„Nie przeżyłbym tego wstydu…”

Run10km

„10 km w godzinę? Nie przeżyłbym tego wstydu!” obwieścił urbi et orbi na FB mój znajomy, w kontekście pewnego biegu „barbórkowego”, irytując mnie niezwykle. Przyznaję, popularna „dycha” dla większości biegaczy jest do przebiegnięcia poniżej godziny. Wymaga to jednak przygotowań, nie „biegania” a „trenowania”. 50 minut jest bardzo godziwym rezultatem. 45′ to już świetny rezultat. Jak widać na fotce powyżej, Etiopczycy z tym dystansem radzą sobie w 33 minuty. Niemniej tytułowe stwierdzenie jest bardzo niesprawiedliwe wobec tych, dla których ta „godzina” to nie jest spacerek po parku.

Po pierwsze są osoby, dla których to jest pierwszy oficjalny bieg (np. niżej podpisany). W czasie biegu może kogoś złapać kolka, bądź skurcz a nawet kontuzja. Bieg będzie zimowy, jeśli sypnie śniegiem i dmuchnie lodowatym wiatrem, to czas stanie się kategorią ostatnioplanową. Pozostanie dotrwać i dobiec do mety. Już nie piszę o osobach już na starcie skazanych na gorszy czas – astma (niżej podpisany), powroty po kontuzjach. Nadwaga, zadyszka i złe samopoczucie. Jeden z popularnych blogerów wracał po ciężkiej kontuzji i „złamał 1h” na 10km, co dla niego było niesłychanie ważne. Biegał już maratony, na 10tkę też miał świetny czas, ale kontuzja postawiła pod znakiem zapytania całe jego bieganie. Wrócił po roku i wygrał. Wygrał z samym sobą i z kontuzją.

Biegacze to bardzo solidarne grono. Prawie każdy zaczynał od marszobiegów, od mozolnego pokonywania kolejnych dystansów. I czasów. Godzina ciągłego biegu bywa niedoścignioną granicą, za którą jawi się Eden i laury olimpijskie. I sława. Często dobrzy biegacze wspierają mnie radą, krytyką – ale jeszcze nigdy nikt nie odniósł się do mnie z pogardą „nie przeżyłbym tego wstydu”. Trochę skromności nie zaszkodzi.

Bardzo spodobała mi się relacja jednego z członków grupy biegowej, który startował ze znajomymi w dość znanym maratonie. Biegł z kolegą lekarzem. Po drodze trafili na leżącego maratończyka. Natychmiast się zatrzymali i podjęli profesjonalną akcję ratunkową. Stracili 20 minut, może więcej. Teoretycznie można było ominąć leżącego – przecież służby ratunkowe już zmierzały do poszkodowanego. Ale nie. Szans na dobry wynik już nie mieli, ale pobiegli ciesząc się „okolicznościami przyrody”. Czego wszystkim biegaczom, niezależnie od osiąganych czasów, życzę.

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.