Stan i Joe, czyli tekst o tym, jak stworzyliśmy najlepsze przebranie biegowe


Najlepsze przebranie biegowe” – jest to trzeci odcinek poradnika, w poprzednich dwóch opisywałem jak stworzyć kostium Szejka Arabskiego oraz Meksykanina – bo tak właśnie byłem przebrany podczas biegów przebierańców rok i dwa lata temu. Niestety mgr inż. Anioł – czyli Tomasz nie miał do tej pory okazji aby opisywać jak powstał jego kostium Anioła  oraz Kapitana Ameryki. A zacne to były kostiumy!

Dlatego dziś o przebraniach piszemy wespół w zespół razem z Tomkiem. Wykonaliśmy prawie identyczne przebrania, które różniły się dosłownie detalami. Już sama budowa przebrania dała nam masę radości i satysfakcji. Ale śmialiśmy się nie tylko my – również kibice i współuczestnicy biegu. Nieskromnie pisząc, zrobiliśmy furorę. A Tomasz zasłużenie stanął na pierwszym miejscu podium, nagrodzony za najlepsze przebranie. O tym poczytacie w naszej relacji z V Biegu po Moczkę i Makówki w Stanowicach.

Moczka i Makówki Relacja

Oczywiście podamy również koszt stworzenia przebrania.

Istota kostiumu

Nasze przebranie, to taki magiczny „kostium bez kostiumu”, bo biegacz wcale nie jest przebrany. On jest tym kostiumem otoczony. Najgenialniej opisała to swoim córkom Esencja z blogu Esencjablog.pl. Popatrzcie!

Inspiracja

Poszukiwania godnego moczki i makówek kostiumu były długie. Do pewnego momentu bezowocne. Ale w pewnej chwili znalazłem poniższy filmik. Przesłałem Tomkowi. I już po jego pierwszej reakcji wiedziałem, że to będzie to!

Masz drogi Pawle rację. Gdy tylko zobaczyłem ten film, wiedziałem, że to będzie to. Owszem, Anioł dwa lata temu też wydawał mi się zabawny, Twój Meksykanin z cygarem w paszczy również. Ale ten kostium miał coś jeszcze. Trzeba było chwilę patrzeć by go ogarnąć umysłem :-) Szczerze mówiąc, na mnie ta iluzja działała tak silnie, że nadal jak patrzę na nasze zdjęcia z biegu, umysł jakoś mimowolnie umieszcza nas biegaczy w pudle, a manekinowi przyprawia pędzące nogi. Chyba po prostu nie jesteśmy przygotowani na taki widok. Mózg wybiera najprostsze rozwiązanie :-)

Pozostał temat bardzo nam pasujący – inżynierski – jak zbudować przebranie tak, żeby się dało w tym przebiec 10km (i nie gubić po drodze części). Przebranie było pracochłonne, ale nie aż tak bardzo skomplikowane. Wymagało jednak sporej ilości „pracy koncepcyjnej”. I podjęcia decyzji, że budujemy razem podobne przebranie. Co mogło nas wykluczyć z konkursu – bo głosy mogą się rozłożyć pomiędzy nas a wygra ktoś trzeci. Albo po prostu nikt na „dublet” podobnych przebrań nie zagłosuje.

Miałem pewne doświadczenia z poprzednich biegów z czymś co niesie się na plecach, zarówno skrzydła jak i tarcza były tak umieszczone. W obu przypadkach produkowałem mocowanie, które miało nie przeszkadzać w biegu.

Ale waga pudła z ubranym w bluzę manekinem oraz z nogami w butach z przodu była dużo większa, a całość kostiumu bardziej obszerna. Wiedzieliśmy więc, że mocowanie z filmu, który znaleźliśmy nie wystarczy i konieczne będzie testowanie przygotowywanych rozwiązań alternatywnych. Coś jak używanie tunelu aerodynamicznego dla testów bolidu Formuły 1 :-)

Manekin

Manekin to najważniejsza, prócz pudła, część najlepszego przebrania biegowego. Musiał być naturalnych rozmiarów, musiał mieć przekonującą facjatę, mało tego. Musiał trzymać pudło. I nie odpaść nigdzie po drodze, nie zgubić głowy ani też nie stracić rąk, dłoni. Nie mógł też zbyt wiele ważyć. Jak to wszystko zrobić?

Jego głowa powstała z manekina „kapeluszniczego” styropianowego oraz najtańszych masek niezawodnej produkcji CHRLD. Całość została podrasowana okularami i bandaną.

głowy najlepsze przebranie biegowe

Pudła

Dzięki uprzejmości Panów sprzedawców z żorskiego Leroy Merlin, którzy właśnie podczas mojej wizyty w sklepie rozpakowywali choinki, pozyskałem bezkosztowo piękne pudła ze świątecznym wzorem. Ponieważ jednak nie do końca odpowiadały wymiarom, poddałem je pewnym przeróbkom i wzmocnieniu.

Pudła - najlepsze przebranie biegowe

Korpus

Zgodnie z instrukcją w filmiku, korpus był obudowanym wieszakiem z wyprostowaną końcówką (na nią nabiliśmy głowę Joego i Stana), całość owinięta foliami, piankami, workami – co było pod ręką i przytwierdzona taśmą. Przystojniaki, co nie?

Szkielety korpusu najlepsze przebranie biegowe

Budując te szkielety korzystaliśmy z różnych elementów znalezionych w przepastnych piwnicach mojego domu. Ot choćby z części niepotrzebnej już klatki dla pieska wycięliśmy kratownice pasujące do wymiaru naszych pudeł.  Wieszaki zaś porwałem z szafy. Bo przecież nie każdy płaszcz musi mieć osobny wieszak prawda ?

Nogi i stopy

Nogi to lekkie, giętkie i rozciągliwe (na długość ludzkich nóg) rury aluminiowe – Alufleks – o średnicy 100mm.nogi i kolana - najlepsze przebranie biegowe

Wystarczyło je wprowadzić w spodnie, wypchać kolana (u Joego … pociętymi miseczkami starego biustonosza) i ukształtować tak, żeby stworzyć na końcu stopy.

Kształtowanie aluminiowych kończyn zajęło mi całkiem sporo czasu. W przeciwieństwie do Pawła nie używałem damskiej bielizny (he he), odkryłem za to w sobie talent artysty modelującego w metalu.

Całość przytwierdzona została do dna pudła niezawodnymi opaskami zaciskowymi. Miało to zapobiec sytuacji, w której nogi wyprzedziłby biegnącego. Groziło to bowiem odegraniem scenki przysłowiowego potknięcia się o własne nogi :-)

Stopy przykryte były bądź skarpetą (Joe), bądź kalesonami (Stan). Na poniższej fotce widać było, że Tomasz niczego nie pozostawił przypadkowi. Ja nie przymocowałem nogawek do butów i jeden chłopak – którego bardzo intrygowało przebranie Joego, podciągnął najpierw jedną nogawkę (niczego tym nie uzyskał, bo skarpeta była długa), później drugą i … tu już odkrył sekret nóg.

but na agrafkach

Buty przypiąłem do pudła, obawiając się, że nogi będą mi frywolnie powiewać w rytm biegu. Dodatkowo rozstawiłem ja na boki. Starałem się by Stan siedział w pudle dokładnie tak,  jak ja bym to czynił.

buty - przebranie biegowe

Ręce i dłonie

Lekka otulina do rur CO,  o przekroju podobnym do prawdziwych rąk. Na końcu przedramion przyczepiliśmy rękawiczki – palce były usztywnione peszlami karbowanymi. Ręce, jak się można było domyślić, były przyklejone taśmami do korpusu.

Mnie palce z peszli wydawały się zbyt kościste, a Stan marudził, że woli mieć ręce drwala niż pianisty, skoro już ma mnie nieść. Zatem niczym papierosowe skręty kręciłem rureczki z chusteczek higienicznych i dodatkowo wypychałem nimi palce. Rękawice przykleiłem klejem na gorąco do pudła.

Ubrania

Stan z racji grudniowej pogody musiał być ubrany w coś ciepłego. Nie znalazłem u siebie bluzy, która by na niego pasowała. Za bardzo schudłem przez to pierońskie bieganie :-) Za to mój Tata nie biega i poświęcił jedno ze swoich ubrań. Spodnie i buty pożyczyłem mu już moje. W dżinsach biega się kiepsko, ale jako typowy amerykanin  Stan nie narzekał na ten rodzaj odzienia.

Joe to nieskomplikowany facet, ubiera się w „grosikach”. Na górę otrzymał tanią ale ciepłą bluzę z sznurowanym kapturem, na szyję „bandanę”. Spodnie „na wagę” za całe 8zł, co ciekawe, spodnie pasują również na mnie. Stopy w skarpetkach a skarpetki w butach biegowych.

Mocowania

Tu wystąpiły znaczące różnice nazewnicze. Co do „taśmy klejącej” byliśmy zgodni. I zużyliśmy jej kilka rolek.

Natomiast opaski zaciskające się – ja używałem ich pod nazwą „trytytek” a Tomasz – „cybantów„. Opaski mocowały wszystko – kratownicę do korpusów manekinów, buty do przodów pudeł, nogi do podłogi pudła, ręce do boków pudeł.

Pozostało mi ich trochę w domu. I same głupie pomysły przychodzą mi teraz do głowy ! Ale…. nie idźmy tą drogą :-)

Podtrzymanie pudła

Jeśli chodzi o mocowanie pudła na biegaczu wybraliśmy różne rozwiązania. Ja stwierdziłem, że mam na tyle szeroką dupę, że jak wszystko posadowię na solidnie zaciśniętym pasku, nie ma szans, żeby spadło. Przykręcone do paska płaskowniki, dłuższe z przodu, a krótsze z tyłu były oparciem dla konstrukcji pudła z manekinem. Gdy zapadły ciemności, aby uniknąć niepotrzebnych emocji u sąsiadów przetestowałem rozwiązanie biegając w koło domu. Odkryłem dwie rzeczy. Po pierwsze płaskowniki wbijają się w uda, po drugie nic nie widzę pod nogi. Na to pierwsze zaradziłem wygięciem płaskowników, jak pokazały siniaki po biegu,  nie dość mocnym wygięciem. Z tym, że nic nie widzę musiałem się pogodzić. W myślach starałem się zwizualizować sytuację, gdy na gdzieś pośrodku Stanowic potykam się, lecę na pysk do tego pudła, a potem leżę wierzgając nogami i nie mogąc się podnieść. Uspokoiła mnie myśl, że współbiegacze postawią mnie na nogi i popchną do dalszego biegu.

Ja natomiast nie ufałem paskowi, obawiałem się, że zgubię spodnie z pudłem i paskiem. Dlatego zamierzałem uszyć odpowiednią uprząż z taśm nośnych. Kupiłem 6 metrów paska i 2 zapinki w rybnickim „Guziczku”. To jest chyba jedyny sklep w okolicy, w którym można kupić WSZYSTKO, co jest przydatne do robót krawieckich. Mało tego, dzięki Paniom pracującym w tym sklepie mam naprawiony zamek do zimowej kurtki – serdecznie sklep i Panie  w nim pracujące – pozdrawiamy (z Joe’m).

Choć trudno w to uwierzyć, usiadłem w przeddzień startu i uszyłem z pasków rodzaj szelek z szlufkami z przodu i z tyłu (na pasek) oraz dodatkowymi elementami, które przeprowadzone przez kratownicę nośną, przytwierdzały ją do moich pleców.

Dla pewności przygotowałem 4 trytytki przymocowane do dna pudła tak, aby je przypiąć do paska.

Tak prezentowali się Stan i Joe przed przystąpieniem do prac indywidualnych.

Reasumując, jeden z nas miał wisieć na szelkach, a drugi na pasku. Obie perspektywy nie do końca wydawały się bezpieczne.

Powierzchnia reklamowa

Boki naszych pudeł, stanowiące powierzchnię reklamową, postanowiliśmy wykorzystać i opisać.

Jo je Hanys, tuż żech se pomyśloł, że lepszij coby to było ślonskom godkom łopisane. Ludki w Stanowicach bydom wiedzieć co znaczy, a gorole przeca i tak nie zrozumiom poczamu mie łocby chłop niesie, to i czytać ni bydom. Słyszoł żech, że niekierzy z nich sztyjc tam stojom i łosprawiajom ło tym co widzieli :-)

A ja postawiłem na minimalizm. Samo logo blogowe.

Historia Stana i Joe’go

Byli to imigranci ewidentnie przybyli z USA – świadczyły o tym rozmaite fakty, optymistyczny wzrok, szczery uśmiech, proste rysy twarzy. I małomówność.

Stan się zaaklimatyzował u Tomasza w domu. Kilka migawek z jego „domowego życia”:

Najlepsze przebranie biegowe Stan

Moim zdaniem natomiast, oczywistym jest, że Stan był ze Stanowic ! Ale że Joe’go nie da się tu nijak dopasować, Paweł poszedł w zaoceaniczną wersję wydarzeń :-)

Bieganie w pudłach

Biegło się cudownie. Na boki skręcał mnie wiatr, płaskowniki cierpliwie uderzały o bolące uda, poruszałem się krokiem gejszy.  Jeden z biegaczy dobitnie opisał mi podczas biegu jak wygląda sytuacja gdy Stan rytmicznie podskakuje ma moich plecach. Ale nic to ! Czego się nie robi dla radości własnej i innych :-) Tak mnie ta radość motywowała, że mimo kilku postojów na trasie, poświęconych na krótkie rozmowy ze znajomymi, wynik biegu był całkiem całkiem.

Mnie za to biegło „w pudle” wyjątkowo wygodnie i stabilnie. Nic nie uwierało, Joe opierał się stabilnie na moich plecach, nie podskakiwał. Podczas biegu nogi kostiumu stukały o pudło, ale w niczym to nie przeszkadzało. Była jeszcze jedna zaleta biegu w pudle – kostium świetnie zasłaniał od wiatru. I zapewniał duuuuużo miejsca na „bagaż” biegowy.

Stan i Joe w cyfrach

Niosącego mnie przyjaciela zważyłem po biegu. Waga pokazała 5 kg. Należy jednak przyjąć, że biedak był odwodniony. Ku zdziwieniu innych uczestników biegu nie częstowałem go moczką. Nie chciał. To by jednak wskazywało, że mógł to faktycznie być amerykański gorol, a w Stanowicach miał tylko pradziadków.

Kostium Joe’go waży dokładnie 5,5 kg. Koszt jednostkowy produkcji wyniósł 76zł – ale nie wliczyliśmy tu elementów, które pozyskaliśmy z domowego demobilu i które wróciły do naszych szaf po biegu.


O tym czy i jak udało nam się dobiec do mety, przeczytacie w relacji z V biegu po Moczkę i Makówki w Stanowicach. Póki co uprzedzę Was, że gdy już dobiegniecie do mety to bardzo możliwe, że…


Jeżeli spodobał Ci się ten tekst, lub jeśli masz do niego uwagi – zapraszam na fanpage bloga – zostaw komentarz, polub profil lub napisz do mnie prywatną wiadomość.

Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz tekst dalej, korzystając z którejś z poniższych ikonek. 

Tomasz i Paweł

Autorów dwóch: mgr inż. Anioł czyli Tomasz, Bookworm czyli Paweł. We wpisie wspólnym, podwójnie podpisanym.

Może Ci się również spodoba

10 komentarzy

  1. Jesteście niemożliwi :D podziwiam za pomysł, serce i wytrwałość w tym „projekcie” . ciężko będzie przebic ten kostium Panowie :)

  2. Blogierka pisze:

    Hehe, no i czar prysł! Zartuję, nadal jak patrze na zdjęcia i filmik to rozkminiam jak to jest :D
    Mak Gajewrzy polisz edyszyn! :D

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.