PKO Silesia półmaraton – relacja


Halo halo Mietku ! Halo halo Franku ! Tym razem relację z PKO Silesia półmaratonu samotnie nadaje mgr inż.  Anioł, gdyż w tych zawodach naszą dwójkę reprezentowałem jako jedyny, z przyczyn obiektywnych i szczerze mówiąc dość niespodziewanie.  A było to tak…

Jak wiedzą śledzący blog Pawła, na którym wciąż mam swoje gościnne miejsce, przygotowuję się do startu do kolejnego maratonu, tym razem w Wenecji.  Będzie on miał miejsce dokładnie za 3 tygodnie, a więc 23 października. Innych zawodów w tym miesiącu w planie nie miałem. Do czasu, aż tydzień temu kolega spytał : co masz w planie na kolejną niedzielę ? Odrzekłem, że trening na 20 km.  A to co będziesz tak po lasach biegał, wystartuj sobie w Silesii – odpowiedział, po czym wręczył mi pakiet z puli jednego ze sponsorów. Zastanawiałem się 33 sekundy, po czym się zapisałem do udziału w biegu, który ze względów sentymentalnych jest dla mnie wyjątkowy :-)

Wyjątkowy, bo po pierwsze jestem Ślązakiem z krwi i kości, po drugie to tu, na tych zawodach biegłem swój pierwszy maraton w 2014 roku, po trzecie na co dzień pracuję jakieś 300 metrów od miejsca startu. Chętnie więc podjąłem się zadania wystartowania w tej fajnej imprezie składającej się z maratonu, półmaratonu, minimaratonu oraz zawodów dla całkiem małych biegaczy. Impreza od kilku lat na początku października gromadzi kilka tysięcy uczestników, ma już swoją tradycję i wrosła w kalendarz wydarzeń w regionie ( https://silesiamarathon.pl/ ).

Zaproponowałem udział również Pawłowi, ale On jak wiecie z wpisu W trybach inżynierii biegania – wrzesień podąża za planem i w chwili obecnej ma swój bardzo istotny priorytet :-)


Przygotowanie do zawodów

Jak już wspomniałem jestem w trybie mocnych przygotowań do maratonu, ostatnie tygodnie obfitowały w przebiegnięte kilometry (około 80 tygodniowo), różnorodne treningi szybkościowe i długie wybiegania. To nagłe wstawienie w plan startu w Katowicach zmieniło tylko tyle, że odpuściłem sobotni trening, by choć trochę świeżości złapać. Była nawet taka myśl, by zawody pobiec zupełnie na luzie i spokojnie. Myśl tą jednak Bookworm delikatnie rzecz mówiąc wyśmiał i rozniósł w pył w tej o to hangoutowej dyskusji ( Paweł – niebieski, ja – zielony ) :

cieszę się, że wystartujesz :) bo czuję zapach życiówki ;)

    ja Ty mnie podpuszczaj, ja mam w planie w 2 h ! a nie 1:40

no jakoś tych 2h nie widzę :-) Ty to wiesz i ja to wiem :-)

    postanowiłem że pobiegnę na luzie, tętno do 160 i zobaczymy ile wyjdzie

a to co innego :P chciałbym tam być i zobaczyć jak nie przekraczasz tętna na finiszu i jak biegniesz na luzie :-)

    Osiole jeden :-) finisz to finisz !

a to przepraszam :-) ten finisz to pewno będzie na ostatnich 19km :P

   normalnie se grabisz :-) :-)

fakt! ale ja też jestem realista, wyobrażam sobie jak Ciebie mijają jakieś leluje i Ty tak sobie dasz się wyprzedzić, mówisz sobie – eeee, niech lecą, będę trzymał tętno przecież Ci i tak skoczy ze złości :P

I tak to właśnie, przy wsparciu przyjaciela zostałem zobligowany do startu na całość, były jeszcze inne powody, ale te niech zostaną tajemnicą :-)


Przed biegiem

Start PKO Silesia półmaraton obywa się tradycyjnie przy nomen omen Silesia City Center. To duża galeria handlowa w centrum miasta. Jako pierwszy o 9:00 startuje bieg maratoński, półmaraton zaś o 10:30. Bieg główny wiedzie ulicami Katowic, Mysłowic i Siemianowic Śląskich. Trasa półmaratonu wygląda następująco :

mapa PKO Silesia półmaraton

Już w drodze na start można było z daleka usłyszeć tak charakterystyczne dla Śląska dźwięki, jak witającą biegaczy orkiestrę górniczą.

orkiestra górnicza

Start jak co roku był usytuowany w uliczce  przyległej do centrum handlowego.

start PKO Silesia Półmaraton

Biuro zawodów znajdowało się w holu głównym,

biuro zawodów

zaś finisz przy wejściu do niego.

finisz biegu

A ponieważ całe centrum handlowe jest położone na rewitalizowanych terenach byłej kopalni „Gottwald” nad całością góruje zabytkowy kopalniany szyb „Jerzy”.

szyb Jerzy

Oczywiście tereny te nie są równie urzekające jak choćby otoczenie witające biegaczy na Półmaratonie wkoło jeziora Żywieckiego. Niemniej sprawna organizacja i różnorodna choć nie łatwa trasa, sprawiają, że jest to bieg zdecydowanie wart uwagi.


PKO Silesia półmaraton start

Mimo, że na starcie półmaratonu stanęło ponad 1800 biegaczy na linii rozpoczęcia zawodów nie było zupełnie tłoku. Panowała bardzo sympatyczna i luźna atmosfera podgrzewana przez godających po noszymu prowadzących :-)

start półmaratonu PKO Silesia

start PKO Silesia półmaraton druga strona

Posiadając odebrany już w piątek numer startowy 5880, który znajdował się w pakiecie z bardzo atrakcyjnymi wizualnie koszulką i czapeczką biegową ustawiłem się w początkowej części stawki.

numer startowy

Chwilę przed strzałem startera spotkałem kolegę Piotra, z którym wymieniliśmy się informacjami o planie na bieg. On chciał biec na około 1:30, ja zaś aby pobić życiówkę musiałem pobiec szybciej niż uzyskane w marcu tego roku w Żywcu 1:40:14.

Bieg ruszył punktualnie, bardzo szeroką ulicą Chorzowską, w związku z czym kompletnie nie było tłoku i od początku zawody były dla mnie bardzo komfortowe, zwłaszcza, że zaczęło się z górki.

Nie będę szczegółowo opisywał samego przebiegu zawodów. Miałem swój cel, byłem przygotowany, na mecie czekał motywujący doping, no i była szansa na dobry wynik ! Od początku ruszyłem mocno jak na swoje możliwości, zaczynając bieg w tempie około 4’30.  Pierwsze 7 km zrobiłem w czasie 31 min 53 sek. Druga część trasy wiodąca uliczkami Siemianowic, tak typowo śląskimi, pełnymi familoków i stojących gdzieniegdzie większych grup kibiców zajęła mi 32 min 31 sek.

Dalej trasa miała swoje wzniesienia, zwłaszcza po wybiegnięciu z centrum Siemianowic Śląskich w stronę Katowic. Między 14 a 17 km była całkiem solidna górka, co widać na poniższym profilu trasy.

profil PKO Silesia

Na tym właśnie wzniesieniu był ustawiony bardzo nietypowy punkt dopingowy. Było go słychać z daleka, mimo że dopingował jednoosobowo z użyciem sprzętu nagłaśniającego Marek, prowadzący bloga DrogaDoTokio. I trzeba Markowi przyznać, że od razu można po nim poznać doświadczonego biegacza. Bo właśnie tam, na tej górce ten doping był potrzebny najbardziej ! Zwłaszcza zbliżającym się do 38 km maratończykom :-) Nie wspomniałem bowiem, że druga część trasy półmaratonu była tożsama z szlakiem, którym wiódł królewski dystans.

Zaraz za wzniesieniem rozpoczęło się ostatnie 5 kilometrów. Było z górki, wiedziałem już, że biegnę dużo poniżej najlepszego w życiu rezultatu. Na około 2,5 km przed metą znajdował się dodatkowy punkt z wodą zorganizowany przez katowicki oddział SklepuBiegacza.  Rozpoznałem na szybko Krzyśka, Jacka i Mateusza. Dzięki panowie! Nie tylko za wodę, ale przed wszystkim za doradzenie koszulki i spodenek x-bionic, w których biegło mi się wprost genialnie!

Ostatnie 7 km z dokładką równą 97 metrów skończyłem w dobrym czasie 33 min i 46 sek. Co na mecie dało niespodziewany dla mnie życiowy rekord 1:38:10 ! Dało mi to 151 miejsce w kategorii Open, oraz 33 w kategorii M40. Biorąc pod uwagę, że zawody zrobiłem z marszu będąc w ciężkim treningu, jest to dobra prognoza przed startem w Wenecji :-)


Podsumowanie

Przy solidnym dopingu minąłem linię mety z uśmiechem i w dobrej formie :-)

Finisz PKO Silesia

Za metą czekał na mnie przecudnej urody medal, przyznam, że jeden z ładniejszych wizualnie jaki kiedykolwiek otrzymałem.

medal

Udałem się na masaż, z nadzieją na podratowanie zmęczonych mięśni. Choć z racji krótkiego czasu i olbrzymiej liczby czekających biegaczy masażyści mieli możliwość udzielenia tylko pobieżnego wsparcia umęczonym zawodnikom :-) Ale dobre i to!

masaż

Po jakimś czasie przybiegł Mariusz, z którym razem przyjechałem na bieg i z którym wspólnie za pół roku wystartujemy w maratonie w Rzymie. Zawody zakończyło ostatnie pamiątkowe zdjęcie, po czym zajadając kanapki otrzymane po biegu udaliśmy się w kierunku pojazdu :-)

Medale

Z dziennikarskiego obowiązku dodam, że półmaraton wygrał Kenijczyk Too Silas z czasem 1:09:08, a maraton jego rodak Mwangi Joel Maina z wynikiem 2:24:51. Czasy pokazują, że nie był to łatwy bieg.

Mam nadzieję, że wrócę tu za rok, być może też jako przygotowanie przed docelowym startem. I mam nadzieję, że wtedy już wspólnie z Pawłem, który dziś dzielnie trenował szlifując formę !

                                                                                                                     mgr inż. Anioł


mgr inż. Anioł

...tak zostałem "ochrzczony" po jednym z biegów. Mgr inż. jestem prawdziwy. Anioł ze mnie żaden :-) Zostałem zarażony przez przyjaciela pisaniem o swojej pasji i od czasu do czasu popełniam jakiś wpis związany z bieganiem i tym co wokoło i przy okazji.

Może Ci się również spodoba

11 komentarzy

  1. Blogierka pisze:

    Ale się obśmiałam- Wasz dialog rozwala system!! :DD
    Panie Anioł- z marszu 20kę pyknąć w 1:38- nosz ja nigdy w życiu! Brawo!!
    AAAAAA! WENECJA?!! ALE CZAD!! :DD

    • mgr inż. Anioł pisze:

      My z kolegą Bookwormem prowadzimy takie dialogi co wieczór :-) czasem ciężko zasnąć potem bo szczęka od śmiechu boli :-) a Wenecja ? śledź blog – już wkrótce więcej, tylko Paweł się musi zatrzymać bo on ciągle biega :-)

      • Blogierka pisze:

        Hehe, no nawet po sieci mało buszuje bo ciągle biega :D
        A mieć świra biegowego który nadaje na tej samej fali co Ty- bezcenne :D

      • BasiaK pisze:

        To ja żądam publikacji Waszych dialogów co wieczór. :-D Jesień jest depresyjna, potrzeba nam duuuuuużo śmiechu, bolącej szczęki, załzawionych ze śmiechu oczu, bólu brzucha, czkawki śmiechowej i innych objawów charakterystycznych dla ataku niemożliwego do opanowania rżenia. :-D I nie wiem jak to robisz, ale każdy Twój bieg to życiówka. Gadaj co zażywasz. :-D

        • mgr inż. Anioł pisze:

          A czy zastanowiłaś się jak prowadzenie takiego dialogu przed snem wpływa na dialogującego ? :) nijak zasnąć nie można :) A jeśli chodzi o tajemnicę życiówek… no cóż, obiecuję, że w tworzonej właśnie relacji z Wenecji uchylę rąbka tajemnicy i powiem co zażywam :)

  2. Piotr Stanek pisze:

    No no no, to się dobre biegi u moich znajomych posypały.
    Gratulacje za piękną życiówkę Tomku! Ładnie pobiegłeś!
    „Chwilę przed strzałem startera spotkałem kolegę Piotra, z którym wymieniliśmy się informacjami o planie na bieg” miło było Cię spotkać. Byłem już w stanie mocnego skupienia czytaj „nie poznaję nikogo, wpatruję się w plecy przede mną” ;) zatem fajnie, że zaczepiłeś mnie.

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Bardzo dziękuję :) Tobie również gratulacje, bo dla mnie miałeś czas kosmiczny :) i dobrze ! Bo mam kogo gonić i to mnie motywuje :) myślę, że kiedyś złamanie 1:30 jest do zrobienia przeze mnie, ale to jeszcze wiele, wiele pracy :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.