17 mgnień szczęścia


Im dłużej patrzę na poprzedzające 12 miesięcy, tym bardziej uważam, że miałem niewiarygodne szczęście do ludzi, do biegów, do wydarzeń. Był to mój szczęśliwy rok. Gdy zamykam oczy… Nie. Ja ich nawet nie muszę zamykać. Wystarczy, że przypominam sobie odczucia i doznania. Kadr po kadrze. Nie muszę wyjmować medali z szuflady. Czy numerów startowych, które skrzętnie chowam po każdym biegu. Oto moje 17 mgnień szczęściaTakiego biegowego.


1. III bieg po Moczkę i Makówki w Stanowicach

Szejk po moczkę i makówki

Przygotowania do biegu, przygotowanie kostiumu Szejka szukającego złóż sukcesu. Mój wielki podziw dla mgr. inż. Anioła i jego przebrania. Zabawa i wygłupy przed biegiem oraz po. Cierpienie na wietrze, na trasie, ale też szalony doping mieszkańców. „Ja biegnę za Arabem”. Cudowne zdjęcia robione przez żonę wspomnianej anielskiej postaci. Wracałem do domu, czując się jakbym wracał z innego świata – świata zabawy, biegów, do świata normalności i codzienności. Wracałem szczęśliwy.

2. Bieg w Pszowie na 12km

VII bieg o puchar burmistrza Pszowa, 2015

Przez las, po którym kilka razy wcześniej biegłem. Śnieg, błoto, równe tempo. Dagmara, którą goniłem, która przez większość biegu była 100 przede mną, nieskończone 100m, których nie potrafiłem zniwelować i która finiszowała jak sprinterka, wyprzedzając zdziwionego biegacza. Po tych 12km uwierzyłem, że półmaraton też może być mój. Że granica odległości jest tylko w mojej głowie. Wracałem do domu w przemoczonych, ubłoconych butach. Szczęśliwy.

3. Bieg „twardziela” w Raciborzu

IV Bieg Twardziela, Racibórz, 2015

Bieg, który był wymagający, bo trzeba było dobrze siły rozłożyć. Mój cudowny dziki finisz z górki do mety, a miałem oszczędzać ścięgno achillesa. Bieg darmowy, jedyny bieg po którym otrzymany medal zaczął się … rozklejać. Od samego patrzenia. Ale poznałem arboretum w Raciborzu. I… tak. Byłem całkiem zadowolony z zimowego startu. Choć zmęczony – o tak bardzo:

Bieg Twardziela, Racibórz

Fot.Nasz Racibórz

4. Bieg Tropem Wilczym

Tropem Wilczym Bieg Pamieci Zolnierzy Wykletych, Żory, 2015, Ścieżka Wilków

Oznaczenia powrotnej trasy

Przez przypadek się zapisałem. Bieg składał się z dwóch części. Mnie akurat bardzo męczył mój achilles, po pierwszym biegu, smętnie odebrałem swój medal, obawiając się, że w drugim biegu – na 5 km – to już nie wystartuję. Ale jednak. Trudno. Stanąłem na linii startu i … dobiegłem bez problemu (i bez bólu!) do końca. Ostro finiszując! A na starcie miło, choć krótko wymieniłem kilka zdań z generałem Polko! Który właśnie w Żorach postanowił pobiec w tym historycznym biegu. A nie w Gliwicach. Słusznie uczynił, poziom organizacji w Żorach był wzorcowy. Trudno było uwierzyć, że to pierwszy raz. Ach, no i ten rewelacyjny kucharz i jego grochówka. Dzień był wyjątkowo udany, bo skończyłem go na kawie u mgr. inż. Anioła.

5. XVI Półmaraton Żywiecki

XVI Półmaraton Żywiecki 2015, bwotr.pl

Mój pierwszy start na 21km. Obawa o pogodę, o podbiegi, o ubiór, o wszystko. Karteczka z wydrukowanym profilem podbiegów. Plan na bieg Gallowayem – bieg przeplatany marszem. Cudowne, niewiarygodne widoki. Podbiegi, zbiegi, tama w Tresnej. Krótkie rozmowy na podbiegach, a może bardziej podejściach. Morderczy finisz, gdy umierałem, ale biegłem dalej. Totalne zmęczenie na mecie – postanowienie „nigdy więcej”. Szczęście, że dałem radę. Twarz będąca maską zastygniętej, wypoconej soli. 15 minut po finiszu już mówiłem: „tak, do cholery, chcę więcej półmaratonów”.

6. Żorski Bieg Ogniowy

Kolejny kadr to … świecące się cyferki zegara. Ja w łóżku z wysoką gorączką. Odliczanie czasu. Miałem biec w Żorskim Biegu Ogniowym. Pojechałem rano do pracy, źle się czując. Aspiryna. „Chyba pobiegnę na pół gwizdka”. Wróciłem do domu, czując się fatalnie. „Nic to, najwyżej pojadę kibicować”. Położyłem się do łóżka, z którego już nie miałem siły wypełznąć. Gorączka rosła a ja tylko widziałem cyfry układające się w godzinę startu. Niestety, nie wystartowałem. Nie tym razem. I gdzie tu pozytyw? Byłem wściekły, ale przez gorączkowe koszmary, dotarł do mnie fakt, że skoro jestem taki wkurzony, to że brakuje mi biegania, tej atmosfery, rywalizacji. Czyli, że bieganie jest fajne.

7. XXIII Bieg Fiata

Bieg fiata dwoch powaznych panow

Kolejny kadr do albumu, to Bieg Fiata. Świetnie przygotowany bieg, mój pierwszy bieg z pacemakerem biegnącym na 50:00. Co prawda od połowy trasy nie dawałem rady. Na końcu zerwałem się, sam nie wiem skąd wziąłem siły, i oderwałem się ciężko zipiąc od pacemakera. Urwałem 8 sekund, ustalając swój rekord na 10km. Za linią mety długo dochodziłem do siebie. Kilku znajomych biegaczy powitało mnie „po tej stronie” biegania, bo to już nienajgorszy wynik amatorski. Awansowałem z biegowego przedszkola do podstawówki. Byłem szczęśliwy.

8. Carbo Asecura Pszczyna

Przed startem Pszczyna

Gdy widzę kurtyny wodne, przypomina mi się bieg w Pszczynie o puchar Carbo Asecura. Obłędny upał i start w samo południe. To jedyny bieg na 10km, na który wziąłem pas z bidonami i wystartowałem z butelką wody w ręku. Polewałem się przez cały bieg, przebiegałem przez kurtyny wodne, przed wylotami karcherów, którymi ratowali nas mieszkańcy Pszczyny, piłem bardzo dużo i pomimo żaru lejącego się z nieba, dobiegłem spokojnie do mety. Byłem tak mokry, że siedziałem z kolegami na pszczyńskim rynku, drżąc z … zimna a właściwie faktu, że byłem cały mokry. Miałem też przed oczyma biegacza, który leżał w parku, na kilkaset metrów przed metą. Pobiegłem mądrze – znowu byłem szczęśliwy.

9. Półmaraton Księżycowy w Rybniku

Selfie Bookworm on the Run

Niesłychanie klimatyczny bieg. Założenia miałem dwa: cieszyć się biegiem i … przebiec całość bez zatrzymywania się. Udało się. Pamiętam cudowne, chwiejące się cienie nas biegnących przez zadrzewione ulice, tupot stóp, przyspieszone oddechy. Rynek i wspaniały doping. Wszystko na trzech pętlach. Złamałem po raz pierwszy 2 godziny, wydawało się, że już, już jestem gotowy do bicia rekordów w półmaratonie.

