7. Bieg o Breńskie Kierpce — ten bieg musisz przebiec!


Bieg o Breńskie Kierpce to wyjątkowej „miodności” bieg, aż dziwne, że wcześniej w nim nie startowałem. Do wpisania się na listę zachęcił mnie Mariusz, a ja chytrze namówiłem do startu Wiesława, zapewniając sobie znakomite biegowe towarzystwo na czas godzinnego dojazdu oraz powrotu.


Choć do Brennej dojechaliśmy na dwie godziny przed startem, zaparkowaliśmy z niejakim trudem. Krótka wycieczka pod amfiteatr po pakiet i voila — lista zdobyczy jest na zdjęciu tytułowym. Koszulka, opaska z Attiq, żelki energetyczne z ALE, napoje, informacje papierowe i bon na posiłek po biegu — o którym jeszcze napiszę akapit, bo pomysł jest pierwszej wody.

Mieliśmy sporo czasu przed startem, czas miło i szybko minął na pogaduchach z Wiesławem oraz Mariuszem, który dołączył do naszego biegowego trio spod znaku Fizjofunk.

Miłe złego początki, jeszcze tu nikogo nie ma

Za dobry znak uznałem znalezienie 50 groszy, widać w dobie świadczeń „plus”, po takie nominały już niektórym nie warto się schylać.

Biegowa moda

Jeszcze słówko o wyposażeniu, które zabrałem na trasę. Część osób brało plecaki z camelbakami, ja założyłem tylko pas biegowy z Attiq, bardzo go lubię z racji głębokich kieszeni oraz uchwytów na numer startowy. W środku miałem telefon, w tylnej części pasa — w 3/4 wypełniony wodą softflask 250ml, który po raz kolejny spłatał mi psikusa, powolutku rozładowując swoją wodną zawartość na trasie… Koszulka bez rękawów, krótkie spodenki, żółta czapka oraz buty Kalenji XT7, które zamierzałem sprawdzić w górach, to był ich startowy debiut.

Rozgrzewka

Czas najwyższy na rozgrzewkę, tu — zgodnie z radą trenera — podszedłem do tematu poważnie, zaliczając nawet kilka próbnych podbiegów. Było ciepło, choć nie tak, jak w poprzednich edycjach. Na trasie miało być 20-25 stopni, ale przed startem z nieba lał się ukrop…

Przygotowania do startu

Na kwadrans przed startem spotkałem Tomasza z Rybnickiej Grupy Biegowej, który streścił szybko przebieg trasy, podkreślając, że dziś będzie fajniej, bo jest chłodniej niż zwykle, no i będzie wiał wiatr z dobrej strony na górze (skąd on to wiedział?!).

Oczywiście znajomych na liście startowej było wielu więcej, Iza i Artur z „Radlinioków w biegu”, Usia z GB Luxtorpedy, Andrzej oraz Adam, który w biegu startował już czwarty raz.

Start i podejście

Źle stanąłem przed startem, choć żeby zająć dobrą pozycję pewno bym musiał zająć miejscówkę na kwadrans przed jedenastą. Fala startujących wyniosła mnie za linię startu i … zatrzymaliśmy się. Szwankowała przepustowość na pierwszych setkach metrów. Do nawrotu na mostku bieg był truchtaniem, później nastąpił czas wyprzedzania. Aż do trzeciego kilometra, za którym zaczęło się podejście.

Podejścia mają to do siebie, że należy pod nie podchodzić, a nie podbiegać. Szczególnie gdy się jest zwykłym biegaczem nizinnym i do tego asfaltowym. Grzecznie podchodziłem więc pod kolejne wypiętrzenia i podejścia — tętno było wysokie, a ja raz żwawiej, raz spokojniej drapałem się do góry.

Podejście dawało w kość konkretnie

Gdy tylko robiło się płasko, podbiegałem — to fajnie niwelowało monotonię pracy mięśni nóg.

Ku mojemu zdziwieniu dognałem Adama, o którym wspominałem, że biegł tu już czwarty raz. Ten start traktował na luzie, z ogromną przyjemnością mu towarzyszyłem, bo trasę i lokalizacje punktów wodnych znał wybornie. Pogadaliśmy sobie o życiówkach na płaskich trasach, o planach startowych, o podejściu do biegania.

Wciąż podchodziliśmy wyżej i wyżej, z rzadka podbiegając.

Gdy wybiegliśmy z lasu, ruszyliśmy szybciej, porywy wiatru szarpały numerami startowymi, przez chwilę mieliśmy ulotne wrażenie, że pada deszcz?

Później zaczęło się zbieganie. Świetnie się bawiłem skacząc, zygzakując, buty trzymały się trasy jak zaklęte, amortyzując mocniejsze spotkania z kamieniami. Przez całą trasę ani razu się w nich nie poślizgnąłem, choć nie powiem, testowałem bieganie całą szerokością trasy.

Lasu jakby mniej

Przez dwa kilometry mogłem fajnie się rozpędzić, średnia z najszybszego kilometra to 4:24 min/km, natomiast trzeci kilometr zajął mi… 13,5 minuty!

Oznaczenie trasy i doping

Trasa była oznaczona perfekcyjnie. W każdym ewentualnie wątpliwym rozgałęzieniu stał wolontariusz.
A jeśli chodzi o doping, to był niesamowity — trudno tu użyć innego słowa. Taki doping rzadko się zdarza na biegach płaskich, nawet w centrach miast.

Przeżyłem też moment zaskoczenia, gdy w pewnej chwili usłyszałem imienny doping, już miałem się rozejrzeć, czy obok biegnie inny Paweł, gdy dopingującym okazał się kolejny z zaprzyjaźnionych biegaczy „Rybnickiej Grupy Biegowej” — Zibi. Dlaczego sam nie startował, tylko wybrał górską wędrówkę, dalibóg nie wiem. Ale było to bardzo miłe spotkanie.

Jedno z ostatnich podejść

Podchodząc i gdy wolniej biegłem, mijanym turystom mówiłem „dzień dobry”, to taki sympatyczny górski zwyczaj. Ale było wiele miejsc, w których turyści stali i dopingowali z całej mocy gardeł! Największą radochę miały dzieciaki, które przybijały piątki, stały i śmiały się w głos do biegaczy — czegoś takiego to ja jeszcze w mojej pięcioletniej „karierze” biegowej nie widziałem…

Finisz

No to czas na ostatnie zbieganko…

Finisz biegu to coś, co warto obejrzeć z dołu i przeżyć zbiegając. Moja fotka nie oddaje nachylenia stoku. Oczywiście Adam pognał na łeb na szyję, ja dość dostojnie truchtałem zygzakami. Gdy dotarłem na „poziom zero”, do mety został jeszcze ponad kilometr. I dopiero tu poczułem trudy biegania po górkach — prędkości już nie miałem, a na metę wpadłem konkretnie sponiewierany, może dlatego, że jeszcze starałem się walczyć o ostatnie sekundy na ostatnich metrach…

Numer startowy i medal

Za linią mety czekał już medal, Mariusz i woda. Widząc mój stan wyczerpania, w kilku męskich konkretnych słowach określił, jak wyglądam. Końcówka biegu wyciągnęła ze mnie siły życiowe, po górach z chęcią bym jeszcze pohasał, ale płaski finisz wyzerował moje akumulatory do cna.

Posiłek

Każdy z biegaczy w pakiecie otrzymał kupon na posiłek o wartości 10 złotych. Ale okazało się, że ten bon można zrealizować nie, jak to ma miejsce w większości biegów w JEDNYM punkcie, ale we wszystkich okolicznych jadłodajniach.

Kłaniam się nisko temu, kto wymyślił takie rozwiązanie — dzięki niemu ja sobie z przyjemnością skonsumowałem piętrową porcję lodów z zimnym napojem, Wiesław schrupał zapiekankę, a inni biegacze raczyli się kiełbaskami zapijanymi izotonikami na bazie chmielu. Z drugiej strony jest to świetny przykład na włączenie lokalnych przedsiębiorców w organizację biegu. Klient wybiera, co chce, ewentualnie dopłaca, a ma szeroki wybór.

A po biegu poszedłem nad rzekę, z przyjemnością chłodząc stopy w chłodnym nurcie i obserwując przyrodę wokół…

Co to jest, zimne i mokre i dobrze chłodzi? Nieee, nie jest to piwo…
Niebo niebieskie i las. I góry. I fajny bieg, czego więcej trzeba?

Podsumowanie Biegu o Breńskie Kierpce

Poniżej znajdziecie link do wyników biegu. Ja zakończyłem rywalizację na 201 miejscu, Adam wyprzedził mnie o ok. 45 sekund, Mariusz o 2,5 minuty a Wiesław o prawie 7 minut.
Na trasie bawiłem się świetnie, ciesząc się pięknem przyrody i doborowym towarzystwem wokół.

Samo bieganie przyniosło satysfakcję, były odcinki płaskie, było zbieganie, było skakanie po kamieniach i miejscami można było się konkretnie rozpędzić. Cały dystans zostawiłby odrobinę niedosytu, gdyby nie płaska końcówka, która mnie dała najmocniej w kość.

Bardzo mocno zastanawiam się nad moim dalszym bieganiem, leśna i górska strona biegania przyciąga coraz mocniej, przykład Tomasza, który prawie zupełnie przesiadł się na trasy górskie, kusi. Co przyniosą kolejne starty? Sam jestem ciekaw. Ale z uśmiechem patrzę w przyszłość, bieganie jest wspaniałym hobby, a górskie bieganie…

Ach, zapomniałem napisać, że w pakiecie startowym też był dyplom, który sobie oczywiście wypisałem.

Bieganie dyplomowane? Czemu nie!

Link do wyników biegu.


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. Zibi zbig pisze:

    Biegam w Rybnickiej Grupie Biegowej PĘDZIMY RAZEM” . Nie biegam , bo mam kontuzję. Ale cieszę się że mogłem tak wspaniałych biegaczy!

  1. 15 września 2019

    […] Wiesława nie miałem szans dopaść, choć obiektywnie pisząc, przynajmniej mi nie zwiał zbyt daleko, jak to uczynił podczas Biegu o Breńskie Kierpce. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.