Bieganie

Niezawodny przepis na życiówkę – mikstura mocy

Mikstura mocy

Czasem lubię coś upichcić, fotografie i przepisy wrzucam od czasu do czasu do zakładki MNIAM! Ogólnie kuchnia nie stanowi dla mnie ziemi nieodkrytej i potrafię nie przypalić wody przy gotowaniu czy nie wywołać pożaru na obszarze widocznym z satelitów geostacjonarnych odgrzewając bigos własnej roboty.

My, biegacze, przyjmujemy przeróżne suplementy i mikstury, ładujemy się węglowodanami oraz przeróżnymi innymi specyfikami – wszystko w celu osiągnięcia odpowiedniej wagi, nawodnienia, siły i – co tu kryć – aby wciąż walczyć z czasem i osiągać coraz to wspanialsze rekordy życiowe.

Po moim ostatnim starcie w >>>Półmaratonie Księżycowym w Rybniku<<<, podczas którego przesunąłem granice rekordu z 1:47:24 na 1:40:51, wydaje mi się, że odpowiednio zmieszałem składniki suplementów dozwolonych prawem i umysłem tworząc miksturę, dzięki której rekord na mecie wskoczył lekko i z wdziękiem na wyświetlacz mojego niezawodnego Polara m400.

Postanowiłem więc Wam przybliżyć składniki mojej mikstury mocy, choć tu uprzedzam – nasz polski rynek nie zapewnia stałości dostaw wszystkich opisanych przeze mnie ingrediencji – warto kupować na zapas i z wyprzedzeniem. Korzystam z nazw środków dostępnych na rynku polskim, niektóre z nich nie są tłumaczone.

Niemniej warto, właśnie po to, aby ta „mikstura mocy” (na naturalnych składnikach, rzecz jasna ) przyniosła zamierzony efekt w postaci życiówki.

Bo przecież przyczyną rekortu nie mogą być li tylko regularne treningi, prawda?

Składniki bazowe mikstury mocy

Chiliometrorum lentes

Bazą magicznej mikstury są mozolnie i spokojnie wybiegane przez biegaczy kilometry – ponoć zbieranie ich w ten specyfik wymaga specjalnej aparatury kodującej  oleje szlachetne za pomocą fal elektromagnetycznych emitowanych przez organizmy biegaczy. Aby uczynić miksturę możliwie uniwersalną na wszelkiej maści zawody, kilometry są kodowane w różnych warunkach pogodowych, również w słocie, w śniegu, w palącym słońcu, w nocy, jak i przy mocno przeszkadzających wiatrach.

Często przy uczęszczanych szlakach biegowych stoi zagadkowa aparatura z emiterami oraz antenami – tak, to własnie są wspomniane przeze mnie urządzenia kodujące.

Dawkowanie jest proste – to jest baza, więc nie można jej żałować. Coś jak ze smakowitymi kościami, na których gotuje się cudowny bulion. Do przygotowania mikstury warto wlać jej sporo, kolejnych składników będzie może objętościowo 20-25% więcej.

Velociter

Bardzo popularny składnik tempowy, o charakterystycznym anyżkowym smaku,  często nadużywany w komercyjnych miksturach.  Cóż, na pierwszy rzut oka to jest również esencja wybieganych kilometrów. Ale gdy się przyjrzymy uważniej, to są kilometry, które połyskują bardziej karminowo, które były rejestrowane i kodowane w esencjach bieganych przez biegaczy w narastającym zakwaszeniu, które przyzwyczajały organizm do pracy w strefie wysiłkowej. Dodajmy ich niecałe 10% w stosunku do bazy – chiliometrorum lentes. Velociter uplastycznia ścieżki, po których biegną neurony sterujące skurczami mięśni.

Szilardszag

Chcesz wkodować w mięśnie wytrzymałość na podbiegi, skipy i odcinki pod większym obciążeniem? No właśnie ten składnik, o niepozornej brzmiącej z wietnamska nazwie uzupełni moc Twojej mikstury.
Już kilka ziarenek tego specyfiku wydatnie zwiększa moc do walki podczas zmagań z pofałdowanym terenem. Szilardszag ma kolorowe, mocno barwiące ziarenka – istnieje teoria, że mikstury powinny sycić też oczy kolorami, które przeganiają precz nudę i szarość codziennej lekomanii.

Nie, nie zobaczycie po tym składniku białych jednorożców w swojej kuchni, skupiamy się na zawodach biegowych i mecie w kolorach tęczy!

Dwuwodzian izotoniku (A, Z)

To popularny składnik katalizujący się podczas pochłaniania płynów w trakcie oraz po biegach. Naturalnie pozyskiwany jest na fermach strusi (oznaczenie A), syntetyczny i dużo tańczy (oznaczenie Z) jest tworzony na skalę przemysłową.
Składnik ten odpowiedzialny jest za sprawne funkcjonowanie ośrodka odpowiedzialnego za wchłanianie wody podczas treningów i zawodów – ośrodek ten odkryto tylko u sportowców dyscyplin wytrzymałościowych. Znane porzekadło królików wyścigowych mówi, że biegacz nie rekin i pić musi. Ano musi.

Dwuwodzian izotoniku zapobiega żołądkowemu tsunami  (cytat z ulotki producenta) podczas zawodów – a po ludzku pisząc, wspomaga wchłanianie wody przez biegacza (i jej wydalanie w formie potu).
Ile dwuwodzianu ma znaleźć się w miksturze? Sporo, zgodnie z tabelami rozpuszczalności dwuwodzianu w wodzie.

 

Składniki homeopatyczne mikstur

Przechodzimy teraz do najistotniejszych składników, a które najmocniej decydują o obecności naszej życiówki na linii mety.

Składniki te należy dodawać w dozach homeopatycznych, śladowych. Działają podobnie jak lekarstwa, które w dużych dozach są trucizną, w maleńkich – bodźcują organizm biegacza w pożądanym kierunku (zazwyczaj mety – z wyświetlonym satysfakcjonującym wynikiem).

Posmak rezygnacji

Do każdego zwycięstwa potrzebna jest znajomość uczucia porażki, poddania się. W każdym biegu, gdy zbliżają się ostatnie kilometry, ja osobiście czuję olbrzymią pokusę rezygnacji, przerwania narastającego zmęczenia, wysłuchania głosu, który coraz natarczywiej podpowiada przerwanie biegu, odpoczynek, zejście z trasy.

Przypominam sobie wtedy ile razy poddawałem się, wyrównywałem tętno, odpoczywałem, spuszczałem głowę i tak szedłem w kierunku mety. Czuję wtedy gorzki, ostrzegawczy posmak rezygnacji – to on, choć w mikroskopijnej, ulotnej dawce – wspiera mnie w ostatnich minutach biegu, działając odwrotnie do nazwy (kretyńskiej swoją drogą, nieprawdaż?). Nie poddam się!

Ponoć ten składnik bardzo trudno pozyskać metodami naturalnymi, stąd jego niemiła dla portfela cena. Niemniej, moim zdaniem, to składnik obowiązkowy mikstury.
Kroplimy 3-6 milikropli. 

Esencja zmęczenia

Stare porzekadło w sztukach walki mówi, że prawdziwy trening zaczyna się dopiero wtedy, gdy słaniasz się na nogach. Tak jest i z bieganiem, podczas którego opuszczamy poczucie komfortu i męczymy się aż do ostatniego powtórzenia szybkiej przebieżki, albo do momentu malowniczego przyglebienia po utracie tchu za linią mety.

Do naszej mikstury musimy dozować również tę esencję najgłębszego zmęczenia, za którym jest już tylko ciemny tunel ze zbliżającym się światełkiem ekspresu. Dlaczego? W 90% zawodów biegowych nie wykorzystujemy w pełni naszej wytrzymałości, przebiegamy linię mety i już po minucie odzyskujemy oddech i racjonalne tempo. Pojawia się wtedy nękające pytanie, „nie dało się mocniej?”. Owszem, dało, tylko się myślało, że powyżej tego wysiłku to „meta” zaśpiewają nam chóry anielskie. Esencja zmęczenia to bardzo namacalna granica w umyśle, która pojawia się po osiągnięciu tętna maksymalnego.

Odkrywcy tej esencji twierdzą, że u podstaw jej odkrycia leżała analiza potraw rdzennych Afrykanów – stąd fakt, że to Kenijczycy biegają szybciej długie dystanse niż Afroamerykanie. Ci pierwsi skutecznie zwiewali przed łowcami niewolników – ci drudzy niestety nie chcieli jeść na śniadanie tego, co mamusia wraz z szamanem wrzucała do porannej, kenijskiej owsianki…
Nie przekraczajcie dawki 12 milikropli na miksturę, bo zabiegacie się na śmierć! (przejdziecie na bieganie ultra).

