Tradycją jest, że po każdym biegu zanurzam się w stronach i portalach szukając ciekawych zdjęć i filmów z zawodów. Po biegach w Polsce poszukiwanie galerii i mediów jest proste: źródłem jest Facebook, galerie w Google+, strona organizatorów, fanpage czy wydarzenie biegowe na FB.

Zazwyczaj łup jest spory, dzielę się często nim ze znajomymi, lub ich oznaczam na Facebooku, ze wzajemnością zresztą.

To pasjonująca rozrywka, znajdźcie biegacza, który nie lubi takich poszukiwań i swoich zdjęć, które są świetną pamiątką. (Tu maleńka dygresja – wiecie oczywiście co zrobić aby fotograf to właśnie Wam zrobił fotkę podczas biegu?).

W poszukiwaniu zdjęć i klipów z maratonu w Walencji

Po maratonie w Walencji było podobnie. Siedziałem wieczorem i klikałem w różne miejsca w sieci, ale wyniki miałem mizerne. Oficjalne zdjęcia z firmy obsługującej medialnie maraton mam… trzy, tylko z finiszu, żadnego z nich nie zamówię, bo mam wrażenie, że są robione teleobiektywem z orbity geostacjonarnej.

Chyba jedynie ja potrafię się na tych zdjęciach odnaleźć wiedząc jak byłem ubrany. Gdyby nasz rodzimy FotoMaraton robił tylko tyle zdjęć z tak dużych imprez, to by nawet na prąd do baterii w akumulatorach aparatów nie zarobił. Ale może byłem po prostu w Walencji pechowcem, cały czas zasłoniętym przed obiektywami fotografów, może też „Bookworm” na numerze skutecznie odstraszał od fotografowania go. Nie wiem.

Przeglądałem też amatorskie nagrania z maratonu, wybór bardzo szeroki, znacząca większość po hiszpańsku, cóż, moja podupadła znajomość tego języka nie pozwala mi na docenienie kunsztów oratorskich osób, które stoją przed kamerą, wiem natomiast jedno – jeśli film trwa osiemnaście minut i dwie trzecie czasu trwania to jest słowotok z balkonu hotelowego przed i po starcie, to nie jest to mój kandydat do nagród Premios Goya.

Moją uwagę przykuł jeden świetnie zmontowany film, zupełnie bez słów, z wgraną muzyką ale opowiadający wciągającą historię. A ja jestem takim psem gończym internetu, dajcie mi wątek a ja odkopię najważniejsze postacie, fakty, historie, a nawet daty. Jest to dla mnie wyzwanie, bywam w tym naprawdę dobry, taka zabawa wciąga, często też bywa punktem wyjścia odkrycia kolejnych historii (pamiętacie historię pewnego finiszu maratońskiego? To też była świetna opowieść).

W przypadku wspomnianego filmu z przyjemnością patrzyłem na zmagania biegaczek, ale też dzięki temu klipowi wspominałem świetnie uchwycone charakterystyczne momenty maratonu – podróż do Walencji, odbiór numeru startowego, cudowną architekturę Miasteczka Nauki architekta Santiago Calastravy, rozgrzewkę przed startem, gdy dopiero wstawało słońce, bramę startu, bieg, doping, zmęczenie, przybicie piątki maskotce maratonu (a co, też przybiłem!), no i finisz, medal i radość ukończenia maratonu w tak cudownym miejscu.

Zabrałem się za wyszukiwanie informacji, bułka z masłem –  stopklatka w filmie – złapane numery startowe biegaczek – podjąłem trop i rozpocząłem poszukiwanie.

W poszukiwaniach towarzyszyła mi muzyka z klipu autorstwa duetu z Seattle, tworzącego muzykę elektroniczną: ODESZA „A moment apart”.

Konkurs Truvia Runners

Na wiosnę ogłoszono wśród hiszpańskich biegaczy konkurs Truvía Runners Challenge, zwycięzca miał zapewniony start w maratonie w Walencji (z pokryciem wszelkich kosztów) – profesjonalne wsparcie trenerki Pauli Butrageňo, plan treningowy oraz jej asystę na trasie królewskiego dystansu.

Aby wziąć udział w konkursie, trzeba było mieszkać w Hiszpanii, biegać, no i rzecz jasna przesłać swoje zgłoszenie. Jury konkursowe wzięło pod uwagę nie tyle osiągane wyniki, ile postępy i zaangażowanie podczas trwania konkursu.

Truvia Runners Challenge

Konkurs Trivia wygrała młoda biegaczka Itziar (możecie zajrzeć do niej na Instagram).

Przygotowania i start w Walencji

Itziar zaczęła trenować pod fachowym okiem Pauli, na przygotowanie zostały raptem dwa miesiące, razem przebiegły kontrolnie półmaraton w Madrycie.

Jak to bywa niestety w biegowym świecie, pod koniec przygotowań Itziar zaczęła narzekać na ból stopy. Żeby jej nie forsować bieganiem, trenerka doradziła, aby ostatnie treningi robiła już tylko na rowerze. A potem nadszedł ten wielki dzień, gdy pozostał tylko start, oddajmy głos trenerce:

Maraton nie był łatwy, Paula od poczatku dopasowywała tempo biegu tak, żeby Itziar zbyt szybko nie weszła w próg beztlenowy, właśnie tego dnia puls jej skakał wysoko, a jej wcześniejsze testy wytrzymałościowe określiły go na 165 ud/min. Trenerzy twierdzą, że pierwsze 25km maratonu jest „za darmo”, dopiero później zaczyna się walka. Tak też było, chwilami Itziar przechodziła do marszu, były momenty słabości, ale ostatnie kilometry przebiegła, dotrwała do momentu wbiegnięcia na błękitny dywan. A potem były już tylko łzy, podziękowania i ta olbrzymia radość, która towarzyszy zakończeniu maratonu i spełnieniu jednego z marzeń…

Historia filmem i muzyką pisana

Tak, teraz już mogę wrzucić filmik, za którym kryje się ta urocza historia:

Całą opowieść możecie znaleźć w wersji hiszpańskiej na stronie Pauli: http://inspira-fit.com/maraton-de-valencia-reto-truvia/.


Wiecie co jest najpiękniejsze w bieganiu? Że choć nie każdy ze startujących może opowiedzieć taką piękną historię konkursową, ilustrowaną świetnymi profesjonalnymi ujęciami, to opowieść każdego biegacza będzie zawsze pasjonująca.

Gdzieś kiedyś każdy z nas podjął decyzję odrywającą ciało od kanapy, pojawiły się w życiu coraz dłuższe treningi, rygor, ból, zmęczenie, setki wybieganych kilometrów, ale z drugiej strony pojawiły się marzenia, cel i duma z ukończenia zawodów.

A jaka jest Twoja historia?