Bieganie, Gościnnie, Relacje

5. Górska Pętla UBS 12:12 – relacja


Dwa tygodnie po Zimowym Janosiku stanąłem na starcie organizowanego przez Ultra Beskid Sport biegu Górska Pętla UBS 12:12. Zawody rozgrywane są w Brennej, na trudnej 16 km pętli z przewyższeniem około 800 m.  Jest to bieg 12 godzinny, w którym można wystartować indywidualnie lub w dwuosobowym teamie. Polega na pokonaniu jak największej ilości pętli w jak najkrótszym czasie.

Wspólnie z Bartkiem postanowiliśmy założyć team „Duet Biegowy Chmiel Krajowy”, którego nazwa pochodziła od naszych nazwisk. Założyliśmy, że Bartek pobiegnie zmianę 1 i 3, ja 2 i 4, a potem zobaczymy co będzie.

Trasę znaliśmy z przeprowadzonego na niej w styczniu treningu. Wiedzie ona z Centrum Brennej przez dolinę Hołcyny, na Hale Jaworową, następnie na Kotarz, Grabową i Stary Groń, skąd zbiega się z powrotem do Brennej.

trasa Górskie Pętli UBS Profil górskiej pętli UBS


Przed startem

Przed 12:00 spotkaliśmy się z Bartkiem w Brennej i w Hotelu Kotarz Welness&Spa odebraliśmy nasze numery startowe.

hotel Kotarz Welness SPA

Następnie udaliśmy się do miejsca naszego stacjonowania podczas zawodów, a więc do oddalonego 700 m od startu pensjonatu. Po szybkim rozpakowaniu, o 12:30 zameldowaliśmy się na odprawie zawodników w pobliskiej hali sportowej.  Tam spotkaliśmy wiele znajomych twarzy, między innymi Sylwię ze Sławkiem, Urszulę, Damiana oraz wielu biegaczy z żorskiego HRMax.

biuro zawodów Górskiej Pętli UBS

Później szybka kawka i udaliśmy się na rozgrzewkę. To znaczy rozgrzewał się Bartek, bo mój start miał być za około 2 godziny. Było zimno, ale słonecznie, z tego co widziałem -11 stopni w centrum Brennej.

przed startem Górskiej Pętli UBS

W bojowym nastroju Bartek ustawił się w stawce, a ja poszedłem uwiecznić moment startu na zdjęciu.

Tomasz i Bartek Górska Pętla UBS start Górskiej Pętli UBS


W oczekiwaniu na swoją kolej

Po starcie ogrzałem się chwilę przy palącym się w okolicy startu ognisku i pospacerowałem do pokoju.

ognisko Górska Pętla UBS

Przygotowałem biegowy ekwipunek oraz nasze „narzędzia tortur”, które miały nam pomóc w regeneracji pomiędzy pętlami. Ubrań miałem dwa osobne komplety,  oddzielny na każdą z pętli.

ekwipunek na Górską Pętlę UBS rolowanie rolki dla biegaczy

Po około 1,5 godziny od startu Barek zameldował się telefonicznie spod wieży widokowej na Starym Groniu. To był znak, że pozostało mu około 25 min zbiegu, zatem musiałem szykować się do wyjścia. Bartek przekazał, że trasa jest OK, ale głęboki śnieg na Hali Jaworowej.

fot. Krzysztof Krzempek


Moja pierwsza pętla

Przed starem pożarłem jeszcze grilowaną kiełbasę i byłem gotowy do walki.

Tomasz przed startem Górskiej Pętli UBS

Wkrótce z czasem 2:06 przybiegł Bartek. Dałem mu ciepłą kurtkę w której przyszedłem na start i klucze do samochodu. Postanowiliśmy, że aby nie tracić energii będziemy na zmianę dojeżdżać na kolejne pętle.

Ruszyłem z zapałem dokładnie o 15:40, zapowiadała się super przygoda. Dość szybko dogoniłem grupę biegaczy przed sobą i czułem, że nogi po Janosiku są mocne. Było zimno, ale przyjemnie, trasa była dobrze ubita. Nic tylko biec i podchodzić na zmianę i rozkoszować się widokami.  Zwłaszcza tymi na Hali Jaworowej, gdzie kolejne metry pokonywało się wyjątkowo trudno.

bieganie w zimie bieganie w śniegu bieganie w śniegu Tomasz na trasie Górskiej Petli UBS

Po minutowym postoju na herbatę na Grabowej, przy zachodzie słońca zameldowałem się Bartkowi ze Starego Gronia.

widoki Górska Pętla UBS

Zaczęły się zbiegi, które szły mi wyjątkowo dobrze. Chyba już przestanę marudzić, że nie potrafię zbiegać. Na śniegu łatwiej się tego nauczyć i tym razem to ja mijałem innych.  Z czasem około 1:54 byłem na mecie. Wymiana kurtki z Bartkiem, bojowy okrzyk i pobiegł! A ja posiliłem się gorącymi bananami z czekoladą, izo i herbatą.


2 godziny regeneracji i znów start

Po powrocie do pokoju od razu wziąłem prysznic. Potem duża porcja makaronu, rolowanie i… wskoczyłem do łóżka. Przedziwne przeżycie, niby po biegu, a przed biegiem. Nawet udało mi się chwile zdrzemnąć. Około 19:15 zadzwonił Bartek, żeby mnie uprzedzić, że biegnie wolniej bo warunki są trudniejsze, większy mróz, a i sił mniej niż na pierwszej pętli.

Po dwóch godzinach odpoczynku znów pojechałem na start. Ubranie, poza kurtką, zewnętrzną bluzą i butami, było inne. Buty zdążyły podeschnąć. O 19:56 pojawił się Bartek z czasem drugiej pętli 2:19.  Wymiana paru zdań, bojowy okrzyk i z włączoną czołówką ruszyłem.

fot. Grzegorz Pastwa

Od razu czułem, że temperatura odczuwalna jest dużo niższa, niż w chwilach gdy świeciło słońce. Pierwsze 2 km wiedzie jednak asfaltem, lekko pod górę i zdążyłem się rozgrzać. Chwilę potem skręciłem w las i pierwszy raz w życiu przyszło mi biec w górach w nocy. Śnieg pomaga, bo światło czołówki mocno rozświetla trasę. Od czasu do czasu można było spotkać się z innym zawodnikiem, co pozwalało nie czuć się zupełnie samotnie.

bieganie w nocy w górachbieganie w nocy z czołówką

Zupełnie nie miałem pojęcia gdzie jesteśmy w stawce biegnących duetów. Próbowałem trzymać tempo z pierwszej pętli, ale już po 3 km byłem prawie 2 minuty wolniejszy. Było mi coraz zimniej. Mięśnie nie były tak swobodne jak po południu. Starałem się nie myśleć ile przede mną, tylko brnąć do przodu.

Zapał mi jakoś opadł, nie czułem się dobrze z tym, że już czuję się zmarznięty, a przede mną prawie 2 godziny trasy. Największy kryzys przyszedł na Hali Jaworowej. Poczułem, że przemarzam, było mi bardzo zimno w dłonie, a ten odcinek dłużył się bardzo. Postanowiłem się zatrzymać i wyciągnąć baton energetyczny. Jednak idący za mną parę kroków zawodnik krzyknął do mnie „Nie tutaj! Strasznie pizga, nie ma żartów, zjemy w lesie!”. Fakt, wiało. Nie wiem jaka była temperatura odczuwalna, szacowałem, że -20 lub zimniej. Wiem jednak, że nigdy w takiej na zawodach ani na treningu nie byłem. Mimo to zrobiłem fotkę w tył.

Nie ukrywam, że pojawiły się jakieś czarne myśli. Czułem dreszcze, a las zbliżał się powoli. W końcu jednak skończyła się hala i zgrabiałymi rękami wyciągnąłem baton. Założyłem też drugie dodatkowe rękawiczki. Byliśmy na wysokości 900 m. Do chaty na Grabowej zostało niecałe 2 km.  Zrobiło się płasko, można było przyśpieszyć. Niestety czułem, że mróz wyssał ze mnie całą energię. Nogi przebierały, ale nie myślałem już o czasie. W tamtym momencie było mi wszystko jedno jak długo biegnę. Szczerze mówiąc wszedłem w tryb „uciekaj albo giń” :-) Myślałem tylko o ciepłym pomieszczeniu w chacie, do której w końcu udało mi się dobiec.

Ominąłem stanowisko z herbatą, bo myślałem tylko o tym żeby znaleźć się w ciepłym pomieszczeniu. W środku byli ratownicy medyczni i jeszcze ze 3 osoby. Zamówiłem sobie dużą białą kawę, kupiłem 2 drożdżówki i przyniosłem herbatę.

Zrzuciłem z siebie 4 warstwy kompletnie mokrego ubrania i ogrzewałem się, chyba przy kominku. Nie pamiętam na pewno czy był tam kominek. Ale było ciepło. Zadzwoniłem do Bartka, powiedziałem że muszę się ogrzać bo inaczej nie pobiegnę dalej.

Myślałem co zrobić. Nie miałem już zapasowego ubrania. Miałem założone 2 pary skarpet, 2 czapki, 2 pary rękawiczek, 2 pary bokserek pod leginsami z shieldem i 5 warstw ubrania u góry. Tyle że…. wszystko mokre.

I wtedy mnie olśniło! Mam coś jeszcze! Mam folię NRC. W końcu po to jest by trzymać ciepło. Nieraz nosiłem ją ze sobą w górach, teraz postanowiłem użyć. Czas mijał, a ja próbowałem owinąć się folią zanim założę bluzę i kurtkę. Musiało to wyglądać zabawnie gdy tak motałem się na środku chaty. W końcu jednak jakoś się ubrałem, folia szeleściła przy każdym ruchu. Miałem przed sobą jeszcze 7 km, z czego 3 ostatnie już w dół. Wyszedłem przed chatę, chciałem wypić jeszcze jedną herbatę z cukrem, była jednak gorąca, a ja czułem, że jeśli minutę postoję w miejscu to mokre ubrania na mnie zamarzną. A chwile później ja. Pobiegłem na czarny szlak. Przede mną majaczyły dwie czołówki, dogoniłem tych zawodników, dalej było mi zimno, ale gorące napoje i drożdżówki podniosły morale.

Nie dzwoniłem już do Bartka. Po pierwsze trochę było mi wstyd, że straciłem w chacie kilkanaście minut, a po drugie myśl, że mam ściągnąć rękawiczki była zaporą nie do przejścia. Pojawiła się wreszcie wieża na Starym Groniu, pomyślałem, że jeszcze chwila i zaczną się zbiegi. I wtedy poczułem coś co mnie zaskoczyło. Zaczęło mi się robić ciepło. Wszędzie tam gdzie była folia, a więc prawie na całym tułowiu zacząłem czuć ciepło! Co za genialne urządzenie! Takie proste, a takie skuteczne. I wtedy już wiedziałem, że w takiej folii, lub jakiejś inne nieprzemakalnej i trzymającej ciepło warstwie powinienem biec od początku. Wtedy ta druga pętla nie byłaby taką walkę o energię.

Na zbiegach było już całkiem nieźle. Wiedziałem już, że za kilkanaście minut będę na mecie. Myślałem o… gorącym prysznicu. Za mostkiem w dolinie czekał na mnie Bartek. Ucieszył się na mój widok i towarzyszył, ścigając się ze mną na finiszowych metrach. Skończyłem pętle z tragicznym czasem 2:38 ale w tamtym momencie liczyło się tylko to, że jestem na dole. Czułem, że mam zamarznięte rzęsy :-)

Bartek chciał mnie szybko nakarmić, ale ja czułem w brzuchu zimną kulkę. Zameldowaliśmy, że nasz duet na tym poprzestanie, bo żadnemu z nas nie było w głowie biec piątej pętli. Odebraliśmy medale.


Wieczór po biegu

Po kwadransie byliśmy już w pensjonacie. Ja w jakimś dziwnym stanie pomiędzy euforią, że jakoś dobiegłem, a dramatycznym brakiem energii. Na szczęście mający za sobą 2 godziny odpoczynku Bartek zachował trzeźwość umysłu i szybko mną zarządził. Wysłał mnie pod prysznic, a sam przyniósł z dołu kufel gorącej herbaty z cytryną, zupę pomidorową z ryżem i… dwie szklaneczki whisky.

Rzuciłem się na to wszystko. Nie wiem co można pomyśleć o przepijaniu pomidorowej whisky, ale tego wieczoru nic nie było takie jak zwykle.

Kilkanaście minut później wypiliśmy jeszcze po piwie i zaczęliśmy wspominać ten bieg. Wiedzieliśmy jedno, że coś takiego przydarzyło nam się pierwszy raz i że z pewnością zapamiętamy to do końca życia. Nigdy nie było mi tak zimno!

Przygoda była przednia, z jakąś tam nutką ryzyka. Zawody jako całość bardzo dobrze zorganizowane, dbali o nas wszędzie, w obu punktach żywieniowych jakie były w okolicach startu/mety.

posiłek regeneracyjny dla biegaczy

A teraz fotka z pamiątkami z biegu i… z moją bohaterką drugiej pętli czyli folią NRC. Pamiętajcie, zawsze bierzcie ją na bieganie w górach, zwłaszcza zimą!

medal górska pętla UBS


 

Nasz łączny czas wg nieoficjalnych jeszcze wyników wyniósł 8:59:53. Wg wyników łącznych nieoficjalnych (sztafety różnych rodzajów i zawodnicy indywidualni) jesteśmy na 54 miejscu (na 226 wszystkich startujących), a 29 wśród 32 męskich sztafet. Byłoby lepiej gdybym nie zamarzł na 4-tej zmianie :-)

A na koniec zapraszam na super film zrobiony przez Szczytografia.pl !

Na filmie Barek – 1:02 w pięknym skoku, ja 1:49 pod górkę i 3:40 po ciemku na mostku :-)


4 Comments

  1. mgr inż. Anioł

    No staraliśmy się nie objadać :) Choć powiem Ci, że przed startem na pierwszą pętlę wciąłem 2 kiełbasy prosto z rożna, na co niektórzy patrzeli ze zgrozą :)

  2. Urszula Menżyk

    Super relacja, dokładnie oddaje tamten klimat :) Gratulacje dla Was obu za walkę z czasem i z samym sobą :)

    • Urszula Menżyk

      No i w tym mrozie spędziłam trochę więcej czasu bo aż 6 godzin i 46 minut, ale to moja wina za wolno biegam ;)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén