Kiedy ostatnio biegłeś w biegu sztafetowym, w którym rezultat w klasyfikacji zależy od zespołu? Ja taki bieg przebiegłem 2. września i to po raz czwarty. Tradycyjnie bawiłem się świetnie, kibicując innym startującym i gnając w mojej piątej zmianie niczym odrobinę przyprószony siwizną chart.

Katowice Business Run to część (dokładnie 1/9) charytatywnego biegu organizowanego przez Fundację Poland Business Run. Tego samego dnia w dziewięciu miastach odbywają się biegi sztafetowe, wszystkie środki z wpisowego trafiają na konto Fundacji, która literalnie stawia na nogi osoby potrzebujące specjalistycznych protez. Bywa, że podopieczny fundacji sam przypina numer startowy i biegnie w sztafecie już na nowych protezach jako beneficjent biegu sprzed roku.

W tym biegu wszyscy jesteśmy zwycięzcami, biegaczom bieg daje szaloną satysfakcję z dobrze wykonanej pracy zespołowej, dla jednych jest to często pierwsze zmaganie z niespełna czterema kilometrami ciągłego biegu, dla innych liczy się wynik i rywalizacja z innymi drużynami, często z tej samej firmy albo branży. Niektóre z firm wystawiają nawet kilka zespołów – ot, ja biegłem w zespole nr 6 NFZ. 

Dla mnie to jest zawsze okazja do spotkania dawno nie widzialnych kolegów, którzy przygarniają mnie corocznie pod gościnne skrzydła składu NFZ, no i zawsze wytrwale oklaskuję Tomasza, który wraz ze swoim teamem „Internetowi i Mobilni” wkracza na scenę i odbiera nagrodę dla drużyny, która zbiera największą charytatywną pulę,w ramach akcji „Pomagam bardziej„. 

Katowice Business Run – przygotowania

KBR w tym roku był dla mnie oczywistym punktem startowym, choć jestem na miesiąc przed startem w maratonie. Dystans 3,8 kilometra nijak się ma do przygotowań maratońskich, intensywność tego biegu jest bardzo odległa od długotrwałego, ale nie tak intensywnego wysiłku podczas czterech godzin (w moim przypadku) spędzonych na trasie maratonu. 

3,8km jest wymagającym dystansem, od pierwszych metrów trzeba wskoczyć w najwyższą strefę tętna, która po prostu boli, a nie można jej stracić aż do linii strefy zmian. Za tą linią jest już tylko sława, endorfiny, zmęczenie i posiłek regeneracyjny.

Trasa biegu ma dwa niemiłe podbiegi, jeden z nich doskonale kojarzyłem z katowickiego >>>Wizzair half marathon<<<, to ten podbieg doprowadził mnie do rozpaczy podczas czerwcowego upału. 

W tygodniu przedstartowym trener zaserwował mi cykl kilometrowych interwałów w bardzo szybkim tempie, które zaskakująco dobrze zniosłem – dobry prognostyk przed KBR. Starałem się, aby zbytnio nie luzować treningów, maraton wymusza cykliczne bieganie dłuższych dystansów, a on jest moim celem głównym.

Wieczór przed zaśnięciem leżałem i nie bacząc na zgorszone spojrzenia kotów chcących spać, gulgotałem radośnie czytając nazwy drużyn startujących w rywalizacji KBR. No poczytajcie sami:

Pitło z luftem, Wartki cug, Delta Szwadron Super Cool, Komando Wilków Alfa, Janusze Outsorcingu, Wirujące sedesy, Ministerstwo Głupich Kroków (!), W miarę normalni, Transplantacja agrestu i inni.

Lektura jest bardzo wesoła a jest równocześnie ostatecznym rankingiem sztafetowym. 


Kierunek – miasteczko biegowe!

Jak zaprogramowany śmignąłem do Katowic, zaparkowałem na parkingu w Dolinie Trzech Stawów. Przebrałem się szybko, wokół zatrzymywały się auta innych biegaczy. Ktoś pytał o odległość spacerkiem od miejsca startu   – wytłumaczyłem i skierowałem w odpowiednią stronę i… skierowałem się do supermarketu skorzystać z toalety.

Na jednej z uliczek galerii handlowej stał sobie pomalowany w charakterystyczne barwy bolid Formuły 1, tak się składa, że niedziela była dniem Grand Prix Włoch na Monzie. Szkoda, że wciąż jeszcze Roberta Kubicy nie ma w bolidzie…

Formula 1
Czerwony bolid może być tylko jeden i to koniecznie z Robertem Kubicą za kierownicą

Włączyłem się w tłum osób idących w kierunku parku, w którym było rozłożone miasteczko biegowe. Na sobie miałem koszulkę PKO Silesia Marathon, oj wyróżniałem się z tłumu obowiązkowych koszulek startowych – mój pakiet (a w nim koszulkę) dopiero miałem odebrać.

w drodze na Katowice business Run

Ale ktoś idący szybkim krokiem po drugiej stronie ulicy wyróżniał się z tłumu znacząco mocniej: pomarańczowa, charakterystyczna czapka biegowa i zielony (seledynowy?) plecak z Marathon de Paris jednoznacznie kierowały moją myśl ku Tomaszowi, to on!

Przebiegłem szybko pasy, prześlizgnąłem się przez tłum biegaczek i biegaczy i dogoniłem go u wejścia do miasteczka biegowego.

W oczekiwaniu na start sztafety

Wyobraźcie sobie tłum zawodników (trzy tysiące!) ubranych w te same koszulki. Spróbujcie w tym tłumie kogoś znaleźć! Obszedłem całość terenu, z czystej ciekawości, oczywiście ekipy NFZ nie znalazłem. Szybki telefon i już odbierałem pakiet z rąk Magdy, do której będzie należeć pałeczka na drugiej zmianie. Tomasz B. był czwarty, ja biegłem ostatnią rundę, mój imiennik Paweł zaczynał całą zabawę, a Gabrysia to zmiana trzecia. Proste, prawda?

beneficjenci Katowice Business Run
Beneficjenci Fundacji Poland Business Run

Wokół trwała wesoła impreza, były rozstawione stoiska różnych firm, przewidziano atrakcje i dla dzieci, i dla dorosłych, a jeszcze pół parku było wolnego – tam też udałem się, aby wstępnie się rozgrzać. Najpierw jednak obejrzałem start biegu, sześćset osób wtłoczonych w strefę startową – początek jest zawsze najtrudniejszą zmianą, dobrze wiedziałem dlaczego w ekipie Tomasza na pierwszej zmianie wystawiono jego imiennika, zaawansowanego w kontaktowych sztukach walki… 

start Katowice Business Run

Na całe szczęście strefa zmian była bardzo szeroka, tak oto prezentowała się zgodnie z opisem organizatorów oraz moim zdjęciem. 

strefa zmian Katowice Business Run
Strefa zmian Katowice Business Run od litery A do litery L

Start! Pierwsze rzędy ruszyły, reszta stała, cierpliwie czekając na swoją kolej. Stopniowo biegacze opuszczali strefę startu prócz kilku osób, które… podeszły blisko linii startowej, a następnie… cofnęły się kilkanaście kroków, aby pełnym pędem przekroczyć linię pomiaru czasu! Nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu, ot, nawet na korek na starcie można znaleźć skuteczne rozwiązanie…


Ten pan się chyba zgubił?

Potruchtałem powoli wgłąb parku, kontrolowałem czas, wiedziałem że nie wystartuję szybciej niż za godzinę. Sielskie łączki i widok jeziorka relaksował. Powolutku truchtałem w kierunku toi-toiów (do których tradycyjnie nie było kolejki – zawsze najbardziej oblężone są te w centrum miasteczka biegowego). Minąłem Piotra z zespołu JHarty reaktywacja, rozgrzewającego się do biegu. Jeszcze kilkukrotnie tego dnia mieliśmy się spotkać, ale nie uprzedzajmy biegu (!) zdarzeń. Z perspektywy niedzieli 16. września, gdy kończę pisać tę relację, warto pogratulować Piotrowi maratońskiej życiówki, złamał właśnie granicę trzech godzin w maratonie!

Mijałem powolutku rodzinę na rowerach, oni zerkają na mój przypięty numer startowy, odjeżdżają i słyszę słowa: Ten pan to się chyba zgubił…

Spotkania… spotkania… 

Naprzeciw sceny był duży ekran świetlny, na którym miały pojawiać się wyniki. W pewnym momencie podszedł do niego technik i zaczął go opuszczać, zupełnie jakby wyniki miały być wywieszane ręcznie, na papierowych karteczkach. 

Tymczasem konferansjer zapowiedział przybiegnięcie (przylot?) pierwszego biegacza. Rzut oka na zegarek przeniósł mnie do Kenii – po 11 minutach 3,8 kilometra i już zmiana? Z głośników padła informacja, że to Dawid Malina z Inżynierii Biegania – no i już wszystko było jasne…

Sam nie wiem co weselsze, moja mina czy bohater drugiego planu?

Chwilę później spotkałem Radka z Inżynierii Biegania, który był moim trenerem, gdy postanowiłem po raz pierwszy pokonać maraton, który miał biec w piątej, tak jak ja, zmianie. Dobrze wiedziałem, że nikt Inżynierii zagrozić w tych zawodach nie może. 

Do ekranu podszedł Tomasz Sobol, z którym miło chwilę pogawędziliśmy, on już pobiegł swoją zmianę w JHarty. Reaktywacja. To właśnie on pierwszego czerwca jako drugi przekroczył linię mety Rzeźnika Ultra 115+km. Biegać szybko na tak krótkim dystansie też, jak widać, potrafi.

W strefie startowej dopilnowałem ostatniej zmiany przed moim startem. Tomasz B., przyjaciel z licealnej ławy, dzięki któremu trafiam cyklicznie do składu drużyny NFZ i który ma ogromny wkład w moje bieganie, śmignął na trasę. Ja miałem jeszcze dwadzieścia minut wolnego, czas się dogrzać. 

W strefie startowej obok spotkałem Seweryna, od którego usłyszałem kilka miłych słów na temat bloga, zrewanżowałem się wyrazami podziwu dla tego jak biega – wynik poniżej 40 minut na 10km jest dla mnie niedoścignionym wynikiem z zakresu zawodowców. A on taki ma, zamierza po raz kolejny wejść w ten zakres zarezerwowany dla piratów biegowych jego najświeższa życiówka to 39:02!). 

3… 2… 1… ogień!

Kto chciał, to się jeszcze rozgrzewał.

rozgrzewka Katowice Business Run
strefa zmian Katowice Business Run
Rzut oka w lewo, tłoczno prawda? 
strefa zmian Katowice Business Run
Rzut oka w prawo, ooo, humory dopisują!

Piętnaście minut później stałem w strefie zmian i czekałem na Tomasza, który pojawił się dużo szybciej, niż twierdził że przybiegnie. Porwałem pałeczkę i ostro ruszyłem naprzód! Wiatr świszczał mi w uszach, zerknąłem na tempo na ekranie zegarka i… prrrrr! Tempo osiągnęło 3:15 min/km!

Przez pierwsze pół kilometra niósł mnie entuzjazm, niestety później zderzyłem się z rzeczywistością, zwolniłem próbując utrzymać tempo ok. 4:30 min/km.

Na trasie były dwa podbiegi, z których pierwszy mnie zirytował, a drugi załamał. Resztką oddechu wbiegłem na wzniesienie – po zbiegnięciu trudno było zmusić się do dalszego szybkiego biegu. Dominującą myślą i chęcią było rzucenie biegania (i pałeczki), ewentualny skok z mostu do wody. No ale nie mogłem zawieść współbiegaczy z drużyny, ktoś musiał pałeczkę odnieść na metę.

To biegłem dalej.

I wyprzedzałem innych biegaczy, na całej trasie wyprzedził mnie tylko jeden pędziwiatr. 

Panowie, biegamy, biegamy!

Na trasie nie dziwią mnie osoby przechodzące do marszu. Katowice Business Run to wymagający bieg, jeśli ktoś zbyt mocno zacznie (tak jak ja), to później cierpi, podbiegi wybijają z rytmu; rozumiem spacer i trucht w kierunku mety. Ale na trasie wyprzedziłem dwóch biegaczy (?), którzy szli spokojnym krokiem, rozprawiając o ważnych życiowych problemach.

Biegnąca za mną dziewczyna nie wytrzymała i docięła im zachęcając do przejścia do biegu. Niestety, odpowiedź zagłuszył mi szum powietrza w uszach… 

Widziałem już metę. Ostatnich kilkaset metrów przebiegłem próbując przyspieszać, ale już nie miałem wystarczającej mocy w nogach na spektakularny finisz. 

16 minut i 13 sekund, to mój rezultat, którym mogę się od linii mety chlubić. Dało mi to 287. miejsce w klasyfikacji ogólnej na 2845 finiszujących.

Internetowi i Mobilni

pałeczki sztafeta Katowice Business Run

Z żalem rozstałem się z pałeczką, która pięć razy dziś towarzyszyła nam na odcinku 3,8 kilometra, wrzuciłem ją do specjalnego pojemnika, otrzymałem medal i ustawiłem się w kolejce po odbiór cateringu, który był firmowany przez sieć sklepów Aldi i zawierał izotonik, jabłko i wspaniałe orzechowe batony.

Gdy doszedłem pod scenę, usłyszałem, że pierwsze miejsce w klasyfikacji Pomagam bardziej zajęli, jak tradycja nakazuje, Internetowi i Mobilni, czyli drużyna Tomasza!

Z trudem zdążyłem wyciągnąć telefon i zrobić im zasłużoną fotkę…

Tomasz i jego drużyna Internetowi i Mobilni
Tomasz odbiera zasłużony puchar dla najhojniejszej drużyny biegaczy

Później chwila dla fotoreporterów, krótkie pożegnanie z moją ekipą NFZ i… do domu. 

Bieg wygrała zdecydowaną przewagą Inżynieria Biegania, drugą ekipą był JHarty. Reaktywacja, która wyprzedziła raptem o 22 sekundy Grupę Nomax. 

I jeszcze rzut oka na zestawienie czasów zwycięskich ekip we wszystkich dziewięciu miastach, w których zorganizowano biegi Business Run.

KBR Wyniki krajowe