Bieganie, Relacje

7. Bieg po Moczkę i Makówki — relacja

7. Bieg po moczkę i makówki - relacja

Przyznaję się, że w tym roku chciałem zgrzeszyć lenistwem przed Świętami i nie wystartować w Biegu po Moczkę i Makówki. Przyczyn było kilka — brak Tomasza, jako współwygłupiacza (wzajemnie mocno nakręcamy się na start w Stanowicach), brak pomysłu na dobre przebranie (tzn. pomysłów miałem kilka, ale bardzo, bardzo pracochłonnych), no i wspomniane lenistwo.

I tak trwałem w mocnym postanowieniu grzeszenia, gdy delikatna sugestia mojej Małżonki sprawiła, że z głębokim westchnieniem, zwlekając do ostatniej sekundy przed zapisami, otwarłem stronę portalu i zapisałem się jako drugi na liście… W końcu Żona dobrze wiedziała, że jeśli się dobrze wybiegam przed Wigilią, to będę mniej marudził przez Święta. Mądre podejście, prawda?

Bieg po Moczkę i Makówki stanowi obecnie na Śląsku element obowiązkowy Świąt, na równi z Pasterką, Kevinem w Polsacie, no i z prezentami pod choinką. Tak więc po opłaceniu startu, poczułem się jakoś tak… świątecznie. Wszystko było na swoim miejscu, a głowa mogła pracować nad najistotniejszym elementem startu — przebraniem.

Tajemniczy pacemaker

W siódmej edycji Biegu po Moczkę i Makówki postanowiłem wcielić się w rolę samozwańczego pacemakera, czyli takiego biegacza, który biegnie na założony czas. Dzięki takim biegaczom pilnującym odpowiedniego tempa mamy szanse na bicie życiowych rekordów. To bardzo odpowiedzialna i trudna rola — ja się jeszcze nigdy jej nie podejmowałem, teraz była idealna pora na spróbowanie swoich sił.

Co potrzebowałem do przebrania?

  • jednego w miarę wybieganego biegacza (tu natrafił się niejaki Bookworm, który biega, jak biega, ale do mety zazwyczaj dociera w jednym kawałku);
  • baloników, na których pisze się rozmaite cyferki sugerujące, jaki czas biegacz zamierza osiągnąć na mecie;
  • dobrego zegarka biegowego;
  • innych oznaczeń wyróżniających biegacza z tłumu biegnących.

Baloniki napełnione helem zakupiłem w Rybniku, w pracowni przy ulicy Kościelnej, z ich usług korzystała ostatnio Inżynieria Biegania — czy można było otrzymać lepszą rekomendację? I tu natychmiast przekonałem się, jak podstępnymi bestiami są te baloniki. Od momentu wyjścia z pracowni każdy z balonów żył własnym życiem, próbując wybrać wolność. Gdybym ich mocno nie trzymał, przywiązanych do ramienia, to resztę piątkowego popołudnia spędziłbym na pogoni za trzema urwipołciami. Nawet gdy je grzecznie zapakowałem do bagażnika, gdzie wydawały się grzecznie leżeć, podmuch zamykanej klapy uwolnił je, ku mojemu przerażeniu…

Ostatecznie balony przywiozłem do domu w komplecie, nakleiłem na nie różne ciekawe numery i cyferki zapamiętane ze szkolnych ław (1410, 13, 2+2=4) i… wyniosłem je na strych. Otóż nasza najmłodsza kocia podopieczna uznała, że balony są jej, że stanowią najcudowniejszy cel polowań i że zaraz je dorwie. Wszystkie!

kot Sophie w locie
Lotokotka. Znacie taki gatunek?

Po przeanalizowaniu rozkładu mieszkania i posadowienia mebli doszliśmy do jedynego słusznego wniosku — nie ma takiego azylu, w którym balony spędziłyby spokojnie noc przed startem.

balony pacemakera
I tak sobie baloniki przezimowały noc na strychu

Kolejnym elementem ubioru był zegar i zegarki. Za pomocą misternej konstrukcji pasków i zatrzasków wymontowanych z pasa biegowego umocowałem ogromny zegar (dzięki Natalia!) na piersi. Na nadgarstki powędrowały cztery czasomierze, w tym dwa analogowe i dwa cyfrowe (Polar M400 oraz Geonaute).

Tik tak, tik tak…

Ostatnim elementem wieńczącym dzieło była klepsydra. Taka prawdziwa, ręcznie robiona, odliczająca czas. Wykonałem ją z dwóch plastikowych butelek, z przewierconymi i sklejonymi klejem na gorąco nakrętkami. Do środka trafił woreczek kaszy jaglanej. Całość przesypywała się dokładnie w 1 minutę i 56 sekund. Oczywiście klepsydra została wyskalowana na stanowicką gęstość smogu, wysokość nad poziomem morza. Byłem gotów do startu.

Dwa najistotniejsze rekwizyty pacemakera

Przed startem

Dzięki Wiesławowi, niestrudzonemu pszowskiemu biegaczowi, dla którego rok 2018 był rokiem debiutów w zawodach biegowych, do Stanowic nie jechałem sam. Niestety Wiesław nie zdążył zapisać się na pakiet startowy, ale postanowił sam sprawdzić atmosferę biegową, towarzysząc mi. Jego obecność bardzo ułatwiała mi start, mogłem oddać mu wszelkie klucze, dokumenty, taśmę klejącą, nożyczki — wszystko, co może być potrzebne do ratowania psującego się w ostatnim momencie stroju.

Po montażu baloników, zegarów i zegarków stałem się pacemakerem kompletnym. Pierwsze podmuchy wiatru po wyjściu z auta przetestowały wytrzymałość wstążki mocującej balony — ta siła wiatru w mojej ocenie gwarantowała zerwanie ich podczas pierwszych dziesięciu sekund od startu… Trudno… Do „ścianki” i oficjalnej fotki musiały wytrzymać. Obróciłem klepsydrę, uruchamiając precyzyjny pomiar czasu i zrobiłem dobrą minę, do złej gry…

Biuro zawodów

No po prostu poczułem się jak w domu.

Biuro Zawodów Moczki i Makówek
Biuro zawodów w pełnej gotowości

Dostałem numer startowy, koszulkę biegową i poszedłem witać się z wszystkimi znajomymi organizatorami zacnej grupy biegowej Luxtorpeda. Na sali czujnym okiem wszystko ogarniał Michał, Krzysztof cykał fotki tu i tam, przy biurze czuwała Urszula, Wojtków dwóch, Monika, Edyta, Iwona, Dorota… Czy aby z wszystkimi się przywitałem? Zamieniłem choć ze dwa zdania?

Biuro zawodów Bieg po Moczkę i Makówki
Kolorowo i tłoczno jak zwykle.

Stanąłem do obowiązkowej fotki przedstartowej na ściance:

bookworm on the run przebranie pacemaker
Jak zawsze humor przed startem dopisuje.

Do sali wchodziły kolejne przebrane mniej lub bardziej osoby, mój podziw dla przebrań rósł wykładniczo… Przebrania i te indywidualne, i te grupowe wywoływały mimowolne kręcenie głową, z szacunku rzecz jasna dla pomysłowości, realizmu, dla kunsztu technicznego i dla zbliżania świata bajkowego do rzeczywistości.

Czy da się wszystko opisać słowami? Nie! Tu potrzeba dziesiątek, ba, setek zdjęć — bieg po Moczkę i Makówki słynie ze świetnych zdjęć, które znajdziecie na profilu biegu. Tam też odsyłam wszystkich chętnych, nie wszystkie widziałem, obfotografowałem jedynie kilka, warto, po prostu trzeba obejrzeć choć jedną kompletną galerię, by zrozumieć, jak wiele pracy biegacze włożyli w przygotowanie swoich strojów, które cudownie wyglądały, w których (teoretycznie) nie da się biegać, ale… biegacze potrafią. I są ulepienia z twardej gliny, która wprawi w ruch nawet te najcięższe przebrania.

Rybnicka grupa biegowa wystąpiła w roli hordy Wikingów. Ciężkie, drewniane tarcze, oszczepy, topory, z całej grupy jedynie w Mirku (z którym tak fajnie biegło się w parze podczas Półmaratonu Księżycowego) pokładałem wiarę, że z racji unikalnego połączenia siły i szybkości podoła trudom rabowania, puszczania wiosek z dymem oraz figlowania z przedstawicielkami płci odmiennej. Marek biega w wadze bardzo lekkiej i szybkiej, podobnie Tomasz — ma dwa tryby biegu, szybki oraz ultra, po dociążeniu pancerzem, tarczą i toporem przypuszczam, że może jedynie organizować obronę stacjonarną łodzi wikingów…

Wikingowie przebranie Bieg po Moczkę i Makówki

Radlinioki tradycyjnie zaskoczyły skutecznością i prostotą przebrania. Żółwiki Ninja to stwory w ich klubowych barwach, po dozbrojeniu, wyposażeniu w plecaki, pasy, opaski na oczy i szarfy — stali się widowiskowi, w pełni wiarygodni w przebraniu, wnosili pierwiastek baśniowości, przy zachowaniu skuteczności biegu.

Żółwie Ninja Radlinioki

Druidzi wyglądali bardzo profesjonalnie.

Andrzej zdecydowanie prosił się o wizytę sekcji AT policyjnej grupy szybkiego reagowania. On rzeczywiście zamierzał biec ze skutymi nogami!

Bardzo ciekawe (i bardzo skuteczne!) przebranie zastosowała Ania Witkowska. Ostatnio bodypainting na topie — stała się Smerfetką. Perfekcyjnie udało jej się zmylić większość swoich fanów, którzy (takie mam wrażenie) nie zauważyli, kto pobiegł w Stanowicach w tonacji blue. A może to przez brak królika Stefana?

Namierzyłem też wytwórnię niebieskich kryształków.

A teraz przenieśmy się na linię startu. Choć nie. Czas jeszcze zerknąć na zaplecze kuchni, co na biegaczy wytrwale czekało…

Przed wejściem do kuchni znalazłem za to taki „ołtarzyk”.

konkurs na Anioła

Anioł (najpiękniejszy) w Stanowicach już był, kilka lat temu, nawet został nagrodzony za wspaniałe przebranie. Czyżby dzieci w szkole o tym nie wiedziały?

Bieg po moczkę i makówki
Bieg po moczkę i makówki — mgr inż. Anioł gna!

Wyjdźmy jednak już ze szkoły, na linię startu już czas!

Już przejście nastręczało moim balonikom problemy, rwały się w przestworza niczym bloger do „darów losu”. Trzymałem je pewnie i blisko, ale biegu w takiej konfiguracji to sobie nie wyobrażałem. Jak to robią prawdziwi pacemakerzy?

pacemaker Bookworm on the run
Haha, jedyne selfie z balonikami
wielbłąd najlepsze przebranie 7. biegu po moczkę i Makówki
Jedno z najciekawszych przebrań — wielbłąd

Do startu, gotowi…

Po najbardziej malowniczej i kolorowej rozgrzewce w historii śląskich zawodów biegowych stanęliśmy na linii startu.

rozgrzewka przed biegiem po Moczkę i Makówki
Kolorowo i wesoło, wiadomo — Bieg po Moczkę i Makówki

Odpaliłem pomiar na Polarze i Geonaute, ze zdziwieniem zauważyłem, że najwyraźniej upływający czas obserwowałem na zegarku analogowym. Cóż, latka lecą, balony fruwają, a moje oczy coraz słabiej widzą.

Pobiegliśmy (ja i moje rekwizyty).

Balony wypuściłem z ręki dopiero po kilkuset metrach od startu, gdy zrobiło się wokół mnie przestrzenniej, miałem wrażenie, że balony skaczą na biegaczy niczym wygłodzone tygrysy. Pożegnałem się też z nimi, uciążliwy wiatr gwarantował każdym podmuchem, że je sponiewiera, wyrwie i wrzuci w strefę zakazu lotów w Pyrzowicach.

Utrzymywałem zaskakująco równe tempo biegu, wg średniego czasu szybsze kilometry przebiegałem odrobinę szybciej, niż 5 min/km, kilometr na otwartym polu i w błotku spowalniał mnie o 5-8 sek. na kilometr. Wciąż blisko średniej 5 min/km umożliwiającej punktualne przybycie na założone 50 minut…

Przede mną biegła Dominika przebrana za gejszę, bardzo pomagała mi utrzymywać równe tempo, po prostu starałem się nie dać jej uciec, co przestało być możliwe na trzecim okrążeniu, gdy moja pojemność płuc zaczęła się kończyć. Smog i astma to moje ulubione „przeszkadzajki” podczas zimowych treningów. Ale i tak biegłem szybko. I chyba byłem nawet dość zadowolony?

Foto: Janusz Dadaś

Doping i medal of…

Bieg po Moczkę i Makówki zapewnia nagrody nie tylko dla najszybszych i najlepiej przebranych, ale też i dla najlepiej dopingujących. Każdy biegacz, po wejściu do budynku szkolnego ma możliwości głosowania — wrzucając kulkę do urny z numerem zarejestrowanych grup dopingujących. Dzieciaki z poszczególnych grup dopingujących krzyczały, machały, przybijały piątki, częstowały wodą, ba — nawet wykonywały figury akrobatyczne.

Wybór najlepszego dopingu był trudny, ostatecznie zagłosowałem na niewielką, ale bardzo ambitną grupę dzieci, które skandowały swój numer grupy, co ułatwiło mi jego zapamiętanie.

Miałem też „mój” doping, bo z częścią biegaczy Luxtorpedy znam się od wielu startów, a że oni zabezpieczali trasę, to moje imię słyszałem i przy punkcie kontrolnym w połowie okrążenia, i przy zakręcie na chodnik, tak też i przy szkole. Ze „stanowickimi borowinami” zmagał się również Wojciech i Krzysztof, którzy cykali zdjęcia biegaczom, dzięki nim skalowałem odczyty klepsydry, której monotonny szum odwracał moją uwagę od rosnącego zmęczenia. Nogi to by i pognały szybciej, niestety oddech był coraz płytszy.

Ostatnie okrążenie przebiegłem już tylko licząc na zejście poniżej 50 minut, co ostatecznie udało się, choć za linią mety dłuższą chwilę dochodziłem do siebie.

Medal of… Moczka & Makówki ed. 7th

Mój kochany żołądek twardo negocjował zwiększenie miejsca na śląskie specjały, ostatecznie uwierzył mi, że nie ma sensu wyrzucać obecnej zawartości, wszystko się zmieści i jeszcze na obiad przestrzeni zostanie.

Wiesław cierpliwie czekał, aż zakończę trudne negocjacje żołądkowe i poszliśmy delektować się smakiem makówek i moczki. Nawet dokładkę dostałem, mmmm, jakie to było pyszne… Warto było sponiewierać się na trasie, aby spróbować przedświątecznie takich smakołyków…

Tradycyjna loteria była w tym roku dla mnie szczęśliwa. Wygrałem koszulkę biegową z długim rękawem oraz… bon na konsultację dietetyczną. Gdybym chciał skorzystać. I kto wie co z nim zrobię?

Migrena i biegowe absmaki

Już po zakończeniu konsumpcji poczułem, że Stanowice dołączyły do grona elitarnych biegów, w których towarzyszyła mi migrena — tak było na starcie maratonu w Wenecji, podobnie było po zakończeniu Wings for Life w Poznaniu. Przed oczyma błyskały mi wesoło dziesiątki kolorowych punktów — aura mojej migreny dodawała kolorytu oczekiwaniu na ogłoszenie wyników w tych najważniejszych kategoriach…

Tymczasem powróciła odwieczna dyskusja na temat czy można dopuszczać nieprzebranych biegaczy do tego biegu? Z jednej strony mamy we krwi ściganie się z innymi czy z własną formą, czego jestem najlepszym dowodem. Z drugiej, biegacze bez śladu przebrania na biegu przebierańców tak dość nieszczególnie wypadają. Przy tym trasa biegu prowadzi tylko częściowo po utwardzonej powierzchni, spory odcinek to błoto po kostki i kałuże — to nie sprzyja biciu rekordów i życiówek, po co więc nastawienie na wynik?

W tym roku wiele bardzo negatywnych ocen zebrał jeden z najszybszych biegaczy, który był uprzejmy krzyczeć: z drogi na powoli biegnących przebierańców. Żeby jeszcze prosił o drogę uprzejmie: lewa, lewa wolna, przepraszam — to nie. Z drogi brzmiało wyjątkowo niemiło, szczególnie wobec biegnących dziewczyn. Cóż…

Najlepsze przebrania to…

Rozpoczęła się dekoracja zwycięzców. Tradycyjnie najsłabszym punktem organizacyjnym jest nagłośnienie sali, które upiornie dudni, zagłuszając głos mówcy, który za to dość ciekawie prezentował się na takim oto tle:

Michał i dziewczyna
Michał i dziewczyna

Gratulacje dla Małgorzaty za pierwsze miejsce w kategorii kobiet, jak i Dominiki, za którą tak długo gnałem krok za krokiem.

zwycięskie panie - Bieg po Moczkę i Makówki

Małgosia to nawet pamiętała naszą wspólną fotkę sprzed kilku lat!

Bieg po moczkę i makówki relacja
fot. M. Rencz

W kategorii przebrań zwyciężył dwuosobowy wielbłąd przed panną młodą oraz Jackiem Sparrow’em.

Najlepsze przebrania Moczka i Makówki
Wielbłąd, panna młoda i Jack Sparrow

W kategorii drużynowej puchar przechodni otrzymała Inżynieria Biegania, czyli zestaw „ludzików LEGO”.

najlepsza grupa bieg po moczkę i makówki

Pełne wyniki czasowe możecie znaleźć na stronie Biegu po Moczkę i Makówki.

Jeszcze podziękowania i oklaski dla organizatorów:

Organizatorzy Moczki i Makówek
Stowarzyszenie Luxtorpeda — organizacja imprezy na medal!
najlepszy doping Moczka i Makówki
Najlepiej dopingujące biegaczy ekipy

Zamiast zakończenia

Relację pisałem, obracając co kilka minut klepsydrę, którą skonstruowałem na potrzeby 7. Biegu po Moczkę i Makówki. Pełen zadumy stawiam te ostatnie znaki, obserwując przepływające ziarenka — ich raźno płynący strumień hipnotyzuje. Za chwilę przepłyną ostatnie, będzie to też moja ostatnia relacja z tegorocznego biegu.

Wieczór przed biegiem dowiedziałem się, że zmarł Arkadiusz Jakubiak, biegacz z grupy Opel Active Team, który miał wystartować wraz z nami w sobotnim biegu… Pełna smutku chwila ciszy przed startem biegu… Łzy w oczach Jego przyjaciół… Pustka na starcie biegów, w których chciał uczestniczyć, której już nikt nie wypełni… On już przebiegł swój ziemski dystans, dobiegł do mety, którą i my kiedyś osiągniemy, gdy przepłyną ostatnie chwile naszego życia…

Poczytajcie o Arku na stronie Festiwalu Biegów, odszedł Dobry Człowiek, jak zwykle zbyt szybko.


Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén