Jak opisać bieg, w którym się biegnie po raz trzeci (w moim przypadku) i po raz czwarty (w przypadku Tomasza czyli mgr. inż. Anioła)? Gdy na tym blogu są już dwie relacje, każda opisująca od podszewki Katowice Business Run?

Dzień był deszczowy i senny, a każda relacja lubi przygody i akcję. To zacznę relację o tak:


Dojeżdżam do Katowic, pada deszcz, chwilami wycieraczki przeskakują na najwyższą prędkość. Lekko przyhamowuję, redukuję bieg. Zjeżdżam na pas kierujący mnie do centrum handlowego, płynnie wciskam pedał hamulca i… sunę jak na łyżwach z terkoczącym ABSem. Cóż, auto waży pewno jakieś 1,5 tony, na asfalcie warstewka wody, prędkość wciąż około 100km/h. W głowie włącza się centrum decyzyjne: albo odpuszczam i jadę prosto na Kraków (ponoć fajne lody są na rynku), albo…  Podczas tych przyspieszonych adrenaliną rozmyślań tak jak na szkoleniu z doskonalenia techniki jazdy docisnąłem hamulec, żeby w pełni wykorzystać działanie ABSu, odpuściłem go tuż przed końcem pasa do skrętu w prawo, dopiero wtedy z wyczuciem skręciłem, lekko przyspieszając. Uff, już jestem na dobrej drodze – po pięciu minutach parkowałem w okolicach Doliny Trzech Stawów. Ruszam (już na piechotę) w kierunku miasteczka biegowego, dokąd zmierzają dziesiątki biegaczy. Dołączam do nich.


Pakiet startowy

Tu czas na maleńką retrospekcję. W Katowice Business Run mogę wystartować po raz trzeci dzięki Tomaszowi B, przyjacielowi z ławy licealnej który rekomenduje mnie ekipie NFZ wystawiającej w tej edycji KBR dziewięć drużyn.

Wieczór przed startem podrzuca mi pakiet startowy z którego najistotniejszy jest numer startowy i koszulka techniczna – która jest dla biegaczy obowiązkowa na trasie biegu.

Rozbawił nas dołączony suplement, czyżby ktoś zerknął w nasze PESELE i zaordynował coś na stawy?

Śląskie Wydziały Biegowe NFZ

Tak więc na czas biegu jestem częścią Śląskiego Wydziału Biegowego numer 8.

Poniżej, od prawej strony: Arek, Jacek, Agata, Tomasz B. i Paweł (czyli ja). Tomasz B. trzyma w dłoniach nasz obiekt kultu, który będziemy sobie troskliwie i czujnie przekazywać w strefie zmian – z ręki do ręki.

Obiekt ten pokona więc łącznie pięć okrążeń trasy – każde okrążenie to 3,8km.

Spotkania… Spotkania…

Spaceruję powoli po terenie miasteczka biegowego. Zerkam tu i ówdzie, wiem, że trasa po raz kolejny uległa modyfikacjom. Poniżej rzut oka na sektory startowe – od A aż do J.

Spotykam się z ekipą Internetowi i Mobilni czyli z mgr. inż. Aniołem, Tomaszem, Dawidem, Adamem i Michałem o których po biegu będzie jeszcze dość głośno. Dwóch pierwszych członków tej zacnej ekipy (i ja) miało nasze numery przytwierdzone do koszulek „bookwormikami” małymi przypinkami do numerów z logo bloga. Kiedyś zamówiłem ich partię – rozdając je przyjaciołom. Przybijam też „piątkę” z Sylwestrem i życzymy sobie powodzenia z Mariuszem z ekipy hotelu Angelo.

Miło też porozmawiać ze Sławkiem, który rok temu był najmocniejszym ogniwem najszybszej ekipy KBR Katowice dumnie stojąc na pierwszym stopniu podium biegu.

Czas na rozgrzewkę. Tomasz B. rusza w kierunku startu a Agata i ja ruszamy zrobić rozgrzewkę przed jej drugą i moją trzecią zmianą. Trucht, skipy, serce powoli wchodzi w wyższy zakres wysiłku. Z oddali słyszymy start pierwszej zmiany. Wiemy, że Tomasz B. będzie miał najcięższe z nas wszystkich zadanie. W dość wąskim przesmyku strefy zmian startuje pięciuset biegaczy – bo zarejestrowano tyle sztafet. Agata ma około 20 minut do startu, ja kilkanaście minut więcej.

Idę podejrzeć czas jej startu, później będę miał jeszcze chwilę na moje przygotowania. Pałeczka zostaje przekazana a Tomasz B. łapie oddech i udaje się po odbiór pamiątkowego medalu.

Przechadzam się wzdłuż trasy patrząc na śmigające biegaczki i biegaczy. Aktualnie znowu leje. Poniżej kilka ujęć z trasy.

Finiszować z uśmiechem – marzenie każdego biegacza

Jak widać pada i pada, i pada…

Stopień zaangażowania w bieg poznawało się po zachlapanych błotem łydkach i plecach.

Ostatnia prosta na której jeszcze można było urwać kilka sekund i kogoś wyprzedzić.

Meta! Za bramą widać oznaczone literami strefy zmian zawodników. Już za chwilę stanę w sektorze A a takie widoki ujrzę z perspektywy głównego – biegnącego – bohatera.

Moja zmiana

Czas już najwyższy. W strefie oczekują na mnie już Arek i Jacek – obawiali się, że zniknąłem. Tymczasem ja dokładnie znałem czas startu Agaty, wiedziałem więc, że mam jeszcze ok. 5 minut do mojego startu. Czekam. Emocje rosną, zerkam na zegarek – tętno podchodzi już z emocji aż pod 130 ud/min.

Podglądam ekran, który mam przed nosem, ach te nazwy startujących drużyn…

Zza rogu pędem wyłania się Agata, podbiega, chwytam pałeczkę i ruszam z kopyta przez strefę startu. Przyspieszenie mam takie, że dopiero po chwili dociera do mnie, co krzyczą moje szare komórki – WŁĄCZ ZEGAREK! Uruchomiłem pomiar czasu. Teraz wszystko w moich nogach.

Byłem świetnie rozgrzany, więc organizm natychmiast sprężył się do walki o czas. Po 300 metrach biegu już tętno osiągnęło 170ud/min przy tempie 4:30 min/km! Wszystko byłoby świetnie podczas tej pogoni, gdyby nie błotko. Po tak intensywnych opadach na trasie straszy kolekcja śliskich kałuż z błotem. Pal licho ubranie, miałem w aucie zapasowe, ale chodziło o to, żeby się nie wywrócić – rok temu kilku znajomych przetoczyło się po błotku i w glorii i chwale dotarli na metę na podobieństwo potworów z bagien.

Po pierwszym kilometrze już wiedziałem, że tak karkołomnego tempa nie utrzymam, podbiegi skutecznie mnie hamowały, ale też nie odpuszczałem, starając się wracać do tempa poniżej 5:00. Rok temu średnie tempo wyszło na poziomie 4:43, w tym roku takie tempo było niestety niemożliwe.

Powoli ale wytrwale wyprzedzałem sznur biegaczek i biegaczy. Przenosiłem wzrok z pleców jednego biegacza na drugiego, kolejno przesuwając się do przodu. Mnie wyprzedziły raptem dwie-trzy osoby, z czego jedną osobę po kilometrze pogoni dorwałem. Nie było się czemu dziwić, ekipy przyjmują różne strategie, najczęściej najszybsze osoby są w pierwszej oraz w ostatnich dwóch zmianach. A ja byłem w zmianie numer trzy. Wielu biegaczy w tym biegu po raz pierwszy pokonuje odległość czterech kilometrów, w tym część marszem. W KBR najistotniejszy jest udział w biegu charytatywnym, sam czas pokonania trasy jest tylko sztuką dla sztuki.

Rozsądnie gospodarowałem oddechem biegnąc na maksymalnej prędkości. Biegi krótkie są okrutne, bo wymagają pełnego zaangażowania, nie można zbyt szybko zacząć biegu, bo wpadnie się w „dołek”, z drugiej strony jeśli się gdziekolwiek na trasie odpuści, czasu już się nie odzyska, a satysfakcja z osiągnięcia mety będzie niepełna.

Pamiętam ostatni znacznik z napisem „już tylko kilometr do mety”, widziałem dwoje fotografów, którzy akurat gdy ja przebiegałem obok przeglądali coś w aparatach. Widziałem zbliżającą się ostatnią prostą przez strefą zmian. Rozkręciłem nogi, już będąc zupełnie bez oddechu. Zakręt i gasnącym spojrzeniem wyszukałem Jacka, którego – zanim pognał jak chart – zdążyłem klepnąć, życząc powodzenia.

Dobiegłem!

Mój czas to 17:49 co dało tempo 4:49 min/km. Wraca forma!

Ruszyłem do naszego zakątka NFZ odbierając po drodze medal i wodę. Tomasz B. pilnie śledził stronę pomiaru czasu (sts timing), potwierdził mi mój dokładny czas. Ustawiały się do niego kolejki biegaczy z prośbą o odczyt.

Na zdjęciu Tomasz B. udzielający informacji „jak idzie” i „jak poszło” wszystkim chętnym.

Czas coś przekąsić

Zapytałem o to co wybrał z menu pobiegowego. Spojrzał na mnie smutno i powiedział, żebym sam poszedł sprawdzić. Ale żebym nie brał tarty.

Poszedłem więc analizując na wystawionym stoliku dostępne menu – w tym roku organizatorzy postawili na dietetyczny catering na zimno. Pudełka i zawartość wyglądały zachęcająco ale…

Niepisaną tradycją pobiegową są smaczne gorące dania”z gara”: żurek, makaron, leczo, grochówka. Znajdźcie mi biegacza, który narzeka po biegu na jedzonko. Faktem jest, że mój żołądek nie lubi dostaw zaraz po biegu. Ale nie przeszkadza mi to w towarzyszeniu znajomym przy biesiadzie, sam biorę posiłek chwilę po nich i ze smakiem delektujemy się zupą czy co tam szef kuchni zaserwuje. Jest to nieodzowny element większości naszych relacji biegowych, które najczęściej piszemy wspólnie z mgr. inż. Aniołem.

Tu posiłek był zimny i tak dietetyczny, że aż bez dodatku soli. Robiło się zimno, nadal siąpił deszcz. A my dłubaliśmy sztućcami w kurczaku na zimno, z ryżem, fasolą i kawałkami surowej papryki.

Większość biegaczy – jak widać na zdjęciu – z pewnym takim zadziwieniem przystąpiła do analizowania składu i smaku dostarczonych specjałów.

Z zasłyszanych rozmów podpowiem organizatorom przyszłorocznej edycji: w zestawie dołóżcie sól. I podgrzejcie to w dowolny sposób. A będzie pełnia szczęścia.

A tu rzut oka na miasteczko biegowe. Gwarno, kolorowo, cały czas w deszczu.

Pomagam więcej – Internetowi i Mobilni

Nadszedł wyczekiwany moment dekoracji tych, którzy dotarli na podium w klasyfikacji „pomagam więcej”.

Klasyfikację „pomagam więcej” wygrali po raz czwarty z rzędu Internetowi i Mobilni z banku ING BSK, którzy dokonali tego pod wodzą mgr. inż. Anioła – mojego biegowego druha (od niedawna ultramaratończyka). Który wyszedł na scenę i w krótkich słowach zdopingował konkurencję do wzmożenia wysiłków w gromadzeniu charytatywnych środków, choć on i tak zamierza wygrać w kolejnym roku. A wyglądało to tak:

Należy podkreślić, że Internetowi i Mobilni potrafią również szybko biegać – to dwudziesta czwarta ekipa zawodów!

Wyniki

Nasz „Śląski Wydział Biegowy NFZ nr 8” jak wypadł? Świetnie! 122. pozycja na 481 sklasyfikowanych zespołów, byliśmy drugim zespołem z dziewięciu wystawionych przez NFZ! W naszym zespole byłem przedostatni, gratulacje dla Agaty i chłopaków, którzy pokazali pazur na trasie, wykręcając rewelacyjne czasy.

Pozostałe sztafety spod znaku NFZ zajęły miejsca: szóste (NFZ #1), 146. (NFZ #2), 229. (NFZ #9), 278. (NFZ #8), 368. (NFZ #4), 384. (NFZ #3), 433. (NFZ #5), 456. (NFZ #7).

Pełne wyniki można poznać na stronie sts timing. Wspomnę, że pierwsze miejsce zajęła grupa Nomax.

Beneficjenci Katowice Business Run 2017

Stałem blisko pod sceną obserwując tegorocznych beneficjentów akcji: Sebastiana Idziaka, Janusza Rokickiego, Joannę Tirak, Martę Rumińską, Martę Zając, Patrycję Żytkowską, jak i Grzegorza Kocoła, który dzięki fundacji Poland Business Run w roku 2014 otrzymał protezy obu nóg.

Widziałem ich początkową niepewność a później radość, że zebrana kwota jest znacząca. Każdy z nas biegnących w Katowice Business Run 2017 dołożył cegiełkę do ich radości. Nie jest ważne jaki wynik osiągnęła drużyna, ważne były te uśmiechy beneficjentów na scenie.

Warto było jechać na tę imprezę, warto było biec i czekać aż do samego końca biegu, by zrozumieć po raz kolejny, że bieganiem można zmienić czyjś los na lepszy.


Ten start przeszedł już do historii. Jak było w roku 2016 możecie poczytać w tej relacji. A co działo się rok wcześniej, w roku 2015 poczytacie w podobnej relacji.

Jeszcze raz dziękuję ekipie NFZ za przygarnięcie do swojego zespołu. Specjalne podziękowania kieruję do mojej ekipy, dla Agaty, Tomasza B., Arka i Jacka. Bardzo miło się z Wami biegło.

Do zobaczenia w równie mocnym składzie za rok? I jeszcze na koniec rzut oka na medale. Każdego roku odrobinę inne, ale zawsze piękne.

katowice business run 2017 medal Katowice business run medal