Dlaczego (nie) startuję w zawodach


Spotykam się ze zdaniem, że skoro startuję w biegach masowych, to nie biegam dla przyjemności. Tylko dla wyniku. Dla medali. Bo „czuję się lepszy”. Czasem towarzyszy tym słowom podziw, częściej jednak jakiś niedopowiedziany wyrzut. Bo ktoś wcale nie biega, to czemu ja biegam – no i dlaczego biegam w zawodach. Nie powinienem przecież, bo … No właśnie. Jestem za stary. Nie zajmuję podium i nie wyprzedzam Kenijczyków.

Bo powinno się biegać tylko dla przyjemności i rekreacyjnie. Tymczasem co kilka tygodni (ciężko wzdychając!), pakuję swoje ciuchy biegowe, wsiadam w samochód i jadę kilkadziesiąt kilometrów aby wystartować w zawodach, podczas których tak już od połowy dystansu obiecuję sobie, że nigdy więcej i zadaję retoryczne pytanie co za kretyn mnie na te zawody zapisał. 

Sytuacja ta powtarza się cyklicznie, więc czas usiąść i na spokojnie przeanalizować ten fenomen.


Otóż:

Startuję w zawodach:

Nie dla medalu

Po każdym ukończonym biegu otrzymuje się medal, który można natychmiast sfotografować i fotkę wrzucić do internetu (szacun +10 i w komplecie ze 20 lajków). A medal wyeksponować i każdemu gościowi, który przekroczy próg domostwa (po raz pierwszy i ostatni zapewne) z dumą medale okazywać, racząc przydługą opowieścią o trudach biegu.

medale

 

Cóż, moje medale są schowane w szufladzie. Dorzucam tam kolejne, pewno gdy szuflada przestanie się zamykać, będę musiał przenieść je na strych.

(dobra, zaktualizuję ten punkt – od Żony otrzymałem piękny wieszak i medale już są wyeksponowane ale… w sypialni. Kotka lubi przechodzić i o nie się ocierać – melodyjnie brzęczą).

Nie dla sławy/chwalenia się

Bo i czym tu się chwalić? Że najczęściej przybiegam w tej drugiej połowie uczestników biegu? Że dostałem kolejną „blaszkę”, którą trzymam w szufladzie? Dla „lajków” na Facebooku czy „lajków” na Instagramie? Ja wiem jak wyglądam na finiszu biegu, wypluty po 20 kilometrach biegu, to są zdjęcia z cyklu „nie idźcie (biegnijcie?) tą drogą!

A może żeby poszpanować ciuchami biegowymi? Nie. Więc jednak nie startuję w biegach dla „fejmu”.

Nie dla koszulki

Organizatorzy biegów mają ponury zwyczaj dorzucania do pakietu startowego koszulki. Może to taktyka sponsorów (a nuż ktoś w niej wystartuje). Z koszulką jest ten problem, że nawet przy dokładnych wcześniejszych pomiarach, koszulka pasuje, albo nie. Tak na chłopski rozum, to czemu organizatorzy tak się uparli na koszulki? Nie lepsze skarpetki? Czapki? Biustonosze?

Katowice Business Run 2015

Biegam w dwóch koszulkach biegowych na zmianę i – co ciekawe – obie są kupione, a nie otrzymane w pakiecie. I nie spotkałem jeszcze biegacza – kolekcjonera koszulek.

Na fotce powyżej – mgr inż. Anioł prezentuje koszulkę, którą otrzymał jako najhojniejsza drużyna w Katowice Business Run. Z tego co wiem, ostatnio sporo koszulek biegowych po prostu porozdawał.

Nie dla pakietu startowego

W pakiecie startowym za który płacimy, a nie dostajemy od sponsorów zazwyczaj jest makulatura, która trafia natychmiast i najkrótszą drogą do kosza. Było kilka szlachetnych wyjątków, to prawda, ale najczęściej te reklamy nie są potrzebne do czegokolwiek. Z pakietów startowych z poprzednich 11 miesięcy wykorzystałem do tej pory: długopisy, wodę, agrafki, jeden żel startowy, izotonik, trzy batoniki energetyczne, dwie chusty wielofunkcyjne, worki na ciuchy, saszetkę na pasku i to chyba wszystko.  Są jakieś rarytasy? Nie ma!

II BMW Półmaraton Praski pakiet

Dlaczego więc startuję?

Tak, dla wyniku

To jest to, czego nie rozumiałem przed rozpoczęciem ścigania się w zawodach. Brat mi mówił, że tempo na kilometr podczas treningu jest niższe niż tempo podczas zawodów. Że w zawodach biegnie się szybciej. I kropka. Nie mieściło mi się to w głowie, przecież skoro nie umiem biec szybciej podczas treningu, to cudu na zawodach nie będzie.

czas

Już podczas styczniowego biegu w Pszowie po raz pierwszy ze zdziwieniem i radością obserwowałem swoje czasy na kolejnych kilometrach. Adrenalina i chęć współzawodnictwa działają na tyle mocno, że znajdujemy bardzo głęboko ukryte pokłady energii. I to też jest powód, dla których staję na linii startu. Lubię testować swoje możliwości i przesuwać granice. To są dodatkowe emocje czy mój wynik netto będzie lepszy niż poprzednio. Niby to tylko cyferki ale…

Tak dla zdjęć

 I już nawet nie chodzi o „słitfocie” przed, po, w czasie biegu, którymi mogę się chwalić na moim Fanpage FB czy też Instagramie. Samo polowanie na umieszczone w internecie galerie zdjęciowe, a w nich na moje zdjęcia, to przyjemność. Odkrywanie jak śmiesznie można wyglądać podczas wysiłku, to już taka wisienka na torcie. Zawsze jest to dodatkowy powód do radości, więc czemu się dodatkowo nie pośmiać?

Bieg przyjacielski Forma Wodzisław

Nie, to nie kolędnicy, to biegacze

Rodzina przeglądająca te fotki zazwyczaj ma dwie uwagi do mojego wyglądu. Raz – „że wcale nie wyglądam na takiego zmęczonego”, dwa – „że się śmieję jak głupi”. Wytłumaczenia są proste: fotografowie stanów agonalnych nie wrzucają do netu (więc sporadycznie mam zdjęcia z mety), a ja faktycznie się śmieję, gdy biegnę. Bo się cieszę. O, tę fotkę z Biegu Barbórkowego lubię, bo pokazuje w 100% jak wyglądam na mecie:

XI Bieg Barbórkowy w Rybniku za linią mety

Tak, dla Relacji

Dzięki blogowaniu jestem otwarty w dużo większym stopniu na otoczkę biegu, na ciekawe i interesujące miejsca, na ludzi i na to co mówią. To nie jest tylko: wyjść z auta – przebrać się – wystartować – dostać medal – zjeść bigos – przebrać się – wrócić do domu – pochwalić się na fejsie.  Bloger widzi więcej, robi zdjęcia, chce wiedzieć więcej, obserwuje, porównuje, wyciąga wnioski a do tego potrafi skrytykować lub pochwalić.

Kiedyś mgr inż. Anioł napisał mi, że już wie dlaczego lubi czytać moje relacje z naszych, wspólnych biegów.

„Bo dzięki relacjom przeżywam bieg jeszcze raz”

Mądrego to i warto posłuchać. Ja lubię pisać relacje ale uwielbiam też czytać relacje biegowe innych blogerów. Idealnym przykładem był Półmaraton Księżycowy w Rybniku. Tam „z przodu biegu” relację pisał Marek – droga do Tokio, ja pisałem ze środka stawki biegaczy a Zabieganna pisała, jako obserwatorka dopingująca biegaczy podczas biegu. Ten sam bieg, trzy różne punkty widzenia, trzy różne relacje a w jakiś sposób uzupełniające się. Żadna z nich nie wyczerpywała tematu, opowieść przeplatała się i znajdowała to, co mogło dla „zwykłego” biegacza nie być widoczne.

Tak, dla atmosfery

Na bieg się czeka. Udział w biegu się planuje. Przeżywa się mobilizujący stres. Czyta się i czeka na nowiny przedbiegowe. Dyskutuje się z innymi biegaczami: a czy się spotkamy, a jaki profil trasy, a gdzie będą punkty z wodą. Później spotyka się ze znajomymi już na miejscu, przytwierdza numer, potem następuje głupawka przedbiegowa zakończona rozgrzewką i skupieniem się  na starcie. Do biegowej atmosfery wraca się po biegu, gdy już nie ma żadnych niewiadomych tylko pytanie „kiedy znowu”.

Tak, dla rytuałów i przyzwyczajeń

Tradycyjnie, tak od połowy dystansu, mówię sobie, że więcej w tym roku nie startuję.  Ale też tradycyjnie włączam tryb: „co się w głowie pojawia od połowy biegu się nie liczy!„.  Również po biegu człowiek czasem jest tak skonany i zniechęcony (wynikiem), że twierdzi, że absolutnie nigdzie się nie zapisuję i będę tylko sobie wokół placu truchtał.

Najdłużej wytrzymałem w tym postanowieniu trzy dni – po moim słabym starcie w  Półmaratonie Praskim. „Nigdy” i „w życiu półmaraton” zmieniło się na „Bytom, za trzy tygodnie – półmaraton”.

Rytuałem  jest też szukanie kolejnego ciekawego biegu. I jego planowanie.

Tak, dla towarzystwa

Biegacze to bardzo pozytywnie zakręceni ludzie. Ich nastawienie przed biegiem i po biegu jest zaraźliwe. Gdy skończyłem Półmaraton Praski i przechodziłem przez Park Skaryszewski, szukając skrawka wolnego trawnika, to widząc te wszystkie roześmiane twarze chciałem zapytać:

ludzie, nas tu wszystkich kolektywnie pogięło??

Siedzą, cieszą się, gadają, zupełnie jak nie w Polsce. Gdzie jest, kwa, kwa nasza narodowa trauma!

Przed startem Pszczyna

Wielokrotnie pisałem, że biegacze wspierają się i wzajemnie dopingują. Ja jeszcze nigdy nie odczułem czyjejś wyższości, że jest szybszy, że biegał ultramaratony, nie trafiłem na gbura, który by zbył moje pytanie ciszą. Idealizuję? Może tak, albo mam takie szczęście do znajomych.

Tak, dla zdrowia

Bieganie rekreacyjne by było dla mnie trudniejsze niż bieganie „pod zawody”. Bo zawody to motywacja do regularnych treningów. Ja wiem, że żeby utrzymać formę, ja muszę iść pobiegać, muszę różnicować trasy biegowe, zmieniać zakresy tempa. Nie chce mi się tego robić, ale muszę. A skoro biegam, to spalam kalorie i utrzymuję swój organizm w pewnym zakresie wytrenowania. Inaczej się odżywiam, mniej jem bo uważam na to, co jem. Bo, uwierzcie mi, nie da się biegać z pełnym żołądkiem.

Zawody to duże obciążenie dla organizmu, dlatego też poszedłem i się przez półmaratonem w Rybniku gruntownie przebadałem. I będę to czynił regularnie.

Wyniki badania spirometrycznego

Czy przy bieganiu rekreacyjnym też zwróciłbym uwagę na powyższe? Nie mam tej pewności. Więc będę startował dalej, bo tę ścieżkę znam.

Tak, ze złośliwości

Wobec siebie oczywiście. Złośliwie „pakuję się w tarapaty”, żeby dać sobie w kość. To bardzo przewrotna teza, ale prawdziwa. Facet musi się co pewien czas fizycznie sponiewierać (ale nie tylko facet, z tego co obserwuję), żeby się lepiej poczuć. Fizycznie zajechany ale psychicznie w siódmym niebie. Coś tak jak „brudne dziecko – szczęśliwe dziecko”. Więc „mam za swoje” i męczę się, bo „ktoś mnie na bieg zapisał”.

Selfie Bookworm on the Run

Tak, charytatywnie

Coraz częściej biegając w zawodach realnie się pomaga osobom potrzebującym. Wszystkie Harcbiegi, bieg w Pszczynie, Katowice Business Run, bieg WOŚP – dzięki startom finansowo wspiera się konkretne osoby. Kwoty są przekazywane z wpisowego, lub w zależności od hojności sponsorów (i aktywności biegaczy). Biegam, bo warto biegać.


I na koniec – czy czuję się „lepszy” albo „inny” niż biegacze biegający rekreacyjnie i nie startujący w zawodach?

Bzdura 

A uzasadnienie macie powyżej :)

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

60 komentarzy

  1. Paweł Elektrotechnik pisze:

    Hmmm…nie za dużo tego narzekania??? Nie chcesz medalu to go nie odbieraj na mecie, nikt przecież na siłę Ci go nie będzie wciskał. Koszulka? też mam sporo, wolałbym coś innego np bufę, czapkę, kubek itp. Ale jeżeli tak Ci przeszkadza oddaj ją na PCK itp. Po co problem tworzyć?
    Ja np zbieram medale, cieszę się z każdego. Ktoś zobaczy może zacznie biegać dla medali, najważniejsze że ZACZNIE :) a może kiedyś ten „złom” zmotywuje moje dzieci, wnuki do zaczęcia dbania o siebie :)
    Reszta argumentów na „tak” jak najbardziej ok :)
    pozdrawiam!

  2. Paweł Elektrotechnik pisze:

    Hmmm…nie za dużo tego narzekania??? Nie chcesz medalu to go nie odbieraj na mecie, nikt przecież na siłę Ci go nie będzie wciskał. Koszulka? też mam sporo, wolałbym coś innego np bufę, czapkę, kubek itp. Ale jeżeli tak Ci przeszkadza oddaj ją na PCK itp. Po co problem tworzyć?
    Ja np zbieram medale, cieszę się z każdego. Ktoś zobaczy może zacznie biegać dla medali, najważniejsze że ZACZNIE :) a może kiedyś ten „złom” zmotywuje moje dzieci, wnuki do zaczęcia dbania o siebie :)
    Reszta argumentów na „tak” jak najbardziej ok :)
    pozdrawiam!

    • Bookworm pisze:

      Daj mi trochę na coś ponarzekać, bo już zupełnie nie po polsku będę cię wszystkim cieszył :)
      Zamiast koszulki też bym wolał coś innego, no ale skoro dają – tak, to biorę – i własnie też chyba komuś to podrzucę, kto będzie chciał. Z medalami w końcu może „dojrzeję” i wtedy te wszystkie medale docenię, wywieszę i będę sobie pykał fajeczkę pokazując wnukom, że dziadzia choć obecnie w stanie rozkładu wiekowego jest, to hoho, czasem gdzieś coś pobiegał :)

  3. Mirosław Mastyk pisze:

    Gdyby nie zawody treningi u mnie juz dawno by odeszly w niebyt

  4. Świetny tekst. Atmosfera zawodów to coś czego osoba, która nigdy nie startowała nie pojmie. Teraz kiedy miałem przymusowy odpoczynek pojawiałem się na imprezach biegowych po to, aby móc chłonąć atmosferę zawodów i przypomnieć sobie jak fajnie jest móc startować z innymi.

    • Bookworm pisze:

      Dzięki. Mam nadzieję, że szybko powrócisz/powróciłeś do biegania :) W naszej „ekipie startowej” jeden z biegaczy leczył kontuzję, wytrwale towarzysząc nam w startach. I na powrót do nas dołączył, radość przemnożyła się przez nas wszystkich :)

  5. Kinga pisze:

    Zgadzam się z tym co napisałeś. Lubię biegać sama, skupiać się na sobie, oddechu, krokach, powtórzeniach. Atmosfera zawodów jest niesamowita. Dlaczego w nich uczestniczę? Właśnie dla atmosfery, sprawdzenia się, stawiania przed sobą co raz to nowych celów, wyzwań. Zawody biegowe to świetna okazja do poznania nowych osób, spędzenia czasu z innymi, rozmów o bieganiu z lepszymi od siebie, uczenia się od bardziej doświadczonych zawodników. Nie ukrywajmy, że nie ma tu rywalizacji. Jest, ale najczęściej jest to rywalizacja ze sobą i swoimi słabościami.

  6. I ja przyłączę się do stwierdzenia, że lubię czytać relacje z biegów. Argumentacja jest świetna, przede wszystkim robisz to dla siebie. Jako była judoczka mam podobne odczucia, dlaczego lubiłam zawody: dla atmosfery, nie medali, dla sprawdzenia swoich możliwości, poczucia się ze jest się wśród swoich :) Też nigdy nie eksponowałam medali, pucharów, dyplomów i wycinków gazet, a można by nimi wytapetować nie jedno mieszkanie.. ;) nie o to w tym chodzi. Lubiłam dostawać koszulki od sponsorów, ale zawsze w nich się „topiłam” – lubię w takich spać :) Plus dla nie zawsze zawody/starty to takie święto „jakby” Gwiazdka była kilka razy w roku :)

  7. Ja mysle, ze organizatorzy uwzieli sie na koszulki, bo taka koszulka wyciagnieta na poranny jogging moze byc dla nich fajna promocja, biustonosz mniej, bo bedzie przykryty koszulka. Az udzielila mi sie ta biegowa atmosfera i coraz wieksza mam ochote wiecej biegac. Pawel wiesz, ze zarazasz ta Twoja pasja do biegania? pozdrawiam serdecznie Beata

  8. LIFESTYLERKA pisze:

    Jak tak sobie czytam, to dochodzę do wniosku, że chyba znowu wrócę do biegania:). Jak dla mnie najfajniejsze jest to, że trenując z jakąś grupą np. do maratonu lub pół maratonu można poznać nowych ludzi, których łączy z nami ta sama pasja. Poza tym lepsze to niż siedzenie przed tv.

  9. Magdalena Rolnik pisze:

    Ja, niestety, najdłużej biegałam przez cztery tygodnie. A próbowałam kilka razy. Może faktycznie zawody to dobra mobilizacja???

  10. Ja, niestety, najdłużej biegałam przez cztery tygodnie. A próbowałam kilka razy. Może faktycznie zawody to dobra mobilizacja???

  11. Dola pisze:

    Ja chciałam kiedyś przebiec maraton, zobaczymy co z tego będzie :)

  12. anjanka pisze:

    ja nie biegam. Kilka razy byłam na starcie jako tzw osoba towarzysząca. Zawsze mi sie miękko w kolanach robi chwie przed startem. Sama raczej nie biegam, bo nie lubię, chociaz mam zamiar się przygotowac i zaliczyć coroczny bieg w moim mieście. Zapewne będzie to jedyny mój bieg i jedyny medal za uończenie, ale co tam. Już sao to, że mam zamiar to zrobić dmucha moje ego, chociaz ten dystans jest w zasadzie niewielki (10km).
    Pozdrowienia

    • Bookworm pisze:

      A wiesz, moim zdaniem bycie osobą towarzyszącą w biegu to nielekka „fucha”. A to ciuchy potrzymać, a to dokumenty, a to wieje zimny wiatr (a biegaczom w biegu ciepło), potem wyczekiwać na mecie – moim zdaniem to duże poświęcenie :)
      I wiesz każdy dystans jest trudny. A dycha – bez dłuższego przygotowania strzelić 10 km, to jest wyzwanie. Pamiętam jak dla mnie to była niedościgniona granica, oj pamiętam :)

  13. Blogierka pisze:

    Sportowcy to najbardziej pokreceni ludzie na świecie ale też chyba najszczęśliwsi ;). Fizyczne sponiewieranie odpreża mnie psychicznie od lat i niezle konserwuje ;).
    W biegach ulicznych brałam udział 3 razy i za każdym razem – banan na ryju, adrenalina, wór emocji i mimo bólu (akurat u mnie kolano) to i tak co pół roku się w jakiś pakuje ;).
    jak zawsze dobrze się Ciebie czyta- i biegaj bo dzięki temu my możemy się poczuć jakbyśmy startowali ;).

  14. Ehdi Mars pisze:

    A ja biegam dla medali … :P mam taką wystawkę, wiszą wszystkie na rączce do jednego okna. Koszulki też bardzo lubię i nie wiem jak na Ciebie zawsze na mnie pasują ;) No ale fakt zgadzam się z Tobą…. najlepszy jest ten feeling i ta atmosfera. No i ten moment kiedy zadaję sobie to pytanie w połowie dystansu … dlaczego ? .. dlaczego… i po przekroczeniu linii mety myślę sobie aby zaraz zrobić sobie to samo… masochizm ?? :)

    • Bookworm pisze:

      Masochizm? Też nad tym myslałem, ale to chyba nie to. Te „złe” momenty są kasowane przez umysł i pozostaje tylko radość :D, więc chcemy jej więcej…

      • Ehdi Mars pisze:

        Ja zapisuje się na kolejne i kolejne…. teraz biegnę w październiku dyszkę, choć fakt odkąd ostro trenuje crossfit trochę taka dyszka przestaje być wyzwaniem ale ciągle na dźwięk słowa półmaraton staje mi w gardle taka pięść i choć, wiem że biegałam ten dystans to zawsze mam tremę. Tym razem wiosną się nie poddam ;), może i to się odczaruje ;).

        • Bookworm pisze:

          Dla mnie zawsze, każdy bieg jest wyzwaniem, bo nie wiem co się wydarzy. No i czas, wstyd by było powyżej jakiegoś przybiec ;) Mnie przerażają krótkie dystanse, bo „nie wybaczają” złego rozplanowania biegu. Półmaraton wytrwale oswajam a marzę o … Ech…

          • Ehdi Mars pisze:

            a widzisz …. ja tam mam na czas wyjechane ;) biegnę i po prostu muszę dobiec… bez napinki, a jak się uda dobry czas to ekstra :P

          • Bookworm pisze:

            Ja tam planuję tempo. Potem, gdy wszystko się wali, realizuję plan B – nie wychodzenia poza jego ramy. No a potem, potem to już tylko biegnę i robię zdjęcia :D

  15. BasiaK pisze:

    Dorobilam się internetu w pociągu.:-) To mój prywatny. Chyba nie pomyślałeś że to kolejowy? ;-) Strasznie telepie, więc ledwo trafiam palcem w odpowiednie klawisze, postaram się jednak żeby było czytelnie i z sensem. Mam też nadzieję, że mój sprzęt wytrwa do końca komentarza, bo ledwo już zipie. Ja też ledwo zipię, bo jadę w saunie.
    Gdy czytałam Twój wpis gęba mi się śmiała (zupełnie jak na rowerze) ;-). Ludzie zagladali mi w tablet, sprawdzając co czytam, a tych co zajrzeć nie mogli skręcało z zazdrości. :-) Zgadzam się, biegacze to ludzie pozytywnie zakręceni i zarażają swoim nastawieniem. Skąd wiem? Znam jednego, którego osoba wszystko to potwierdza i który pisze mega pozytywnego bloga. Ciebie. :-) Jak Cię jeszcze poczytam, to zacznę w końcu biegać i to z takim zadowoleniem jak Ty. :-) Uf. Skonczylam. Udało się. :-)

    • Bookworm pisze:

      Pomyślałem o kolejowym i już, już mi szczęka opadała, ale spokojnie, wszystko pod kontrolą :D „Chcąc skorzystać z toalety w PKP przywieź swojego toi-toia” ;)

      Bardzo podziwiam Cię, że potrafisz na tablecie coś wystukać, ja bym dał radę tylko nadać morsem SOS a potem powrócił do oglądania bajek dla dzieci :)
      Ej, tymi Twoimi bardzo miłymi komentarzami (dziękuję!) blokujesz mi możliwość zostania „sławnym hejterem”, no bo jak tu tak, po takich pochwałach, wylać z siebie to morze hejtu, no jak, się pytam? :D

  16. Patrycja | będękimś.pl pisze:

    A ja się pytam, jak można przebiec 20km, kiedy ja już po 200 metrach mam zadyszkę? Zazdroszczę kondycji. I samozaparcia. I pasji. Idę w kąt, będę płakać, bo sama siedzę z tyłkiem na kanapie i ciastka zapijam coca-colą…

  17. bedekims.pl pisze:

    A ja się pytam, jak można przebiec 20km, kiedy ja już po 200 metrach mam zadyszkę? Zazdroszczę kondycji. I samozaparcia. I pasji. Idę w kąt, będę płakać, bo sama siedzę z tyłkiem na kanapie i ciastka zapijam coca-colą…

    • Bookworm pisze:

      Rok i miesiąc temu zaczynałem od zadyszki po 100 metrach, więc znam temat :) Potraktuj dzisiejsze ciastka i colę jako zapas energii na jutrzejsze odbicie się od kanapy. A porównuj się z samą sobą z wczoraj, gdybym ja się porównywał do moich znajomych maratończyków czy „ultrasów”, to też z rozpaczy bym colę duszkiem wypił i zajadł ciastkami :)

  18. Klaudia Chrapko pisze:

    Ważne że to jest dla ciebie ważne, masz też do tego dystans jak widać. Bieganie to jak ktoś mi powiedział schody do piekła jak i do raju może jest w tym część prawdy? Chyba tak sądząc po wpisie pozdrawiam i życzę sukcesów ale nie tych dla blaszki ale tych które są ważne dla ciebie ;)

  19. Ważne że to jest dla ciebie ważne, masz też do tego dystans jak widać. Bieganie to jak ktoś mi powiedział schody do piekła jak i do raju może jest w tym część prawdy? Chyba tak sądząc po wpisie pozdrawiam i życzę sukcesów ale nie tych dla blaszki ale tych które są ważne dla ciebie ;)

    • Bookworm pisze:

      Dziękuję, bardzo celnie napisane z tymi schodami. Ważne, żeby na tych schodach spotykać ciekawych ludzi a czy z medalami, czy w firmowych koszulkach to już absolutnie nieistotne :) Miłego dnia życzę :)

  20. dla niektórych to właśnie start w zawodach jest przyjemnością :) na pewno jest ciekawiej niż na zwykłym samotnym treningu. ja biegam dla wszystkich tych powodów, dla których Ty biegasz i nie biegasz. uwielbiam koszulki (i zazwyczaj świetnie na mnie leżą – urodzona modelka ;)), uwielbiam też swoje medale i w życiu nie nazwałabym ich „blaszkami”.

    • Bookworm pisze:

      Z tymi medalami to może też u mnie problem braku miejsca na ekspozycję. Do tego się „obraziłem” na medal z Raciborza, z którego jedna strona… zaczęła się odklejać :) Bieg był „za darmochę” no to i jakość była z cyklu „jakoś”.
      Koszulki – temat rzeka :D Gdy jest opcja kupuję/nie kupuję to jest wszystko OK. Ale gdy dostaje się koszulkę, która nijak nie pasuje… Tak na moje oko, to dobra połowa komentarzy na forach danego biegu to właśnie problem koszulek. Chyba najostrzej oceniono koszulkę z Pszczyny z ubiegłego roku, ponoć kobiety absolutnie nie były w stanie jej założyć – bo istnieją pewne istotne detale anatomiczne różniące je od mężczyzn, a koszulka była obcisła :)
      Żeby było sprawiedliwie, ubóstwiam jedną koszulkę biegową – otrzymaną od sponsora przed połówką Praską – ładny kolor i jest „mięciutka jak kaczuszka” – i grzeje.

      • ja też nie mam miejsca na ekspozycję. tzn. jeszcze go sobie nie wygospodarowałam. trzymam je w szafce, ale regularnie wyjmuję, odkurzam i podziwiam :)

        jak koszulka gratis i się nie podoba to moim zdaniem fajnie oddać komuś. ostatnio była akcja ze zbiórką odzieży sportowej dla domu dziecka. wcześniej pamiętam dla więźniów. nie ma sensu trzymać jak nam nie pasuje, szczególnie że komuś może się przydać.

        • Bookworm pisze:

          Oczywiście. Ale popatrz o ile by było prościej, gdyby obniżyć opłatę startową a koszulkę można było kupić osobno, przymierzając na miejscu. W niektórych biegach wybiera się tylko rozmiar XL/L/M/S, a przy niektórych są w pełni opisane wymiary koszulek, długości itp.
          Dlatego tak się zachwycam tą „praską”, bo dobrałem wymiar pod moją ulubioną koszulkę biegową – no i pasuje wspaniale.
          O, np. przy niedzielnej „połówce” bytomskiej już organizatorzy zaznaczyli, że nie ma żadnej opcji zmiany rozmiaru. Czasem tak da się rozwiązać ew. zły rozmiar – pewno kosztem tych, co odbiorą pakiet ostatni.

          • z tym przymierzaniem to fajny pomysł, tylko ile by to czasu zajęło. i tak są kolejki do odbioru pakietów i spore tłumy. tutaj nie ma idealnego rozwiązania i zawsze będzie coś za coś.
            w niektórych biegach jest możliwość dopłaty za koszulkę lub kupna pakietu bez. a tam gdzie koszulka jest to mnie się wydaje, że ona naprawdę jest gratis dorzucana przez sponsora i rezygnacja z niej nie wpłynęłaby na cenę pakietu, bo koszulka jest z innych funduszy.

          • Bookworm pisze:

            Pewno masz rację. Ale czasem wystarczy właśnie podać wymiary przed zamówieniem i oszczędzić rozczarowań. Z tą koszulką – jeśli to gest sponsora – super, tylko patrz, cały PR leży, bo to można by przecież wykorzystać lepiej – wiem, wiem, marudzę, ale ja to de facto marketingowiec jestem…

  21. O to Ten miły (de)motywujący tekst . :)

  22. Rene O. pisze:

    Wiesz, jesteś niesamowitym człowiekiem i mam cholerne szczęście, że Cię poznałam :)

    • Bookworm pisze:

      Siadłem i się zarumieniłem. I tak mi się to spodobało, że będę przez resztę dnia, jak ten buraczek, dalej. Dzięki – pisałem – mam szczęście do ludzi więc i ja jestem zaszczycony Cię znając :)

    • Bookworm pisze:

      Nie, bo to ja mam szczęście, że Ciebie poznałem. A teraz tak sobie patrzę, że disqus zjada te komentarze, które wpisuję z jego systemu komentowania a nie poprzez blog. Nic, napisać jeszcze raz to samo Tobie – to zaszczyt :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.