Bieganie, Relacje

Bieg Wiosenny z metą na Stadionie Śląskim

Bieg Wiosenny z metą na Stadionie Śląskim relacja

Rok temu stanęliśmy wraz z Tomaszem na starcie Biegu Wiosennego w Parku Śląskim. W tym roku mój biegowy Druh Tomasz porzucił bieganie na krótkich dystansach na rzecz ultra, więc do Chorzowa pojechałem biegać sam.

Ten sympatyczny bieg wiosenny inaugurujący sezon biegowy miał być wspaniałą okazją do spotkania wielu biegowych znajomych, liczyłem też, że pobiegnę go mocno, powtarzając rezultat z grudnia (48:10). W końcu intensywnie ćwiczyłem przez całą zimę – zasłużyłem więc chyba na jakiś fajny wynik, prawda?

Tyle tylko, że pisząc językiem inżynierskim: nie osiągnąłem odpowiedniej zbieżności pomiędzy moimi planami, a rzeczywistością, tak to właśnie w życiu biegacza bywa. Ale po kolei.

Kaszelek i główka to szkolna wymówka

We wtorek w tygodniu przedstartowym jeszcze pobiegłem w Rybniku na stadionie lekkoatletycznym dość mocny trening wraz z Kamilem i z Tomkiem M. W środę już byłem podejrzanie słaby na zajęciach Fizjofunk, a w czwartek wieczorem na termometrze zobaczyłem zaskakującą temperaturę 38,3’C i pojawił się niemiły dla ucha kaszel dochodzący tak gdzieś pewno z moich pięt – rezonował całym organizmem próbując wydobyć się na zewnątrz. Bolało mnie wszystko, włącznie ze sznurówkami w butach biegowych. Pozytyw tego bólu był taki, że nie czułem bólu leczonego zęba, tak czy inaczej to ja się do biegania absolutnie nie nadawałem.

A Bieg Wiosenny miał odbyć się w niedzielę…

Do momentu startu gorączki się pozbyłem, kaszel niestety do dziś męczy mnie rano i wieczorem utrudniając bieganie.

Niemniej do Chorzowa postanowiłem się wybrać, tym bardziej, że była to genialna sposobność do odwiedzenia mojej ukochanej Cioci i Wujka, którzy mieszkają niecałe dwa kilometry od Stadionu Śląskiego. Wiedziałem, że jakby co to za linią mety mogę liczyć na pomocną dłoń i spory zapas chusteczek, gdybym postanowił opłakiwać mierny rezultat.

Tak więc bazę wypadową miałem świetną, pakiet odebrałem dzień wcześniej,

Biuro Zawodów Biegu Wiosennego na Stadionie Śląskim

korzystając z bytności w Katowicach. Teren Parku Śląskiego prezentował się cudownie, słonko grzało, ech, szkoda, że mnie wciąż nie opuszczał mój wierny wirus…

Wieczór przed startem, dzięki Markowi z bloga Droga do Tokio (którego liczyłem spotkać nazajutrz), poznałem tajemnice profilu trasy Biegu Wiosennego, miało nie być łatwo – wypisz, wymaluj Bieg Barbórkowy z podstępnymi podbiegami w środku oraz pod sam koniec trasy.

W drodze na start

W niedzielę rano ruszyłem do Katowic, pękając ze śmiechu na Drogowej Trasie Średnicowej, na której ustawiły się chyba wszystkie ekipy drogówki z okolic robiąc kontrolę kaskadową prędkości na skalę dotychczas nieznaną w naszej galaktyce.

Po szóstej kontroli rozstawionej co 500-600 metrów przestałem liczyć „suszących” policjantów, „Janosik” nie nadążał podawać komunikatów o kolejnych kontrolach, kontrole doprowadzały do rozpaczy kierowców Audi i BMW, którzy nagle musieli dostosować się do ograniczeń prędkości i zwolnić do tempa podróżnego innych użytkowników dróg. Czegoś takiego, jak jestem kierowcą od ponad dwóch dekad, to ja jeszcze nie widziałem.

Dwadzieścia minut przed startem zameldowałem się pod Stadionem Śląskim, po solidnej rozgrzewce. Niestety, moje tętno wyraźnie podpowiadało, że nie mam co liczyć na szybkie tempo biegu.

Przed startem pod stadionem Śląskim

Najciekawsze jednak było to, że im bardziej szukałem znajomych wokół stadionu, tym bardziej ich tam nie było! Jedynie z tłumu wywołała mnie Magda, a ja znalazłem Alka, który czekał w okolicach startu na sygnał startera. Dziesięć minut przed startem zrezygnowałem z łowów na Radlinioków w Biegu, czy też na Leszka, z którym próbowałem się zdzwonić i ustawiłem się w strefie startowej tych, co mieli biec na 40 minut.

Wielkość tabliczki informacyjnej nakazywała jednak porzucić nadzieję na jakiekolwiek logiczne ustalenie wspólnych stref biegaczy przed startem. Spójrzcie zresztą na poniższą fotkę, tabliczka jest bardzo widoczna, prawda?

strefa startowa pod Stadionem Śląskim bieg wiosny

Punktualnie o godzinie 11:00 strzał startera spuścił ze smyczy psy wojny, no i trzy tysiące biegaczek i biegaczy z pieśnią na ustach ruszyło w uliczki Parku Śląskiego. A ja byłem jednym z nich…

Na trasie Biegu Wiosennego

Pierwszy kilometr był kabaretowy, gdyby moim śladem próbował pełznąć wąż, połamałby sobie ogon, tak ostro zygzakowałem pomiędzy rozgadanymi i powolutku truchtającymi miłośnikami slow joggingu. Wielu biegaczy wokół opuszczało z rezygnacją ręce dostosowując się do konwersacyjnego tempa biegowego otoczenia.

Jeden jedyny raz w historii moich startów pamiętam gorsze warunki – było to po starcie Wings for Life w Poznaniu, gdy z Tomaszem stawaliśmy na głowie, żeby wybić się z blokującego szybki bieg tłumu.

Narzekanie, narzekaniem ale tempo miałem wystarczające aby przybyć na metę i ujrzeć na wyświetlaczu czwórkę, a nie piątkę w cyfrach dziesiątek, przez pierwsze trzy kilometry pilnowałem tempa, nie bacząc na tętno, które było w miarę logicznych zakresach. Humor dopisywał, co zresztą widać na tej świetnej fotce, na którą trafiłem dzięki Tomaszowi Jendrzejczykowi:

(fot. T. Jendrzejczyk)

Żywa reklama PKO Silesia Marathon, nieprawdaż? Tę koszulkę ubieram tylko na specjalne okazje :)

Przez kolejne trzy kilometry już musiałem ograniczyć galopadę, niestety tętno wpadło pod 175 ud/min, to nie był czas na tak wysokie zakresy. Gdzieś właśnie około szóstego kilometra usłyszałem charakterystyczny szum Pendolino – tak jak myślałem – zza moich pleców wyskoczył Marek ze znanego i lubianego bloga: Droga do Tokio, który biegł z wózkiem, na którym upajała się prędkością jego córka.

Wychrypieliśmy tradycyjne uprzejmości, po trzydziestu sekundach nie było go już widać nawet na horyzoncie, jedynie turbulencje w powietrzu wskazywały tor jego przelotu.

Ja niestety musiałem zwolnić, tętno i oddech miałem zbyt intensywne, mogłem pożegnać się czule z optymistycznymi założeniami co do wyniku na mecie.

Gdy ujrzałem tabliczkę oznaczającą ósmy kilometr podjąłem ostateczną heroiczną próbę przyspieszenia, na tętnie 175-176 dobiegłem do magicznego tunelu prowadzącego na bieżnię Stadionu Śląskiego.

Tak, to właśnie od tego miejsca zaczynały się ciary, to własnie dla tego fragmentu biegu warto było wziąć udział w Biegu Wiosennym. Z tunelu dobiegały odgłosy stadionu, a bieżnia hipnotyzowała i pozwalała rozwinąć na niej skrzydła aż do samej linii mety…

Za metą utknąłem w korku, cóż, spiker zachęcał do przechodzenia dalej, ale trzeba było oddać zwrotny czip, odebrać medal i wodę, później dopiero można było wstąpić na trybuny. Z poziomu murawy meta wyglądała o tak:

za metą Biegu Wiosennego

a z góry Stadionu Śląskiego można było zaobserwować na bieżni korek biegaczy pragnących przekroczyć linię pomiaru czasu:

Stadion Śląski relacja z Biegu Wiosennego

Po chwili otrzymałem SMS z informacją o moim czasie na mecie:

49:05

co dało mi 835. miejsce OPEN i 218. w mojej kategorii wiekowej. Bieg ukończyło 3056 biegaczy (pełne wyniki biegu można sprawdzić na stronie sts.timing).

Podsumowanie

Biegi z finiszem na Stadionie Śląskim przyciągają nas biegaczy niczym magnes. Bieg Wiosenny, Silesia Marathon i Silesia Półmaraton – to są biegi, w których żal by było nie startować.

Pytanie tylko jaka powinna być nieprzekraczalna liczba startujących biegaczy w tym biegu, moim zdaniem jeśli organizatorzy chcą utrzymać tak liczną frekwencję, konieczne będzie twarde podzielenie startujących na strefy wg oczekiwanego wyniku na mecie, no i wypuszczanie poszczególnych stref w pewnych odstępach czasu, co znacząco rozładuje tłok na pierwszych kilometrach biegu.

Do domu wróciłem ponownie podziwiając policjantów, którzy nadal w wielkiej liczbie polowali na piratów drogowych na DTŚ-ce. Może to polowanie stanie się świecką tradycją związaną nieodłącznie z Biegiem Wiosennym?


 

 

2 Comments

  1. mgr inż. Anioł

    Startowalem we Wiosennym 3krotnie, znam trase i jej ograniczenia. Jak mi Paweł w sobote napisal ze ponad 3000 ludzi to pomyslalem od razu ze powariowali ! Trasa ladna, finisz na stadionie boski, ale sorry… wspolny start ? Przy takim zageszczeniu ? Tak jak Paweł pisze, jedyna metoda to puszczanie stref powiedzmy co 3 – 5 min.

  2. kociadupa

    Powiem Ci kolego, że im więcej czytam Twoje teksty, tym bardziej zaczynam myśleć, że może to całe bieganie nie jest takie straszne.
    Parę dni temu rozpocząłem sezon na powietrzu, i tak mnie dziwnie ciągnęło, zeby właśnie rozpocząć od biegu.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén