Aktywnie w Parku Śląskim – Bieg Wiosenny


Witamy serdecznie w pierwszej tegorocznej wspólnej relacji biegowej. Tym razem Chorzów, bieg na 10km prowadzący parkowymi alejkami Parku Śląskiego. A każdy z nas miał inne założenia przed biegiem. Tradycyjnie będziemy używali dwóch kolorów tekstu, aby stosownie wyróżnić nasze odrębne zdania.

Kilka słów o biegu

Bieg Wiosenny jest jednym z siedmiu biegów wchodzących w skład „Parkowej Korony Biegów”.

Parkowa Korona Biegów rozpoczyna się w marcu. Inauguruje ją Bieg Wiosenny, który odbywa się na dystansie 10 kilometrów.

Kolejne biegi Korony Biegów to:

Bieg Górski – 09.04.2017r.
Gryfny Bieg – 17.06.2017r.
Bieg Nocny – 24.06.2017r.
Parkowa Mila (I edycja) – 01.07.2017r.
Parkowa Mila (II edycja) – 02.09.2017r.
Parkowy Półmaraton – 10.09.2017r.

Jak widać oferta biegów jest szeroka, my wystartowaliśmy w Biegu Wiosennym.

Słowo jeszcze o profilu trasy – nie napawał szczególną grozą – dwukrotnie mieliśmy pokonać lekki podbieg.

Profil trasy Bieg Wiosenny

(Profil trasy pochodzi ze strony organizatora http://www.aktywnie.parkslaski.pl)

Tomasz

Z biegiem tym związany jestem sentymentalnie, było to bowiem miejsce mojego debiutu w zawodach, w marcu 2014 roku. Wydaje mi się, że było to baaaardzo dawno temu, w jakieś poprzedniej epoce. To pokazuje, że bieganie na tyle zwiększyło intensywność zdarzeń i przeżyć, że powoduje pozorne, a może nawet faktyczne, wydłużenie czasu :-) Ten oto medal z Biegu Wiosennego jest pierwszym w mojej całkiem już sporej dziś kolekcji.

Medal z Biegu Wiosennego 23.03.2014 Park Śląski

Paweł

Dla mnie udział w zawodach miał odpowiedzieć na najważniejsze pytanie – jak bardzo nie jestem jeszcze w formie biegowej. W latach 2015 i 2016 pierwszym sprawdzianem formy był udział w półmaratonie w Żywcu. Teraz Tomasz znalazł bieg na 10km, a dystans półmaratonu zaatakujemy w Krakowie tydzień później, podczas Półmaratonu Marzanny.

Przedstartowe założenia

Dla mnie, po okresie bardzo sporadycznego biegania – z winy smogu – to 10km miało ukazać, czy startuję bieganie zupełnie od zera, czy odrobina siły w płucach i nogach jeszcze pozostała. W grudniu, w Biegu Barbórkowym zmieściłem się jeszcze w 50 minutach. Teraz? Przypuszczałem, że mój czas na mecie może być nawet w okolicach 54-55minut. Tragedia, prawda? Może nie było sensu jeszcze biegać?

Starty w biegach motywują do pracy nad sobą. Stąd start w Biegu Wiosennym. Choćby wynik miał być z gatunku tych, o których chcemy jak najszybciej zapomnieć.

Na miejsce przyjechaliśmy jak po sznurku – odmiennie niż zazwyczaj – tym razem Tomasz nawigował a ja kierowałem. Zaparkowaliśmy i udaliśmy się po odbiór pakietu startowego.

Było chłodno a na domiar złego dmuchał zimny wiatr, przeszywający do kości. Co prawda po starcie już po kilometrze będzie nam gorąco, ale trzeba było jeszcze doczekać tegoż startu, rozgrzewając się na kwadrans przed początkiem zawodów.

kolejka w Parku Śląskim w Chorzowie

Znaleźliśmy biuro zawodów i odebraliśmy pakiet – w nim numer startowy (trafiłem 200-tkę!), chip mocowany do buta oraz ręcznik.

biuro zawodów Bieg Wiosenny Chorzów 2017

Numer miał otworki, dlatego z przyjemnością obaj użyliśmy marathonclips do przyczepienia numerów startowych.

Do Rzymu przez Chorzów

Ja z kolei jestem na finiszu przygotowań do kolejnego maratonu. Być może czytelnicy bloga będą pamiętać, że 2 kwietnia kolejny raz zmierzę się z królewskim dystansem, tym razem w Rzymie. Obiecuję przygotować pod koniec marca osobny wpis przedstartowy. Teraz wspomnę tylko, że start w Chorzowie zupełnie nie był przeze mnie traktowany w kategorii biegu na wynik. Mam za sobą miesiąc bardzo ciężkich treningów, dzień przed biegiem trenowałem półmaraton, zatem start w Chorzowie miał być biegiem po prostu treningowym. Przy okazji chciałem spotkać się z biegowymi znajomymi, wesprzeć swoją obecnością i tempem biegu tych, którzy startowali dla wyniku.

Rozgrzewka i start

Przed rozgrzewką Tomek postanowił rozgrzać się dodatkowo, więc poszliśmy do jednego z punktów gastronomicznych gdzie Tomasz… zamówił espresso. Podziwiałem go, bo mnie taka kawa przed startem by poniewierała przez 10km – aż do mety.

Co by nie mówić, ciśnienie nie podnosiło mi się tym razem od samej myśli o współzawodnictwie. Skoro miał być luźny bieg, to kawa była jak najbardziej na miejscu. Dobre espresso jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Chyba :-)


Tak, tak, ja do dziś pamiętam, gdy cały dumny i blady wyciągnąłem przed startem Półmaratonu Żywieckiego hydrożel z dodatkiem kofeiny. Spojrzeliście wtedy z Tomkiem Sz. sceptycznie na mój posiłek biegowy, wspominając jak po spożyciu takiego hydrożelu słyszeliście padające płatki śniegu, a serce chciało wam wyskoczyć. Dzięki!


Po kilku przebieżkach po uliczkach parkowych, po przygotowaniu mięśni do pracy, udaliśmy się na start.

przed startem biegu wiosennego w Chorzowie

Jeszcze tylko pamiątkowa fotka dwóch biegaczy 40+

przed startem Biegu Wiosennego w Chorzowie

Punktualnie o godzinie 11.00 wyruszyliśmy na trasę.

Pierwsze okrążenie

Pierwsze kilometr to tradycyjna walka o wydostanie się z blokujących bieg powolnych biegaczy. Następne kilometry pobiegłem na 80-90% możliwości, nie dowierzając swojemu oddechowi i wytrzymałości. Wolałem biec początkowo asekuracyjnie, ewentualnie spróbować przyspieszyć na drugim okrążeniu.

Biegło mi się dobrze, choć na prostej wiatr był uciążliwy. Gdy kończyłem pierwsze okrążenie widziałem na wyświetlaczu czas 26 minut. Gdybym utrzymał tempo miałem realne szanse na zakończenie biegu z wynikiem 52 minut. Ale czy było to realne?

Poczułem, jak bardzo brakowało mi atmosfery zawodów. To w końcu prawie ponad 3 miesiące odkąd ostatni raz spotkałem się z tak dużą liczbą biegowej braci. Samotne bieganie po ciemku, w zimowe wieczory, ma jednak zdecydowanie mniejszy urok.

Bardzo zdziwiłem się przebiegiem trasy. Byłem pewien, że podobnie jak trzy i dwa lata temu, organizatorzy ubarwią ją  stromym podbiegiem w okolicę restauracji „Łania”. Tymczasem trasa została mocno spłaszczona i teraz jest zdecydowanie bardziej rekreacyjna. Sprzyja też osiąganiu lepszych rezultatów.

Drugie okrążenie

Na pierwszym okrążeniu poznałem trasę. Wiedziałem już, że podbiegi nie są straszne – że bardziej będzie przeszkadzał wiatr. Puls do tej pory nie przekraczał 170 uderzeń na minutę – miałem więc jeszcze zapas mocy. Gorzej z oddechem, ale cóż – nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Pomiędzy parkowymi drzewami było ciepło, więc rozpinałem bluzę i zdejmowałem czapkę. Na prostych ubierałem ją i zapinałem suwak. Pewno to śmiesznie wyglądało – ale ogólnie przyjmijmy tezę, że zmęczony biegacz nie jest zbyt piękny w biegu.

Od ósmego kilometra czułem duże zmęczenie. Widziałem osoby przechodzące do marszu i było to bardzo kuszące. Nogi miały zapas sił, płuca jeszcze pracowały, choć od 9km oddech przechodził w rzężenie.

Biegłem w równym rekreacyjnym dla mnie tempie 5’30”, nie miałem pulsometru, bo też i nie było czego kontrolować. Ciekawe to było uczucie, uczestniczyć w zawodach, ale nie być zmęczony. Starałem się więc wspierać innych, podpowiadając, że już z górki i że do mety niedaleko. Zdążyłem pomyśleć, że trener byłby ze mnie dumny, widząc, że w trakcie przygotowań do maratonu nie zarzynam się na dystansie 10 km. Nigdy nie pochwala takich moich startów. Trzymając się tego założenia, nie przyśpieszałem.

Finisz

Stojące przy poboczach parkowych dróżek osoby wyglądały nierealnie. Podczas finiszu wyostrza się wzrok, zapamiętuje się migawki z otoczenia. Dziwiło zderzenie widoku umęczonych biegaczy z uśmiechniętymi, spokojnie oddychającymi widzami.

Gdy do mety zostało 500 metrów i gdy „wypuściłem nogi”, wyprzedził mnie sprintem jeden z biegaczy. Ale sprint tego biegacza był niesamowity – niczym w biegu na 100 metrów! Nie wiem co robił przez poprzednie 9,5km, odnosiłem wrażenie, że holował za sobą przyczepę z kamieniami. I widać urwała się niespodziewanie linka. Mnie tymczasem skończył się oddech – wtoczyłem się na metę majestatycznym tempem 4:30 min/km.

Za metą czekał na nas wyjątkowy medal, jak nietrudno zgadnąć kolor różowy nie jest w kręgu moich ulubionych kolorów. A tu proszę, róż w połączeniu ze stalą medalu – rewelacja.

Na ostatnim kilometrze mimowolnie przyśpieszyłem, zmotywowałem tym też koleżankę Natalię, by i ona dała z siebie wszystko na ostatnich metrach. Meta zbliżała się szybko, a ja myślałem sobie o tym, jak pięknie byłoby z takim samym uśmiechem na twarzy dobiegać za trzy tygodnie pod Colosseum.

Choć raz jeden jedyny zdarzyło się tak, że to ja chwilę mogłem poczekać na Tomka na mecie. A nie, jak to było, jest i będzie – on na mnie.

Tomasz na mecie Biegu Wiosennego

Też dostał piękny medal.

medal na szyi Tomka bieg wiosenny

A na nas obu, w namiocie nieopodal linii mety, czekała gorąca fasolka po bretońsku – zjedliśmy szybko, bo się nagle zrobiło ziiiiimno.

Jeszcze rzut oka na wykresy i cyferki:

Bieg wiosenny wykres tętna i tempa

Wychodzi na to, że dziewiąty kilometr przespałem zamiast przyspieszać. Cóż, subiektywnie wcale tak to nie wyglądało. Udał mi się negative split, bo drugie okrążenie przebiegłem szybciej niż pierwsze.

Nie lubię gdybania pobiegowego, być może gdybym przyspieszył na pierwszej połówce, na drugiej bym bardziej zwolnił? Z czasem 51:13 zająłem 481. miejsce na 999 startujących.

Podsumowanie

To był dobry bieg w bardzo sympatycznym miejscu. Do szczytowej formy mi bardzo daleko, ale jak na początek tegorocznego biegania, rezultat jest do przyjęcia.

Bieg wygrał z czasem 31 minut 56 sekund Dawid Klaybor. Natomiast Karolina Giza tryumfowała w kategorii pań: 35:57. Wyniki Biegu Wiosennego możecie sprawdzić na stronie „Aktywnie w Parku Śląskim”.  Wspomnę jeszcze, że bieg był bardzo dobrze przygotowany. Pakiet startowy dość minimalistyczny, ale chwała organizatorom – nie zawierał stosu zbędnej makulatury.

Trasa świetnie oznaczona i zabezpieczona przez wolontariuszy (trzy wolontariuszki przez cały czas trwania imprezy skandowały hasła zagrzewające biegaczy do walki – szczerze podziwiam wytrzymałość gardeł).

Trasę zabezpieczali też ratownicy medyczni na rowerach, niby to „oczywista oczywistość”, ale znam biegi, w których nikt nie pilnował „końca” biegu i na mecie wcale nie był pewien, czy wszyscy startujący pomyślnie osiągnęli linię mety.

Tomasz i Paweł

Autorów dwóch: mgr inż. Anioł czyli Tomasz, Bookworm czyli Paweł. We wpisie wspólnym, podwójnie podpisanym.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.