10. Najpiękniejszy bieg Minorki

Menorca zatoczkaZaczęły się wakacje. Na urlop wziąłem ze sobą buty biegowe i resztę biegowego wyposażenia. Biegałem prawie każdego dnia krótkiego urlopu, wstając wcześnie rano i zmagając się z wilgotnością, duchotą, upałem. Ciesząc się jak dziecko z biegu wzdłuż klifów czy tupotu sennymi uliczkami przy rybackim porcie. Byłem tak mokry, że nie miałem jak odbezpieczyć komórki, żeby zrobić zdjęcia! Grube krople potu pojawiały się w minutę po rozpoczęciu biegu. Miałem tylko dla siebie cudne nadmorskie klifowe zatoczki z chłodną, przejrzystą, głęboką wodą. Wracając zrzucałem buty, koszulkę i zanurzałem się w szmaragdową toń. Wracałem na śniadanie, do budzącego się ośrodka. Nawet nie wiecie jak bardzo byłem szczęśliwy. Może ta fotka odda moje wrażenia:

Ciutadella_droga

11. Półmaraton Praski

II BMW Półmaraton Praski meta

Po powrocie okazało się, że wygrałem pakiet startowy na Półmaraton Praski. Pojechałem więc do Warszawy, zwiedziłem Muzeum Powstania, ekspozycję GROM. Byłem szczęśliwy, a to nie koniec atrakcji. Leszek obwiózł mnie po Warszawie, zjadłem z nim i z Sylwią kolację. Noc spędziłem na podłodze sali gimnastycznej, na karimacie, korzystając z darmowego noclegu. Wystartowałem rano, czując zmęczenie po wczorajszym dniu. Plany miałem ambitne, ale po dziewiątym kilometrze, gdy minęli mnie ostatni pacemakerzy na 2:00:00, plany poleciały za ich balonikami. Zostałem ja, czując się coraz słabiej. W uszach miałem ostrzeżenie mgr. inż. Anioła, który dzień wcześniej przebiegł w Jaworznie „piętnastkę” – że słońce operowało bardzo mocno i lekko nie było. My startowaliśmy rano, słońce nie wydawało się być bardzo ostre ale zwolniłem. Wokół biegacze padali jak muchy – asfaltowa, odsłonięta trasa i upał zebrały srogie żniwo. Dobiegłem do mety z bardzo słabym czasem. Dopiero w pociągu powrotnym policzyłem ile wody pochłonąłem po biegu i .. wyszło mi na to, że skoro weszły we mnie 2 litry wody a ja wciąż chcę pić dalej, a woda jakoś ze mnie nie ucieka uszami, to jednak miałem na trasie pić więcej. Mój błąd. Odechciało mi się półmaratonów. I biegania na czas.

12. Katowice Business Run

Katowice Business Run 2015

Ale we wrześniu spełniałem swoje biegowe marzenie. Dzięki Tomkowi, koledze z licealnej ławy, przyjęto mnie do jednej z drużyn (bo to sztafeta jest) charytatywnego biegu – Katowice Business Run. Mój brat startował też w tym biegu – no i dublet, marzyłem o starcie w tym samym biegu z bratem. Który jest, był i będzie ode mnie lepszy w bieganiu. Maratończyk! KBR przywitał nas deszczem z rodzaju upierdliwych. I chłodem. Ale na mojej zmianie wyszło słońce! Lucky me! Wystartowałem bardzo ostrożnie, mocowałem się z podbiegami, nie wpadłem dzięki temu w „czarną dziurę” zachowałem siły na finisz. I wykręciłem całkiem niezły czas. Wracałem do domu bardzo szczęśliwy.

13. Półmaraton Bytomski

7. Bytomski Półmaraton - relacja

Niezawodny druh biegowy – mgr inż. Anioł znalazł VII Bytomski Półmaraton. Nam szerzej nieznany.

„Dlaczego Bytom? Bo jest na „B”

On miał „porachunki” za Jaworzno i „piętnastkę”. Ja za Praski. Pobiegliśmy. Dwa kółka – genialny układ, bo za pierwszym razem poznaliśmy trasę, za drugim okrążeniem mogliśmy już dopasować strategię do terenu. Przybijaliśmy sobie „piątki” z Aniołem, na kolejnych agrafkach. Od 17km wiedziałem, że biegnę po swój rekord. Miałem „ciary”. Byłem szczęśliwy jak jasna cholera, wszystko mi się popierniczyło z liczeniem szacunkowego czasu na mecie, po prostu prułem do niej jak dziki. 30 metrów przed finiszem ujrzałem na wyświetlaczu 1:49…, bryknąłem jak koziołek i śmignąłem do celu. Złamałem 1:50:00 o ponad pół minuty! Wiecie jak się cieszyłem? Potem czekaliśmy jak borsuki na nową dostawę drewna (ze dwie godziny?), żeby wygrać auto. Aha, nie tym razem. Niczego nie wygraliśmy. Trudno!

14. Cracovia Półmaraton Królewski

2. PZU Cracovia Półmaraton Królewski 2015

I wtedy do mnie dotarło. Że tak obiektywnie patrząc, to brakuje mi jednego półmaratonu żeby zakończyć rok z pięcioma „połówkami” na koncie. Ja, w swoim pierwszym biegowym roku miałbym przebiec pięć półmaratonów? Tym razem ja znalazłem kolejny bieg – Cracovia Półmaraton Królewski! Nawet Aniołowi udało się dopasować swój wyjazd rodzinny do tego biegu. Wystartowałem, przebiegłem się historycznymi ulicami Krakowa, pod Wawelem, na trasie łapały mnie skurcze, kolki, kląłem, umierałem ale do mety dotarłem wbiegając do Tauron Areny! Czy byłem szczęśliwy? Tak. Że skończyłem ten bieg i półmaratony na ten sezon. Byłem też szczęśliwy, po wydostaniu się z grodu Kraka, po godzinie stania w korku.

15. Górska Przygoda II w Wiśle

Górska Przygoda Wisła

Przedostatni widoczek. Górska Przygoda w Wiśle. Siedemnaście kilometrów radości z biegania i górskiej przyrody. Obawiam się, że na tym biegu złapałem górskiego wirusa. Objawia się tym, że się chce biegać w górach. Co prawda podbiegi (podejścia w moim wypadku) są męczące ale … jest zupełnie inaczej. Piękniej. Co ilustruje film autorstwa mgr. inż. Anioła:

16. Kolejna moczka i makówki w Stanowicach

Bieg po moczkę i makówki relacja

Fot. Anioł

Ostatniego kadru się domyślacie. To szeroko opisywany IV bieg po moczkę i makówki. Przygotowania do bycia Meksykaninem. Wspaniała zabawa. Spotkania. Byłem dziko szczęśliwy przed, w czasie i pisząc relację też.

17. Coming Soon

I tu się kończy moje podsumowanie szczęśliwego biegania 2015. Radości dopełnił link mgr. inż. Anioła, który znalazł cudowny bieg górski w czerwcu. 23,5km na Babią Górę. Decyzję podjęliśmy w 10 minut. A cieszymy się nią już tydzień. Poczytajcie co nas będzie czekać:

Mammut – 1/2 Sky Marathon Babia

Dystans zbliżony do półmaratonu – 23,5 km i ok 1450 m w pionie. To bieg trudny technicznie, ale nie tak niebezpieczny jak 3 pierwsze. Strome podbiegi, ale bez łańcuchów i klamer. Zbiegi trudne, ale bez wiatrołomów, strumieni (nie biega się wzdłuż rzek, jedynie w poprzek) itp. Do przetarcia dla tych , którzy nie są przekonani czy bieganie w organizowanych przez nas biegach wytrzymają… i będą to dobrze wspominać. Limit czasu –  6 godzin (ok. 4 km/h)

A jeśli macie ochotę, to rzućcie okiem na filmik Rafała Cabaja z tegorocznej edycji biegu. Mnie przykuło na całe 17 minut. Przy okazji – przyjmijcie moje serdeczne życzenia na rok 2016 – braku kontuzji i radości (szczęścia!) związanego z bieganiem.

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

22 komentarze

  1. mówię co myślę pisze:

    Masz rację :)
    A sposób myślenia, to bardzo ważna sprawa :)

  2. Jak patrzę na Twoje dokonania, to widzę, że rzeczywiście nie musisz zamykać oczu :)

    • Bookworm pisze:

      To raczej dziennik pokładowy, gdyby to były dokonania, to by zdjęcia ociekały pucharami i medalami :)

      • Dla mnie i wg mnie, to dokonania. Bo nie liczy się wynik, a liczy się to co Ty zrobiłeś i to że lubisz to i że przynosi Ci to frajdę :)
        No i dodam, ze dla mnie to co zrobiłeś jest nieosiągalne :)

        • Bookworm pisze:

          Wiesz, wczoraj coś mi się obiło o uszy w radiu, ktoś mówił, że szczęście jest m.in. wypadkową nowych rzeczy, które się robi – szczególnie po raz pierwszy. Większość z tych „mgnień” to właśnie moje „pierwsze razy”. Najważniejsze dla mnie jest to, że zmieniłem sposób myślenia z „na pewno się nie da” na „jak to zrobić, żeby się dało” ;)

  3. BasiaK pisze:

    Fantastyczna trasa w tym filmie. Mnie też przykuło na całe 17 minut. Aż mi energia wróciła. :) Tylko czy na pewno to trasa do biegania? ;) Sprawiłeś, ze zapragnęłam wejść na Babią Górę. Nigdy tam nie byłam, ale wyprawa może być bardzo realna, bo mam w okolicy rodzinę. Będzie okazja odwiedzić. :) A co do wspomnień. Część z tych relacji jest pewnego rodzaju i moim wspomnieniem, bo przecież odkąd tu trafiłam, zachłannie Twoje relacje czytam.:)
    17 mgnień szczęścia. Bardzo dobry tytuł. Oby 2016 również obfitował w Twoje szczęście biegowe (i nie tylko biegowe). :)

    • Bookworm pisze:

      Babia do wchodzenia jest bardzo fajna, pamiętam że byłem pod wrażeniem zmiennej roślinności. Dzięki za życzenia, zobaczymy co przyniesie ten Nowy Roczek :)

  4. O rany, nie wiedziałam, że taki wariat biega w moich okolicach!!! :D Gdybym wiedziała, nie wychodziłabym wieczorami ;D No ale i gdybym potrafiła biegać pewnie byśmy się gdzieś tu spotkali :) Gratuluję osiągnięć i byle do mety!!!

  5. Artur pisze:

    Wow! Zamurowanym rzem :D Niezłe CV :D Podziwiam i nie naśladuję :P Przynajmniej w tym roku :)

  6. Barbara Mocek pisze:

    Eh,jak zakończenie pracy maturalnej onegdaj….w dobrych zawodach wystapilem…Biegni
    j dalej!

  7. halmanmonika pisze:

    To wiele kilometrów w tym roku przebiegłeś – co za kondycja :) W takim razie życzę Ci równie wielu kilometrów przyjemności w tym roku :)

  8. I wszystkie te wspomnienia tylko z jednego roku? Niesamowite! Jestem pod ogromnym wrażeniem i szczerze życzę dalszych sukcesów, oczywiście gdzieś tam podliczanych kilometrami i medalami, ale głównie napotykanymi interesującymi ludźmi i ciekawymi miejscami. :)

    • Bookworm pisze:

      Dziękuję Ci pięknie :) Trafiłaś w sedno – najbardziej cenię spotkania z ludźmi, atmosferę i odkrywanie nowych miejsc. Biegowo jest szybciej – to jest główna zaleta biegania, szybciej zmienia się krajobraz :)

  9. Dola pisze:

    Wow, robi wrażenie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.