Bieganie

Immunitet termiczny a bieganie w zimnie

zima_bieganie

Dopóki trwało lato, żar się lał z nieba strumieniami, odbywałem treningi biegowe wczesnym porankiem lub nocą. Ubrany byłem lekko, zwiewnie, pokonywałem kolejne kilometry, z szacunkiem podchodząc do upału i słońca.

Niepostrzeżenie mijały dni i tygodnie przed maratońskich wybiegań, zbliżał się maraton w Budapeszcie. Z coraz większym zdziwieniem rejestrowałem utratę wagi — a przecież odżywiam się intensywnie, uzupełniając niedobory wybieganych kalorii. To mój trzeci maraton, przed pierwszym w Wenecji oraz drugim w Walencji nie zanotowałem większych wahań wagi, a kilometraż był zbliżony.

Teraz jednak utraciłem ładnych kilka kilogramów (o czym złośliwie przypominali mi wszyscy znajomi), pozbyłem się przy okazji również czegoś bardzo istotnego i o tym właśnie jest ten tekst.

Aha, tu nie będę irytował mojej Małżonki i nie wspomnę o wymianie garderoby związanej z utratą kilogramów, wystarczy, że wyobrazicie sobie moje zdziwienie, gdy zakupione w ubiegłym roku spodnie z garnituru po zapięciu guzika oddaliły się, wierne prawom grawitacji, na podłogę. 

Immunitet termiczny

Lato skończyło się mocnym wahnięciem temperatur w kierunku zera. Do tej pory byłem odporny na zimno, natomiast nie byłem odporny na upał, stąd zamiłowanie do startów jesiennych i zimowych, ot — Bieg Barbórkowy, Leśny Półmaraton Żorski czy też Górska Przygoda w Wiśle, że jeszcze wspomnę o styczniowym biegu w Pszowie czy o Biegu po Moczkę i Makówki. Bywało mroźnie i śnieżnie, ale mi było zazwyczaj ciepło i przed biegiem, i podczas, nawet po biegu — przez pierwszych dziesięć minut.

Podczas biegu grzeję niczym piec kaflowy, po kilometrze jestem tak rozgrzany, że pozostaje mi widowiskowo wykręcać podczas biegu polarową czapkę oraz rozpinać wszelkie kurtki i bluzy biegowe. 

Tak było do ubiegłotygodniowego wybiegania, przed którym oczywiście sprawdziłem temperaturę — osiem stopni — więc ubrałem się zgodnie z zasadą „+10 stopni do temperatury panującej na zewnątrz”. Tyle tylko, że już po dziesięciu kilometrach zrobiło mi się zimno, później nawet — lodowato! Do domu było jeszcze 14 kilometrów i były to jedne z najbardziej dłużących się (brrr!) kilometrów.

Wtedy dotarła do mnie ponura prawda (miałem sporo czasu na przemyślenia, nieprawdaż?), że wraz z utratą zbędnych kilogramów utraciłem swoisty „immunitet termiczny”.

To nadprogramowe sadełko dzielnie grzało mnie podczas wietrznych wybiegań, chroniło mięśnie przed wyziębieniem. A teraz? Kolejne długie wybieganie, przy porannych +3 stopniach Celsjusza wymusiło awaryjne założenie pod czapkę buffa, bo zimno było okrutnie!

Będę musiał zagłębić się w czeluści szafy i przejrzeć, co ja właściwie mam na tę zimę i to nie tylko pod kątem biegania, ale i grzania się po bieganiu czy w codziennym funkcjonowaniu.

Bieganie w zimnie

Podczas zimowych startów biegacz napotyka na dwa zimne momenty.
Zadbać termicznie o siebie podczas biegu potrafię, wiem co muszę mieć założone i jak regulować temperaturę, gdy jest mi zbyt ciepło na trasie. Więc bieganie w zimnie nie jest trudne, gorzej jest ze staniem i oczekiwaniem w zimnie.

Przed startem bluza

Po rozgrzewce, w oczekiwaniu na start trzeba jakoś zabezpieczyć się przed utratą ciepła, podobnie po biegu. Przedstartowo sprawa nie jest taka trudna, można kupić używaną bluzę i ją potraktować jednorazowo odrzucając na bok przed strzałem startera, można też założyć worek foliowy z wyciętymi otworami na głowę i ręce – to bardzo częsty patent – choć w takim worku wygląda się niczym penitent odprawiający pokutę, to jest w nim ciepło i jest się odpornym na podmuchy wychładzającego wiatru.

Po biegu zimowa kurtka

Po biegu ma się jeszcze kilka minut, zanim organizm po długotrwałym wysiłku będzie wracał do normalnego trybu pracy, jest to czas na szybkie przebranie się lub wskoczenie w zimową kurtkę i odizolowanie się od niesprzyjających warunków pogodowych.

Im kurtka bardziej puchata, tym dla mnie lepiej — przetrwałem już kilka oczekiwań na wyniki losowań nagród po zimowych biegach, podczas których zamieniłem się w jedno wielkie szczękanie zębami, gdy ćwiczyłem (wraz z innymi biegaczami) przysiady i nerwowe przytupywanie w lekkich z natury rzeczy, butach biegowych.

… oraz zimowe buty

À propos butów, od czasu, gdy po zawodach przebieram nie tylko przepoconą koszulkę i otulam się w ulubioną bluzę, ale gdy wskakuję w inną parę butów i skarpetki — przestałem mieć jakiekolwiek problemy z odciskami czy bąblami. Nie ma! Po ostatnim półmaratonie, zanim wróciłem do domu w miękkich butach biegowych, już niewielkie pęcherze wchłonęły się, doceniając łagodny dotyk zmiennego obuwia i świeżych skarpet.

W zimie natomiast skorzystam z uroków ocieplanych wysokich butów zimowych, na dobrym bieżniku, z kudłatą grzejącą wyściółką wnętrza — żadne oczekiwanie pobiegowe już nie będzie mi straszne.


Co prawda będę dość wesoło wyglądał w ciepłej kurtce oraz zimowych butach ubranych do obcisłych legginsów, ale ciepło najważniejsze. 

I choćbym miał być jedynym biegaczem tak ciepło ubranym podczas rozdawania loterii i nagród, to i tak przyjemność związana z zanurzeniem się w ciepłe ubrania będzie równie wielka, jak radość z samego jesiennego czy zimowego biegania — które Wam oczywiście serdecznie polecam.

A utratę mojego „immunitetu cieplnego” jakoś przeboleję, dzięki nabytej lekkości biegu udaje mi się wbiec na metę odrobinę szybciej, niż bywało to za czasów, gdy posiadałem słuszną warstwę izolującą mnie nie tylko od zimna, ale i od życiowych rezultatów.


6 Comments

  1. „Immunitet termiczny” rozbawiło mnie to określenie :)
    Z chęcią podzielę się swoim immunitetem, jakby ktoś potrzebował ;)
    A tak całkiem serio – wolę biegać jesienią. Latem było mi ciężko radzić sobie z gorączką w ciągu dnia, a bieganie rano , czy wieczorem też wyciskało ze mnie siódme poty. Niby to dobrze, a jednak mimo to i tak wolę chłodniejsze dni. Może to właśnie przez ten immunitet termiczny, nie ukrywam że mam go za dużo, ale wierzę, że już niedługo pozbędę się go :D Pozdrawiam.

  2. A nie martwi Cię ta chudość? Może by teraz zacząćrobić masę i przestać biegać ? ;)

  3. Uprawnienie sportu pomaga w życiu. Uczy dyscypliny, biorę udział w wyzwaniu Kamili Rowinskiej. Codzienne 2 kg plus lektura. Teraz dopiero czuje, że żyje. Jestem szczęśliwa i pełna radości życia.

  4. Hahaha immunitet termiczny to od dziś moje ulubione powiedzonko! Muszę przekazać koleżance, która jest przy nadziei, że my nie jemy śniadania, tylko dbay o rozrost immunitetu :D

  5. Ja zaś miałem na odwrót! Aż do wieku nastoletniego dziwiłem się ludziom, którzy narzekali na letnie upały. Nawet czterdziestostopniowa gorączka była dla mnie przyjemnym ciepełkiem, w którym mogłem przez bite 90 minut biegać za piłką podczas futbolowego meczu. Tak było do momentu, w którym wstałem z łóżka, poszedłem do łazienki i okazało się, że jestem 20 kg cięższy niż przed rozpoczęciem studiów. Przez bite półtora roku obrosłem tkanką tłuszczową o wadze dwóch zgrzewek cukru! Albo dwóch dziecięcych plecaków szkolnych!

    Nadeszło lato, a ja pociłem się jak norka. Wyjście po schodach na czwarte piętro było wyzwaniem, po którym regenerowałem się co najmniej dobę. Nawet głupie trzydzieści stopni wydawało mi się skwarem nie do zniesienia. Uff, jak dobrze, że udało mi się to wszystko zrzucić i w po części zastąpić mięśniem.

    PS Tak, nadal kocham upały <3 :D

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén