15 kroków do Paryża, Bieganie, Gościnnie

15 kroków do Paryża – tydzień jedenasty


Przygotowania do maratonu Paryskiego wkraczają na ostatnią prostą, podobnie jak mój cykl, w którym opisuję treningi i drogę do tego wydarzenia.

Do startu pozostało :

21

dni :-)

Pomyślałem sobie dziś, że gdy ten cykl się skończy, to będzie mi brakowało tego cotygodniowego podsumowania. To o tyle zabawne, że przecież całkiem niedawno, nie tylko niczego na blogu nie pisałem, ale również nie czytałem niczego takiego. Dopiero ponowne spotkanie z Bookwormem, po wielu latach, sprawiło, że zainteresowałem się tego rodzaju działalnością :-) Może niektórzy pamiętają, gdy w październiku zeszłego roku Paweł gościnnie pozwolił mi opowiedzieć, że to dla mnie zupełna nowość :-)

AniolCzy anioły czytają blogi ?


No dobrze! Dość sentymentów! Wszystko, w życiu ma swój koniec, cykl blogowania też :-) A póki co… całkiem pracowity tydzień za mną.

Ale od początku. Poniedziałek. Kto zgadnie……? No wiem, wiem…. nuda, bo znów to samo. Odnowa biologiczna w gabinecie fizjoterapeuty, tym razem przedłużona o elektrostymulacje. W skrócie, trochę mi nogami porzucało :-)

We wtorek tempówka na bieżni. Najpierw 2 km rozruchu powoli, potem 8 km w tempie 5,00 (tętno poniżej 140), finisz 2 km w tempie 4,00 (tętno poniżej 160) i na koniec 2 km schładzania znów truchtem.  Uzbierało się w sumie 14 km.

W środowy wieczór, najpierw wizyta na siłowni i jak co tydzień 1,5 h ćwiczeń obwodowych,  a przed 22:00 na deser 6 km w tempie 6,05 z tętnem na poziomie 115 uderzeń/min.

Czwartek to bieg na dystansie 12 km, z tempem 6,05 i później ćwiczenia core-stability.

Piątek ? Był jakiś piątek ? Nie było treningu, dzień wolny, więc jakby nie było piątku. Może to już jakieś upośledzenie, ale zaczynają mnie denerwować takie dni w których nic nie robię :-)

W sobotnie przedpołudnie przebiegłem 15 km, spokojnym tempem 5,45. Było to przygotowanie (czytaj : podmęczenie) przed niedzielnym dłuższym biegiem.

Niedziela zaskoczyła mnie zimnem, wiał wiatr, więc choć było 3-4 stopnie powyżej 0 to jednak temperatura odczuwalna była dużo niższa. Rozpocząłem trening od 5 km rozruchu, w baaardzo wolnym tempie około 6,45. Później nastąpił główny punkt programu, a wiec półmaraton, 21 km w tempie średnim 5,16. Na koniec 2 km schładzania. W sumie 28 km.

21kmKryryhttp://www.movescount.com/pl/moves/move96903249

Podsumowując tydzień, przebiegłem 75 km. A licząc razem z siłownią treningi zajęły około 9,5 h czasu. W sumie…. to nie wiele więcej niż 1 dzień pracy :-)


Tydzień który nastąpi, będzie nie tylko przygotowaniem do maratonu, ale również do próby generalnej. Półmaraton w Żywcu w następną niedzielę, da mi odpowiedź na ile tak na prawdę jestem przygotowany.

Moja życiówka na 21097 m nie zwala z nóg. Wynosi 1:43:44 i ustanowiłem ją w Rudzie Śląskiej 1 sierpnia ubiegłego roku. Wynik z Żywca sprzed roku natomiast, to 1:46:28, bo to jednak trudniejszy bieg.

Na ile liczę w tym roku? Chcę pobiec szybciej niż w Rudzie. Nie sądzę by możliwe było, bym zszedł poniżej 1:40:00, ale jeśli poprawię się o 5 min w stosunku do roku ubiegłego, to będę liczył, że wynik życiowy w maratonie uda mi się poprawić o 10 minut. Ale póki co to tylko dywagacje. Za tydzień o tej porze już będę wiedział co i jak, choć być może nie na pewno, gdyż będę startował stosunkowo zmęczony poprzednimi tygodniami i wynik może nie być do końca wiarygodny.


W poprzednich tygodniach opowiadałem trochę o moich doświadczeniach z ekwipunkiem biegacza. Było o butach, pasach z bidonem itd. Dziś chciałbym kontynuować ten temat.

Skoro było dużo o butach, to musi być parę zdań o skarpetkach :-) Są ważne. Może nie przy 5 km, nawet przy 10… ale gdy biegnie się kilka godzin, to ważne jest czy coś w bucie obciera czy nie? Czy stopa po biegu jest poraniona, czy są odciski, bąble i inne przypadłości? Bo przecież trudno kolejnego dnia, taką stopę znów włożyć do buta i biec dalej.

Po wypróbowaniu kilku par od różnych producentów i niestety z różnym (czytaj: nie najlepszym) skutkiem, uszczęśliwił mnie sprzedawca w sklepie biegowym. Podpowiedział skarpetki, których nie zmieniłem do dziś. W ogóle, lato, zima, nie zmieniam ich na żadne inne. Tzn, nie że nie zmieniam skarpetek :-) ale mam kilka par tych samych.  To Moose Ultramarathon. Nie zdarzyło mi się nigdy obtarcie stopy, niezależnie od dystansu, odkąd ich używam.

Moose

Występują zarówno w wersji płytkich skarpet oraz takich za kostki. Ja używam czarnych, ale są również białe.

W skarpetach tych przebiegam około 400-500 km na parę. Później niestety się przecierają, zwykle na dużym palcu, ale wychodzę z założenia, że mają prawo po tylu godzinach biegu i przede wszystkim po wielu praniach :-)


Idąc dalej w górę biegacza, a to właściwy kierunek, bo jak sądzę biegacz zaczyna się od nóg, a kończy na upartej i naładowanej endorfinami głowie, napotykamy temat kompresji.  I nie chodzi mi o żaden rodzaj prasy :-) tylko o odzież kompresyjną.

Myślałem długo czy to chwyt marketingowy, czy też na prawdę działa? W końcu spróbowałem i jestem pośrodku. To znaczy doszedłem doświadczalnie do wniosku, że używanie opasek czy spodenek kompresyjnych na dystansach poniżej półmaratonu, zupełnie nic mi nie daje.

Po prostu nogi nie męczą mi się na tyle, przy tempie jakim biegam, żebym czuł jakieś większe zmęczenie mięśni.

Ale przy biegach od półmaratonu wzwyż, zauważyłem, że używanie takiego ubioru, a także chodzenie w nim jeszcze kilkadziesiąt minut po biegu sprawia, że nogi są mniej obolałe. Szybciej się regeneruję.

To niestety dość drogi ubiór, ale sprawdziłem, że te modele których używam, są naprawdę bardzo wytrzymałe i mimo, że biegam w nich ponad 2 lata nie straciły nic ze swojej użyteczności. Wygląd również nie budzi zarzutu.

Za tydzień w Żywcu oraz na maratonie w Paryżu pobiegnę więc znów w opaskach na łydkę i spodenkach Compressport.

lydka_cs

Jeśli chodzi o spodnie, spodenki, koszulki, bluzy, czapki to wybór na rynku jest tak duży, a upodobania zarówno co do kroju, kolorów, czy wreszcie tego jak ciepło kto lubi się ubrać, że nie będę nic radził ani podpowiadał.

Sam, z racji tego, że biegam o każdej porze roku i każdej pogodzie, muszę mieć całkiem pokaźny zestaw ubrań o różnych właściwościach termicznych. Jak to ktoś kiedyś powiedział… nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania :-)

Większość odzieży treningowej jakiej używam to Kalenji z Decathlon’u. Nie zauważyłem by ich topowe linie były gorsze, niż te droższe od konkurencji.

Jedyną częścią odzieży, na której zakup poświeciłem dużo czasu była kurtka. Lekka, ważąca niewiele ponad 200 gram, a przy tym chroniąca przed wiatrem i deszczem. Szukałem takiej z membraną 10 000/10 000.

Przed dwoma laty problemem było znalezienie takiej kurtki, która dodatkowo miałaby…. kaptur. Niby oczywiste, bo po co kurtka na deszcz bez kaptura. Ale w żadnym polskim sklepie internetowym ani stacjonarnym takiej wówczas nie znalazłem.

Koniec końców w sklepie hiszpańskim nabyłem kurtkę polecaną przez innych biegaczy, również takich biegających ultra-maratony górskie, a więc wiedzących co to znaczy zła pogoda.

W tej chwili rynek pewnie się zmienił, towaru jest więcej, wybór szerszy. Ja na szczęście z Salomon Bonatti Running Jacket jestem bardzo zadowolony, a przyznam, że biegam w niej częściej niż połowę treningów. W zimie mam pod spodem bieliznę termiczną i bluzę, wiosną i jesienią tylko bieliznę, a czasem i w lecie gdy pada, narzucam ją na koszulkę. Nigdy mnie nie zawiodła i mogę ją polecić z całym sercem jako najlepszy ubiór biegowy jaki miałem.

bonatti

Za tydzień opowiem jeszcze o słuchawkach do biegania, zegarku i będzie koniec wynurzeń o tym w czym albo z czym biegam :-)


Na koniec powiem jeszcze, że dziś zrobiłem odprawę na lot do Paryża. Lecimy z Krakowa i tam wracamy. O ile miejsce w samolocie w drodze na miejsce, było mi obojętne, o tyle na drogę powrotną zarezerwowałem takie z większą ilością miejsca na nogi. W końcu będę leciał 4 godziny po zakończeniu maratonu i ważne będzie bym mógł rozprostować kończyny :-)

Doświadczeni koledzy uspokoili też mój niepokój, czy do bagażu podręcznego obsługa lotniskowa pozwoli zabrać mi hydrożele, batony, proszek przypominający prochy do zrobienia mieszanki do wypicia przed biegiem i inne dziwne akcesoria :-)

Ponoć nie robią z tym problemu, jeśli opakowanie nie przekracza 100 ml. Sprawdziłem… żele mają po 67 ml… ufff :-)


14 Comments

  1. Żywiec już niedługo :)
    Poodpoczywaj przed nim ;)
    Co do skarpetek to ja mam takiego fuksa, że mi wystarczają zwykłe stopki z Kalenji, Brugi itp.
    Ba, w zimę nawet używam lekko grubszych zwykłych skarpet. Obcinam tylko górę, aby nie uciskały.
    Trzeba jednak zauważyć, że mam zahartowane niejako stopy.

    Co do kompresyjnych – są na rynku tańsze, firm Nike czy Adidas ale to nie jest pełna kompresja jak tej firmy z Twojego tekstu.

    To co, widzimy się na fotce w Żywcu?

    • mgr inż. Anioł

      Ja nie potrafię biegać ani nawet chodzić w stopkach… jakiś walnięty jestem, ale muszę mieć zakrytą kostkę :-)

      Pewnie, że się widzimy, będziemy z Pawłem około 9.15-9.25 przy odbiorze numerów, musimy się jakoś znaleźć :-)

  2. Panie Magister Anioł- bardzo mi przykro, ale NIE MA OPCJI przestać pisać! Wsiąkłeś i już! Jesteś niezwykle ciekawym człowiekiem, umiesz przekazywać wiedzę-której masz w chuj.. i przy okazji lekkie piór. Albo zakładasz bloga- nazwę już masz ” Magister Inżynier Anioł” :D albo się dogadujecie z Bookwormem na dalsze gościny:).

    Dziękuję za mnóstwo ciekawych informacji dot. ekwipunku. Tak się zastanawiałam czy te kompresyjne mega teraz modne skarpety coś dają. A jednak! Ja wiem ze życiówka zostanie w Żywcu pobita. Ale profilaktycznie będę trzymać kciuki i czekam na relację :)

    • mgr inż. Anioł

      Dogadamy się z Bookwormem :) zobaczymy jak bardzo będę za tym tęsknił :) Dzięki za kciuki w niedzielę!

  3. To może jest szansa, że będziesz miał swój własny blog? Wielu biegaczy ma blogi, pisanie też uzależnia. :-) Maraton tuż tuż i widzę, że zrobiło się ostro. Ale żeby aż elektrostymulacja? ;-) Co do piątku potwierdzam. Piątku w tym tygodniu nie było. :-D Widzę, że wszystko dopięte na ostatni guzik, tylko lecieć. A w najbliższą niedzielę będę trzymała podwójne kciuki. Za Ciebie i za Pawła. Dobrze, że to niedziela, będę mieć wolne ręce. Trudno, najwyżej nie będzie obiadu. ;-) Jako amatorka nie inwestuję na razie w żadną odzież biegową, ale czytam z zaciekawieniem wszystkie wpisy . Poza tym słowo zapisane zostaje i zawsze można do niego wrócić. :-) Powodzenia w niedzielę. I oby pogoda była przyjazna, bo u mnie właśnie spadł całkiem spory śnieg.

    • U mnie @mgrinanio:disqus znajdziezawsze miejsce – stała rubryka czy jak to inaczej nazwać :D Ale jeśli „pójdzie na swoje” to zrozumiem, choć pozostanę kilka miesięcy nieutulony w żalu….

      • To może niech będzie ta stała rubryka, bo rozżalony Bookworm to nie będzie ten sam Bookworm. I to przez kilka miesięcy? :-)

        • mgr inż. Anioł

          Własny blog – nie ma szans :) ani Ci u mnie talentu, ani czasu na to :) poza tym po cichu powiem, że na zapiecku u Pawła bardzo jest miło :) bo jak to gość, mogę nabałaganić, a nie muszę sprzątać :) więc jak tam od czasu do czasu pozwoli coś napisać to w całości zaspokoi to moje potrzeby… bo ja w sumie to takie mało blogowo-społeczne zwierzę jestem :)
          Dzięki za trzymanie kciuków, damy z siebie w niedzielę ile się da :) jak dla mnie to niech bedzie jak tylko zimno się da ! no może nie poniżej 0 :)

          • No no, talent jest udowodniony, ale z czasem to faktycznie kiepsko, blogowanie to straszny pożeracz czasu jest.W sumie masz rację, na zapiecku całkiem nieźle. :-D No dobra, czyli wszystko ustalone. :-)

          • mgr inż. Anioł

            Tak jest :) tylko muszę Bookworma nie drażnić, żeby mnie z walizkami za drzwi nie wystawił :)

          • Tak tak, jak wszyscy dobrze wiedzą, furiat jestem, nerwus i ogólnie wystawiam za drzwi wszystkich codziennie :D

  4. Ze skarpetkami potwierdzam, posłuchałem Tomka no i dopiero teraz (po roku!) się przecierają. A wygodne są niesamowicie.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén