Bieganie

Co mi dał sport – wyzwanie blogowe

Co mi dał sport

Małgosia, czyli zakochana w bieganiu, nominowała mnie (wyzwała?) w ramach akcji „co mi dał sport”. Ha, poczułem się wyróżniony, a jakże, bardzo dziękuję. Przeczytałem skrupulatnie wpis Małgorzaty i doszedłem do jedynego słusznego wniosku, że dziewczyna wyczerpała temat. Przecinka bym nie zmienił w tym, co napisała. Kropka. Amen. Więc jak tu stworzyć nowy tekst?

 Ale druga myśl była bardzo podstępna (co ja poradzę na taki charakter). Jak to „sport dał”! Sport akurat nikomu niczego nie „daje”, wszystko trzeba wywalczyć, wyszarpać, wymęczyć, naznaczyć tysiącami kroków i podpisać hektolitrami potu. Po którym wygląda się o tak:

XI Bieg Barbórkowy w Rybniku za linią mety

A na dodatek zastanawiam się czy bardziej nie „zabrał” niż „dał”. Oooo tak. I to jest mój punkt zaczepienia. Poczytajcie.


Sielsko anielsko

Żyłem sobie sielsko niczym pączek w maśle. Regularnie karmiony, w pracy siedzący za biureczkiem. Do pracy oczywiście autem, od mieszkania do garażu 20 metrów, a do biura na III piętro windą. Poranne ciacho czy inne słodycze, kawka, kanapki, czasem jakiś nadprogramowy batonik. W domu oczywiście pyszny obiadek, później czyszczenie garnków z resztek (mniam, mniam – przecież się nie może zmarnować, co nie?), podwieczorek i wypasiona kolacyjka.

co i jak

Oczywiście micha chipsów zapijana piwem podczas wieczornego orbitowania na krążowniku kanapowym. Coraz większe rozmiary ubrań.

Sport? A nie pamiętam na którym jest kanale kablówki.

No dobrze, czasem w zimie śmigałem na łyżwach, pojawiły się tylko pewne problemy z ich wiązaniem – jeszcze łyżwy po pochyleniu się widziałem, ale gorzej było ze schylaniem się, bo „mięsień piwny” przeszkadzał. Braki w oddychaniu zrzucałem na astmę. A co tam.

Lodowisko Pszów gps Polar m400

Potem, sam już nie pamiętam dlaczego (bo to co ujrzałem na pewnych powakacyjnych fotkach wymazałem z pamięci, gdzieś tam okazało się w tle pomykał Greenpeace, z chęcią wrzucenia mnie na powrót do wody), pojawiła się w moim życiu dietetyczka i udało się utracić pewną część pod tym tekstem podpisanego obywatela – na rzecz powrotu w normalniejsze rozmiary ubraniowe. Niestety jednego byłem pewien, dieta, dieta i gdy będzie „po diecie” to zza rogu wyskoczy – z mocą Hiszpańskiej Inkwizycji (której ja się spodziewałem!) – efekt jojo.

Tu zaszła zmiana

I tak jakoś mnie jeden z kolegów zainspirował – że (tadam!) będę biegał. Co prawda pamiętałem nieudolne próby biegactwa podczas wakacji rok wcześniej, że po 100 metrach umierałem, ale tu kolega udzielił mądrej rady. Biegaj wolniej. I tak jakoś się zaczęło. Niebagatelną rolę w moim sportowym zwrocie odegrał też ZUS, któremu biegam na złość. Jak klasyczny Polak – po dobroci nigdy nic dobrego, po złości – aaaa, to inna rozmowa.

Bieganie w lesie z psem

 I tak pozostało – kolejne kroki, potknięcia i pewne sukcesy są na blogu i bez problemu znajdziecie je w dziale „bieganie”. I nie powiem, z biegowego dorobku szczęśliwy jestem jak ten husky napotkany w lesie z fotki powyżej. Ale…

Sport zabiera

… ale gdy sobie tak patrzę wstecz na moje życie, i na to co jest teraz, ze zgrozą obserwuję, że co prawda w moim życiu zaszły zmiany. I to znaczące. Ale do diaska, są to, jeśli się dobrze przyjrzeć, same negatywne zmiany!

Sport: (i nie, to nie infografika ale żywy tekst)

  • Kradnie mi czas. Obecnie złodziejstwo sięga około ośmiu godzin podczas tygodnia na: bieganie, rozgrzewki, rozciąganie. Dodając do tego czas „obsługi” biegania, a więc prania ciuchów, ubierania się, łapania „fixa” na GPS  (to ten śmieszny moment w życiu biegacza gdy stoi przed bieganiem z mętnym wzrokiem wpatrzony w ekran zegarka) – sport pochłania znacznie więcej czasu niż cokolwiek innego. Rodzina jeszcze to wytrzymuje, ale czy długo to potrwa?
  • Uszczupla moje cenne wykarmione kilogramy. Co prawda robię co w mojej mocy, żeby wagi nie tracić, ale co kogoś spotkam, twierdzi, że schudłem. Zaczyna to być irytujące, bo czy fakt, że garnitur na mnie wisi i że większość garderoby jest luźna upoważnia ludzi do tak stanowczych i okrutnych twierdzeń?
  • Zmienia mi menu. Jem wszystko i zasadniczo całkiem sporo, ale w dni treningowe (obecnie pięć) nie mogę się objeść przed bieganiem bo … no bo to co zjem długo mi się w żołądku nie utrzyma podczas biegu. Pozostaje mi objadanie się po bieganiu ale tu mam nieuchwytne wrażenie, że co wrzucę do paszczy spala się w jakimś ogniu piekielnym i znika bez śladu. Zjadam dużo warzyw i owoców i piję dużo wody. Jak zwierzę normalnie!
  • Usypia mnie lepiej niż szum oceanu, śpię jak nieco kudłata i posiwiała dziecina. Są ponoć osoby mające problemy z zasypianiem i samym snem. Ja już po godzinie 23.00 czołgam się wytrwale w kierunku sypialni, po zacumowaniu w okolicy poduszki tracę kontakt z rzeczywistością. Do godziny porannego karmienia kotów. Gdzie się podziały moje nocne sesje gamingowe, gdy grałem po nocach z kolegami rozsianymi po całej Europie w różne ambitne FPS czyli„strzelanki” do godziny czwartej rano? No gdzie?
  • Ograniczył mi wizyty u lekarza i w aptece. Czyli nie dokładam mojej cegiełki do kiesy koncernów farmaceutycznych. Poza wizytami kontrolnymi, poza lekami na astmę, to właściwie nie korzystam z leczenia. „Na głowę” już chyba za późno, a i biegactwo póki co nie jest jednostką chorobową. Przeziębienia mijają szybko. Jakieś katary znikają zwyczajowo po drugim kilometrze. Zrobiłem się jakiś odporny na warunki pogodowe. Zgroza! Gdyby więcej osób biegało, to zatrudnienie w przemyśle farmaceutycznym by się wyraźnie zmniejszyło. Aż boję się myśleć o etatach lekarskich…
  • Totalnie zaburzył moją skalę i oceny odległości – do tego wymieszał jednostki pomiaru. Nie wierzycie? Każdy normalny człowiek wie, że prędkość mierzy się w km/h. Ewentualnie w m/s. A co robią biegacze? Liczą tempo jako liczbę minut potrzebną do przebiegnięcia kilometra! 4:30min/km (to szybko), 6min/km (to tak akurat). Do tego biegacze dość płynnie przeliczają te jednostki, wprawiając w konsternację niebiegającą część ludzkości. A odległości? 10km to jest akurat, 14km w sam raz, 20km to już dłuższe wybieganie. Wszystko w tym samym tygodniu i przedzielane interwałami – czy to jest normalne tak daleko i intensywnie biegać?
  • Sport a zmiany w szafie – temat na doktorat. Zapytajcie żony biegaczy, co wisi w szafie biegacza w najważniejszym miejscu. I których t-shirtów mają najwięcej. I które buty zawsze blokują wejście do mieszkania. Otóż wszystkie ubrania niebiegowe przestały liczyć się w życiu biegacza, odeszły w najciemniejszy i najdalszy zakątek szafy, szuflady czy nawet strychu. Baj-baj, niczego więcej do życia mi nie potrzeba. Tylko w czym ja pójdę na ślub koleżanki?
  • Sport gwałtownie wpłynął na moje zdolności geograficzne. A geografii to ja nie lubię. Krajoznawczość sportu dała znać o sobie. Po dwóch latach biegania nagle się okazało, że poznałem skomplikowaną sieć dróg, dróżek i chodników w moim miasteczku i czterech okolicznych też. I okoliczne lasy. I faunę i florę. Skróty, dziury w płotach, szczekliwe psy i nieuczęszczane miejsca, w których można przeprowadzić rozgrzewkę czy porozciągać się. Czy uważacie, że to jest normalne? Czy ja taksówkarz jestem, lub jakiś posterunkowy? (A tak przy okazji to znam większość miejsc, gdzie się załogi radiowozów „bunkrują” na dłuższe drzemki, niewidoczne dla oczu zwykłych użytkowników dróg.
  • Sport wpłynął na moje zachowanie – zwariowałem bez wątpienia. Bo kto zdrowy na umyśle biega podczas urlopu? Biega w nocy. Wstaje wcześnie rano, żeby tylko wybiegać jakąś założoną odległość? Zresztą kto normalny po dobroci męczy się, poci, sapie i dyszy biegając w deszczową czy zimową, mroźną noc, gdy powinno się siedzieć w cieple mieszkania i sączyć napój rozgrzewający? Kto przy zdrowych zmysłach w soboty i niedziele jedzie kilkadziesiąt kilometrów aby wraz z gronem innych wariatów gnać od startu do mety po jakąś błyskotkę z wątpliwego kruszcu zawieszaną na szyi?  To wszystko rezultat ekspozycji na dziwne sportowe oddziaływanie. Zgroza!
  • Tu też pojawia się niebezpieczne w moim wieku słowo: rywalizacja. Teoretycznie ścigam się sam z własnym czasem, ale gdy już zadepcze mnie na starcie tłum szybkobiegaczy, to upatruję sobie „ofiary” i gonię je a nawet wyprzedzam, później kolejne namierzam, wyprzedzam –  no i tak jakoś nie nudzi mi się w drodze do mety. Po przekroczeniu której szybko sprawdzam ilu „upolowałem”. Potem sprawdzam czasy znajomych. I co robię? Trenuję jak głupi, żeby być szybszym. I po co? Po to tylko, żeby buty bardziej się zdzierały od kolejnych kilometrów. Jakże gładko przejdę teraz do kolejnej przypadłości związanej ze sportem. Monetarnej.
  • Tu przejdę do roli sportu w ruinowaniu domowego budżetu. Poniżej prosty schemat co biegaczowi jest potrzebne do biegania:Co kupić biegaczowiNo bo co jak co, ale wydatki na hobby są usprawiedliwione, nieprawdaż? Buty do biegania – must have. Pulsometr. Pas z bidonami. Ostatnio plecak biegowy z camelbakiem (mrrrrau jaki fajny). Opłaty startowe w biegach. Żele energetyczne. Napoje. Batoniki. Książki. Skarpetki. Badania (bo przecież NFZ niewiele sponsoruje). Mam też dziwne wrażenie, że przez to moje bieganie wydatki na pożywienie się zwiększają, bo jem dużo. Bywają wieczory, gdy koty tworzą mur z żywych futer blokujący dostęp do ich miseczek w których leżą takie apetyczne chrupki…A ja z furią wpadam do lodówki i (Łaza!) zjadam całą kostkę twarożku. Ha! Znowu 3,30pln w piach…

Tak więc moi drodzy, stanowczo twierdzę, że sport niczego mi nie dał a nawet niepostrzeżenie zabiera! Ale od czego spryt i upór, on mi coś zabiera, ale ja mu też. Oko za oko, ząb za ząb. Co zabieram – pięknie opisała już Małgosia i (myślę) opiszą inni – więc tu skromnie się zatrzymam.

Regułą wyzwania jest to, że powinienem nominować dwie osoby do dalszego pociągnięcia tematu. Więc nominuję Ewę z PrzygodaYvette i Artura z PowolipoProstu– wspaniałych blogerów a równocześnie biegające małżeństwo. Do tego oboje mają cudowne dodatkowe pasje – może zechcą opisać czy sport zmienił coś na plus w ich życiu, bo tę „czarną robotę” czyli opisywanie negatywów wziąłem na siebie (bohatersko!) ja.

Powodzenia!


 

25 Comments

  1. MamaSpace

    Biegam od 5 miesięcy i cieszę się, że to robię. Czasem biegam, a syn jedzie na rowerze obok wtedy dopiero mam motywację :) Z twojego wpisu widać jak wiele pozytywnej energii daje ruch, gdy biegam to czuję, że żyję, a jak się siedzi to leń coraz większy, coraz mniej się chce. Niestety znaczna część społeczeństwa to jednak Ty zanim zacząłeś biegać. Nie wiem czemu ludziom jest tak wszystko jedno, czy nie warto walczyć o siebie, swoje zdrowie, lepsze samopoczucie? Tak trzymaj! Gratulacje!

    • Dziękuję pięknie i życzę Ci radości z biegania! U mnie zrozumiałem własnie na rowerku „biegowym” czemu nazywa się „biegowy”. Bo tatuś biegnie obok a dziecko radośnie przyspiesza :D

  2. Świetny wpis, aż mam ochotę pobiegać! Zmotywowałeś mnie! :D A biegania nienawidzę, szczerze mówiąc ;)

    • Dziękuję :)
      Też nienawidziłem. Ale jakoś tak 2 lata temu się okazało, że od nienawiści do miłości to tylko jeden krok…

  3. Ja jestem typem, który nie uprawia sportu regularnie, niestety. Tylko od czasu do czasu, choć wiem, że powinnam częściej. Ale to prawda, ile razy biegam, zawsze czuję się lepiej, a moja głowa jakby lżejsza od trosk i myśli.

    • Ważne, żeby sport niósł odpoczynek – w tym wypadku dla umysłu, bo mięśnie to jednak coś tam będą bolały ;)

  4. Czyli sport zabrał wiele negatywnych spraw z Twojego życia:).

  5. Przepięknie to opisałeś….ale jestem zdziwiona? Ty w mojej głowie urodziłeś się wysportowanym, gibkim sportowcem:) Musiało mi gdzieś parę lat Twojej oponki na brzuchu umknąć;)

    • Ja tam wciąż ją mam i pewno się nie rozstanę – to już nie te lata, żeby anorektykiem zostać :D Zdziwiona? PR dobry widać mam :D

      • He, he, Paweł, pewnie się folią obwiązujesz i oponki nie widać, co;)? Kiedyś moja koleżanka jak chodziła na aerobik, to zawijała sobie brzuch i uda w taka folię co kanapki można sobie zawinąć – ta mi się jakoś luźno skojarzyło;).

  6. Iza

    Nabrałam ochoty, aby bieganie i mi coś zabrało. Właściwie poza zmianą wyglądu szafy, chyba wszystko inne z pokorą bym przyjęła. :)

  7. Czy mogę odpowiedzieć ? Pytam bo a) nie bieganie b) nie mam bloga.. ale chętnie „na łamach” mógłbym coś napisać

    • … a było go wyłączać? Szkodził komuś taki wiszący? Fanpage choć mogłeś ostawić. :P Pisz, pisz, choć czy wypełnisz dziurę w blogosferze po Twoim blogu to nie wiem…

  8. Dziękuje Pawle za udział w zabawie :) Genialnie opisałeś te wszystkie „pozytywy” Pawle :) sesje gamingowe ? a może garminowe teraz ? ;) -zobacz też to brzmi prawie tak samo ;) . ja widzę jeszcze jeden „pozytyw” biegactwa -gnijące place od coraz szybszego pisania na klawiaturze bo o tym biegactwie trzeba jeszcze napisać ;)

  9. Czy Ty miałeś na celu mnie zniechęcić? No to prawie Ci się udało. ;-) To ja teraz lecę do Małgosi poczytać o pozytywach. Zobaczymy kto mnie bardziej przekona. :-D

  10. Najbardziej to chyba żal tej kasy co ją oddajesz na utrzymanie lekarzy – a nie korzystasz ;) Jak zwykle się nie zawiodłam :) i cieszę się jak dzik, że nie biegam :D

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén