tylko przy dłuższych biegach, lub przy wyjątkowo dokuczliwym upale gdy bez wody ani rusz :-)


Podczas długich wybiegań, pamiętam też o tym, bo nie wrócić poobcierany, bo przynajmniej w moim przypadku, po trzech godzinach biegu wszystko co przeszkadza czy obciera, wyjątkowo mnie irytuje.

Oprócz odpowiedniego doboru ubioru, o czym za tydzień, w drodze eksperymentów zacząłem używać wazeliny do ochrony skóry dla sportowców. To oczywiście cecha indywidualna, ale ja mam problem głównie z wewnętrzną stroną ud. Zastosowanie tego specyfiku zapewnia mi komfort.

Vaselina

Opowiem tu anegdotę, przekazaną mi przez jednego z dużo bardziej doświadczonych biegaczy, który na maratonie w Berlinie stojąc na starcie przypomniał sobie, że nie użył wazeliny. Przeraził się perspektywą bólu po kilku godzinach biegu i będąc w tamtejszym toi-toi’u wymyślił, że posmaruje wewnętrzne części ud mydłem w płynie :-) Pomysł wydał mu się dobry, ale…. po niecałej godzinie biegu spostrzegł, że biegnący obok dziwnie mu się przyglądają… spojrzał w dół, i zobaczył, że ze spodenki mu się pienią :-) Przez kilka kilometrów cyklicznie zbierał pianę z nóg i odrzucał na trawnik :-)


Mówiąc o obtarciach na długich biegach nie sposób zapomnieć o sutkach. Każda koszulka w której biegałem, nawet ta najbardziej techniczna i specjalistyczna gdy jest mokra to obciera te miejsca. Zwłaszcza gdy podczas maratonu na głowę wylewa się wodę i koszulka całkiem przykleja się do ciała.

Długo szukałem plastrów, które są w stanie wytrzymać ruch i wilgoć. Nie było łatwo, ale na jakimś forum biegowym przeczytałem, że można użyć przylepiec medyczny stosowany między innymi do mocowania wenflonów.

I zadziałało ! Ten plaster (Hartmann Omnifilm) trzyma świetnie, jest elastyczny i nie szkodzi mu wilgoć. Używam go na każdych zawodach od półmaratonu wzwyż, a także na długich treningach w upale gdy wiem, że będę wylewał z siebie litry potu :-)

omnifilm


Gdy jestem tak zaopatrzony, potrzeba już tylko silnych nóg, kondycji i chęci, bym pokonywał, każdy dystans, który w tej chwili jest w moim zasięgu. A nie ukrywam, że po cichu zaczynam myśleć o biegach ultra…. :-)


11 Comments

  1. Oho, Mizuno :)
    Mam ich terenowe buty i są fajne :)

    • mgr inż. Anioł

      Mam nadzieję, że i mnie się sprawdzą :)

      • Powinny, po takim dopasowaniu. A z obsługi jesteś zadowolony?

        • mgr inż. Anioł

          Pytasz o obsługę w SklepieBiegacza? Tak, bardzo. Po jasnym przedstawieniu moich potrzeb, sprzedawca przyniósł kilka par butów. Długo mierzyłem, kombinowałem, On doradzał. I widać było, że wie oczm mówi bo sam biega :-)

  2. Podziwiam Cię, że nawet w chwili zmęczenia nie odpuszczasz i jedziesz z koksem. Ja też nie lubię jak mi się woda w bidonie przelewa, zawsze mam wrażenie, że to mi w brzuchu tak chlupie;) Trzymam mocno kciuki i wierzę, że uda Ci się wszystko co sobie zaplanowałeś;)

    • mgr inż. Anioł

      Dziękuję :-) ja tylko zdrowie dopisze to uda się z pewnością :-)

  3. Ależ ten czas leci. Nie mogę się doczekać tego maratonu zupełnie jakbym to ja miał w nim biec. :) Czekam na dalsze raporty na temat butów. Dzieki za cynk dotyczący plastrów obadam, bo nadal szukam czegoś dla siebie :/

    • mgr inż. Anioł

      Spróbuj zatem, może i Tobie będzie pasował ten „wynalazek” :) Co do butów to zdam relacje, na razie pierwsze 30 km i wniosek, że są niesamowicie stabline. Bardzo mocno trzymają stopę i póki co dobrze się w nich czuje.

  4. Dziś widzę dołączyłeś kolejny dowód na potwierdzenie Twojej niesamowitej energii – zdjęcie. Super fota. :) Widzę, że nie odpuszczasz i w każdej sytuacji znajdziesz możliwość treningu. Brawo! :) Ekwipunek biegacza. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, bo wychodzę na godzinę, biorę tylko chusteczki i telefon, nawet kluczy nie muszę brać, a woda przy tej pogodzie nie jest mi potrzebna. :) W przyszłości (bo zakładam, ze moja przyszłosć biegowa będzie :) ) pomyślę o czymś wygodnym. Właśnie do mnie dotarło, że jak się biegnie kilka godzin, to różne rzeczy mogą się po drodze zdarzyć. Oby nie zbieranie piany. :D Ultra biegi? Myślę, że masz predyspozycje. :) Haha, ultra to wieczność wobec mojej minuty biegu. Jutro spróbuję przebiec dwie. :D Czekam na kolejne wpisy. Pozdrawiam. :)

    • mgr inż. Anioł

      Również pozdrawiam :) i życzę Ci wytrwałości. To jest fajne w bieganiu, że każdy ma swoje cele. Jedni kolejne mintuty, jedni kolejny maraton, a inni 170 km bieg po Alpach. I realizacja każdego z tych celów może dać taką samą radość :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén