Bieganie

Gadżety nightrunnera – bieganie nocą


Biegam nocą. Gdy zakończy się codzienna gonitwa za sprawami ważnymi i ważniejszymi, miewam czas dla mnie i moich kolejnych pochłanianych kilometrów. Bieganie nocą ma w sobie coś magicznego. Bieganie od plamy światła, poprzez ciemność, do następnego miejsca okraszonego skąpym światłem latarni. Gra cieni wywoływanych przez przejeżdżające samochody. Wyciszone nocą odgłosy miasta. I często rozgwieżdżone niebo nad głową. Niemy świadek kropel potu, które w nocy spływają ze mnie niezauważone przez nikogo. Zapachy biegania przesuwające się za osobami, które mijam. Obszary chłodniejszego powietrza, które pojawiają się nagle i kilka metrów dalej są już upalnym mirażem.

Zanim wyjdę pobiegać, trwa rytuał ubierania się, w tym właśnie ponakładania wszystkich akcesoriów biegowych. Gadżety nightrunnera – trzeba je wszystkie logicznie porozmieszczać i pochować.

Gadżety nightrunnera

Sporo się tego nazbierało, choć dążę do minimalizmu. Lecz gdy dzień krótki a noc wczesna chcę być widoczny i samemu coś widzieć. Kiedyś już pisałem o widoczności biegacza w nocy. Dziś skupię się na tym, co najważniejsze.

Czołówka z diodą CREE

Długi czas używałem czołówki. Lekka, poręczna, wytrzymała na warunki atmosferyczne, z regulowanym snopem światła i trybami świecenia. Do tego diablo jasna – za snop światła odpowiada dioda CREE. Baterie wytrzymują bardzo długo, Dioda CREE daje światło, a nie ciepło. Czołówka jest tak lekka, że po założeniu o niej się błyskawicznie zapomina. Przez to raz zdjąłem ją wraz z czapką – na całe szczęście upadek na beton jej nie zaszkodził i świeci dalej. Mój minitest możecie poczytać pod tym linkiem: Test czołówki z diodą CREE.

Latarka czołowa 7W dioda Cree

latarka czołowa 7W z diodą CREE

Wytrzymała latarka

Bardzo nie lubię biegać przy poboczach dróg, wolę chodniki. Stąd bieganie w nocy wymusza na mnie stałą trasę, która jest w większości oświetlona, światła potrzebuję na około 10 minut przy godzinnym wybieganiu. Dlatego poszukałem latarki, która by spełniała moje wygórowane żądania. Miała być niewielka, w prosty sposób ładowana, miała wydajnie świecić i mieć regulowany snop światła.

I udało mi się taką kupić na jednym z portali aukcyjnych! Ma akumulator, który może być zastąpiony trzema małymi paluszkami (AAA). W zestawie była miniładowarka. Sama latarka ma twardą obudowę i jest lekka. Świeci rewelacyjnie (ach ta technika), gdy biegnę albo chowam ją do kieszeni bluzy, albo zaczepiam na pasek saszetki biegowej. Albo trzymam w ręku, bywa też, że wsuwam do rękawa przy nadgarstku, bądź pod bandanę obwiązaną na nadgarstku. Tak więc zawsze jest pod ręką a świeci tak jasno, że od samych odbić światła jarzą się okoliczne znaki. Ma też tryb mrugania, gdy czasem biegam bocznymi uliczkami, włączam ją, żeby było z przodu mnie widać z daleka. Niestety jest absolutnie niefirmowa. Przykłady firmowych znajdziecie poniżej.

Opaska odblaskowa czy opaska LED

Tu odpowiedź jest jedna. Odblaskowa opaska LED. Kropka. Biegałem z opaskami odblaskowymi, ale nie byłem z nich do końca zadowolony. Albo się odczepiały, albo powodowały otarcia. Lub przekręcały się nie na tą stronę, z której chciałem aby były. Jako kierowca często obserwuję i biegaczy i kijkarzy z opaskami odblaskowymi. Są widoczni z daleka. Ale ci, co mają opaski LED z czerwonym, pulsującym światłem – są widoczni z jeszcze większej odległości i do tego mrugające światło przyciąga uwagę kierowcy.

Dlatego używam otrzymany kiedyś w podarunku pasek LED. Po ponad roku użytkowania wymieniłem baterię, a ten pasek świeci dalej. A był używany w trudnych warunkach, na śniegu, w deszczu. Bok opaski LED to również pasek odblaskowy, więc jestem widoczny i „pasywnie” i „aktywnie”. Wiem, że tego rodzaju opaski można bez problemu kupić w marketach budowlanych, w każdym razie ja taką opaskę widziałem w OBI za kilkanaście złotych. Warta kupienia i stosowania.

Saszetka na smartfon

Bardzo długi czas biegałem z telefonem w etui na ramieniu. Ale znalazłem wygodniejsze rozwiązanie – kupiłem saszetkę na smartfon na pasku. Jest to dużo wygodniejsze rozwiązanie niż etui na ramię, bo do saszetki akurat wchodzi mój telefon (Samsung Neo) a w minikieszonce umieszczam klucz do domu. I mogę biegać.

Choć akurat ta saszetka ma też dwie zasadnicze wady. Raz – regulacja paska, bo niestety pasek po zaciągnięciu się po kilkuset metrach luzuje. Nie zawsze i nie wszystkim, ale bywa to uciążliwe. Osobom szczupłym będzie to przeszkadzało, mi – niekoniecznie.

Dwa – jeśli się chce posłuchać muzyki podczas biegania, to zaczyna się ekwilibrystyka z przeprowadzeniem kabla ze słuchawek przez specjalny otwór i wpięcie do smartfonu. Bo gdyby był zrobiony na krawędzi (na szwie) otworek, to by słuchawki dało się wpiąć od zewnątrz i to jednym ruchem.

O wiele wygodniejsze jest posiadanie słuchawek bezprzewodowych, wtedy niczego nie trzeba wpinać. I tu gładko przechodzimy do tematu słuchawek.

Słuchawki do biegania

Oj natestowałem się ich sporo. Najwygodniejsze do tej pory to były moje nieodżałowane Kossy KSC75. Lekkie, ze świetnym bassem, wygodne i przyjemne w użyciu. Cóż, niestety się zepsuły.

Po drodze używałem wielu „pchełek”, z których dość podobają mi się KOSSy the plug.

Najwygodniejsze, których używałem, to były bezprzewodowe słuchawki Jabra Wireless Sport +. Wbudowane radio FM, możliwość odbierania połączeń telefonicznych, płynne przełączanie się pomiędzy źródłami muzyki. Długi czas grania. Cóż, kosztem braku bassów.

Słuchawki zapewniają odrobinę rozrywki podczas nocnego biegania, choć czasem też biegam bez nich. I słucham odgłosów nocy.

Kubek

Nie, jak się pewno domyślacie, nie biegam z kubkiem. Ale on na mnie czeka po wyprawach biegowych i treningach. A to, czym go wypełniam dla wieczornego relaksu czy też na powitanie nowego dnia, pachnie świetnie i zazwyczaj pochodzi z ekspresu.

Ładny kubek, prawda?

7 Comments

  1. Bookworm

    Gdy biegam po chodniku, to nawet mojej iluminacji nie włączam. Ale widzę coraz więcej biegaczy z czołówkami nawet na chodnikach.Mają i używają – no i super. Taki rozpędzony ninja faktycznie może napędzić strachu :)

  2. Edyta Tarnowska

    Też od jakiegoś czasu używam saszetki na pasku, w której trzymam telefon. Pasek niestety na początku się luzował i zjeżdżał, ale po prostu mocno naciągam gumę i przypinam ją za pomocą agrafki. I teraz jest ok ;)

    • Bookworm

      z tą agrafką temat przemyślałem. Przy moim szczęściu to bym sobie ją wdziabnął prosto w … no właśnie. Potem pozostałoby mi tylko stanie aż się epicka rana na, ehm, by nie zagoiła ;)

  3. Też od jakiegoś czasu używam saszetki na pasku, w której trzymam telefon. Pasek niestety na początku się luzował i zjeżdżał, ale po prostu mocno naciągam gumę i przypinam ją za pomocą agrafki. I teraz jest ok ;)

    • z tą agrafką temat przemyślałem. Przy moim szczęściu to bym sobie ją wdziabnął prosto w … no właśnie. Potem pozostałoby mi tylko stanie aż się epicka rana na, ehm, by nie zagoiła ;)

  4. Po zmroku biegam rzadko, ale zdarza mi się – zwłaszcza zimową porą. Zawsze zakładam wtedy 2 zwykłe opaski odblaskowe – jedna na prawe ramię, druga na lewą*. Na miasto to wystarcza. Jeśli do lasu to dobra czołówka.
    A kubek ładny!
    *tak samo robię na rower.

    • Gdy biegam po chodniku, to nawet mojej iluminacji nie włączam. Ale widzę coraz więcej biegaczy z czołówkami nawet na chodnikach.Mają i używają – no i super. Taki rozpędzony ninja faktycznie może napędzić strachu :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén