23 Maratona di Roma – relacja cz. 1


Niemal dokładnie rok po starcie w maratonie w Paryżu i niecałe pół roku po maratonie weneckim odwiedziłem kolejne piękne miejsce, celem przebiegnięcia dystansu 42 195 m oraz doświadczenia atmosfery wielkiej biegowej imprezy. W niedzielę 2 kwietnia stanąłem na starcie 23 Maratona di Roma.

Tym razem nie towarzyszył mi Paweł, a moimi kompanami w wyprawie byli widywani już w naszych relacjach Mariusz, dla którego miał to być drugi maraton oraz debiutujący na tym dystansie Sylwester. Dla mnie, mgr inż Anioła, był to maraton piąty i pierwszy z planowanych czterech w tym roku.


Dzień pierwszy

Do Wiecznego Miasta wyruszyliśmy w piątkowy poranek 31 marca. Podróż trwała kilka godzin, ponieważ lecieliśmy z Katowic przez Frankfurt.  Do naszego położonego blisko Watykanu apartamentu dotarliśmy z lotniska około 15:00. Krótki przepak i udaliśmy się do wioski maratońskiej, która rozmieszczona była w Pałacu Kongresowym.

Organizacja zrobiła na nas dobre wrażenie. Jak na Włochów wszystko było nawet zbyt poukładane. Numery startowe odebraliśmy sprawnie, a następnie przez alejki, w których można było zakupić każdą potrzebną biegaczowi rzecz, dotarliśmy po odbiór pakietów startowych.

Po drodze mijaliśmy stoiska reklamujące biegowe wydarzenia z Włoch i całego niemal świata.

Z numerami startowymi prezentowaliśmy się nieźle :-) Kolor numeru oznaczał przynależność do strefy startowej…

…złożyliśmy oczywiście podpisy na ściance.

Spotkaliśmy prawdziwych Rzymian…

…a wielkie wrażenie zrobiła na nas ściana z nazwiskami wszystkich startujących !

Dopiero tam, po przeczytaniu nazwisk znajdujących się obok mojego, uświadomiłem sobie, że za dwa dni, stanę na starcie z biegaczami z całego świata.

Pakiet startowy oprócz rewelacyjnej koszulki zawierał również dostarczony przez New Balance plecak dedykowany dla tej edycji maratonu, który z włożonym w odpowiednie miejsce numerem startowym stanowił pakunek, w którym można było oddać rzeczy do depozytu na starcie.

Opuszczając wioskę maratońską, cieszyliśmy się, że już w piątek załatwiliśmy wszelkie formalności, gdyż następnego dnia czekałby nas dużo większe kolejki.

Metrem udaliśmy się w pobliże Koloseum i rozpoczęliśmy wieczorne zwiedzanie miasta.  Zaczęliśmy od włoskiej kolacji w poleconej przez Trip Advisora niewielkiej knajpce.

Następnie na szlaku było Koloseum

Fontanna di Trevi, Pantheon, Piazza di Spagna ze słynnymi schodami, Piazza Navona i wiele innych miejsc, koło których przebiegać mieliśmy w niedzielny poranek.

Po długim spacerze czekał nas zasłużony odpoczynek przed kolejnym dniem zwiedzania.


Dzień drugi

Sobotę rozpoczęliśmy od przygotowania sutego śniadania. Duże omlety z warzywami oraz włoskie ciabatty dały nam dużo energii. Następnie espresso na rogu naszej ulicy i ruszyliśmy szlakiem miejsc kultu chrześcijańskiej wiary.

Zaczęliśmy od pobliskiego Watykanu. Muszę wspomnieć, że Rzym sprawiał przez cały czas wrażenie miasta mocno strzeżonego. Przy każdej stacji metra, jak również przy większych kościołach i zabytkach stacjonowali żołnierze z długą bronią i wozem opancerzonym. W pobliżu strategicznych miejsc brak było koszy na śmieci, a przy wejściach do niektórych kościołów turyści sprawdzani byli łącznie z bagażem zupełnie jak na lotnisku.

Powyższa fotografia pokazuje jak wojskowe przyczółki wtapiają się w uliczny ruch. Trudno mi powiedzieć czy ten podwyższony poziom bezpieczeństwa był spowodowany zbliżającym się maratonem. Podejrzewam jednak, że miejsca kultu religijnego i metro są już w Rzymie pilnowane stale.

Nasz szlak zwiedzania tego dnia przebiegał przez Plac św. Piotra, dalej wiódł w pobliże Zamku św. Anioła, następnie do Bazyliki św. Jana na Lateranie.

Spacerując ulicami widzieliśmy ślady zapowiadające gdzie jutrzejszego dnia przebiegać będzie trasa biegu.

Około 15:00 zakończyliśmy zwiedzanie i przygotowaliśmy sobie nasze własne pasta party.

Później, każdy z naszej trójki, w zaciszu i zadumie przygotował sobie wszystko co następnego dnia należało zabrać ze sobą na start. Tak prezentował się mój zestaw.

Przed zaśnięciem wspólnie z Mariuszem pospacerowaliśmy jeszcze w kierunku Placu św. Piotra, odwiedzając po drodze gelaterię i doładowując się pysznymi lodami.

O samym starcie przeczytacie w drugiej części relacji.

mgr inż. Anioł

...tak zostałem "ochrzczony" po jednym z biegów. Mgr inż. jestem prawdziwy. Anioł ze mnie żaden :-) Zostałem zarażony przez przyjaciela pisaniem o swojej pasji i od czasu do czasu popełniam jakiś wpis związany z bieganiem i tym co wokoło i przy okazji.

Może Ci się również spodoba

8 komentarzy

  1. Ściana z nazwiskami startujących imponująca :)

  2. Blogierka pisze:

    biegać w takim mieście-mega!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.