Gościnnie, Relacje

Bieg inny niż wszystkie

Bieg po moczkę i makówki - relacja

b


Tytułem wstępu. Mgr inż. Anioł obiecał, że też napisze swoją wersję relacji po 4. Biegu po moczkę i makówki. Jak to on, słowa dotrzymał, mało tego, napisał bardzo zgrabny felietonik świąteczno-biegowy. Miłej lektury!


Grudzień, miesiąc dla większości biegaczy wyjątkowy. Miesiąc odpoczynku, ale również tęsknoty za pokonywanymi kilometrami. Miesiąc pełen wieczorów, w których wyraźnie czegoś nam brakuje, coś się jakby nie zgadza, a codzienny rytm jawi się kompletnie zakłócony. Grudzień to miesiąc regeneracji w kalendarzach większości zawodników i amatorów tego sportu.

Większość z nas tak poukładane ma biegowe kalendarze, że po jesiennym szczycie, gdy starty przeplatają się z treningami, przychodzi okres gdy trzeba odpuścić. Mówią nam o tym trenerzy, autorzy mądrych książek, ale też własne mięśnie, ścięgna i stawy.

Biegamy więc mniej albo wcale, przybieramy na wadze, denerwuje nas brak endorfin i oczekujemy. To chwile głodu, który warto zapamiętać. Bo przecież już za tydzień, może dwa, powoli wejdziemy w treningowy rytm, który przybierać będzie na intensywności, aż do wiosny, gdy większość z nas będzie miała kluczowy start.

Wracając po długich wybieganiach na sztywnych niemal kończynach będziemy sobie wspominać grudniowe oczekiwanie i zastanawiać się co nam właściwie w okresie regeneracji przeszkadzało ?

Dziś wiem to bardzo dobrze, dziś jestem jednym z tych których oczekiwanie zmęczyło zbytnio. Mimo przestróg trenera, mimo wiedzy, że tak trzeba, złamałem okres oczekiwania. Pierwszy raz zrobiłem to tydzień temu uczestnicząc w wyjątkowym biegu, o którym za chwilę. To był dopiero początek grzechu niecierpliwości. Prawdziwie grzeszyć zacząłem w święta. Wigilia Bożego Narodzenia – 7km, pierwsze święto – 10 km, drugie święto – 15 km. Strach pomyśleć co będzie jutro, bo to przecież również wolny dzień.

Chodzę więc po domu z szelmowskim uśmiechem zastanawiając się czy grzech ten, pokazujący mój brak biegowego profesjonalizmu nakazującego trzymać się planów, ukryć przed światem, czy raczej rozkoszować się pogodą, powietrzem, tysiącami kroków i tym, że serce znów może bić długimi minutami w tempie ponad 160 uderzeń na minutę. I już czuję, że to drugie zdecydowanie bardziej odpowiada mojej naturze.

Z bieganiem mam jak z czekoladą, nie potrafię zjeść jednej czy dwóch kostek. Natychmiast pojawia się niepowstrzymywalna chęć zjedzenia całej tabliczki. W grudniu tą kosteczką bywa bieg po Moczkę i Makówki. Bieg inny niż wszystkie, który kilka dni temu jak zwykle barwnie i lekkim, dowcipnym piórem opisał Bookworm.

Co jest w tym biegu takiego ? Co sprawia, że dla niego łamię zasady ? Czym różni się od wielu innych w których każdego miesiąca startuję ?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że głównym powodem są przebrania. I faktycznie jest to najbardziej widoczna cecha tego wydarzenia. Tak jak pokazywał Paweł na zdjęciach, widok kilkuset przebranych w różnokolorowe stroje biegaczy naprawdę robi wrażenie. Ale przecież wrażenie robi też wielotysięczny tłum na maratonie, albo gromada ledwo dyszących biegaczo-wspinaczy na biegu górskim. Tam też jest atmosfera, jednak zupełnie inna. Nie lepsza czy gorsza, ale zupełnie z innej bajki.

Bo bieg po Moczkę i Makówki to właśnie taka bajka. Przychodzimy do niej, my w większości dorośli, przebierając się na chwili kilka w bajkowe stroje. Uruchamiamy fantazję, którą częściowo pozostawiliśmy w dzieciństwie. Tygodniami obmyślamy ubiory, szyjemy, kleimy, przymierzamy. Trzeba bowiem nie tylko przygotować strój. Ale zrobić go tak, aby dało się w nim w sensownym czasie przebiec 10 km ! Wierzcie mi, to całkiem spore wyzwanie :-)

Później spotykamy się, w tym wyjątkowym przedświątecznym czasie, gromada lekko szalonych, rodzina zakręconych. Zwykle przed startem jest koncentracja, myśl o taktyce, o tym czy jesteśmy przygotowani by zacząć mocno, a skończyć jeszcze mocniej. Tu w Stanowicach nie trzeba, tu można się uśmiechać od ucha do ucha i pokazywać palcami na kolorowych biegaczy, czy też nieustannie pozować do zdjęć. Tutaj Ci nieprzebrani, którzy tego dnia pozostają tylko biegaczami, trochę nie pasują do naszej  bajki. To wyjątkowy bieg, w którym nie robi na mnie wrażenia rywal wyprzedzający mnie szybkim krokiem, za to podziwiam dziewczynę biegnącą w ślubnej sukni pchającą przed sobą wózek z dzieckiem! Zamiast obserwowania jak piękny może być długi biegowy krok Kenijczyka, podziwiam ludzi biegnących z drabiną i zastanawiam się w jaki sposób im się to udaje. Nie patrzę niemal na zegarek, nie kontroluję tempa ani tętna, za to mijam duże pszczoły, diabły czy anioły. Taki bieg jest tylko raz, tylko tu i tylko wtedy :-)

I tak jak zazwyczaj za metą gdy oddech się wyrównuje przychodzi myśl, który start następny i gdzie powalczę z życiowym rekordem, tak tu za metą tę myśl zastępuje pomysł na przyszłoroczne przebranie i obawa czy na pewno zdołam się na ten bieg znów zapisać ?

Wesołych Świąt dla wszystkich ! Kończę pisanie i zakładam buty biegowe, las czeka :-)

                                                                                                                                                    mgr inż. Anioł

12 Comments

  1. Pomysł na taki bieg – pierwsza klasa! :)

  2. Zazdroszczę wam tego biegu z całego serca. Wyjątkowo odlotowa impreza dla nieźle zakręconych ludzi. Kreacja pana Kapitana A. zacna. Tylko ta tarcza mogła trochę przeszkadzać kiedy wiatr w twarz wiał. Ale z drugiej strony mogła też pomagać ;)

  3. Zacny felieton Magistrze Aniole- a może Kapitanie Ameryko? ;)
    Fajnie że się znacie i w tym (pozytywnym) szaleństwie macie partnera :)
    A co do „zasad”: olać! Jak jest wiosna na zewnątrz to aż grzech z tego nie skorzystać ;)

  4. Możecie wierzyć lub nie, ale wzruszył mnie ten tekst. O! Łezka poleciała (na szczęście nikt nie widzi). To tekst o pasji, o wyczekiwaniu czegoś, co się kocha, o tym co ważne i w bieganiu, i w zabawie w bieganie. Warto mieć w życiu coś co sprawia, że rosną endorfiny i chce się żyć. Tak to odebrałam. Dla mnie to nie jest zwykła relacja. Panie Kapitanie! Dziękuję.
    Ps. No ja już z Wami nie mogę. Biegają, piszą, rozśmieszają, wzruszają. I we wszystkim są najlepsi. Skąd Wam się to bierze? :)

  5. Edyta Maria Połomska

    Świetne !
    Biegam od niedawna ale przemyślenia i odczucia mam bardzo podobne :-) Ach co to był za bieg. No i ten Anielski Kapitan Ameryka :-) Pozdrawiam WW

  6. Edyta Maria Połomska

    Świetne !
    Biegam od niedawna ale przemyślenia i odczucia mam bardzo podobne :-) Ach co to był za bieg. No i ten Anielski Kapitan Ameryka :-) Pozdrawiam WW

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén