Przed startem Orłowa Trail

Gdzie najpiękniejsza jest jesień? Jasne, że w górach! A jak najlepiej spędzać czas w górach? Biorąc udział w dobrze zorganizowanych zawodach biegowych, na ciekawej, wymagającej trasie. O takich właśnie zawodach chcę Wam opowiedzieć i dzięki uprzejmości Bookworma wrzucam tę relację na blog. Miałem bowiem przyjemność startować dziś w biegu górskim Orłowa Trail w Ustroniu Jaszowcu.

To był mój szósty w tym roku bieg górski, krótszy niż opisywany ostatnio Chudy Wawrzyniec czy Visegrad Ultra Bieg Wierchami. Dystans Orłowej to niecałe 22 km, suma podejść około 1100 m. Trasę można zobaczyć w niezastąpionym serwisie Traseo.

mapa orłowa trail
Mapa ze strony serwisu Traseo

W Jaszowcu zameldowałem się około 8:45, obsługa sprawnie ustawiła mój pojazd na parkingu, a następnie otrzymałem numer startowy i pakiet. I tu plus dla organizatorów. Pozwolono mi zmierzyć koszulkę i wybrać rozmiar. Niby drobiazg, ale z iluż to biegów przywożę takie, które nijak na mnie nie pasują, bo M-ka M-ce nie równa. A w Jaszowcu koszulka wyjątkowej urody, ze świetnie zaprojektowanym logo biegu.

brama startowa Orłowa trail
Brama startowa
Tu wydawano numery startowe
numer Orłowa trail

O numerze startowym też dwa zdania. Nie miał dziurek, ale organizatorzy mieli dziurkacz! Znów drobiazg, ale pokazujący, że sami biegają. Zapewne tak jak ja w przeszłości, nie raz musieli dłubać w numerze długopisem czy kluczem, by zrobić dziurki do zamontowania na pasku.

Pogoda dopisywała. Nie był to już co prawda tak pięknie słoneczny dzień, jak przed tygodniem podczas Żorskiego Biegu Ulicznego, ale temperatura do biegania była znakomita, a z chmur nic nie kropiło.

W pobliżu startu przewijało się wielu zawodników. Spotkałem znajomych z żorskiego HrMax. Atmosfera zawodów była kameralna, ale bardzo sympatyczna i jakby rodzinna. Miałem wrażenie, że wiele osób zna się nawzajem. A może to po prostu serdeczność organizatorów sprawiała, że każdy czuł się jak u siebie?

Tomasz przed startem Orłowa trail
Gotowy do startu, choć…
…coś za poważna ta mina :-)

Zostawiłem rzeczy w depozycie. Również kije biegowe, co do użycia których nie umiałem podjąć decyzji. Dopiero gdy przed samym startem zobaczyłem Roberta z kijami, stwierdziłem, że i ja po nie pójdę. Piszę o tym dlatego, żeby wytłumaczyć, dlaczego nie ma mnie na świetnej zbiorowej fotce zrobionej przed startem. Fajnie wygląda ekipa prawda?

Zdjęcie ze strony organizatora. Autor: POZYTYW.NET

Ruszamy!

O 9:45 odbyła się krótka odprawa techniczna, a po niej, punktualnie o 10:00 niemal 140 biegaczek i biegaczy ruszyło na trasę.

Zdjęcie ze strony organizatora. Autor: POZYTYW.NET

Pierwsza część biegu wiodła pod górę, co sprawiło, że stawka szybko się rozciągnęła. Czołówka pomknęła w przód, ja trzymałem się w pierwszej połówce. Lubię podbiegi, więc raz po raz kogoś wyprzedzałem. Tradycyjnie część z nich dopadała mnie znów na zbiegu, ale już nie tak łatwo, jak było to kiedyś, gdy zbieganie było dla mnie męką.

Na Orłowej zbiegi nie były karkołomne, w większości nawet łagodne. Nie mniej, trasa pokryta była dywanem z pięknych kolorowych liści, spod których wystawały, albo i nie, zdradliwe kamienie. W dół poruszałem się więc z pewną ostrożnością, za to ochoczo wspinałem się na podejściach.

A podejść dłuższych było trzy. Pierwsze w kierunku Równicy, jednak nie pod sam szczyt. Drugie pod Orłową, trzecie w okolice wyciągu na Palenicę. Dwukrotnie przebiegaliśmy przez Beskidek, gdzie organizatorzy zadbali, by biec w we właściwm kierunku. Wolontariusze stali zresztą we wszystkich miejscach trasy, gdzie można się było pomylić.

Od 5 km w zasadzie biegłem już w gronie tych samych osób, co było bardzo motywujące. Stale ktoś za mną i ktoś przede mną, więc było ściganie. Przez sporą część trasy mijałem się z zawodniczką, która jak się później okazało na mecie, była najszybszą ustronianką i ukończyła bieg z czwartym wynikiem wśród kobiet. Ania zbiegała z wdziękiem i lekkością baletnicy. Ja wyglądając przy niej jak czołg, starałem się nie tracić zbyt wiele. Na szczęście pod górkę czołg ciągnął całkiem nieźle, więc kilka razy mijaliśmy się na trasie, co jak wynikało z rozmowy motywowało nas oboje.

Po trzeciej większej górce, w okolicach 16 km zbiegliśmy na asfaltowe drogi w Jaszowcu. Tu odezwała się we mnie szosowa połówka mojej biegowej duszy. Zupełnie nie czułem zmęczenia, mogłem sobie więc pozwolić na całkiem szybkie tempo. Dogoniłem kilku zawodników. Po piętach deptał mi kolejny motywator, Sylwester z Bielska-Białej. To dzięki temu, że czułem jego oddech na plecach wykrzesałem jakąś dodatkową energię w końcówce, zwłaszcza na zaskakującym podbiegu pod Skalicę.

Zdjęcie ze strony organizatora. Autor: POZYTYW.NET

Na samej końcówce po raz pierwszy zakląłem! Schody, w dół, potem w górę. Na szczęście nie tak długie i strone jak te, którymi zbiega się z zapory na końcówce Zimowego Janosika.

Za schodami prosta do mety. Tu jeszcze przesympatyczna Szefowa Biegu zrobiła mi dowcip, krzycząc, że ktoś mnie goni! Urwałem dzięki temu kilka sekund, a po chwili zobaczyłem lekki strach w Jej oczach. Chyba nie miała pewności czy wyhamuję i czy nie przemieszczę Jej razem z medalami kilka metrów dalej :-) Ale udało się zatrzymać i spokojnie ukłoniłem się po medal. Bieg zakończyłem z czasem 2:37 na 47 miejscu.

Zaraz za metą

Chwilę potem podziękowałem za walkę Ani i Sylwestrowi. I choć wydawało mi się, że żołądek jakiś skurczony, zapomniałem o tym, na widok kiełbaski i oscypka. Po kilku minutach zajadałem zasłużony posiłek.

Piwko zostawiłem na wieczór, w końcu byłem kierowcą :-)

Do dekoracji było prawie półtorej godziny, ale minęła mi szybko. Przegadałem ją z zawodnikiem spotkanym wcześniej na parkingu. Grzegorz z Jastrzębia Zdroju okazał się jednym z najszybszych na trasie. Zajął drugie miejsce z kosmicznym dla mnie czasem 1:52! Ponieważ każdy z nas o bieganiu może mówić bez przerwy, ani się obejrzeliśmy, gdy czas był na brawa dla zwycięzców. Oto wszyscy z Nich w całej okazałości!

Wśród nagrodzonych druga od prawej Ania, czwarty Grzegorz.

Po dekoracji odbyło się losowanie gadżetów od Traseo. Byłem jednym z tych, których wybrał dziś los :-) Dzięki temu, już na żadnym ultra biegu nie zarzucą mi, że nie mam wymaganego regulaminem kubka. Ten z Orłowej na stałe przyczepię do plecaka.

Podsumowanie

Bieg Orłowa Trail to takie zawody, na które od razu ma się chęć wrócić. Wrócić by znów poczuć się dobrze, wśród nie znanych jeszcze wczoraj biegaczy. By spotkać profesjonalnych ale uśmiechniętych i wyluzowanych organizatorów. No i żeby pobiec szybciej tę ciekawą i urozmaiconą trasę. Organizację można tylko pochwalić. Za oznaczenie trasy, punkty z wodą, kierowanie ruchem. Ja mógłbym sobie tylko wymarzyć, żeby bieg trochę wydłużyć. Nie mówię od razu o ultra, ale gdyby pociągnąć trasę w inne rejony malowniczego Ustronia zrobiłby się bieg > 30 km, w stylu na przykład Pani Mogiły.

Dziękuje Wam bardzo, za to świetne sobotnie przedpołudnie i do zobaczenia na górskich szlakach! Może ktoś z Was też wybiera się na Garmin Ultra Race do Gdańska? Chcę tam zmierzyć się z dystansem 85 km. Ale wcześniej okazja do spotkania na V Górskiej Przygodzie w Wiśle.

Na koniec link do wyników zawodów które wygrali Adrianna Dulska i Mariusz Miśkiewicz.