Bieganie

Pierwsze zimowe wybieganie

Zimowe wybieganie

Dosypało śniegu, przymroziło, tak więc dopiero dziś mogę z dumą zatytułować wpis: „pierwsze zimowe wybieganie„.  Korzystając z dnia wolnego ruszyłem znanym i opisywanym wcześniej tropem do lasu – wcale nie jako partyzant ;)


Przygotowania zajęły mi chwilę dłużej niż zwykle. W miejsce okularów założyłem szkła kontaktowe (żeby cię lepiej widzieć synusiu), na nos wbiłem budżetowe okulary przeciwsłoneczne (ze sklepu na D). Do plecaka wrzuciłem termos z domowym izotonikiem (posłodzona herbata z cytryną) oraz batonik energetyczny (ze sklepu na L). Do tematu okularów i termosu, jeszcze wrócę ;)

Las prezentował się jeszcze ciekawiej niż podczas mojej poprzedniej wycieczki biegowej. Dosypało śniegu, przymroziło i na całe szczęście nie było silnego wiatru. Śnieg skrzył się mile dla oka, słonko przygrzewało, ruszyłem powoli, ciesząc się okolicznościami przyrody.

Po pierwszym kilometrze truchtu dokończyłem rozgrzewkę i pognałem dalej. Sądząc po ilości śladów, sporo mieszkańców okolicznych wiosek wybrało się na spacer z czworonogami. Faktycznie, podczas całej wycieczki minąłem kilka psów z właścicielami. Za każdym razem, słysząc moje dyszenie, psy były przywoływane i blokowane na smyczy – rzecz dla mnie nie do uwierzenia w mojej okolicy i niesłychanie miła.

Wiatr strącał z drzew grudki śniegu, które spadając tworzyły w promieniach słońca tęczowe smugi. A czasem wbiegałem w takie śniegowe prysznice – na całe szczęście okulary przeciwsłoneczne odcinały mnie nie tylko od śnieżnych słonecznych odblasków, ale też od wiatru i śniegu w oczach.

I tak mijał kilometr za kilometrem. Dość szybko oduczyłem się wbiegać wąskimi ścieżkami w las, bo próby biegu krosowego blokowała ściana krzaków lub prawie pionowe ściany wąwozów. Do tego brnięcie w śniegu, pod którym był nie zawsze do końca zamrożony lód, dodawał butom biegowym chlupotu.

Zaliczyłem jeden bardzo dziki „zbieg” i jeden mniej dziki – w ramach przyzwyczajeń do wysokich prędkości. Każdy krok w dół wiedziałem, że będzie drogo kosztował przy podbiegach, ale w gruncie rzeczy była to przyjemność. No i w najbliższą niedzielę będę przecież biegł imponujący dystans 2,2km – więc trzeba było się do tej szybkości przyzwyczaić ;)

Każdy spotykany w lesie „kijkarz” przyjaźnie machał lub pozdrawiał „cześć”. W tym było dwóch starszych panów – byłem zbudowany ich wytrwałością. Trasa jednak była trudna, bardzo mocno pofałdowana.

Ostatnie dwa kilometry to były dwa dość intensywne podbiegi. Myśl o zawartości termosu dodawała mi sił. I wreszcie wdrapałem się na ostatnią górkę. Koniec! Jeszcze chwila rozciągania się i przywitałem się z letnią (coś słabo izoluje termosik) herbatą i gryzem batonu. A więc teraz pozostanie oczekiwanie na pszowski bieg

EndomondoTK

Dystans i czas nieistotny, tempo również. Znowu najważniejsze dla mnie były (i będą) podbiegi. Jest dobrze z wytrzymałością biegową na płaskim i przy niewielkich podbiegach. Długie niestety wymuszają dłuższą regenerację za szczytem wierzchołka, nawet włącznie z zatrzymaniem się.

[Best_Wordpress_Gallery id=”4″ gal_title=”Zimowe wybieganie 2015-01-06″]

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén