Inżynier w trybach Inżynierii Biegania


Zdarzają mi się (stanowczo zbyt rzadko) takie ulotne momenty, w których używam rozumu, w których udaje wymyślić mi się COŚ. Zazwyczaj impulsy w moim mózgu przeskakują sobie leniwie z lewa na prawo, bądź prawa na lewo, sporadycznie wywołując jakieś spięcia czy zwarcia w neuronach. Złośliwi twierdzą, że gdy nawet coś już wymyślę, to albo zapominam co, albo jakość wynalazku jest, bardzo dyplomatycznie opisując, wątpliwa. Widzę wtedy w oczach rozmówców takie dyplomatyczne zakłopotanie. I tę odwieczną walkę – jak nie parsknąć Bookwormowi prosto w twarz… „Jak on coś takiego mógł wymyślić, sklerotyk jeden”. A tu masz. Zaskoczenie. Pewnego wieczoru pobiegłem po rozum do głowy i … Trafiłem do Inżynierii Biegania. Po plan!


Dalej i szybciej?

Gdy zaczynałem biegać cel był prosty. Chciałem biegać dalej i szybciej. Czytałem, pytałem, oglądałem i biegałem faktycznie coraz dalej, bywało, że szybciej. Jak mantrę powtarzam to, że wokół otaczają mnie tylko lepsi niż ja biegacze. Oni biegają z taką częstotliwością i w takich zakresach prędkości, że pozostawało mi jedynie obserwować i próbować ich gonić, by być lepszym, niż byłem wczoraj. Jednak z każdym wybieganym kilometrem docierała do mnie prawda, że albo dokładnie przemyślę do czego dążę i będę biegał planowo, albo skupię się na bieganiu typowo rekreacyjnym. Tylko pytanie brzmiało po co w takim razie uczestnictwo w tych wszystkich imprezach biegowych, na których wpadałem na metę wycieńczony i „odcięty” od tlenu i energii?

Plan, ale jaki

Do pierwszego półmaratonu w Żywcu przygotowywałem się według planu znalezionego w internecie.

Plan treningowy na półmaraton

Tyle tylko, że gdzieś na miesiąc przed startem wczytałem się w metodę Gallowaya.

Bieganie metodą Gallowaya, bwotr.pl

Kilka minut biegu i kilkadziesiąt sekund marszu. I taką metodą do mojej pierwszej mety usytuowanej na rynku w Żywcu dotarłem.

Później już była radosna improwizacja. Biegałem, robiłem interwały, podbiegi, starając się zróżnicować bieganie tak, aby przyzwyczajać się do biegania w różnych zakresach. Kończyłem większość treningów szybkim akcentem, ba, nawet zdarzało się czasem, że próbowałem biegać wolniej, pilnując komfortowego tętna. W końcu ponoć aż 80% wybiegań powinno być wolniejsze, nad prędkością można pracować w pozostałych 20%. Ale do dziś wolne bieganie jest dla mnie wyzwaniem.

Na trop biegania wg porządnego planu naprowadził mnie niezawodny mgr inż. Anioł. Który w pewnym momencie przestał katować się przygotowaniami sam, ale skorzystał z polecanego trenera. Jakich umartwień doświadczył na drodze do maratonu w Paryżu genialnie opisał w swoim cyklu – 15 kroków do Paryża. Prawie codziennie miałem „raport z pierwszej linii frontu”, wiem jak ciężko wykuwał swoją świetną formę. I tym paradoksalnie zastopował moje myślenie o usystematyzowaniu biegania. Bo nie dam rady ćwiczyć tak wzorcowo jak on. Stąd była bardzo krótka droga do stwierdzenia, że nie będę ćwiczył pod niczyje dyktando. Kropka.

Jak inżynier z Inżynierią Biegania

Ale wtedy w Rybniku pojawił się nowy twór. Inżynieria Biegania. Trzech młodych pasjonatów: Kamil, Dawid, Radek z wynikami i o dziwo z praktyką założyli coś na kształt „centrum biegowego”. Więcej o nich i o ich projekcie możecie poczytać na stronie Inżynierii. Zajrzałem do nich do nowotwartego sklepu i wrażenia miałem mieszane. Sklepik niewielki, zaangażowanie duże, ale jak będą podchodzić do kwestii trenowania innych? Szczególnie takiego biegającego powoli żuczka jak ja? Coś drgnęło ale… Potrzebowałem jeszcze jednego impulsu. Jak to w tego historiach literackich bywa – znalazł się. Porozmawiałem z Kasią, jedną z Radlinioczek w biegu a ta napisała, że już jest pod ich opieką, była na jednym z treningów funkcjonalnych i pracuje nad swoim bieganiem. Nawet już życiówkę podkręciła! I że poleca. No to siup, to ja też chcę.

A co przekonało mnie ostatecznie? Filmik ze spotkania z blogerem z Raciborza – Pawłem z Heavy Runs Light. Uwierzycie, że gadka czterech facetów przykuła mnie do ekranu na 20 minut? Mowa w nim między innymi o „biurowych biegaczach” – czyli o mnie, o tym chaosie, który mamy w głowie na podstawie wyczytanej i wysłuchanej od różnych ekspertów wiedzy.

 Ich entuzjazm i to „biegowe ADHD” mnie przekonało.

Do biegania jesteśmy stworzeni a do siedzenia ileś godzin w biurze czy w szkole nie

I zafascynowało mnie jedno z ich założeń: współpracy trenera, biegacza (inżyniera!) i fizjoterapeuty. Postanowiłem się udać do Inżynierii i poprosić o biegowe plany na nadchodzące miesiące. I tu nareszcie historia przyspiesza.

Test

Napisałem na maila a później udałem się do siedziby Inżynierii,

Inżynieria Biegania wejście do budynku na rynku w RybnikuInż

gdzie trafiłem na Radka. Wypełniłem ankietę biegową, wysłuchał co planuję w tym roku – umówiliśmy się na test biegowy na stadionie.

Stadion lekkoatletyczny w RybnikuW niedzielę punktualnie w samo południe, gdy słońce stało w najwyższym punkcie nieboskłonu a jego promienie prażyły wszystko co nie schowało się pod daszkiem, stawiłem się na stadionie, na którym już dwukrotnie brałem udział w Teście Coopera organizowanym przez Rybnicką Grupę Biegową. Zafascynowała mnie znowu miękkość podłoża i to jak cudownie się po nim płynie. Ech…

tartan bieżnia w Rybniku

Dla rozgrzewki, zgodnie z poleceniem, wykręciłem powoli 2 kółeczka po 400m. Później Radek pokazał mi jak ma wyglądać rozgrzewka przed intensywnym bieganiem. No i zapowiedział to, czego się obawiałem. Test. Mam przebiec 3200m, ostatnie 200m finiszując. A do całości mam podejść bardzo poważnie, jak do zawodów. No tego nie musiał mówić. I tak już z wrażenia zaschło mi w ustach.


Nienawidzę biegania na krótkie dystanse, bo bardzo szybko doprowadzam się do braku tlenu. Nawet jeśli zacznę wolniej to i tak po chwili biegnę „na maksa” i każdy kolejny metr zdobywam walcząc z pragnieniem zejścia z tartanu. Męki piekielne opisywałem już dwukrotnie przy wspomnianych testach Coopera w Rybniku. Test 1 oraz Test 2. Tyle tylko, że przy testach jest prosta zasada „czasoprzestrzenna”.

„Biegnij stąd do końca 12 minutowego testu”.

Teraz miało być dużo gorzej.

Biegnij stąd aż nie nakręcisz 3200 m


Wystartowałem. Niestety mój stoper włączyłem dopiero po kilkudziesięciu metrach. Pierwsze dwa kółka chciałem pobiec wolno, żeby się nie zapowietrzyć. Guzik. Po pierwszym kilometrze (czyli 2,5 okrążeniach) miałem średnią 4:06min/km! A po 1,5km umarłem, chciałem zejść z bieżni. Płuca pracowały resztką sił tylko te głupie nogi wciąż pędziły!

Charczałem, zipałem, jęczałem a Radek jeszcze mnie popędzał i dopingował, kazał przyspieszać. Liczyłem, naprawdę liczyłem, że może choć dopadną mnie mdłości i będę miał usprawiedliwienie dla przerwania tortur. Zejdę, rzucę dyskretnym pawikiem i umrę. A tu Nic! Nogi wciąż mnie niosły, nie wiedziałem ile to było okrążeń, wciąż mało i mało… Walczyłem, po prostu wydzierałem każdy kolejny metr biegu, w głowie toczyłem walkę z samym sobą, bo wszystkie komórki krzyczały, że nie dam rady, że się zajadę, że nie dobiegnę i że mam natychmiast zejść z bieżni! Jedyne co mnie trzymało na torze to … wstyd. Zejdę z toru i co? Jaśnie panicz się spocił, zadyszał, to jaśnie panicz nie raczy tych 3km przetruchtać? Dupa. A właśnie, że dobiegnę!

W połowie ostatniego kółka Radek krzyknął, że mam przyspieszyć i finiszować! Pokręciłem głową, bo przecież się nie da! Ale gdy później analizowałem wykres, to z mojej otchłani rozpaczy czyli tempa 4:45min/km wydźwignąłem je na 4:12min/km!

Przebieg testu biegu na 3000m

Test srednie tętno i tempo podczas biegu na 3000mNie pytajcie mnie jak to zrobiłem. Po minięciu linii mety chciałem już tylko położyć się i godnie zakończyć żywot… Łapałem powietrze jak noworodek wyrzucony siłą z bezpiecznego łona matki. Miałem wrażenie jakbym … No właśnie. Jakbym narodził się na nowo jako … biegacz?

A potem było już z górki. Darek pokazał mi jak się rozciągać po biegu. Na co zwrócić uwagę. Upewnił się, że nie umarłem, po czym obiecał przygotować plan wg omówionych założeń. Cały czas widziałem w jego oczach to, co zazwyczaj widzę odbierając medal na mecie od wolontariuszek. Obawę. A może nawet przerażenie. Jak wyglądałem po teście? No cóż… Ten ładniejszy to Radek. Ten… tak, nie regulujcie monitorów – to ja.

Trener Radek z Inżynierii Biegania i Bookworm czyli ja

Zapytałem go jeszcze czemu służy pokonanie akurat takiej a nie innej odległości. Otóż:

Sprawdzian – bieg ciągły na dystansie 3200m w tempie jak na zawodach, czyli maksymalnym. Bieg odbywa się na stadionie pod okiem trenera, 3km staramy się biec równym tempem, ostatnie 200m biegniemy na maksa :D. Sprawdzian ma na celu wyznaczenie progu mleczanowego, który daje nam odpowiedź w jakim tempie powinniśmy mniej więc wykonywać treningi.

Plan miałem otrzymać za tydzień, akurat po biegu na 10km w Cieszynie. Podpowiedział mi też jak rozłożyć treningi w tygodniu poprzedzającym start, z czego najbardziej ucieszyły mnie piątkowe „rytmy” dzięki którym znowu potwierdziło się, że potrafię na krótkich odcinkach sięgać zawrotnego dla mnie tempa 4:00min/km!

Dzień po mojej cieszyńskiej „wiktorii” (o tym, o ile pobiłem moją „życiówkę” na 10km poczytacie w Relacji z biegu w Cieszynie) otrzymałem szczegółowy plan, w którym Radek uwzględnił wszystkie moje plany na najbliższy miesiąc. A więc Wings for Life w Poznaniu, Bieg w Żorach oraz Bieg Fiata w Bielsku Białej.

Jakie wrażenia? Plan zawiera mniejszy kilometraż, który sobie do tej pory narzucałem. Ale stawia na regularność trzech treningów w tygodniu. Jeden dzień lekkiego wybiegania 5-6km ale w wolnym tempie. Jeden trening szybkościowy. I jedno dłuższe wybieganie (10-12km) ale również w komfortowym tempie. Mam zwrócić uwagę na dobrą rozgrzewkę oraz rozciąganie.

Plan niesłychanie mnie cieszy, bo nie jest nudny, stanowi dla mnie wyzwanie (szybkość!) a do tego wyraźnie do czegoś zmierza, buduje wytrzymałość, oswaja z wysiłkiem. Nowością dla mnie są krótkie biegi w przeddzień startów. Po pierwszym module wróciłem do domu szczęśliwy choć nie „zajechany”. A było to dzień po biegu w Cieszynie!


Jakie będą wyniki takich treningów? To oczywiście pokażą kolejne starty. Ale jestem optymistą, bo wiem, że jestem w dobrych rękach. Tryby Inżynierii będą kręciły się wytrwale przez kolejne miesiące. Dla mnie głównym celem jest nabycie takiej wytrzymałości, żebym na metę wbiegał z uśmiechem a nie jako statysta w kolejnym odcinku The Walking Dead, jak to nader często bywało…

Jak wyglądała moja przygoda z treningami pod okiem Inżynierii Biegania przeczytacie w cyklu „Inżynier w trybach Inżynierii Biegania„. Cykl kończy się startem w Maratonie w Wenecji, o którym poczytacie w trzyczęściowej relacji.  


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

35 komentarzy

  1. Bookworm pisze:

    Jak najbardziej, jest podobnie a wręcz tak samo :)

  2. Szymon | pomensku pisze:

    O, i to jest bardzo dobra kolejność! Najpierw człowiek dotyka i smakuje swojej pasji, wkłada w nią palec i patrzy, czy nic mu nie śmierdzi. Później uczy się kolorów i smaków, bo przecież nikt mu ich nie opowie. Następnie, gdy wie czym to smakuje, sięga po porady specjalistów.

    Czasem widzę jak młodzi adepci siłowni od razu wskakują na wymuskane, idealnie ułożone treningi pod okiem trenera. Nie ma w tym oczywiście nic złego, ale brakuje mi w tym właśnie tego dziecięcego poznawania, chłopięcej radości w obcowaniu z nowymi zabawkami, próbowania wszystkiego wkoło. Na perfekcję zawsze przyjdzie czas. Z bieganiem pewnie jest podobnie, nie? :)

  3. Artur pisze:

    Rewelacja! Świetna sprawa i fantastyczna informacja! To co opisałeś Pawle nie jest godne podziwu, ale naśladowania! Śmiem twierdzić z całą stanowczością, że praktycznie prawie każdy, kto rozpoczyna przygodę z jakimkolwiek sportem nie wymagającym specjalistycznego przeszkolenia jest w tej dziedzinie samozwańczym specjalistą od pierwszych chwil… Wspomnę tylko o bieganiu, pływaniu, jeździe na nartach, rowerze górskim w górach i Nordic Walking. O skuteczności samozniszczenia się można by pisać całe tomy. Praktycznie nikt bowiem nie wiem, że oprócz fajnego i czasami bardzo dobrego sprzętu do bezpiecznego uprawiania sporu potrzebne są nie informacje ale wiedza. Bardzo Ci dziękuję za te tekst. Jest on dowodem na to, że należy łączyć osobiste doświadczenie z rzetelna wiedzą specjalistów. Świetnie, że właśnie Ty poruszasz się na tym obszarze. Jako autorytet wielu osób możesz mieść skuteczny wpływ na świadomość wielu z nich :) Pozdrawiam serdecznie!

  4. Socjopatka pisze:

    Ty to masz samozaparcie. :)

    • Bookworm pisze:

      Ja to mam lenia, którego jeśli nie wygonię na bieganie, to siedzi przy komputerze, pije piwo, chrupie czipsy albo czyści lodówkę. A gdy pogonię go, to nie ma już na to siły, tylko pada na nos i chrapie.

  5. Monika Fiszer pisze:

    doskonale wiem, z czego wynikają moje problemy z bieganiem – od czasu do czasu coś mi przeskoczy, wyskoczy, zaboli i zmuszona jestem przerwać. No oczywiście z braku podejścia holistycznego, które ułatwiłaby mi taka właśnie inżynieria biegania. Ale zawsze się bałam iść do jakiegoś klubu, oficjalnego trenera, czy nawet na spotkania Biegam bo lubię, żeby ktoś wprawnym okiem zerknął na moje tupanie, bo bałam się że zepsuje mi to frajdę z biegania. Zawsze sobie wyobrażam, że to byłoby takie jakieś wciśnięcie mnie w tryby zawodowego biegacza.
    A ja biegam sobie a muzom.

