Bieganie po lesie – powrót


Niedziela, 7.15 – dzwoni budzik (biegacze to są zdrowo kopnięci, nie?), automatycznym ruchem wyłączam sygnał. Czas wstawać, choć to ponowna pobudka, o 5.25 koci głód wymusił moje lunatykowanie do kuchni i obfite sypanie chrupek w okolice kocich miseczek (próbowaliście kiedyś sypać chrupki z zamkniętymi oczami?).

O 7.15 dopaszczowa aplikacja poniższego śniadanka i kilka łyków herbaty. Banany mają to do siebie, że nie wyskakują z żołądka podczas wysiłku. A cukierek na osłodę porannych wyrzeczeń.

Sniadanie biegaczaSkok w ciuchy biegowe, saszetka z wyposażeniem i zbiegam do auta – po 10 minutach jazdy parkuję przed wjazdem do lasu. Krótka rozgrzewka, złapanie fixa na GPS i … witaj stary przyjacielu. Czas na ponowne bieganie po lesie.


Od kilku dni nie mogłem doczekać się niedzieli, żeby zagłębić się w las. Ostatnie moje miejskie wybieganie dogłębnie uzmysłowiło moim płucom, że to co wisi w lokalnym powietrzu, nadaje się tylko jako zasłona dymna. Do oddychania – po ewentualnym odfiltrowaniu.

W lesie ostatni raz biegałem na wiosnę. Było już kilka moich relacji blogowych – pod tym linkiem, znajdziecie je wszystkie.

Bieganie po lesie

Realnie stęskniłem się do leśnych ostępów, do szumu strumyczków, dostojnego trzeszczenia drzew poruszanych wiatrem, do krzyku ptaków, do polan zasypanych promieniami słońca i do groźnych, zacienionych drzewami i krzewami ścieżynek leśnych.

Wiecie co? Z lasem wyjątkowo kojarzy mi się Clannad, włączcie ten utwór, niech sobie swojsko szemrze w tle a tekst niech przewija się przed Waszymi oczami:

Ten las jest wyjątkowy. To tam walczyłem o ostatni oddech podczas biegu na 12km w Pszowie w styczniu. Wtedy zrozumiałem, że 10km nie jest żadną magiczną granicą możliwości, że granice to mamy tylko w głowach.

VII bieg o puchar burmistrza Pszowa, medal wynik

VII bieg o puchar burmistrza Pszowa, medal wynik

To tam biegałem przez całą zimę, zachwycając się pięknem zimy, mrozu, skrzypieniem śniegu i kaskadami tęczowych płatków spadających z gałęzi. Wreszcie to w tym lesie miałem „mój pierwszy raz”. Pierwsze 21 przebiegniętych kilometrów.

Nie każdy wie, ale właśnie w tamtym lesie jest grodzisko Gołężyców. Na którym podczas tegorocznych wakacji dokonano kolejnych odkryć. Bardzo się cieszę, że gdy po nim biegałem na wiosnę, dobre duchy tego miejsca nie poczęstowały mnie jakąś włócznią w stopę.

Bieganie po lesie Grodzisko Gołężyców

Leśne drogi są porozgałęziane, istnieje wiele możliwych wariantów tras. W zależności od samopoczucia wybieram stopień trudności biegu.  Są górki o niewielkim nachyleniu, są zdradzieckie podbiegi, na szczycie których, gdy już liczymy na odzyskanie oddechu, czeka kolejny podbieg. Są więc siłą rzeczy też odcinki, które pozwalają przyzwyczajać się do bardzo dużych prędkości podczas zbiegania.

Stare przysłowie biegacza rzecze:

każdy dziesięciometrowy podbieg w pętli będzie skutkował dziesięcioma metrami szaleńczego zbiegu.

Są miejsca interwałowe, gdzie aż prosi się zrobić seryjkę intensywnych cyklicznych podbiegów. Cały czas trzeba być wyjątkowo skupionym, bo bardzo łatwo potknąć się o wystający konar czy po prostu poślizgnąć się na kałuży.

Przy okazji, wojskową definicję kałuży znacie?

„Niewielki obszar wodny nie posiadający znaczenia strategicznego, o nieregularnej linii brzegowej, do forsowania którego nie potrzeba ciężkiego sprzętu zmechanizowanego”

bieganie po lesie - Kaluza

Las uczy też gospodarowania siłami. W wersji najbardziej „wypasionej” biegnę dwa ośmiokilometrowe okrążenia, podczas których nie mogę sponiewierać się zbyt przy pierwszym okrążeniu – żeby zachować siłę na drugie. A stąd już tylko krok do 21km…

Dziś niestety nie miałem zbyt dobrego dnia na bieganie. Puls nie przekraczał 160 ale oddech niestety nie nadążał. Widocznie coś wisiało w powietrzu i utrudniało pobieranie tlenu. Tak więc skończyło się na wycieczce biegowej z dość ambitnymi podbiegami.

Mój przyjaciel las jest bardzo wymagający i nie wybacza nieprzygotowania i słabszych dni. Dziś z dezaprobatą kręcił głową przy każdej przerwie na kilka łyków wody, na zrobienie zdjęcia czy na wolniejsze odcinki.

Bieganie po lesie Pasnik

Ale co zobaczyłem to moje – moja ulubiona samotna sosenka

Bieganie po lesie Samotne drzewo urokliwe drogi,

Bieganie po lesie Ocieniona drogamiejsce straszliwej zbrodni.

Zbrodnia w lesie

Gdy pochyliłem się nad miejscem zbrodni, nagle rozkrzyczały się w koronach drzew ptaki. Wyobraźnia przedstawiła mi historię zdarzenia. Błysk zębów drapieżnika, bezszelestny skok, uderzenie pazurów i pełny brzuszek jakiegoś liska. Na wszelki wypadek szybko opuściłem to miejsce. I tak dobrze, że tu pozostały tylko pióra. Kiedyś znalezione przeze mnie ślady świadczyły o zaciętej walce i nie dominowała w nich biel ptasiego puchu.

Kilometry mijały. Wpadałem ze stref ciepłego powietrza w zimne zacienione obszary. Byłem cały mokry, pot lał się ze mnie obficie. Nawet krótkie zatrzymania „na fotografię” wychładzały mnie – było tylko 13 stopni – więc gnałem dalej. Wreszcie dobiegłem na parking, zegarek odtrąbił dwunasty kilometr. Na dziś wystarczy. Do zobaczenia za dwa tygodnie.

Dystans Rzut oka w krzaki przy parkingu. No tak, piękno lasu niestety uległo zaburzeniu. Ktoś się nie mógł powstrzymać… I takie jest bieganie po lesie. Kontakt z czystą naturą – a tu brutalne zderzenie z ludzką rzeczywistością.

ślady człowieka w lesie

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

26 komentarzy

  1. Wielopokoleniowo 3 pisze:

    Las, bieganie, przyroda- super sprawa ;-)

  2. Rene O. pisze:

    Pięknie to opisałeś :) wybrałabym się z Tobą ale chyba byś musiał biec powolnym truchtem bo ja moge tylko 15/h

  3. Super potrafisz zachęcić do biegania. Kocham biegać zimą, właściwie zawsze z Nowym Rokiem zaczynam sezon, teraz byłam w ciąży to sezon zaczęłam w czerwcu :P Piękny masz ten las u mnie bardzo dużo butelek, puszek i innych akcesoriów po libacjach – nawet sobie siedzisko przytulne zrobili, kanapa te sprawy… Ale jednego ci wybaczyć nie mogę- cuksy Snicersa rano? Serio?! Na priv podeślę kilka ekspresowych przepisów FIT, żebyś z wieczorka sobie przygotował, a rano lekko i szybko zjadł na zdrowie i z energią do treningu :)

  4. Justyna Rolka pisze:

    Zachciało mi się nastawić budzik na 7:15:) Jestes moim guru:)

  5. Katarzyna Mierzwa pisze:

    Las cudowna sprawa ja mam pod nosem Ojców i tereny do biegania piękne, tylko mi się biegać przestało chcieć i nie mogę tego ogarnąć. Clannad miło sobie przypomnieć :), kiedyś nie opuszczałam ani jednego odcinka Robin Hooda :)

  6. Las cudowna sprawa ja mam pod nosem Ojców i tereny do biegania piękne, tylko mi się biegać przestało chcieć i nie mogę tego ogarnąć. Clannad miło sobie przypomnieć :), kiedyś nie opuszczałam ani jednego odcinka Robin Hooda :)

  7. Hai Le pisze:

    Ale jak to do lasu samochodem? To nie masz go tak jak ja 10 metrów od bloku? Alejakto? Poważnie znów mówiąc ja dziś znalazłam miejsce w lesie, do którego nikt nie łazi, nieskalaną człowiekiem leśną polankę i to całkiem blisko cywilizacji, tyle tylko, że żadna droga do niej nie prowadzi i trzeba się przedzierać na dziko. A o tym, że nikt tam nie chodzi upewniła mnie reakcja mojej psa, aż wariowała, kiedy nic jej człowiekiem nie woniało. Zgłupiała i zamiast śmiało biec do przodu to tylko patrzyła gdzie ja idę, żeby iść za mną.

    • Bookworm pisze:

      Ha, auto mam 10m od bloku ale lasku niestety nie. No i znowu to dzielne Krasnoludki musiały torować drogę – coś jak rangersi. „Rangers, lead the way!” :)

      • Hai Le pisze:

        To w ramach akcji „Krasnoludki bez barier”, „Gdzie diabeł nie może tam krasnala pośle” i „Krasnoludki robią to lepiej”.
        (swoją drogą muszę sobie sprawić koszulki z takimi napisami)

  8. Blogierka pisze:

    Szczerze podziwiam za ranne treningi- ja zdecydowanie wole sie „sponiewierać” wieczorem ;).

    Bieganie po lesie-świetna sprawa, podłoże zdrowsze dla stawów niż asfalt, powietrze, „scieżki zdrowia” i widoki :).

    Co do muzy-mocno leśna fakt, ale mnie nakręca do działania tzw.napierdalanka np.z tego weekendu do sztuk walki: https://youtu.be/u9zz1Ig_gsc ;)

  9. BasiaK pisze:

    Aha, czyli koci głód to nie był głód Twojego kota, no chyba, że kota karmisz tym zestawem bananowo-snikersowym. Eeee, nie zjadłby. :-) Co do lasu – uwielbiam, zwłaszcza te pagórkowate. Oczywiście nie służą mi do biegania, ale do chodzenia. Podejrzewam, że bieganie też by mi wyszło, gdybym zobaczyła w lesie dzika. Do lasu nigdy nie chodzę sama, bo mam w lesie zbyt bujną wyobraźnię. Mnie pewnie duch by dźgnął. ;-) Dziś do roli najlepszego zdjęcia nominuję kałużę. :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.