Mroczne widma – bieganie w nocy


Noc. Osiedle domków jednorodzinnych. Przy ulicy stoi latarnia, włączająca się dopiero po wykryciu ruchu. Najczęściej bardzo złośliwie dopiero gdy przebiegnę. Pod nią, w odległości 20 metrów z jednej i z drugiej strony, progi zwalniające – kto o nich nie wie, to biegnąc w nocy ich nie zobaczy, tylko się na nich wyłoży jak długi, wpadając z gracją do kałuży przed lub dziury po. Dobiegam do pierwszego progu – na końcu ulicy widzę… szereg ciemnych sylwetek, miarowo kołyszących się na boki w rytm powolnych kroków. Spoglądających co chwilę … w niebo? Zombie??!!! Absolutnie asynchroniczny i nienaturalny marsz, w ciszy, noga za nogą, kiwając się na boki. Co robić??!!


Bieganie w nocy

Czasem znajomi pytają czy nie boję się biegać nocą. Tak jakby w nocy czyhały na biegaczy straszliwe  zagrożenia. Wilki. Hieny. I groźne węże boa. Rozprawmy się więc z nimi, na bazie moich nocnych doświadczeń. Nie martwcie się, całe i zdrowe „zombie”, od których zacząłem tekst, powrócą pod koniec tekstu.

Pojazdy

Zachowując minimalną dbałość o życie (odblaski i bieganie w miejscach oświetlonych) znaczący (i większy od zera) promil biegaczy wraca do domu z nocnych wybiegań nienaruszony. Ubiór biegowy zazwyczaj ma w sprytnych miejscach wszyte elementy odblaskowe – od butów, poprzez spodenki na t-shirtach, czapkach, opaskach na smartfony kończąc. Jeśli biegacz założy jeszcze kamizelkę odblaskową czy pasek odblaskowy (albo opaskę LED) jest widoczny dla kierowcy z kilkuset metrów. Szanse na przeżycie rosną.

O akcesoriach w życiu nightrunnera piszę zresztą w osobnym tekście.

Ale, pojazdy to nie tylko samochody osobowe, to są również ciężarówki (uwaga na solidne podmuchy po przejeździe takiego składu) oraz … rowery. I te ostatnie są najbardziej niebezpieczne. Dlaczego? Bo są ciche, jeżdżą również po chodnikach a niektórzy rowerzyści przemieszczają się z widoczną pogardą dla życia swojego i innych – albo z zacięciem fińskiego kierowcy rajdowego. Jest „ślepy zakręt” to ziuuuu na pełnej prędkości w ciemność ulicy. Jeśli akurat tam przebiegasz biegaczu, masz problem. Dopiero w szpitalu dowiesz się, co cię trafiło.

W lesie spotykałem jeszcze quady i motory crossowe, ale zazwyczaj przelatywały w sporej odległości ode mnie.

Zwierzęta w nocy

Koty: siedzą w krzakach i czyhają na swoje ofiary. Można wykryć ich lokalizacje używając mocnej latarki (w świetle mojej czołówki widzę je z kilkudziesięciu metrów – żarzące się punkciki oczu). Są dla biegaczy absolutnie nieszkodliwe. Nie słyszałem o przypadku kota atakującego biegacza. Koty to stworzenia ceniące ład i harmonię. A taki spocony i nieestetyczny biegacz kota nie interesuje. Jest „fuj”.

Psy: dopóki za płotem, są niegroźne, choć hałaśliwe. Problemem są te na wieczornych spacerach, wyprowadzający swoich „człowieków”. Warto zwolnić bądź nawet przejść do marszu mijając je. Przez rok biegania tylko jeden próbował mnie chapsnąć i jeden wybiegł z podwórka z zamiarem rozszarpania mnie, co właściwie było bardziej śmieszne niż groźne:

Pies furtka dobiegam do furtki w 2 sekundy a ty

(Wieczorne bieganie)

Mordercze chodniki

Paradoksalnie biegając w nocy najłatwiej sobie zrobić krzywdę na chodniku. Krzywe płytki, ubytki, krawężniki o losowych wysokościach,  to wszystko jest do ominięcia, przeskoczenia ale nie w ciemnościach. Jeśli biegacie w nocy, miejcie w kieszonce latarkę, choćby najmniejszą. Osobiście polecam czołówkę, lekka, dobrze dopasowana o regulowanym snopie światła. Unikniecie skręceń, zwichnięć, upadków albo „min poślizgowych”. Czasem biegam też z malutką latareczką diodową w dłoni. Sprawdza się.

bieganie w nocy

Nad chodnikami lubią zwisać konary drzew. Łatwo je przegapić, gdy nasza cała uwaga skierowana jest na chodnik.

Mroczne widma

Nocne bliskie spotkania trzeciego stopnia z przedstawicielami rodzaju homo sapiens najczęściej bywają humorystyczne i … absolutnie nieprzewidywalne. W nocy wszystko wygląda inaczej. W tym sylwetki ludzkie.

Gdy biegnę, staram się „przeskanować” sylwetki majaczące w mroku. Biorąc poprawkę na fakt, że w nocy obserwacja i przewidywanie zachowań ludzkich jest utrudniona, ciemno, zimny wiatr przez który łzawią oczy. Niemniej większość sylwetek jest nieszkodliwa i przewidywalna. Problematyczne są dopiero osoby zygzakujące w rytm promili wygrywających w ich umysłach arię na dwa zbuntowane odnóża. Kto nie opuścił wszystkich lekcji matematyki w szkole podstawowej, zna przebieg wykresów funkcji trygonometrycznych. Biegacz może spróbować oszacować amplitudę funkcji i wpasować się tak, żeby zygzakowicza minąć w miejscach ,w których funkcja osiąga swoje maksimum lub minimum. Biorąc rzecz jasna poprawkę na niezborne reakcje promilożłopów.

Piesi najczęściej ustępują drogi biegaczom, usuwają się na bok. Oczywiście, jeśli się im taką szansę da, bo gdy biegnie się zbyt cicho, to nagłe pojawienie się biegacza może być przyczyną zatrzymania krążenia czy erupcji niespodziewanego (tym razem dla biegacza) obłoku gazu pieprzowego. Niejeden raz widziałem u przechodniów płci odmiennej nerwowo wkładaną do torebki rękę. Domyślam się co by się stało gdybym wybrał inną, bardziej zbieżną trajektorię biegu.

Z drugiej strony biegacze mogą wpływać na lokalny wzrost poziomu wiary wśród przechodniów. Z dumą odnotowywałem nieoczekiwane komentarze wyprzedzanych nocnych spacerowiczów w wieku przedsoborowym: „Jezus Maria!” „O Boże!” „Wszyscy Święci!”.

Jeden jedyny raz spotkałem się z czystą wieczorną złośliwością – ruchliwa droga obok a środkiem chodnika płynie dostojnie starsza pani , złośliwie patrząc mi w oczy i jeszcze odsuwając się od męża, spychając mnie i mój nieagresywny tor biegu na jezdnię. W jej wzroku wyczułem nienawiść, że ja śmiem zajmować jej chodnik! Nic, opuściłem głowę i ruszyłem na kurs zderzeniowy mamrocząc po arabsku narzekania na smak lokalnego kebabu z wołowiną. W ostatniej chwili uskoczyłem uśmiechając się szeroko i bez zdziwienia rejestrując rozmaite komplementy artykułowane pod moim adresem, adresem wszelkich biegaczy jak i nędznego rodzaju męskiego.

Tego samego wieczoru dobiegałem do dwóch postawnych chłopaków z szalikami lokalnej drużyny. Szykowałem się do zeskoku na jezdnię i manewr wymijający gdy … jeden drugiego zdecydowanie odsunął na chodniku robiąc mi miejsce dla mnie. Z wrażenia o mało co nie potknąłem się i nie padłem na twarz bezpośrednio przed nimi.

Tu jeszcze przypomnę – warto, naprawdę warto dziękować za takie miłe gesty poprzez podniesienie ręki czy samo wydyszenie „dziękuję”, lub choćby uśmiech.

Nie tak dawno mijałem się z nocną biegaczką w słabo oświetlonym miejscu. Dosłownie wyczuwałem jej narastający stres, kto to biegnie z przeciwnej strony. Podniosłem rękę w tradycyjnym pozdrowieniu biegaczy – odpowiedziała z wyraźną ulgą, po kilkusekundowym rozważaniu czy jednak nie zamierzam jej zabić.

Pogoda

Niestety szczególnie w nocy stanowi utrudnienie. Często, ze względu na czystsze powietrze, biegałem w nocy drogą prowadzącą pomiędzy polami oddalonymi od siedzib ludzkich. Nie przeszkadzały mi wirujące płatki śniegu, problemem dopiero stała się opadająca mgła. W pewnym momencie jasny snop światła mojej czołówki w otaczającym „mleku” ledwo sięgał podłoża pod nogami!

czołówka bieganie w nocy i snop światłaNa jednym z rozdroży nie wytrzymałem i sprawdziłem na GPS czy wybrałem właściwą odnogę. Gdyby czołówka odmówiła współpracy, droga powrotna by była bardzo utrudniona.

Spodziewaj się niespodziewanego

Zacząłem ten tekst wpisem o zombie. Historia była faktycznie przedziwna, śmignąłem obok tych dziwnych postaci. To było jedyne logiczne rozwiązanie, nie dysponowałem kołkami osinowymi ani czosnkiem. Postaci oczywiście nie zareagowały na mój „przelot” – szły dalej. Ale kątem oka zarejestrowałem, że jedna z nich miała charakterystyczną torbę przewieszoną na ukos… czyżby…? Nie zatrzymałem się. Ale na Facebooku tę osobę zagadnąłem czy aby to nie ona tam szła i …

 d3

D1

d2

A więc nie zombie :) tylko ekipa wracająca z nocnego pokazu astronomicznego!

Innym razem biegłem chodnikiem na którym zauważyłem tańczące w oddali … błędne ogniki! Odległość spora, wszystko spowite mrokiem. Na szerokości chodnika trzy kluczące drgające żółtawe ognie. Ktoś się bawi … zniczami? Gdy podbiegłem na kilkadziesiąt metrów okazało się, że to była … rodzina na rowerach. Jechali bardzo powoli z lewa na prawo, omijając dziury – a ich światła przednie ledwo się żarzyły żółtawą barwą. I tajemnica wyjaśniona.


Na koniec optymistycznie stwierdzę, że biegacz biegaczowi biegaczem, choć człowiek człowiekowi wilkiem (tu BasiaK z blogu pociagdozycia.blogspot.pl jednak uważa, że człowiek człowiekowi człowiekiem) a ja z uporem podkreślę, że zombie zombie zombie i że i tak kiedyś o zombikach więcej napiszę.

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

37 komentarzy

  1. Pierwsza Dama pisze:

    Przeczuwałam, że Twoje zombiaczki to jacyś obserwatorzy nieba, ale obstawiałam raczej, że to była może historia z nocy, kiedy Księżyc był bardzo nisko. W sumie niewiele się pomyliłam. Księżyc, gwiazdy – to w górze i tamto w górze.

  2. No i mam kolejny argument, że bieganie wciąga – zwłaszcza jak się po ciemku na jakoweś bagnisko trafi albo ruchome piaski :)

  3. Babok pisze:

    Cieszę się, że udostępniłeś ten post kolejny raz dzięki niemu przed pracą dostałam przyjemny kąsek do poczytania :) trochę jakby o innym świecie :P Pozdrawiam

  4. Osobiście (o ile podejmę się tego wysiłku i wyzwania) wolę biegać z rana. To moja najlepsza forma pobudki, tym bardziej, że od kilku lat nie piję kawy :) Co do biegania wieczorem – zwykle po całym dniu, już mi się najnormalniej w świecie nie chce ruszać tyłka z kanapy ;)

    • Bookworm pisze:

      Rano biegałem raz, testując żel przed półmaratonem. Cięęęęężko było wstać. Ale na urlopie przez tydzień wstawałem, gdy jeszcze cały ośrodek spał… Fajnie tak witać biegiem kolejny dzionek, puste ulice, plaża i zatoczki tylko do mojej dyspozycji… Teraz bym musiał zbyt wcześnie wstawać, żeby zrobić poranne wybiegania :D Choć nie wykluczam, rano jest mniejsza niska emisja :)

  5. Paweł sądząc po tym wpisie to jesteś w formie, nie tylko biegowej, ale blogowej również :) Takie wpisy najbardziej umilają mi czas (kiedy go mam). Muszę odnieść się do Zombie, czy ich przypadkiem nie uśmierca się zabijając w głowę? Nie jestem ekspertką, ale czosnki i krucyfiks to na wampiry działa :P Ale to tak na marginesie pytam, bo chcę się czego nowego dowiedzieć.

    Uwielbiam biegać nocą, ale mam takie kiepskie doświadczenia ze zboczeńcami… prześladują mnie i z 40minutowej przebieżki wychodzą mi 3minutowe spriny ze skokami przez przeszkody,czyli barierki na ulicy, płot, brama cokolwiek, gdziekolwiek jestem – serio. Jak brałam męża na wieczorny rozbieg – to mało płuc nie gubił :D

    Co do wrednej baby, ach czemu te młotki takie agresywne są? Mi dziś w parku Pan Menel miło zagaił, opowiedział o sobie, zapytał o Zuzę i nawet chciał częstować piwem… Mam podobne doświadczenia – jak biegałam to zawsze najbardziej „szemrane towarzystwo” okazywało zrozumienie i wręcz ułatwiało trasę, a dewoty.. jak to dewoty szczuły na mnie swoje psie-szczury, niech im ziemia lekką będzie :)

  6. anjanka pisze:

    to straszne, właśnie bieganie w ciemności. nie mam czołówki, męża nosić nie lubię. Czołówki jego, nie jego samego :)
    Biegać mogę tylko późnym wieczorem, więc biegam chodnikami wzdłuż ulic, bo tam w miarę jasno jest. A przecież mieszkam w pięknym parku, ale ie mam odwagi iść do lasu późnym wieczorem. poza tym biegać nie lubię i obawiam się, że zimowa pogoda pokona moje chęci,.

  7. Monika Dudzik pisze:

    Paweł, a nie myślałeś Ty o pisaniu horrorów albo kryminałów?

  8. Savon pisze:

    https://youtu.be/3jh9Muhq55k – to tak w temacie czworonogów i biegania ;)

  9. Blogierka pisze:

    Ja uwielbiam bikować po zmroku! Noc ma w sobie coś uzależniającego! A ile przygód w zwiazku ze zmrokiem ;). Wszystko kewstia fantazji i mózg czasem płata figla, nie wspominajac o prawdziwych figlach i dziwacznych przygodach ;). Jako że codzinnie wracam po zmroku mam tego na pęczki ;).
    Dzisiaj na przykład jadę ruchliwa ulicą (scieżki brak, chodnika tym bardziej), wdrapuje się na ślimaka na służewiu-wybieram ten najmniej ruchliwy ale i tak ryzyuje troche życiem bo nie jest to trasa bikerów (ale najszybsza z pracy). Jade w 100% skupiona aż tu nagle z lewej strony- centralnym pasem przez wiadukt zasuwa biegacz?!! oczom nie wierze! najnormalniej sobie biegnie obok tirów, itp..ja nie wiem może miał jakieś urojenia ;)

  10. rozpoczął się sezon na nocne bieganie. ja najbardziej chyba boję się psów. raz zdarzyło mi się wbiec pomiędzy psa na smyczy a właściciela. na szczęście obydwoje byli jeszcze bardziej przestraszeni i zdezorientowani niż ja ;)

    • Bookworm pisze:

      W kwestii psów to bardzo pozytywnie byłem zaskoczony podczas biegania w moim ulubionym lesie (ale nie w nocy, nie jestem hardcorem) gdy właściciele psów łapali je natychmiast gdy nadbiegałem. Każdy to robił z uśmiechem, do tego dzień dobry dziękuję!-dzień dobry :). Choć raz jeden z psów biegaczy zabrał się ze mną nie z własnym panem – chyba mu bardziej moje tempo pasowało ;) Musiałem poczekać i „oddać psa” :) – sympatyczne to niesłychanie było.

  11. Ja biegałam po północy, bo wtedy moje dziecko już spało a ja miałam chwilę dla siebie. Wieczorem na moim osiedlu było pusto, cicho, a po letnich dziennych upałach – relatywnie chłodno. Przestałam biegać nocą jak dowiedziałam się, że w moich rejonach w nocy pobito jakąś biegającą dziewczynę, w skutek czego straciła 4 zęby… i tylko to bo nawet telefonu przy sobie nie miała. Z miejsca mi się odechciało, bo kocham swoje zęby bardziej niż bieganie.

  12. BasiaK pisze:

    Właśnie tak. :-) Szukam człowieczeństwa w człowieku i znajduję. Fakt, czasami jest trudno. Z moich obserwacji jednak wynika, że najwięcej człowieczeństwa jest w biegaczach i blogerach (kolejność przypadkowa) :-). A jak ktoś jest i biegaczem i blogerem to następuje kumulacja. :-)

    • Bookworm pisze:

      Najwięcej człowieczeństwa to jest w tych co się zwierzakami charytatywnie zajmują. Choć z czasem to oni już wolą zwierzaki od ludzi ;)

      • BasiaK pisze:

        I tu się nie zgodzę. :-) Bo zająć się charytatywnie zwierzakami – sprawa prosta i przyjemna. Bo nie dość że jest satysfakcja, to i wdzięczność od zwierzęcia. Ale zająć się charytatywnie ludźmi – to jest dopiero wymiar społeczeństwa. :-)

  13. Rene O. pisze:

    Ale Ci zazdroszczę – uwielbiam sie bać :)

  14. AnuŚka Bąbik-Daniło pisze:

    Choć moją przygodę z bieganiem dopiero zaczynam i aktualnie mam obowiązkową przerwę zdrowotną to i tak mam już kilka spostrzeżeń co do biegania nawet nie tyle w nocy, co późnym wieczorem. Miałam już jedną niezbyt przyjemną sytuację, która na szczęście skończyła się tylko zaczepkami słownymi i nagłym skokiem mojego tempa (i tętna), ale od tamtej pory mam kilka przemyśleń. Wybieram tylko oświetlone i mocno uczęszczane trasy. Wolałabym biegać w ciągu dnia, ale nie bardzo mam taką możliwość. Facetom jest jednak trochę łatwiej, niby Was też może zaatakować ktoś silniejszy, ale dziewczyna zawsze ma mniejsze szanse… W środku nocy z pewnością nie pobiegłabym sama, bo chyba umarłabym na zawał, gdy tylko usłyszałabym szelest w krzakach;)

  15. Choć moją przygodę z bieganiem dopiero zaczynam i aktualnie mam obowiązkową przerwę zdrowotną to i tak mam już kilka spostrzeżeń co do biegania nawet nie tyle w nocy, co późnym wieczorem. Miałam już jedną niezbyt przyjemną sytuację, która na szczęście skończyła się tylko zaczepkami słownymi i nagłym skokiem mojego tempa (i tętna), ale od tamtej pory mam kilka przemyśleń. Wybieram tylko oświetlone i mocno uczęszczane trasy. Wolałabym biegać w ciągu dnia, ale nie bardzo mam taką możliwość. Facetom jest jednak trochę łatwiej, niby Was też może zaatakować ktoś silniejszy, ale dziewczyna zawsze ma mniejsze szanse… W środku nocy z pewnością nie pobiegłabym sama, bo chyba umarłabym na zawał, gdy tylko usłyszałabym szelest w krzakach;)

    • Bookworm pisze:

      Tak, masz rację. Ja sobie mogę się podśmiewać z nocnego biegania, ale biegam w małym mieście, głównie po oświetlonych traktach i w porach gdy już właściwie wszyscy siedzą przed TV. Ewentualnie biegnę gdzieś po polach gdzie zupełnie diabeł mówi dobranoc – tam też nie ma nikogo. Gdybym był kobietą, zdecydowanie bym wybrał automatyczną bieżnię w klubie fitness, zbyt duże ryzyko samych głupich wulgarnych zaczepek…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.