Na bieg po moczkę i makówki czekałem cały rok. Skłamałbym pisząc, że myślałem cały rok nad przebraniem, ale … Cały czas po głowie mi chodziło, w co też by się można przebrać. Rok temu był Szejk. Tym razem – ze względu na kwestię emigrantów – to nie mógł być Arab.

Grudzień zbliżał się kilometrowymi krokami, aż w końcu nadszedł A pomysłu było brak. Pomysł na przebranie spłynął na mnie niespodziewanie. Stałem sobie pod prysznicem smętnie kontemplując gorącą wodę rozgrzewającą skórę po kolejnym treningu w chłodzie. Ciepło. Gorąco. Meksyk… A więc – Meksykanin! Opiszę więc jak doszło do tego, że na starcie 4. biegu po moczkę i makówki  stanął Juan Archibald. I jeszcze podam koszt „produkcji”!

A o samym 4. biegu po moczkę i makówki poczytacie we wpisie obok:

4. Bieg po moczke i makowki relacja

http://gbluxtorpeda.org/category/bieg-swiateczny/

No to… Jak zrobić Meksykanina? Czas na poradnik! Zaczynamy!


Jak zrobić Meksykanina?

Są dwa proste sposoby. Jeden niestety jest wyjątkowo czasochłonny, ale z kronikarskiego obowiązku muszę o nim wspomnieć. I tym opisem zakończę tekst. A zaczynam od tego krótszego, prostszego.

Czego do stworzenia Meksykanina mi było trzeba? Krótkie skanowanie w internecie, jak to prawdziwy Meks wygląda. Użyjmy serwisu „Let mi google it for you”. I co? Zasadniczo Meksykanin musi mieć sombrero, poncho, spodnie dowolne i jakieś buty.

http://www.partybox.pl/zasoby/images/middle/21860.jpg

http://www.partybox.pl/zasoby/images/middle/21860.jpg

Sombrero (13zł)

Miałem – autentyczne, oryginalne i przywiezione z Meksyku, skąd kiedyś nasza koleżanka je nam przytargała. Cóż z tego, gdy kapelusz na mojej głowie się po prostu nie mieścił. Nie ten rozmiar. Pozostało allegro, klik, klik i już zwykły, prosty kapelusz do mnie bieży. Do tego przyszyty zwykły sznurek – kapelusz gotów. Ustaliłem jeszcze sposób noszenia i długość sznurka. Chodziło o to, żeby nie mieć go naciągniętego na głowę. Założyłem, że gdy wiatr mi strąci go z głowy, ma zawisnąć na sznurku. I tak też było.

spadlo

Poncho (23,90zł)

Liczyłem, że znajdziemy jakiś ręcznik,obrus, szmatkę w paski – tu niestety wyszły w domu pewne braki. Rok temu zawinąłem chustę teściowej i wykorzystaliśmy prześcieradło z „grosika” – w tym, coraz bardziej zrezygnowani, przeglądaliśmy kolejne materiały, z których by można uszyć poncho. Koszty były zastanawiająco wysokie. Bo wymierzcie sobie na szerokość (rozłożone ręce) statystycznego kandydata na „Meksa”, dołóżcie długość „do pasa” no i co? Potrzeba sporo materiału. Nawet obicia na leżaki wychodziły drogo. A już gdy materiał został znaleziony to … ktoś go wykupił nam sprzed nosa. Ostatnie 2 metry.

I wtedy olśnienie – kocyk polarowy! Idealne wymiary! Wybraliśmy najbardziej pasiasty, klik, klik. – już do nas leci. Wystarczyło wyciąć otwór na głowę, przyciąć, zabezpieczyć brzegi otworu, doszyć frędzle na krańcach – no i poncho, jak się patrzy. Koty od razu doceniły miękkość kocyka.

Spodnie

Opcje były dwie. Moje spodnie z kimona (sprzed … 25 lat!) lub dresowe. Takie z Lidla, wyjątkowo „niemarkowe”. Akurat przymierzałem poncho do tych spodni i … zaskoczyło, że pasuje. No to OK. Odstrzelony granatem od pługa wieśniak meksykański. Vale!

Rekwizyty (2,5zł)

Wieczór przed startem mgr inż. Anioł wypytywał o szczegóły stroju. „A strzelba?”. Rozważyłem sugestię i udałem się na negocjacje z juniorem. Po długich pertraktacjach i zapewnieniu, że nie uszkodzę, strzelbę otrzymałem. Ale… problemem było to, że przewidywałem, że kapelusz niestety będzie zwiewany przez wiatr. I potrzebowałem wolnej ręki do nasadzenia go sobie na głowę. W drugiej ręce będę miał aparat, którym też jakoś fotki mam robić. Więc z żalem zrezygnowałem z rekwizytu.

Ale wcześniej do głowy wpadł mi kolejny rekwizyt. Cygaro. W końcu Meksykanie namiętnie palą cygara. Udałem się do sklepu i kupiłem najtańsze, za 2,5pln. I tu pojawił się problem. Bo cygaro od samego patrzenia się kruszyło. Wsadziłem do ust i po minucie stałem się znawcą smaku podłego tytoniu. Nie przypuszczam, żeby dłużej niż choć 10 minut  obracania w paszczy wytrzymało. To … okleiłem je taśmą klejącą. Na końcu. Grubo i mocno. Proste rozwiązania są najskuteczniejsze (jak to prowizorki). Dzięki tej improwizacji cygaro wytrzymało aż do samego końca biegu. Oczywiście podczas biegu nie trzymałem go w ustach – tego żadna konstrukcja (prócz drewnianej) by nie wytrzymała.

Kiedyś czytałem o tym, jak aktorzy „ogrywają” pewne rekwizyty. I o tym, że „polska szkoła” aktorska przesadza z tym użyciem. Też mi coś, jakby Amerykanie nie nadużywali – u nich wiadomo, okulary – naukowiec. Ołówek – inżynier. No to ja miałem cygaro. Im bardziej nim obracałem paszczą, tym bardziej się mogłem śmiać. Szczerzyłem się niczym rasowy polityk na talerz ośmiorniczek!

Jak zrobić Meksykanina

Z małą poprawką. Ja nie palę. Więc nie zmierzałem użyć tego cygara w sposób przystający Meksykaninowi. Choć miałem masę takich propozycji!

Makijaż (13zł)

Wpadłem też na jeszcze jeden szatański pomysł. Na Meksa to ja od urodzenia nie wyglądam. Może prócz ciemnobrązowych oczu. Potrzebowałem więc farb do twarzy. Pojechałem do sklepu i kupiłem zacny komplecik. Przebadany dermatologicznie. Wieczór wcześniej przetestowałem i WOW. To jest to.

Rano Małżonka usadziła mnie do makijażu. Twarz, szyja, uszy, kark – wszystko równo zostało przybrązowione. A zarost i brwi? Na czarno. Nie wierzyłem oczom, gdy efekt sprawdziłem w lustrze. To był strzał w dziesiątkę! Oczywiście z makijażem był inny problem, mógł podczas biegu … spłynąć. Wystarczyłby deszcz. Albo gdybym się „zagotował” temperaturowo. Trudno. Ważny był dla mnie czas przed startem.

Zarost

Jeszcze wspomnę o brodzie i wąsach. Myślałem, żeby użyć jakiejś przyklejanej. Ale czasu było dość – wyhodowałem. Zazwyczaj noszę krótszą. Teraz „zapuściłem”. I dzięki czarnej farbie udało mi się „zniknąć” siwe włosy.

Historia

Tradycyjnie licho mnie podkusiło. Samo przebranie nie gwarantowało mi pełnej satysfakcji. Jeśli robić sobie kabaret – to na maksa. Albo Meksa w tym przypadku. Postanowiłem nakręcić krótki filmik z moim alter ego w roli głównej.

Przygotowałem krótką historyjkę. Jaką?

Jak zrobić Meksykanina

Nie miałem wielkiej nadziei, że ktokolwiek się na to nabierze. Historyjka zacna, no sami powiedzcie czy tak bardzo nierealna?

Dla Juana przygotowałem tekst do wygłoszenia po hiszpańsku, odkurzyłem słówka hiszpańskie i wymowę, cóż, arcydzieło to nie było. Moja nauczycielka pewno by mi tekst cały poprawiła ale… Musiało wystarczyć. Przygotowałem też napisy w języku polskim. Po raz kolejny zachwyciłem się narzędziami dostępnymi w Youtube. Trochę trwało, zanim dobrałem odpowiednie szczegóły, ustawienia. Dwie próby i … kamera… start!

Oczywiście tu jeszcze nie byłem ucharakteryzowany. Stąd pewne zniekształcenia. Ale nawet, nawet to wyszło. Opublikowałem. I dziękuję Wam za Wasze reakcje. Nawet tę jedną negatywną, czyli ktoś zadał sobie trud, żeby kliknąć na „nie lubię”. Kilka osób prawie nabrałem. nawet sam mgr inż. Anioł się przyznał, że już był bliski nabrania się, ale … jego analityczny umysł błyskawicznie wykrył dysonans – zbyt mało byłem rozżalony i wkurzony. W końcu pamięta jak to było z Żorskim Biegiem Ogniowym, w którym nie wystartowałem, bo mnie rozłożyła wysoka gorączka. Ale z nabraniem Anioła było blisko. Albo tylko chciał mi sprawić przyjemność, w każdym razie – dziękuję.

W nocy przed startem przygotowałem jeszcze „plakat”, który wrzuciłem w sobotę przed biegiem. Tu dziękuję bardzo Annie, która wprowadziła mi kilka poprawek do tekstu. Trochę to wygląda zgodnie z zasadą „grafik płakał, gdy projektował” ale ja nie jestem grafikiem.

Jak zrobić Meksykanina


I to już koniec historii. Koszt stworzenia Juana Archibalda to 79,40zł. Z kosztami przesyłki. To jest dokładnie ten sam koszt, co wynajęcie kostiumu na tydzień. Wybór pozostawiam Wam. Jeśli oczywiśćie kiedyś przyjdzie Wam do głowy stworzyć Meksykanina. Bo ja być może jeszcze kiedyś go powołam do życia.

Jak zrobić Meksykanina


Ach, jeszcze obiecany drugi sposób, jak zrobić Meksykanina. Tak. To jest ta dłuższa i bardziej pracochłonna wersja. Otóż aby zrobić Meksykanina, należy znaleźć Meksykankę i … Pisać dalej?

Maleńkie uaktualnienie. Jeśli chcecie zobaczyć jak gada powołany do życia Meksykanin – przerzućcie na 4:50 i posłuchajcie :)


Jeśli natomiast ciekawi Was jak wykonałem kostium Szejka Arabskiego rok wcześniej, zapraszam na poradnik podobnej treści. Jak zrobić Szejka Arabskiego!

Jak zrobić arabskiego Szejka

Bo rok później, Stanowice ujrzały najlepsze do tej pory stworzone przebranie biegowe. Poczytajcie!


Jeżeli spodobał Ci się ten tekst, lub jeśli masz do niego uwagi – zapraszam na fanpage bloga – zostaw komentarz, polub profil lub napisz do mnie prywatną wiadomość.

Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz tekst dalej, korzystając z którejś z poniższych ikonek.