15 kroków do Paryża, Bieganie, Gościnnie, Relacje

40 Paris Marathon – relacja


W piątek, 1 kwietnia opublikowałem przedostatni post z cyklu 15 kroków do Paryża, gdzie opisałem przygotowania do startu w 40-stym jubileuszowym Paris Marathon.

Dziś pozostało postawić kropkę nad „i”, opisać krok piętnasty, który nastąpił po czternastu tygodniach treningów, a więc zrelacjonować sam bieg.


W sobotni poranek 2 kwietnia obudziłem się wyjątkowo spokojny, jakby całe zdenerwowanie powodowane długim oczekiwaniem na bieg mnie opuściło.  Przejrzałem jeszcze raz spakowane akcesoria i ubiór, sprawdziłem czy mam wszystkie bilety i dokumenty. Byłem gotów do wyjazdu.

Z Krakowa odleciałem z piętnastominutowym opóźnieniem około godziny 15:30. Polska żegnała mnie piękną słoneczną pogodą.

20160402_150958

Po dwóch godzinach lotu byłem już na podparyskim Charles de Gaulle Airport, gdzie ku mojej radości pogoda była zupełnie inna. Było pochmurno, dość chłodno i padał deszcz.

20160402_181707

Ubierając nieprzemakalną kurtkę byłem pełen nadziei, że prognozy o upalnej pogodzie dnia następnego się nie sprawdzą.

Niestety czekała mnie również druga niespodzianka. Okazało się, że na dzień 2 kwietnia zaplanowano remont linii kolejowej RER łączącej lotnisko z centrum miasta. Chwila konsternacji. Ale moment później zobaczyłem, że na lotnisku pracuje chyba ze 100 osób, zatrudnionych tylko po to by wyjaśniać pasażerom co w takiej sytuacji należy zrobić. Zostałem więc skierowany do zastępczego autobusu, następnie w połowie drogi do centrum przesiadłem się do kolejki. Wkrótce potem dwoma liniami metra dotarłem pod sam hotel, który znajdował się około 80 m od stacji. Tak blisko, że minąłem go dwa razy szukając, bo na mapie wyglądało, że to dalej :-)

20160402_191520

20160402_193319

20160402_200013


Byłem nieco spóźniony więc mój współspacz, już poszedł na miejsce spotkania do irlandzkiego pubu. Po krótkim przepaku i ja tam dotarłem. Na miejscu poznałem 3 kolegów, których wcześniej znałem tylko z maili, smsów i opowieści.

Doświadczeni maratończycy, Tomek i Piotr mający za sobą kilkanaście takich biegów i różne starty górskie na niewyobrażalnych dla mnie setkach kilometrów. Michał, 6 maratonów, obecnie triathlonista, z nim właśnie mieszkałem.

W pubie obejrzeliśmy Gran Derbi, chłopaki po jakimś piwku wypili, ja pozostałem przy wodzie. Hamburger z frytkami nie był może idealnym pożywieniem przed maratonem, ale wielkiego wyboru nie miałem :-)

20160402_204053

Po drodze do hotelu, mimo późnej pory udało mi się kupić gorące bagietki i słoik dżemu. Było to ważne, ponieważ uświadomiliśmy sobie, że śniadanie w hotelu, serwowane od 7:30, to już dla nas za późno.

Dzięki temu, że Tomek odebrał mi pakiet startowy, mogłem sobie wszystko spokojnie przygotować przed snem.

20160402_221240

Usnąć nie było łatwo, w głowie kłębiły się myśli, a gdy już zasnąłem…. całą noc biegłem. Miałem dziwny sen, bo jednocześnie biegłem i obserwowałem wyniki biegu live. Jednym słowem nie wyspałem się najlepiej :-)


Pobudka o 6:00 i od razu metodą Adama Małysza – bułka i banan. Wchłonąłem pół bagietki z dżemem i ten przyjazny biegaczom owoc. Potem prysznic i misterium ubierania się :-) Żeby nic nie zapomnieć. Hydrożele przelane do bidonu, jeden baton na wszelki wypadek. O 7:30 wychodząc łyknęliśmy na śniadaniu jeszcze po bananie, croissancie. Do tego kakao…. i w drogę :-)

Na pierwszej stacji metra było jeszcze pusto. Gdy nadjechał skład nie było łatwo wejść, był bowiem pełen biegaczy. Rano było chłodno, my już ubrani na start, więc ciepło zapewniała nam niezawodna folia :-) O dziwo… nikogo poza nami w takiej nie widzieliśmy ! Wszyscy chodzili w plastikach :-)

20160403_075839

Po 30 minutach byliśmy na Champ Elysse. I tu dopiero poczułem ogrom imprezy. Biegacze byli wszędzie ! Cała ulica odgrodzona i podzielona na strefy startowe. Była 8:10, start czołówki miał być o 8:45.

20160403_081821

Zapisując się rok temu wpisałem sobie jako startową strefę 4:00. Teraz żałowałem, start tej strefy był dopiero o 9:40, a poza tym ja chciałem biec na czas 3:45-3:50.

Koledzy startowali w strefach 3:00 i 3:30. Namówili mnie, żeby pobiegł z nimi. Tyle, że nie wpuszczano do stref tych, którzy na numerze startowym mieli inną.

Ale Polacy to naród, który nigdy nie zginie. Spojrzeliśmy na siebie z Michałem i już wiedzieliśmy ! Po przejściu bramki, Michał zdjął koszulkę z numerem, kawałek dalej rzucił mi ją przez płot, ja ubrałem na swoją i… już byłem w strefie 3:30 :-)

O dziwo było bardzo przestrzennie i luźno. Nie taki tłok jak w Żywcu :-) z mojego punktu widzenia organizacja była znakomita. Podział na strefy, które startowały co kilkanaście minut powodował, że nie było tłoku.

20160403_082935

20160403_083059_001

No może tylko toi-toi mogło być więcej. Ale za to były… hmmm…. takie open-pisuary, więc niekrępujący się niczym biegacze płci męskiej nie mieli problemów :-)

20160403_084158

Zbliżała się 9:00, o której był nasz start. Umówiliśmy się jeszcze z Michałem, że biegniemy razem tempem 5:05 – 5:10 do 30 km, a potem zobaczymy, czy przyśpieszymy, czy zdechniemy :-)

Ostatnie selfie z kumplami i…. cholera… przyznam się, trochę mi serce zadrżało gdy przebiegałem start, że to już… że tyle treningów, a teraz ten moment, na który czekałem.

20160403_090138

Teraz już nie będzie fotek :-) sam opis biegu…. ale na koniec, trochę to wynagrodzę.


Bieg był niesamowity, pod każdym względem inny, niż poprzednie. Niesamowita atmosfera. Tłumy kibiców. Dosłownie tłumy. Wiwatujące, gwiżdżące na gwizdkach, trąbiące na trąbkach. Do tego co kawałek orkiestry dęte, bębniarze, gitarzyści. Dopingujące grupy przebierańców i artystów. Po prostu niesamowite…. i kultura dopingu na wysokim poziomie. Mimo, że biegłem w tłumie często słyszałem „Allez Thomas ! Allez Thomas !”. Naprawdę niosło.

Tłum biegaczy czasem gęstniał, a czasem się rozrzedzał, były chwile, że trudno było utrzymać własne tempo. Ale mimo to trzymaliśmy się z Michałem razem, tempo 5:05-5:10, trzymaliśmy równo, przy okazji podziwiając zabytki :-) Nie będę tego opisywał, bo musiałbym wspomnieć o połowie przewodnika po Paryżu :-)

Biegliśmy jak w zegarku. Pierwsze 5 km w 25:46, drugie 5 km w 25:49, trzecie w 26:26 bo trochę spowalniał nas tłum.

Dopiero na 15 km poczułem, że natura zwycięża…. i musiałem pod krzaczek. Straciłem 40 sekund i już Michała nie widziałem. Dalej więc biegłem sam. Kolejne 5 km zrobiłem w 25:33 i było to najszybsze 5 km podczas mojego biegu. Było ciut z górki.

W połowie maratonu miałem czas 1:49:19. Widzę to teraz na wynikach, bo mój zegarek lekko się gubił, zwłaszcza w tunelach i pod mostami.

Właśnie…. tunele :-) Fajne przeżycie, zwłaszcza gdy biegnie się ponad 1 km w półmroku, przy nastrojowej muzyce. Czytałem opisy z poprzednich lat, że niektórym był duszno, ale mnie tam biegło się super.


Niestety robiło się gorąco, coraz goręcej, słońce było wysoko na niebie, zbliżało się południe. Żele łykałem co 7 km, wodę w sprytnych małych buteleczkach (genialne zamiast kubków) brałem na każdym punkcie co 5 km. Ale i tak zacząłem czuć, że nogi biegną wolniej.

Kolejne 5 km zrobiłem już wolniej w 26:28 i 27:31. Czułem, że lekko słabnę. Tętno miałem ok, cały czas trzymałem się limitu okolic 158-160, oprócz podbiegów oczywiście. A było ich trochę wbrew pozorom. W sumie na trasie zegarek pokazał mi 429 m różnicy wysokości, ale myślę, że GPS trochę głupiał w mieście. Aż tyle nie było.

Na 30 km miałem czas 2:37:33 i wciąż biegłem na rezultat końcowy 3:45:00. Z każdą jednak chwilą czułem, że będzie trudniej. Maraton faktycznie zaczyna się po 30 km :-) I nie mówię o jakieś „ścianie” bo czułem się świetnie. Tylko nogi biegły wolniej. No i tętno szło w górę.

Kolejną 5kę zrobiłem już w 29:04. Lasek Buloński. Podbiegi. Coraz więcej podbiegów :-) Wyprzedzałem wciąż wielu biegaczy. Wielu szło, rozciągało się na poboczach, leżało na ziemi. Upał doskwierał, karetki jeździły. Ale kibice wciąż nieśli do przodu :-)

I nagle na 38 km poczułem, że mnie odblokowało ! Kolejne 5 km przebiegłem w 29:18, ale już ostatnie trzy km biegłem tempem około 5:35 – 5:40, nie patrzałem już na tętno, które zaczęło osiągać 170 (zmęczenie+podbiegi+emocje). Meta była blisko i już wiedziałem, że plan minimum czyli pobicie życiówki o 10 min jest realny. Osiągnąłem go, kończąc z wynikiem 3:48:44.  To dokładnie 10 minut i 2 sekundy lepiej niż rok temu w Pradze, mimo że Paryż był dużo trudniejszy, ze względu na upał i zagęszczenie biegaczy. Dało to 10198 miejsce w grupie prawie 43 000 biegaczy którzy stanęli na starcie, a więc w pierwszej ćwiartce :-)

Pierwotna liczba zarejestrowanych była dużo wyższa, bo 57 000, myślę że zamachy w Paryżu i Brukseli niestety odcisnęły tu swoje piętno.

Ale…. co najważniejsze, osiągnąłem inny cel. Przybiegłem z uśmiechem :-) Nie byłem wyczerpany, cieszyłem się tą przygodą :-)

31611003


Za metą znów niesamowite wrażenie dobrej organizacji. Szybkie wręczanie koszulek dla Finisherów…..

20160403_125941

i medali….

20160403_130027

Gdy spacerowałem, czytałem smsy, zadzwonił Michał. Okazało się, że minąłem go na 38 km i przybiegł 3 minuty za mną. Dopadły go skurcze :-(

Niektórzy po biegu leżeli wyczerpani….

20160403_130648

…inni korzystali z dobroci przygotowanych na mecie :-)

20160403_130700


My z Michałem zrobiliśmy sobie jeszcze spacer po Paryżu, do wcale nie najbliższej stacji metra. Miasto wyglądało pięknie….

20160403_132640

….a opuszczone przez biegaczy Champs Elyssees jakoś puste :-)

20160403_132619

Po drodze do hotelu wypiliśmy po litrze wyciskanego soku z pomarańczy, do tego najadłem się…. truskawek, bo wyglądały tak pięknie :-)

Szybka kąpiel w hotelu, przepakowanie i na lotnisko !

20160403_153157

Po drodze… pizza… tarta…. zupa i sałatka :-) w samolocie dwie muffinki, gorąca czekolada i cola :-) no co ? głodny byłem no nie ? :-)

O 20:00 wylądowałem w Krakowie, a godzinę później na drzwiach domu witał mnie narysowany przez synka rysunek :-)

20160404_071953


Tych, którzy doczytali do tego miejsca moją przydługą relację, zapraszam do obejrzenia filmu, który…. sam nakręciłem podczas biegu. To taka moja pamiątka i relacja dla samego siebie, bo przecież kiedyś, nie będę już pamiętał, jak się czułem biegnąc :-)


Na koniec podaję jeszcze link do szczegółów zapisów biegu na Movescount

http://www.movescount.com/pl/moves/move99796991

oraz link do rezultatów, gdzie obok nazwiska można też zobaczyć filmy z różnych fragmentów trasy i z finiszu

http://www.schneiderelectricparismarathon.com/us/the-race/results/results-marathon


Na tym kończę mój cykl…. przyznam się, że przyzwyczaiłem się do blogowania i trochę mi będzie tego brakować :-)

Dziękuję wszystkim czytającym za słowa wsparcia przed biegiem i zastrzyki energii, które dawaliście mi swoimi komentarzami !

                                                                                                                                  mgr inż. Anioł


21 Comments

  1. Piotr Anioła

    Gratulacje! dla Anioł od Anioła ;)

  2. Piotr Anioła

    Gratulacje! dla Anioł od Anioła ;)

  3. MEGA!! Anioł- jesteś moim MISTRZEM!! GRATULACJE!! :DD Relacja świetna i czytałam jednym tchem! Paryż jest cudny i zmagać się z takim dystansem w tym mieście to niezapomniana przygoda!! A filmik- sztos!
    ps. Nie wygłupiaj się tylko pisz nadal gościnnie u Worma :)

    • mgr inż. Anioł

      Cholera…. Mistrz Anioł…. nieźle :) myślę, że może wynegocjuje z Pawłem space na jakieś 2 wpisy na miesiąc :-) nie wiem jakie bedą warunki, ale spróbuję :-)

  4. Ale czaaaaaaaaaaad!!! Już raz gratulowałam na movescount, ale z przyjemnością gratuluję jeszcze raz! Bardzo mi się podoba filmik, który nakręciłeś, to bardzo przybliża atmosferę, tym bardziej, że wciąż jeszcze mam w pamięci (i w mięśniach) swoją połówkę sprzed dwóch dni :D Moja relacja prawie napisana – zapraszam niebawem :D

    • mgr inż. Anioł

      Dziękuję za kolejne gratulacje :-) Z radością przeczytam Twoją relację bo tak już mam, że lubię sobie wyobrażać atmosferę zawodów i patrzeć na nie oczami innych biegaczy :-)

  5. Przydluga relacja? Chyba przykrótka. :-) Ale filmik rekompensuje. Dzięki Ci, że mogłam zobaczyć to co się tam działo i przez chwilę poczuć jakbym tam była (siedząc sobie wygodnie w fotelu) :-) Brawo brawo brawo! Wiedziałam, że będzie dobrze, w końcu kciuki trzymałam porządnie. :-D Przebiegłeś ten maraton jakby to była dyszka. A potem wybrałeś się na zwiedzanie. Ludzie padali, a Ty poszedłeś w miasto. Niesamowite. :-D
    Bardzo się cieszę, że mogłam śledzić Twoje przygotowania, bo jak wiesz jesteś jedną z osób która mnie bieganiem zaraziła. Tak, dziś już mogę powiedzieć, że biegam. :-) Wciąż jeszcze w tempie ślimaka, ale robię postępy, co mnie bardzo cieszy i nakręca. A czytanie takich relacji rodzi w mojej głowie pomysł, że może i ja kiedyś gdzieś choć jakąś dyszkę zrobię. :-) Dlatego dziękuję Ci dziś za przekazanie wirusa i mam nadzieję, że jednak stalą rubrykę u Pawła będziesz miał. Bo wiesz, trzeba zarażać następne osoby, a anielskie moce bardzo się tu przydadzą. Pozdrawiam i dziękuję. :-)

    • mgr inż. Anioł

      Dziękuję wierna czytelniczko całego cyklu :-) Cieszę się, że biegasz i jestem pewnien, że za jakiś czas przeczytam relację z Twoich pierwszych zawodów :-)

  6. Bardzo dziękuję Tomku za tą wspaniałą relację i za wszystkie artykuły. Twoja zaraźliwość jest bardzo skuteczna, ale mam nadzieję, że mnie na listę uczestników maratonu nie wciągnie :) Świetnie opisałeś całe wydarzenie. Przyznam, że odbierałem je przez pryzmat mojego kibicowania w Warszawie. Tym bardziej łatwiej mi było przenieść się z Tobą do Paryża :) To co przeżyłeś jest wspaniałe! Podziwiam Twoją konsekwencję i jeżeli tylko wpadniesz na pomysł założenia własnego bloga lub pokazywania się u Pawła masz stałego kibica :) Gratuluję z całego serca i pozdrawiam!

    • mgr inż. Anioł

      Bardzo dziękuję i cieszę się, że się podobało :-) na własny blog nie mam czasu, a poza tym, gdzie mi będzie tak dobrze, jak u Pawła od czasu do czasu się pojawić :-)

  7. Relacja kapiąca emocjami, tętno mi wzrosło, w tunelu czułem, że brakuje mi tlenu a po plecach cieknie pot.
    Gratulacje.
    Tak sobie przypomniałem jak będąc w szkole średniej biegałem razem z kolegą na jakieś 5 – 8 km (wtedy nie było takich udogodnień jak teraz, żeby to zmierzyć) – jedna część trasy asfaltem a powrót polnymi duktami (ta część była trudniejsza). Piękny to był okres …

    Nie będziesz już blogował?

    • mgr inż. Anioł

      Bardzo dziękuje :-) starałem się oddać emocje, choć oczywiście tak naprawdę opisać ich nie umiem, dopiero teraz docierają niektóre rzeczy do mnie :-) Co do blogowania…. pogadam z Pawłem, coś ustalimy, może tak całkiem to nie zniknę :-)

  8. Tomku
    gratulacje za bieg. Pobicie życiówki o 10 minut to fajna sprawa :)

    Ad. maraton:
    rok temu też było ciepło. Asia straciła sporo sił przez to. U nas w Polsce nie było za bardzo jak się przygotować do tego.
    Buteleczki rzeczywiście świetna sprawa.
    Kibice – oj tak, fantastyczni są.

    I proszę mi się tu nie żegnać z blogowaniem. :)

    gratulacje wielkie raz jeszcze :)

    • mgr inż. Anioł

      Dzięki ! :-) temperatura za wysoka i tak jak podkreślasz nieco nowa dla organizmu przyzwyczajonego do wieczornych treningów w Polsce, czy zawodów w Żywcu gdzie było rano 4 stopnie :-)

      • Dlatego trzeba biegać w dzień, a nie wieczorem. Aczkolwiek w tej sytuacji, to i tak było ne do zrealizowania, bo temperatury u nas skoczyło mocno dopiero kilka dni temu. Ale jeśli chodzi o adaptację do takich temperatur to trzeba biegać za dnia, nie unikać upału.
        Paweł, jeśli to czytasz to masz tutaj kolejną podpowiedź ad. nasza short rozmowa o upale.

        • Oczywiście, że czytam, jesteś pod moją „dyskretną obserwacją”, sorry, ale zostałeś uznany przeze mnie (i pewno nie tylko) za autorytet biegowy – teraz nie ma już „zmiłuj” ;) autograf po spotkaniu obowiązkowy oraz wywiad z ekspertem również :D

  9. Gratuluję, gratuluję, gratuluję. Podziwiam, zazdroszczę i sam nie wiem co jeszcze. Wspaniała relacja ze wspaniałej przygody. I proszę mi się tu nie żegnać z blogowaniem. :)

    • mgr inż. Anioł

      Bardzo dziękuję :-) sam jeszcze nie ochłonąłem z emocji mimo, że minęło tyle godzin :-)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén