A

Apartament: miejsce gdzie maratończyk może się wyspać przed biegiem i wypocząć po nim, ugotować makaron na węglowodanową kolację i zjeść obiad, gdy restauracje są zamknięte (patrz litera G). Gdy umieszczony jest w centrum miasta, sprzyja spacerom po uroczych uliczkach, ale uniemożliwia zaparkowanie w łatwo dostępnym miejscu.

Amstel Radler: leciutkie piwo, którego dwie duże szklanki mgr inż Anioł wchłonął na mecie maratonu niczym ambrozję.  Niestety stoisko z nim nie zostało zauważone przez Bookworma, który próbował jeszcze powrócić na stanowisko dystrybucji trunku, ale zamysł spełzł na niczym.

Aberu Mekuria: etiopska biegaczka, najszybsza w Walencji w tym roku. Zwyciężyła z czasem 2:26:17.

B

Banany: pożywienie dostępne tylko dla biegaczy z przodu stawki, ci wolniejsi muszą zadowolić się żelami. Bookworm natknął się na ich resztki dopiero ok. 40. kilometra. Z brakiem bananów łączy się ściśle literka „ż” jak żele.

Bębny: instrumenty muzyczne z grupy membranofonów, wykorzystywane bardzo często przy dopingowaniu biegaczy – na trasie maratonu w Walencji występowały w dużej liczebności grupowej, rewelacyjnie wpływając na tempo biegu.

Bookworm: pseudonim Pawła, który zaskakująco (akurat mu wierzymy) pojawił się na jego numerze startowym. Utrudnił tym niesamowicie Hiszpanom doping, na całej trasie jedynie jedna dziewczynka spróbowała tego pseudonimu użyć.

Bratysława: to stąd się wylatuje do Barcelony, co niekoniecznie dla wszystkich jest oczywiste.

C

Calastrava Santiago: hiszpański architekt i inżynier budownictwa, autor wielu znanych i ciekawych budowli na całym świecie. Studiował w Walencji i tam zbudowane zostało według jego projektu Miasteczko Sztuki i Nauki, gdzie usytuowano start, metę i expo maratonu.

Ciekawostki: jeszcze przed startem otrzymaliśmy w wersji elektronicznej sporej objętości magazyn maratonu w Walencji, a w nim 42 ciekawostki, które Bookworm przełożył na odrębny wpis.

D

Demokracja: na jej brak w Hiszpanii wskazuje wielu Katalończyków. Manifestują to na wymownych transparentach i banerach wieszanych na balkonach i w oknach mieszkań.

E

Emocje: trwale towarzyszą walce na trasie maratonu. Występują u biegaczy, kibiców i organizatorów. W okolicach gdzie odbywa się maraton są w zdecydowanej większości pozytywne, a czasem nawet zmieniają uczestników tych biegów w innych ludzi, niż byli na starcie. Zdaniem niżej podpisanych maraton w Walencji jest generatorem wspaniałych emocji dzięki perfekcyjnej organizacji i widowiskowej trasie.

F

Finisz: może być malowniczy i wręcz epicki, jeśli usytuuje się go i wyeksponuje na wodzie tak jak w Walencji. Takie miejsce dodaje energii, urzeka i świetnie wygląda na fotografiach. Nawet ze zmęczonymi uczestnikami na pierwszym planie. Zresztą sami spójrzcie:

G

Godziny otwarcia: w przypadku restauracji w Hiszpanii – mogą frustrować. Nie są kompatybilne z okresem, w którym biegaczowi chce się jeść i zmuszają do jedzenia jajecznicy na podwieczorek.

Gold Race Label: oznaczenie nadawane najlepiej zorganizowanym biegom na świecie. Gwarantuje Ci, że organizatorzy biegu będą dążyć do perfekcji, a biegacz będzie czuł się jak oczekiwany gość, a nie intruz.

H

Hiszpania: kraj wręcz stworzony dla biegaczy. Sprzyjający klimat przez cały rok, infrastruktura, setki biegów organizowanych w całym kraju. Do tego wspaniali i żywiołowi kibice, przyzwyczajeni do tego, że ulicami ich miast wciąż ktoś biega. Gdy wyjdziecie na ulice Walencji, Barcelony czy Madrytu – biegaczy spotkacie dosłownie wszędzie i każdego dnia.

I

Izotonik: napój spożywany celem uzupełnienia ubytków minerałów po dużym wysiłku jakim jest pokonanie maratonu. W szczególnych przypadkach może być zastąpiony piwem, najlepiej ze szczyptą soli. Gwoli wyjaśnienia, wieczór po maratonie jest przypadkiem szczególnym, z solą lub bez. Na trasie maratonu serwowano niebieski izotonik butelkami, otrzymaliśmy go też na mecie.

J

Św. Józef: w wieczór imienin tego świętego (19. marca) kończą się wspomniane przez Tomka Las Fallas (patrz litera L). Ciekawe czy nie ma w tym czasie jakiegoś fajnego biegu w okolicy?

K

Kibic: w celu zapewnienia odpowiedniego poziomu dopingu na wyprawy zagraniczne wozimy ze sobą Kibicującą Jednostkę Specjalną, którą strategicznie rozstawiamy w okolicach połowy dystansu, dzięki której mamy zdjęcia z trasy oraz rekwizyty do zdjęć narodowych po maratonach. W Walencji KJS zajął pozycję przy 28. kilometrze.

Kitwara Sammy: kenijski biegacz, który zwyciężył w tegorocznym maratonie w Walencji, ustanawiając przy tym fantastyczny rekord trasy 2:05:15 !

Korek: doświadczyliśmy go w okolicach Brna oraz Walencji. Charakteryzuje się zaburzeniem misternie przygotowanego planu, bywa wywoływany robotami drogowymi oraz demonstracjami oburzonych Hiszpanów. Niestety w naszym wypadku korek nie wiązał się z zatykaczem butelek z winem – jeden z nas był non stop kierowcą, drugi najpierw liczył na poprawienie życiówki (więc nie pił), później był na tyle zmęczony, że pozostał w trzeźwości. Wieść gmina jednak niesie, że nadrabia okres abstynencji.

Koszulka biegowa: unikalnym rozwiązaniem przygotowanym przez organizatorów była koszulka, na której pod wpływem wilgoci (potu) pojawiała się mapa Walencji. Odrębną kwestią jest jej fason i rozmiarówka, widać budowa Hiszpana odbiega od budowy Polaka. Hiszpańskie hasło: „La vas a sudar” (będziesz się pocić) bardzo zgrabnie pokazuje zalety koszulki:

Koty: w jednej z dzielnic Walencji na ścianach pojawiają się przyklejone… koty. Bookworm, jako miłośnik kotów jest na tropie tego tematu, kto wie, może wkrótce powstanie na ten temat ciekawy wpis?

L

Las Fallas: fiesta odbywająca się co roku w Walencji. Wiele lat temu Tomek był jej uczestnikiem. To święto ognia, podczas którego mieszkańcy na skrzyżowaniach ulic budują olbrzymie monumenty z drewna i papieru, a następnie odbywa się przemarsz, podczas które w uroczysty sposób są one spalane. Odbywa się również cabalgata, czyli przemarsz przez miasto lokalnych orkiestr, a następnego dnia ma miejsce ofrenda  – jest to ofiara kwiatów Matce Boskiej.

Linia (żółta): wskazująca biegaczom optymalny tor biegu, a po maratonie przypominająca, że „o, tu biegliśmy!”.

M

Makaron: tradycyjna karma maratończyków, świetne źródło węglowodanów, czasem z dodatkiem robaczków (dziękujemy ci Carrefour Spain) – ale to przecież proste białko.

Mañana: teoretycznie po hiszpańsku znaczy jutro. Tym słowem określono nikłą znajomość języka hiszpańskiego przez Bookworma, który próbował udowodnić Hiszpanom, że zna język Cervantesa. Zainteresowanych tym wątkiem odsyłam do „s” jak sól.

Maraton: odległość pomiędzy startem, a metą biegu w Walencji. Wg źródeł oficjalnych mierzy 42 kilometry i 195 metrów. Wg zegarków Tomka i Pawła jest to ponad 43 kilometry.

Mandarynki: jak się okazało jedyny tolerowany przez żołądek Pawła pokarm, w czasie pierwszej godziny po biegu. Patrzał na nie nieufnie, a w końcu skusił się, zjadł trzy i uśmiechnął. Niewykluczone, że w tym miejscu powstanie kiedyś tablica pamiątkowa upamiętniająca ten doniosły fakt.

N

Numer startowy: kolorowa karteczka, na której pojawiają się losowe pseudonimy biegaczy (patrz: Bookworm). Czasem karteczka ma przyklejony chip, który przy sprzyjającym układzie wiatrów i modlitw działa.

O

Opaska z międzyczasami: swoista road-mapa, którą biegacz umieszcza na nadgarstku przed startem. Chroni mózg przed zbędnymi kalkulacjami, jest odporna na niedokładności GPS i pomaga zorientować się, czy w określonym miejscu trasy jesteśmy o czasie, jaki zakładaliśmy. Opaska nierozerwalnie (!) wiąże się z taśmą klejącą, którą należy ze sobą mieć, aby ją na ręku zakleić.

P

Palmy: obiekt uwielbienia Bookworma. Większość jego kompromitujących zdjęć zostało wykonanych w okolicy obfitującej w palmy.

Peugeot Partner: rewelacyjnie pojemny pojazd kołowy pochodzenia francuskiego, który zaginał autostradową czasoprzestrzeń pomiędzy Barceloną i Walencją, rozpychał stoliki i turystów w zabytkowym centrum Walencji (w drodze do garażu podziemnego), do tego palił 7,3l/100km oleju napędowego. Jednomyślnie stwierdziliśmy, że będzie naszym następnym autem. Jakoś się nim z Tomaszem podzielimy.

Paella: tu akurat Walencjańska, potrawa z ryżu i warzyw z mięsem kurczaka i królika. Bardzo smakuje głodnym biegaczom. Najlepiej z piwem albo i dwoma.

Parking: obiekt pożądania w centrum Walencji i Barcelony. Gdy już dostępny, to ciasny, kręty i drogi.

Pianka chłodząca: na trasie maratonu można było skorzystać w oznaczonych punktach z pianki chłodzącej, redukującej skurcze i ból mięśni. Otrzymaliśmy takie również w pakiecie startowym, cóż z tego, jeśli nie wolno nam było ich zabrać na pokład samolotu w bagażu podręcznym…

R

Rodacy: ponownie potwierdziło się, że historia, w której nie ma Polaków, jest historią nieprawdziwą. Startujących w maratonie rodaków spotkaliśmy już na pobliskim przystanku autobusowym, jeden z nich – Grzegorz – pochodzi z Rybnika i biega w grupie biegowej SBD Rybnik!

Ryanair: linia lotnicza, która dostarczy Cię do miasta startu w rozsądnej cenie. Wybierając ją bądź przygotowany, że samolot może mieć kadłub wyglądający na poklejony taśmą, że pilot, prawdopodobnie ze względu na oszczędność paliwa nie ląduje miękko, ale spada maszyną z kilkunastu metrów na płytę lotniska. A gdy uda mu się po skoku wyrównać tor jazdy, rozlegają się dużo znaczące fanfary – uff, znowu się udało.

S

Sagrada Familia: czyli Święta Rodzina – bazylika umiejscowiona w centrum Barcelony, jedyna budowla, która wzruszyła do tego stopnia Bookworma, że postanowił resztę życia spędzić na studiowaniu architektury. Oczywiście resztę, która pozostanie mu po odbyciu wszystkich zalecanych przez trenera treningów.

Sól: niezbędna przyprawa do makaronu (i fakultatywna do pomidorów), której nie było w żadnym z apartamentów. Bookworm próbował zakupić sól w jednym ze sklepików, którego właściciel uparł się, że nie rozumie co to jest „sel”. I słusznie, bo „sel” to sól, ale po francusku a nie hiszpańsku. Ostatecznie w sobotę wieczorem jedliśmy makaron z solą (po odcedzeniu robaczków).

Skutery: środek lokomocji Hiszpanów próbujących popełnić widowiskowe samobójstwo w centrach tamtejszych miast. Pojawiają się znikąd, stadami, poruszają się przypadkowymi ruchami Browna.

T

Tempo: stałe, lub jeszcze lepiej coraz wyższe. Określa czas w jakim maratończyk przemierza kilometr trasy. Najbardziej liczy się to w ostatniej części biegu, bo to tam można najwięcej zyskać lub stracić.

U

Utrudnienia dla kierowców: są nierozerwalnie związane z organizacją maratonów w wielkich miastach. W naszym kraju wyjątkowo frustrują mieszkańców, gdzie indziej przyjmowane są z większym zrozumieniem, chyba że dodatkowo organizowane są manifestacje społeczne blokujące ulice. Wtedy nawet uśmiechnięty z natury Hiszpan może się zdenerwować.

V

Vamos: w dosłownym znaczeniu „chodź” po hiszpańsku, słowo używane przez dopingujących w znaczeniu „naprzód”, „dawaj”. Fantastycznie brzmi w połączeniu z polskim imieniem wykrzyczanym przez Hiszpana lub lepiej Hiszpankę, dodaje sił i energii.

Veterano: kategoria wiekowa w jakiej startowaliśmy. Paweł w Veterano B, Tomek już w Veterano C. Straszne ale prawdziwe!

W

Woda w butelkach: płyn pochłaniany przez biegaczy podczas biegów długodystansowych, podawany w najlepszej pod względem wygody formie.  Z buteleczki wygodnie się pije, można z nią biec nawet do kolejnego punktu odżywczego, lub spokojnie i celnie wylewać ją sobie na głowę, celem schłodzenia.

Wazelina: środek ratujący skórę biegacza przed otarciami. W Walencji serwowany w przystępny sposób, przez przemiłe Panie, w okolicach startu biegu.

Z

Zegarek biegowy: urządzenie niezwykle przydatne, nie mniej nie mające szans na dokładność porównywalną z mierniczymi atestującymi trasę. Problemy z zasięgiem GPS w mieście oraz fakt, że biegacz nigdy nie biegnie idealnie po linii mierzenia trasy, sprawiają, że czujemy się przez nie oszukiwani. Należy więc zawsze zakładać błąd zegarka około 5 %, a to czy biegniemy zgodnie z założeniami sprawdzać na przykład z zapisem na opasce (patrz litera O).

Ż

Żele energetyczne: Definicja 1 – paskudztwo, które z definicji ma wspomóc biegacza energią, minerałami, witaminami a w praktyce w dawce trzech lub więcej zmienia zawartość żołądka Bookworma w San Francisco. Niezależnie od pochłanianej marki. Definicja 2 – suplement, bez którego Tomek nie wyobraża sobie biegu dłuższego niż 3 godziny. Chroni przed uduszeniem się pokarmami stałymi, a przez jego żołądek jest na szczęście tolerowany bez zastrzeżeń.