    • Bookworm pisze:

      No i tu jest trudno wyważyć jedno z drugim. Dopóki jest frajda z biegania, to chyba nie ma sensu wkręcać się w tryby trenowania. Ale z drugiej strony takie mądrzejsze trenowanie daje pewien komfort – ktoś nad bieganiem czuwa i zwróci uwagę gdy coś się robi ewidentnie niezdrowo. Więc gdzieś tam trzeba dokonać wyboru :) Miłego biegania :D oby zawsze z radością i bez „przeskoków” ;)

  6. Babok pisze:

    Piszesz o tym tak true jakbyś biegał profesjonalnie od urodzenia. Nie mogę się nadziwić ile serca wkładasz w opisanie tych wszystkich ćwiczebny detali i niuansów biegów, które dla mnie są jak magia. Zawsze wydawało mi się, że bieg to taki szybszy chód nudna sprawa, że tylko biegniesz noga za nogą i nic ciekawe nie dzieje, czas leci, obrazy śmigają i nie ma w tym jakieś głębszej filozofii. Jestem łasa na cudze pasję i łatwo się zarażam zajawkami opisywanymi w sposób jaki Ty to robisz o jakim czytam u dziewczyn blogobiegających :) No właśnie tylko czytam, a przecież pogoda coraz lepsza i coraz bardziej chce się oderwać człowiekowi zza tego biurka gdzie przybyło ponad 10km za sprawą komputera i skutecznie rzuconego ponad rok temu palenia. Czytając Was coraz bardziej się chce… bo może to nie jest wcale takie głupie?

    • Bookworm pisze:

      Zaletą pisania o bieganiu jest to, że … biegam. I śmiało i szczerze piszę co czuję, widzę, przeżywam, bez wymyślania i naciągania faktów do rzeczywistości. Bieganie okazało się wspaniałą drogą do poznania ciekawych ludzi, miejsc (i w sieci i w przestrzeni) no i do lepszego poznania siebie. Napisałem „drogą” a nie celem, bo to bardziej ciągły proces jest a nie cel. Gdzieś po drodze zgubiłem kilka kilogramów, poprzednia utrata wagi to jednak była zasługa dietetyczki. Paradoksalnie nie namawiam na rzucenie się na bieganie, ale do zwiększenia własnej aktywności. Rower, spacer – a może kawałek biegu? Bo może się nie spodoba, może wcale nie będzie jakiś spektakularnych przeżyć… Tego nie obiecuję. Obiecać mogę za to, że będzie ciekawiej :) @disqus_zwdfY22wlO:disqus świadkiem, że można zacząć od marszu i … przepaść w bieganiu. Spróbuj, tylko nie myśl, że spróbujesz ale spróbuj. Wyjdź i daj się nogom ponieść. Choć kawałek.

      • Babok pisze:

        :) zamiast roweru mam Stefana moją deskę longbordową i pomału próbuję się rozruszać tak wiec nie jestem taka skrajnie antysportowa. Jesienią prawie zaczęłam marszo/biegać nawet miałam małą rozpiskę ile czasu mam iść ile biec i w ilu seriach, ale potem zrobiło chłodniej i zapał osłabł, może uda się :) Dzięki serdeczne :)

        • Bookworm pisze:

          No co Stefan , to Stefan :D Wiesz, ja zaczynałem od odcinków kilkuset metrowych :) Ale po prostu sprawdź, co Ci sprawi przyjemność. No i Basia Ci pewno doradzi co i jak, bo ona tak zupełnie od marszu się właśnie rozpędziła do 10km :D

        • BasiaK pisze:

          Eee! To Ty jesteś idealny materiał do zarażenia bieganiem. To kiedy zaczynasz ? :-D
          Ja zaczynałam od samego marszu. Cały miesiąc tylko chodziłam, regularnie 3 razy w tygodniu. Szybko zresztą to chodzenie polubiłam. :-) A potem były biegomarsze. I dalej są, tylko kilometrów robię coraz więcej. :-) Biegam wolno, bo to nie wyścig, tylko bieganie dla przyjemności. Na wyścigi przyjdzie pora. ;-) Ale wkręciłam się na maksa, choć wciąż mnie zadziwia fakt, że biegam. :-) Bo wcześniej nie mogłam przebiec nawet minuty. :-)

          • Babok pisze:

            Chyba nigdy nie będę przemieszcza się wyścigowo, to wiem na pewno, nomen omen pomimo posiadania deski zjazdowej, boję się prędkości :P Szczerzę Cię podziwiam i do tego wszystkie te magiczne pochwały na Twój temat sprawiają, że rysujesz mi się jako taka wszechobecna wróżka bieguszka ;)

          • BasiaK pisze:

            Za podziw dziękuję. :-* Ja siebie też podziwiam, ale tylko przy bieganiu. :-) Bieguszka może być :-), ale z czarami to ja nie chcę mieć nic wspólnego. :-P Natomiast wszechobecna? Coś w tym jest. ;-)

          • Bookworm pisze:

            Nigdy nie mów nigdy :) – też tak mówiłem aż mnie bieganie „złapało” i trzyma.
            Ciekawi mnie jak Twoja deska wygląda :) Ale mnie nie ma za co podziwiać, wokół mnie jest tylu porządnych wspaniałych biegaczy, przy których jestem tylko amatorem obserwatorem – szczerze piszę i tak uważam :) Ja tylko czasem gdzieś coś pobiegnę dziko się z tego ciesząc. Niemniej obiektywnie do tematu podchodząc – tak, faktycznie wiem o bieganiu więcej niż kiedyś, bo wiedziałem tylko to, że bieganie jest FUJ i nie dla mnie :D Miłej majówki!

          • Babok pisze:

            Stefan ^^ i mała Tris

          • Bookworm pisze:

            Cudo! Nigdy na czymś takim nie śmigałem :D ale widziałem harcorowe filmiki, nono ;)

          • Babok pisze:

            Kiedy trzy/cztery lata temu zobaczyłam blat Stefana z grafiką Andreas Preis (http://designerpreis.com/) wiedziałam, że musi to być ta deska i żadna inna, oczywiście nie miałam jeszcze wówczas za bardzo pojęcia o samej technice jazdy, ale bardzo mi się takie śmiganie podobało. Obecnie już nie wygląda tak ładnie porysowała mi się od garbów i krawężników.To mój trzeci sezon jak jeżdżę.

    • BasiaK pisze:

      Normalnie jakbym siebie z przed kilku miesięcy czytała. :-D

  7. Blogierka pisze:

    No i zmotywowałeś mnie żeby pójść do inżyniera- ktoś musi mi powiedzieć czemu nie mogę biegać i co robić! Nie poddam się! I trzymam kciuki za powodzenia i realizacje planu! Coś czuję że efekty będą :D

  8. BasiaK pisze:

    Myślę, że to był bardzo dobry pomysł. Sama bym chciała mieć kiedyś taki plan tylko dla mnie, wszystko przede mną, na razie po prostu biegam i tym się cieszę. Jak widać wszędzie, bardzo się cieszę. :D
    Dzięki za kolejny wpis wywołujący uśmiech. Już wstęp mnie rozśmieszył, dalej było jak zawsze, poważne sprawy z głębokim humorem. :) A chłopaki z inżynierii świetni, widać, że z pasją podchodzą do tematu. I to ich biegowe adhd. :D

  9. Damian Ha pisze:

    No nic tylko sumiennie pracować, a efekty same przyjdą :-) do zobaczenia w Żorach i Bielsku.

  10. Damian Ha pisze:

    No nic tylko sumiennie pracować, a efekty same przyjdą :-) do zobaczenia w Żorach i Bielsku.

  11. Powiem Ci, że podziwiam Cię. Naprawdę. A wiesz za co? Nie sądziłem, że tak długo będzisz się bronił przed korzystaniem ze spersonalizowanych planów treningowych. Teraz dopiero zacznie się bieganie. Zobaczysz. Gratuluję decyzji i niech Cię nogi niosą coraz szybciej! :)

    • Bookworm pisze:

      Zaskoczyłeś mnie bo jak to Ty mnie podziwiać, to raczej ja Ciebie! :D
      Z planami to dwa powody – raz, to ja bardzo powolutku myślę. Jak pies chodzący wokół jeża. Jeż czasem z nudów się rozwinie zanim pies znajdzie wyjście z impasu :) A dwa – no nie miałem nigdzie pod ręką kogoś, kto by mnie przekonał, że warto. Ale kropla drąży skałę… Trzymam kciuki za Twoje kolejne biegi :D – ach ta piwna mila mnie swego czasu rozmarzyła…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.