Dwusłonecznian nadmorski

Zbierany podczas dłuższych urlopowych wybiegań nadmorskich przy wschodzącym bądź zachodzącym słońcu. Nieoceniony podczas biegu w dużym nasłonecznieniu i wietrze, umiejętnie dawkowany przywołuje wspomnienia bosych biegów po nadmorskich i oceanicznych plażach w rajskich zakątkach świata. Dominującym zapachem jest zapach nadmorskiego wiatru, lekkosłony posmak bryzy.
Dawka 4-12 kropli, w zależności od godziny startu i przewidywanej temperatury otoczenia. Jest to składnik smakowy, tu śmiało możecie eksperymentować z własnymi smakami, według preferencji. Skutkiem ubocznym przedawkowania jest jedynie przyjemniejszy zapach potu i zwiększony popyt na sól.

Euforian finiszowy (kenian euforianu)

Piąta pochodna endorfinianów wydzielanych przez biegaczy przed metą, zbierany jest na ostatnich trzech setkach metrów finiszu, stąd też ważne jest wskazanie rzędowości, pierwszorzędowy pochodzi z okolic mety, drugo- i trzeciorzędowy to okolice 200 i 300 metrów przed metą. Wszystkie trzy rzędy można dawkować kroplami od 4-6 na miksturę. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze o upiornie drogiej odmianie zwanej kenianem euforianu finiszowego (tzw. kenian mistrzowski) – ekstrakt pochodzi tylko i wyłącznie z obszarów finiszu zwycięzców zawodów, najczęściej Kenijczyków.
Ten składnik bardzo powoli uwalnia się do krwi zwiększając pragnienie dobiegnięcia do mety w zakresie życiówki. Do kupienia w każdym sklepie dla biegaczy.

Kadencjan równości

Kluczem do wywalczenia wyniku życiowego na mecie jest utrzymanie założonego przed startem tempa. Oczywiście, możemy bazować na sprzęcie elektronicznym, ale kadencjan synchronizuje w sposób naturalny bicie naszego serca z kadencją biegową i oddechem. Każdy biegacz dobrze zna te niewielkie, ale bardzo irytujące asynchrony, gdy serce uderza trzy razy podczas sekundy, kroków na sekundę mamy 2,5 a oddech 1 i kawałek. To przeszkadza, do tego biegnący przed i obok biegną z inną kadencją, co czyni tempo jeszcze bardziej rwanym. Kadencjan występuje w formie proszku, który dawkujemy zgodnie z założoną na bieg kadencją – zazwyczaj 1,5 szczypty wystarcza do synchronizacji trzech wspomnianych składowych biegania: oddechu, uderzeń serca i częstotliwości kroków na minutę.

Dwutempian negatywnego splitu

Nieco inaczej wygląda sprawa, gdy zamierzamy wywalczyć życiówkę przyspieszając tempo od startu do mety. Tu bazować musimy na tempianach: w handlu spotkamy dwu- i trzytempiany negatywnego splitu. To dzięki nim nasz mózg będzie wymuszał na nogach narastające tempo. Oczywiście nie muszę przypominać, że działanie tempianów jest antagonistyczne do kadencjanów – ale to wynika wprost z instrukcji i informacji dostępnej na opakowaniu.

Adrenalinium rywalizacji

Dość tajemniczy składnik, co do którego były podejrzenia, że zbierany jest w pobliżu ustawek kibolskich, podczas których dochodzi do regularnej rywalizacji na twardość pięści i kijów bejzbolowych. Certyfikowana forma adrenalinium pochodzi z miejsc szlachetnej rywalizacji sportowej, wywołuje u biegacza chęć rywalizacji pomimo zmęczenia i bólu. Uwaga, należy stosować w ilościach dopasowanych do wagi ciała i dystansu, przedawkowanie może narzucić prawdziwie kenijskie, trudne do utrzymania przez przyjmującego na odcinku pełnych zawodów.

Znane są przypadki przedawkowania, gdy biegacz z uśmiechem zwycięstwa na ustach i rękoma uniesionymi wysoko w górze schodził z trasy po przebiegnięciu raptem pięciu kilometrów maratonu.

Jak stosować?

Wszystko jest wyczerpująco opisywane w instrukcjach dołączonych do składników bazowych, ja przygotowuję miksturę mocy na wieczór przed startem i pakuję ją do lodówki. Zażywam ją na pół godziny przed startem zawodów, obowiązkowo przed rozgrzewką, aby składniki lepiej się wchłonęły.

A później staję na linii startu w przekonaniu, że wybieganie życiówki jest tylko formalnością. Rola treningów, trenera jest tu wyłącznie drugoplanowa.


Trzymajcie za mnie kciuki (i za działanie mojej mikstury) w najbliższą niedzielę 29. lipca w Blachowni – dystans 10 kilometrów, na których zamierzam złapać w sidła życiówkę!


 

2 Comments

  1. Kenian kosi :-)

  2. Hahahahahahahahahahahahahahaha :D

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén