Bieganie, Relacje

10K Run Series Blachownia – relacja

Tomasz Markiewicz Blachownia finisz

Start w Blachowni, w ramach imprezy „10K Run Series Blachownia” wskoczył mi w grafik startów dość niespodziewanie. Szukałem „szybkiej dychy” bez szatańskich podbiegów – doradzono mi Blachownię – więc dołączyłem do biegowych przyjaciół, którzy mieli tam również wystartować.

Oczywiście, dla dobrego towarzystwa jestem w stanie jechać i do innego kraju pobiegać – czego ślady w relacjach biegowych na tym blogu znajdziecie bez problemu – choćby start w maratonie w >>>Wenecji<<< czy >>>Walencji<<<, o górskich biegach nie wspomnę – to dzięki Tomaszowi, który mnie na takowe wyprawy zabiera.

Tym razem jednak Tomasz wczasował się na końcu świata, więc pod Częstochowę, do Blachowni pojechałem sam (niecałe dwie godziny jazdy) – tak aby przed 8.00 odebrać pakiet i o 9:00 wystartować po życiówkę, łamiąc niepobite od dwóch lat 46:10 z nocnego biegu w Czerwionce Leszczynach. Ha, ha, tak mi się rzecz jasna wydawało…

Swoją drogą to trzeba mieć zdrowo nahopsane do głowy, żeby w niedzielę o piątej rano, zamiast chrapać, to zrywać się, aby jechać pod Częstochowę pobiegać niecałe pięćdziesiąt minut, prawda?

Parking, biuro zawodów, rozgrzewka

Od momentu zapisów byłem pod ogromnym pozytywnym wrażeniem profesjonalizmu organizacyjnego. Kilka dni przed startem uczestnicy otrzymali mail z wszelkimi możliwymi danymi, informacjami i szczegółami – gdzie parkować, dokąd udać się po pakiet, ile będzie punktów nawodnień – rewelacja. Naprawdę pozostało mi tylko wsiąść do auta i nastawić nawigację na parking na targowisku w Blachowni.

Tu jeszcze warto wspomnieć, że bieg na 10km był de facto imprezą towarzyszącą dla zawodów triathlonowych, my startowaliśmy o godzinie 9:00, triathloniści około południa.

Przed 8:00 meldowałem się na parkingu, już dość zapełnionym. Miałem ze sobą wydrukowany formularz, o który prosili organizatorzy, no i udałem się do biura zawodów odebrać pakiet.

Przed startem 10K Run Series Blachownia

Wszędzie wokół trwała spokojna krzątanina organizacyjna, przebierali się biegacze i relaksowali się triathloniści.

Biuro zawodów 10K Run Series Blachownia

Z tego namiotu odebrałem pakiet, po prawej były wywieszone listy startowe oraz wszelkie inne „ogłoszenia duszpasterskie”.

Firma BEKO rozkładała prześmieszną strefę relaksu, już godzinkę później z
dmuchańca” śmigały dzieciaki, wyskakujące przez otwór pralki. Kusiło mnie, żeby spytać rodziców czy dzieciaki wylatują wyprane i pachnące…

strefa relaksu BEKO 10K Run Series Blachownia

W pakiecie startowym dla biegaczy znalazł się zwrotny czip do umocowania na lewej kostce, agrafki do mocowania numeru i sam numer startowy – plus kilka kartek reklamowych. Bardzo fajny, minimalistyczny pakiet – kto chciał, mógł dokupić sobie koszulkę.

Wróciłem do auta przebrać się, przez chwilkę porozmawiałem ze strażakami, którzy podłączali do hydrantu wąż strażacki – nim doprowadzano wodę do kurtyn wodnych zlokalizowanych kilkadziesiąt metrów dalej. Jak się okazało później – kurtyny były tylko dla triathlonistów, ich trasa biegu była inna, niż nasza.

Zdzwoniłem się z Tomaszem M. i Sebastianem, szybko spotkałem też Piotra i Zbyszka – wszystkich nas trenuje Kamil, czyli FizjoFunk.

Ta część biegu jest jedną z najprzyjemniejszych – emocje rosną, ale rozkręcają się też rozmowy i heheszki… Sebastian, najszybszy z nas, zagonił nas do rundy rozgrzewkowej – cóż, trzeba to trzeba… Nie omieszkałem skomentować jego skąpej opalenizny (biega zbyt szybko, żeby promienie słoneczne go doganiały), jak i osmalone brzegi koszulki (krawędzie natarcia powietrza, które nie nadąża się przed nim rozstępować).

Upał i sinice zmorą triathlonistów

Słońce tymczasem słało nam swoje ogniste pozdrowienia, robiło się upalnie i duszno – tętno przy tempie 5:30 min/km wyskakiwało powyżej 150 ud/min, czyli niedobrze… Gdy zatrzymałem się po rundce rozgrzewkowej, poczułem na całym ciele charakterystyczne mrowienie – to organizm włączał drugi bieg chłodzenia, cóż… Upał… Blachownia… To ma sens ta nazwa…

słońce i upał 10K Run Series Blachownia


A propos upału – tuż obok znajdowało się jezioro, w którym mieli pływać triathloniści – niestety okazało się, że z racji obawy o sinice i bakterie z triathlonu zrobił się duathlon, bo w wodzie pojawiły się zazielenienia. Wcześniejsze badania wody ich nie wykazały, ale sobotni upał i bezwietrzna pogoda na tyle podniosły ryzyko rozwoju sinic, że pływanie odwołano zamieniając je na dodatkowy odcinek biegu.

Jak później wyczytałem w internecie, organizatorzy mieli słuszny powód do obaw, część z uczestników zawodów rozgrywanych dwa tygodnie wcześniej, w Piasecznie, zatruło się wodą, w której były i sinice, i w której wykryto bakterie coli oraz enterokoki ( >>>artykuł źródłowy<<<).


Jeszcze wspólna fotka przed startem…

Zwróćcie uwagę na numer startowy Piotra. Dzień wcześniej śmiałem się z liczby kilometrów przejechanych autem…

…tu liczba „666” objawiła się ponownie w całej szatańskiej krasie.

Numer 666 10K Run Series Blachownia

Start!

Ustawialiśmy się powoli na linii startu… Schłodziłem głowę, czapkę i buffa wodą, to taki mój tradycyjny sposób na bieg w upale. Spiker informował, że w rywalizacji weźmie udział 110 osób, więc celem było „wejście do pierwszej setki”. Heheszki heheszkami, ale bieg zapowiadał się na bardzo kameralny – dobrze, że rozgrywany był na dwóch pięciokilometrowych (i atestowanych) pętlach – inaczej bym się w samotności zgubił. Stanąłem w drugim rzędzie startujących, jakoś miałem przeczucie, że będę szybko biegł…

fot. (Startlist.pl)

Huknął wystrzał, ruszyliśmy, wraz z Tomaszem M., do walki z upałem. Przed nami pognał Sebastian oraz Piotr, odrobinkę za nami biegł Zbyszek.

Start, jak to zwykle bywa, wbił nas w zbyt szybkie tempo, planowo miałem pobiec trzy kilometry w tempie 4:45 min/km, później w zależności od tempa zadecydować co dalej. Pierwsze kilometry ustaliły tempo  4:41, 4:44, 4:42 min/km. Na końcu odcinka 2,5 kilometrowego był nawrót, którego pilnował sędzia (!) oraz gdzie mieścił się wodopój. Sędzia miał czerwoną chorągiewkę którą wskazywał kierunek nawrotu. Przy okazji zapewniał nas, że świetnie wyglądamy i może byśmy przyspieszyli. Jasne, się robi panie kierowniku!

Sama trasa była prosta, z podbiegiem pośrodku, z czego może kilkaset metrów było ocienionych. Tyle tylko, że na odcinkach odkrytych chwilami czuć było powiewy wiatru, las odcinał ruch powietrza – sam nie wiem która część była przyjemniejsza do biegu.

fot. Startlist.pl (Czy ja się zawsze na fotkach muszę śmiać podczas biegu?)

Koniec pierwszego kółka przyniósł spore zaskoczenie – brak punktu nawadniającego, a przecież spiker wspominał, że takie będą na każdym kółku DWA!

Miałem to szczęście, że pociągnąłem kilka łyków wody na pierwszym punkcie i przebiegnięcie połowy pętli do kolejnego wodopoju nie stanowiło żadnego wyzwania, ale za plecami słyszałem, że biegacze prosili kibiców o wodę.

Upał narastał, niemal czułem na skórze fizyczny nacisk słońca, asfalt oddawał gorąco, do nawrotu na 7,5km dobiegłem już nieźle wkurzony upałem. Na życiówkę nie było żadnych szans, siódmy i ósmy kilometr był męką – tempo biegu spadło, miałem wrażenie, że już za kilka chwil zaczną mnie wyprzedzać lokalne ślimaki.

Uparty finisz dżentelmena

A jednak nogi uparcie mieliły rozgrzany asfalt, widzieliśmy biegaczy po drugiej stronie trasy, którzy dziarsko maszerowali na końcu stawki, tymczasem nam zostały ostatnie dwa kilometry, mocne kilometry!

Do nawrotu na ostatnim okrążeniu przede mną biegła jedna z nielicznych dziewczyn (jak sprawdziłem później w klasyfikacji – była to Joanna), która ostro walczyła z upałem i oddechem. Moją pogoń uwiecznił nawet fotograf Startlist.pl

fot. Startlist.pl

Po nawrocie udało mi ją odrobinę wyprzedzić – na tyle, że nie słyszałem jej zmęczonego oddechu. Na ostatnim kilometrze przyspieszyłem na tyle, na ile byłem w stanie wygospodarować rezerwy mocy z organizmu, który robił wszystko, aby coś zrobić z absorbowanym ciepłem.

Stawka biegowa była rozcięgnięta bardzo szeroko – poprzedzający mnie zawodnik miał dobre 10 sekund przewagi nade mną, nawet nie miałem co marzyć o skasowaniu go przed metą.

Ktoś się jednak zbliżał do moich pleców, jak się pewno domyślacie, to doganiała mnie Joanna… Przed zakrętem na ostatnią prostą do mety ktoś krzyknął jej, że jest trzecia w kategorii open i zachęcił do mocniejszego finiszu… A ona jeszcze przyspieszyła – zrównując się ze mną. Zerknąłem za siebie – za nami na odcinku dobrych kilkudziesięciu metrów nie było nikogo, co szybko przekazałem Joannie, że finisz finiszem, ale meta jest już jej, nikt jej nie odbierze podium…

I tu trafiłem na tradycyjny dylemat finiszowy – czy jak ostatni prostak mam wbić się na metę przed kobietą – czy też, jako domniemany dżentelmen, ostatnie metry być być krok za biegaczką?

Uwierzcie mi, że jakiekolwiek rozmyślania finiszowe, przy tętnie łupiącym trzy razy na sekundę, urastają do przemyśleń filozoficznych.

Decyzję uprościł jeden z kibiców na zakręcie, który krzyknął, że mam puścić kobietę przodem, bo inaczej dżentelmenowi nie uchodzi. Tak też zrobiłem krzycząc, żeby się uśmiechnęła, widziałem już obiektywy aparatów wycelowanych we wbiegających na metę. Wszyscy biegacze wiedzą, że na mecie się umiera – właśnie dlatego warto się wtedy szeroko uśmiechać.

Wbiegaliśmy po niebieskim dywanie – tak to wyglądało w obiektywie fotografa Startlist.pl.

fot. Startlist.pl

I też wbiegłem na metę ciesząc się, że dobiegłem wymęczony, ale wciąż mając kontakt z rzeczywistością… Inna rzecz, że gdyby ktoś mnie zapytał po biegu, jak długi jest ten niebieski odcinek – bez wahania powiedziałbym, że kilka-kilkanaście metrów. Dziwne, prawda? Ale wróćmy do finiszu…

Fajnie to wygląda na wynikach, oboje mamy taki sam czas brutto (46 min. 16 sek.) ale Joanna ma lepszy czas netto – tak jak przypuszczałem – ja przekroczyłem po wystrzale linię startu chwilę szybciej, co meta jej oddała w czasie netto.

Schłodzenie…

Za linią mety czekał na mnie medal, oraz kolejne kubki wody dostarczanej przez wolontariuszy. Po kilku chwilach na linię mety wbiegł Tomasz M. oraz Zbyszek, czwarty w kategorii M50. Nasza ekipa była w komplecie – najlepszy z nas – Sebastian – wywalczył szóste miejsce i pierwsze w naszej kategorii M40 – 37:59!

Tomasz finiszuje 10K Run Series Blachownia

Na zdjęciu tytułowym finisz Tomka M. – w tle widać ten niebieski, końcowy dywan.

Bieg wygrał Kacper Piech (37:19), a pierwszą kobietą była Karolina Kwapisz (44:33). Na mecie sklasyfikowano ostatecznie 93 zawodników.

>>> Pełne wyniki 10K Run Series Blachownia 2018 <<<

Ale to nie był koniec przygód…

Jak dzieci bawiliśmy się chłodząc w basenie za linią mety.

schłodzenie po 10K Run Series Blachownia

Rzuciliśmy się też na izotoniki… Z nieodległego od mety baru porwaliśmy ostatnie trzy egzemplarze. Jako kierowcy oczywiście nie mogliśmy sobie pozwolić na wersję z promilami.  Pobiegowe rozmowy biegaczy to są te bezcenne momenty, w których spotyka się kilku facetów i rozmawia niekoniecznie o piłce kopanej czy samochodach.

Lech free 10K Run Series Blachownia

Rzut oka na park rowerowy triathlonistów…

park rowerów 10K Run Series Blachownia

Sebastian został udekorowany i jego półka z trofeami biegowymi wzbogaciła się :)

Sebastian na podium Blachownia 2018

(fot. Tomasz Markiewicz)

I czas na powrót.


Choć to zupełnie inna historia – wracałem przez katowicki sklep IKEA, w którym w okolicach wind ujrzałem Wojtka z Grupy Biegowej Luxtorpeda z Czerwionki Leszczyn, który ubrany był w koszulkę ubiegłorocznego Wings for Life. Czyli nie tylko ja lubię na co dzień nosić koszulki biegowe (ja akurat byłem w koszulce z Półmaratonu Dąbrowskiego).


10K Run Series Blachownia od niedzieli będzie mi się kojarzyła z upałem, świetną organizacją, z trasą dobrą do bicia rekordów życiowych – pod warunkiem, że będzie odrobinę chłodniej, rzecz jasna.

Dziękuję wolontariuszom za każdy kubek wody i dobre słowo na trasie, za doping i, kto wie – do zobaczenia za rok?

Zdjęcia 10K Run Series Blachownia

Jeszcze warto wspomnieć, że organizator udostępnił możliwość zakupu zdjęć robionych podczas zawodów, polecam tę opcję, gdyż za 15 złotych otrzymujemy pakiet wszystkich zdjęć, na których zostaliśmy rozpoznani.
Pełne info pod >>tym linkiem<<<


Jeżeli spodobał Ci się ten tekst, lub jeśli masz do niego uwagi – zapraszam na fanpage bloga – zostaw komentarz, polub profil lub napisz do mnie prywatną wiadomość.  To zawsze mnie motywuje do pisania kolejnych tekstów.

Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz tekst dalej, korzystając z którejś z poniższych ikonek. 


4 Comments

  1. Joanna

    Świetna relacja :-) Dziękuję dżentelmenie i Gratuluję!!! ;-)

    • Dzięki! To ja Tobie gratuluję podium :), podziwiam w tym upale Twoją wytrwałość, walczyłaś o każdą sekundę! :)

  2. Magda Czernicka

    brawo Paweł, iście szarmancki finisz, to rzadka sprawa w tych casach pogoni za każdą sekundą :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén