Bieganie, Relacje

6 Górska Pętla UBS 12:12 – relacja


Człowiek uczy się i zdobywa doświadczenie całe życie. A najlepiej uczy się na błędach i porażkach. Podobnie jest z bieganiem, zwłaszcza tym górskim. Na trasy gdzie najbardziej dostało się w tyłek, chętnie się wraca, by zmierzyć się z wyzwaniem jeszcze raz.

Zeszłoroczna 5. Górska Pętla UBS 12:12 w Brennej, była dla mnie jednym z najtrudniejszych biegów, Ci którzy czytali moją relację, pamiętają, jak bardzo zmarzłem na trasie, co mocno zaważyło na końcowym wyniki naszego duetu.

W tym roku wspólnie z Bartkiem, ponownie powołaliśmy do życia Duet Biegowy Chmiel Krajowy i wróciliśmy pełni zapału. UBS 12:12 to zawody gdzie chętnie się wraca, ze względu na świetną organizację, wyjątkową atmosferę i możliwość startu w dwuosobowej sztafecie.

Przed startem

Moje przygotowania do biegu były mocno zakłócone. Zeszłoroczny sezon zakończyłem biegiem Garmin Ultrarace w Gdańsku. Był to dla mnie 8 bieg o dystansie przynajmniej maratońskim w zeszłym roku i zapłaciłem za to przeciążeniem stawu skokowego lewej nogi. Styczeń był ciężki. Próby biegania w górach kończyły się bólem. Pierwszy raz w życiu byłem zmuszony zejść z trasy z powodu kontuzji, w biegu Zawierucha w styczniu. Wtedy postanowiłem odpocząć od gór przez miesiąc i zmienić buty do biegania w górach.

Tydzień przed startem zrobiliśmy z Bartkiem rekonesans trasy, było jeszcze bardzo zimowo. Całkiem sporo zmrożonego śniegu u góry i błoto na dole. W ciągu tygodnia poprzedzającego start było ciepło, wietrznie, ale padał też śnieg. Jadąc do Brennej, zupełnie nie wiedzieliśmy czego się spodziewać na trasie.

Zamieszkaliśmy około 400 m od startu w apartamentach, co dało nam możliwość bardzo szybkiego przemieszczania się na start, ale również skutecznego odpoczynku między pętlami.

Brenna przywitała nas wiosennie. Ale pogoda była kapryśna. Około 8 stopni, trochę deszczu i wzmagający się z każdą godziną wiatr.

Odebraliśmy pakiety w biurze zawodów, w hotelu Kotarz. Dość minimalistyczne, ale to co trzeba było, numer startowy i pamiątka z biegu w postaci rękawków. Bez makulatury na szczęście.

Po drodze na start udaliśmy się na odprawę. Biegacze wysłuchali opowieści o trasie, warunkach na niej i regulaminie zawodów.

Bartek, który podobnie jak rok wcześniej zaczynał pierwszy z nas, przygotowywał się do startu i rozgrzewał na pobliskim „stadionie”.

Zdecydowaliśmy się na kolejność podobną jak w zeszłym roku. Chcieliśmy tym razem zrobić przynajmniej 5 pętli. Ja nie byłem pewien, jak zachowa się moja kostka, więc rozsądnym było rozpoczęcie przez Bartka, bo dawało dużą szansę na 5. kółko.

Start i pierwsze dwie pętle

Punktualnie o 12:12 rozpoczął się bieg. Czołówka pognała do przodu, stawka rozciągnęła się już na starcie. Bartek kipiał energią!

Podobnie jak w zeszłym roku, nasza komunikacja opierała się na jednej rozmowie telefonicznej, którą inicjował będący na trasie, przebiegając obok wieży na Starym Groniu. Wtedy drugi ze sztafety miał około 25 min na przygotowanie i przybycie na start. Zakładaliśmy, że trzeba biec poniżej 2 h pierwsze pętle i nieznacznie przekroczyć ten czas na drugich pętlach.

Bartek walczył dzielnie i zadzwonił do mnie o 13:42. Swoją pętlę zakończył z czasem 1:52, byliśmy wówczas na 40 miejscu w generalce. Pierwszą pętlę ukończyło 223 biegaczek i biegaczy.

fot. Darek Krause

Zmiana jak zawsze odbyła się poprzez przybicie piątki i ruszyłem na trasę.

Było bardziej miękko niż tydzień wcześniej. Trasa w pierwszej części podbiegu była dość błotnista. Im wyżej, tym więcej było mokrego śniegu.

Dla przypomnienia mapa i profil trasy. Długość pętli wynosi około 16 km, przewyższenie około 800 m na jednym okrążeniu.

Po około 54 minutach byłem na początku hali Jaworowej. Było dużo cieplej niż rok temu, pokonywałem ją w dobrym nastroju i dość szybko, jak na moje możliwości.

Okazało się, że nie ma żadnych śladów kontuzji. Chwilami musiałem zwalniać, żeby zachować siły na kolejne okrążenia. Założyłem sobie, że chcę przybiec na metę kwadrans szybciej, niż na treningu przed tygodniem, gdzie czas wyniósł 2:10. Biegłem z uśmiechem na ustach i pełen woli walki.

fot. Darek Krause
fot. Kamil Lorek

Za Starym Groniem skończył się śnieg i zbieg do mety był już w prawie wiosennych warunkach. A widoki o takie !

Pętle skończyłem z czasem 1:54. W duecie po dwóch kółkach mieliśmy czas 3:47 i byliśmy na 31 miejscu.

Drugie pętle

Podczas gdy Bartek wyruszył na swoją drugą pętlę, ja po szybkim prysznicu zajadałem spaghetti. Zdążyłem się porolować i walnąć na łóżko z nogami do góry. Dwie godziny to całkiem dużo czasu na szybką regenerację.

Tymczasem zaczynało wiać coraz mocniej. Przed 18:00 otrzymałem alert.

Rządowe Centrum zaleca mi zostanie w domu i unikanie otwartych przestrzeni. Cóż… z obecnym rządem średnio mi po drodze, w domu zostać nie mogłem, bo kto za mnie pobiegnie górską pętlę ? A co do otwartych przestrzeni, jest ich kilka na trasie, założyłem jednak, że mnie nie porwie.

Bartek zadzwonił, powiedział, że jest ciężej niż na poprzedniej pętli, bo bardziej miękko i wieje. Ubrałem się w strój, który miałem na zmianę, czyli wszystko oprócz butów było suche.

Wkrótce, gotowy do startu czekałem na Bartka. Zrobił czas 2:04 i byliśmy już na 26 miejscu.

Drugą pętlę zacząłem nieco wolniej, mimo wszystko coś już w nogach miałem. Na trasie było mniej zawodników niż kilka godzin wcześniej. Kilkunastu wyprzedziłem, ale zapewne nie byli to uczestnicy biegnący w parach, ale ci, którzy samodzielnie pokonywali trasę. Mieli zatem w nogach dużo więcej kilometrów niż ja. Mnie też minęło kilku z czołówki, mających już więcej pętli za sobą.

Biegnąc w ciemności przypominałem sobie mróz sprzed roku. Wtedy byłem solidnie wystraszony. Teraz wystarczyło trzymać tempo.

Na Jaworowej zameldowałem się po 58 minutach, było więc wolniej niż na pierwszej pętli i wiedziałem, że stracę finalnie kilkanaście minut w porównaniu z tamtym okrążeniem. Zakładałem, że gdybym skończył poniżej 2:00, to wtedy będzie szansa, byśmy powalczyli o pokonanie 6 pętli. Ponad miesiąc bez mocniejszych treningów dał się we znaki. Starałem się biec szybko, ale błoto było solidne, a ja wciąż nie mam odwagi puścić się na zbiegach w takich warunkach. I głównie dlatego skończyłem pętlę z wynikiem 2:11. Łącznie mieliśmy 8:03 i 25 miejsce.

Nastrój miałem zupełnie inny niż rok wcześniej. Wciąż uśmiech na twarzy i duża piątka dla Bartka zaczynającego swoją 3 pętlę.

Piąta pętla i meta

Krzyknąłem Bartkowi, żeby biegł ostrożnie. Nie mieliśmy już szans na zrobienie 6 okrążeń. Może gdyby było 10 min mniej na zegarze. A tak, wiedząc, że u góry wieje coraz mocniej, zaczyna padać śnieg, a trasa jest coraz bardziej błotnista, założyliśmy, że Bartek pobiegnie na spokojnie, żeby bezpieczenie ukończyć zawody.

Ja w tym czasie powtórzyłem manewr z prysznicem i posiłkiem, a na linię mety udałem się już w częściowo cywilnym ubraniu. Bartek w międzyczasie dzwonił, że pada bardzo mocno śnieg.

Do mety zawodnicy dobiegali w odstępach kilkuminutowych. Wyglądałem Bartka, ale w ciemności po świetle czołówki trudno go było poznać. Na dodatek mocno padał deszcz. W końcu go dostrzegłem, pętlę skończył z czasem 2:22 i zmęczony, ale dumny cieszył się na mecie !

Okazało się, że na błotnistym zbiegu zaliczył upadek. Potrzebował chwili na ogarnięcie się, a ja w tym czasie odebrałem dla nas medale. Były nam potrzebne właśnie wtedy, gdy wraz z nimi otrzymywało się piwo! A piwa i gorącego makaronu mój biegowy partner potrzebował wtedy najbardziej.

Po posiłku spojrzeliśmy na wyniki. W porównaniu z poprzednim rokiem czas na 4 pętlach mieliśmy o 40 min lepszy! Do tego doszła piąta pętla Bartka. Mieliśmy łączny czas 10:27. Dało nam to 26 miejsce w generalce i 15 wśród męskich duetów.

Podsumowanie

Godzinę później, gdy Bartek zmył z siebie pot i błoto, przyszedł czas na radość i podsumowanie biegu. Było super! Z wielu względów. Organizatorzy jak zwykle spisali się na medal. Świetna obsługa, pyszne i sute posiłki, dobre oznakowanie i sama trasa bardzo urozmaicona.

Z naszej formy też byliśmy zadowoleni. Byliśmy mniej zmęczeni niż rok wcześniej, do późnej nocy śmialiśmy się opowiadając biegowe i niebiegowe historie.

Na górską pętlę UBS wrócimy za rok! Tym razem, już z planem pokonania 6 pętli. Na razie przed nami różne plany. Ja wkrótce pobiegnę Salamandrę Ultra 50 km, potem z Bartkiem spotkamy się ma maratonie w Madrycie. Przed nami wiele startów, oby forma i humory wszędzie dopisywały tak jak w Brennej.

Rano, wraz z rodzinami wyjechaliśmy, już samochodami, na Grabową. Mieliśmy wielką ochotę na kawę w Grabowej Chacie. Super było zobaczyć trasę, zwłaszcza że znów padał śnieg. Może to już dla mnie ostatni widok zimy w tym roku?

Wyniki zawodów można znaleźć tu, wszytskich którzy jeszcze nie byli zachęcam do spróbowania pętli UBS. Naprawdę warto!



Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén