Relacje

II BMW Półmaraton Praski – relacja

II BMW Półmaraton Praski relacja

Jeśli kiedykolwiek wygracie możliwość uczestnictwa w imprezie biegowej na drugim końcu Polski, nie wahajcie się – zdecydowanie polecam taką formę rozrywki. Już sama przyjemność planowania i dogrywania szczegółów podróży, noclegów, spotkań i atrakcji dostarcza sporej przyjemności.

Relacja nie jest czystym syntetycznym opisem biegu. Jest długa bo biegłem długo i miałem czas poobserwować to i owo. No i jest to zapis moich przygotowań oraz twardej konfrontacji planów z rzeczywistością.

Pisząc ją miałem uśmiech na twarzy, bo to Polak Marcin Chabowski wygrał ten bieg :) I o nim będzie również ostatnie zdanie tego tekstu.


Wygrana

Znacie to powiedzenie, kto nie gra, ten nie wygrywa? Dzięki konkursowi Ligi Biegowej (o czym pisałem w zapowiedziach) wygrałem pakiet startowy na II BMW Półmaraton Praski. O Lidze Biegowej pisałem już kilkukrotnie. I pewno jeszcze nieraz napiszę. A do pakietu, dostałem również bardzo zacną koszulkę biegową „trenuję do Półmaratonu Praskiego”).

Jednak problem z wygraną był taki, że do Warszawy musiałem dojechać (koszty!) i tam przenocować – start o 8.45. Już o tak banalnych kwestiach jak wyżywienie nie wspominam. Niewątpliwą zaletą wyprawy był fakt, że wreszcie pojawiła się szansa na odwiedzenie Muzeum Powstania Warszawskiego (gdzie czekała na mnie ekspozycja dotycząca GROMu!) (zapraszam na >>>relację z wizyty <<<), plus możliwość spotkania z przyjaciółmi. Nastawiłem się na pozytywne myślenie sprawcze i … do dzieła!

Przygotowania

Dojazd: czym prędzej kupiłem promocyjne bilety kolejowe na trasie Rybnik-Warszawa i Warszawa-Katowice. Ostatni odcinek powrotny miałem przebyć autobusem, nie chciałem czekać na dogodne połączenie kolejowe (bo bym wrócił w niedzielę w nocy). O dziwo, zmieściłem się z oboma biletami w sumie w 100 zł.

Nocleg: Opcje noclegu były dwie, rodzinny, albo na podłodze sali gimnastycznej. Jednak po analizie odległości miejsca zamieszkania cioci M. do miejsca startu (a więc godziny wstania, śniadania i czasu przemieszczania) wybrałem… podłogę sali gimnastycznej, oddaloną o 800m od startu. Czyli była to wersja „ahoj przygodo!”. Śpiwór miałem, karimatę pożyczyły mi uczynne „Radlinioki w biegu” czyli Sylwia i Darek – dziękuję!

Wyżywienie: sobotni wieczór u przyjaciół, śniadanie co w ręce wpadnie a nie ucieknie.

Plecak: obiecuję, że kiedyś opiszę to cholerstwo kupione w Biedronce. Coś tak niefunkcjonalnego zasługuje na odrębny wpis.

Aplikacje: kto nie ma w telefonie Maps Google, SkyCash – niech sobie zainstaluje, bo warto.

Bez biletu

Rybnik

Małżonka podrzuciła mnie do Rybnika i bez żadnych przygód doturlałem się pociągiem do Warszawy. Sam sobie dodałem atrakcji, bo …jechałem bez biletu. Ale tylko kawałek z Warszawy Centralnej do Wschodniej, bo bilet kupiłem zbyt szybko, zapominając, że Praga to część wschodnia Warszawy. Biletu dodatkowego nie dało się kupić (informacja z kasy) bo … cena biletu do obu stacji jest ta sama – cóż, pozostało liczyć, że konduktor jakoś przepuści takiego „gapowicza”.

Biuro Biegu

Znalazłem bez problemu. Łał!

II BMW Półmaraton Praski biuro bieguI tu pierwsze zaskoczenie, w pakiecie startowym dostałem drugą koszulkę, bo koszulka biegowa była inna, niż koszulka „przedbiegowa”. Jeden bieg – dwie koszulki – viva Liga Biegowa!

II BMW Półmaraton Praski pakiet

Do tego ulotki reklamowe, torebka magnezu, batonik energetyczny. W biurze bardzo miły akcent, sponsor biegu wystawił lodówki z wodą Arctic. Z przyjemnością porwałem oszronioną butelkę, w taki upał naprawdę chłodny płyn był potrzebny. A do tego dla milusińskich były bardzo fajne autka.

II BMW Półmaraton Praski - biuro biegu

No, musiałem też się wpisać na „tablicę pamiątkową”.

II BMW Półmaraton Praski

Wyśledziłem też „jutrzejsze” flagi.

II BMW Półmaraton Praski

A potem cóż, błyskawicznie przeteleportowałem się pod Muzeum Powstania Warszawskiego. Niemałą rolę odegrał tu GPS, Maps Google (podał info, że właśnie podjeżdża „mój” tramwaj i faktycznie – podjechał) oraz aplikacja Sky Cash – dzięki której kupiłem bilet na tramwaj za pomocą smartfonu. Wizyta w muzeum to zupełnie osobny temat na kolejny wpis.

Przenieśmy się więc od razu do wieczora, gdy dotarłem do miejsca noclegu.

Ach, jeszcze jedna istotna rzecz. Zadzwonił mgr inż. Anioł, który świeżo skończył 20. Międzynarodowy Bieg w Jaworznie – na 15km. Ciężko było, ponoć nawet jego niebiańsko spokojne tętno wskoczyło w wysokie rejestry. A towarzysze biegu padali od upału jak muchy. Życzył mi powodzenia. Bardzo mi się przydała ta rozmowa – postanowiłem nie szarżować w niedzielę.

Nocleg

W liceum im Jakuba Jasińskiego na Grochowskiej

II BMW Półmaraton Praski - noclegprzywitał mnie bardzo miły pan organizator oraz ochroniarz. Sprawdzono personalia i skierowano mnie na salę gimnastyczną, gdzie z ulgą zrzuciłem plecak. Pierwsze (niemiłe) zaskoczenie: jest tylko JEDNA toaleta przy sali i… nie ma prysznica. Litości, po całym dniu włóczenia się po stolicy, po 4 godzinach w pociągu, to jest horror. Brak pryszniców nie dawał mi spokoju, jak to jest możliwe.

Wyruszyłem na poszukiwania, dzięki którym liczbę dostępnych toalet udało się zwiększyć do trzech, poprzez otwarcie kraty w podziemiach. No nic, jakoś dokonałem w umywalce stosownych ablucji. Rozłożyłem karimatę, śpiwór, no i lulu, bo nazajutrz ciężki dzień. O 22.30 zgaszono światło, śpimy. Tylko miły pan trzaska jakimiś drzwiami, tuż przed wejściem do sali.

Nazajutrz rano, ujrzałem o taki widok

II BMW Półmaraton Praski - nocleg

A gdy człapałem w kierunku toalety pojawił się ponownie miły pan i obwieścił, że znalazł (po telefonie do dyrekcji szkoły) zamknięty magiczny portal, za którym były ukryte prysznice. Dzięki czemu stałem się pierwszym wykąpanym noclegowiczem.

Sąsiadami na podłodze okazało się trzech zacnych przedstawicieli Rybnickiej Grupy Biegowej – powoli staje się tradycją, że bieg jest uznawany za udany, tylko wtedy, gdy uczestniczą w nim przedstawiciele RGB.

Dokonałem też epokowego odkrycia. Spanie na karimacie, jak dobrze wiadomo, pozostawia rano kości w stanie odciśniętym (czułem się jak triasowa skamielina). Tymczasem sąsiedzi mieli spanko na karimatach położonych na … materacach! Których było tylko kilkanaście, więc kto pierwszy, ten lepszy (suma nocujących to 35 „rezerwacji”.  Trudno, kto późno przychodzi ten… się czuje rano jak skamielina.

Pochłonąłem swoje wykwintne śniadanko (2 banany i batonik energetyczny z pakietu startowego), zapiąłem niezbędny sprzęt i ruszyłem w kierunku startu biegu – do Parku Skaryszewskiego.

Inne dzikie zapylacze

Z miejsca noclegu do Parku Skaryszewskiego było niedaleko. Poszliśmy całą grupą biegaczy. Po drugiej stronie minęliśmy Stadion Narodowy (łał!)

II BMW Półmaraton Praski - relacja

Zagłębiliśmy się w park, pierwsze co się w oczy rzuciło to była strefa VIP czujnie strzeżona przez panów ze słuchawkami w uszach. Pierwszy raz coś takiego widziałem.

II BMW Półmaraton Praski - strefa VIP

A przed nimi był … tor BMW. O taki. Dla dzieci VIP.

II BMW Półmaraton Praski - strefa VIP

W parku wszystko co biegaczom do szczęścia potrzeba było pięknie oznaczone, stały tablice w parku a my mieliśmy w rękach broszurki biegowe. Zgubić się nie sposób. Rozstawiały się food trucki, a my udaliśmy się do depozytów. Bardzo doceniłem swój niski numer – strefa od 1-1000 była praktycznie bezkolejkowa, czego nie można napisać o kolejnych. Lżejszy o plecak z karimatą ruszyłem brykać po parku w ramach rozgrzewki.

Mapa II BMW Półmaraton Praski

Mapa II BMW Półmaraton Praski (ze strony organizatora)

Park jest piękny i bardzo rozległy. A teraz przypatrzcie się. Znajdźcie 2 punkty NIE pasujące do krajobrazu (no tak, to pytanie pewno do kobiet bo facet nie ma szans znaleźć)…

II BMW Półmaraton Praski

A teraz prościej?

II BMW Półmaraton Praski relacja

Wobec faktu, że mój pociąg odchodził o 12.23, przetruchtałem park w poszukiwaniu wszystkich istotnych punktów, które będą istotne po biegu. Podziwiałem infrastrukturę – toi-toie stojące rzędami wzdłuż stref startu i w samym parku. To pierwszy bieg, w którym trudno było napotkać kolejkę do toalet! Perfekcyjne rozplanowanie i organizacja biegu. No dobra, znalazłem jedną kolejkę, w strefach startowych. Się ludziom nawet do parku nie chciało zejść – to niech stoją.

Do tego odkryłem takie cudo:

Dzikie zapylacze

Kilka przebieżek po parku, niczym inny dziki zapylacz, no i już mój Polar obwieścił, że wykonałem 100% normy na dzień. Ej, no bez przesady :) Cóż, nie pozostało mi nic innego jak ustawić się w strefie startowej na…II BMW Półmaraton Praski strefa 1:20

tu nie…

II BMW Półmaraton Praski 1_40

tu też nie…

No dobra, żarty żartami a jakoś tak czułem, że na 1:50 to jednak nie dziś.
II BMW Półmaraton Praski

 Po chwili w strefie zameldowali się pacemakerzy i ustalili reguły gry. Oni biegną pierwsi, my za nimi (przez linię startu) w ten sposób kto ich wyprzedzi na mecie bankowo ma czas poniżej 2:00. Rzut oka za siebie:

No dobra, żarty żartami a jakoś tak czułem, że na 1:50 to jednak nie dziś.

Wybrzmiał start, a pacemakerzy z uśmiechem poinformowali, że to jeszcze kilka minut potrwa, zanim doczłapiemy do linii startu.

No to start

Pogalopowaliśmy. Pierwszych kilometrów po prostu nie pamiętam. Starałem się biec lekko, z uśmiechem, nie tracąc z oczu pacemakerów wesoło powiewających balonikami. Tempo było znośne, wszystko wydawało się być OK.

Było dość tłoczno, jak to na początku biegu. Przede mną biegacz z wózkiem, który nagle ostro hamuje – w ostatniej chwili unikam wpadnięcia na jego plecy! Przed nim wyrosła wysepka rozdzielająca ruch, tłum biegaczy się rozsunął, on zahamował i przytomnie skręcił na bok – gdyby się całkiem zatrzymał, strach by było myśleć jaki karambol by wywołał. Po tym zdarzeniu zdryfowałem na bok, starając się nie biec w bliskiej odległości od tego biegającego zestawu na kółkach.

Niestety z kilometra na kilometr rosło tętno, co samo w sobie nie było jeszcze nieprzyjemne. W końcu połówkę „księżycową” przebiegłem w 97 procentach w najwyższym zakresie tętna – średnia wartość – 174. To słońce coraz bardziej wtapiało mnie w asfalt. Pilnie polewałem się wodą za pomocą gąbki dostarczonej w pakiecie startowym. Było ciężko. Co dopiero gdyby start zaplanowano na południe.

Do tego trasa nie sprzyjała zachwytom, asfalt i jeszcze raz asfalt, szczególnie trudno biegnie się, gdy widać po drugiej stronie drogi ekipę, która jest dużo szybsza. Po balonikach pacemakerów z naprzeciwka poznawałem, że jeszcze długa droga do „agrafki” na Wale Miedzeszyńskim.

Tętno wspinało się pod HRmax a ja już wiedziałem, że nie jest dobrze, bo po prostu takiego tempa w tym upale nie utrzymam. Po dziewiątym kilometrze zwolniłem, dając uciec pacemakerom biegnącym na 2:00. Przed oczyma przesunęły mi się chorągiewki stref startowych, cóż, jestem już w ostatniej.To, że zwolniłem dało mi kilka uderzeń serca na minutę mniej. Zmniejszyło się obciążenie – wyraźnie poczułem ulgę. Ale każde przyspieszenie natychmiast wbijało serce na najwyższy stopień pracy. Pozostało więc zwolnić, zająć się nawadnianiem i konsumpcją żeli. i po prostu dalej biec.

Po nawrocie mijaliśmy (oczywiście dopingując) biegaczy biegnących całkiem na końcu półmaratonu. Za nimi jechał radiowóz i autobus zbierający rezygnujących z dalszej walki.

Doping

Czytając różne relacje zwróciłem uwagę na stwierdzenie, że doping był słaby. Mi ten doping wyjątkowo pomógł. Bębniarze wybijający ostry rytm podrywali do biegu i pozwalali wejść w jakiś rodzaj biegowego transu. Machający i uśmiechający się kibice, przybijanie „piątek”, wesołe transparenty i kartony, kołatki, trąbki, tuby i wykrzykiwane przeróżne hasła, cheerleaderki, tańce – to pozwalało odkleić się myślom od asfaltu i upału. Dziękuję wszystkim dopingującym, to był kawał dobrej roboty.

Najlepsze były dwie dziewczyny z grupy „Biegowi Zajawkowicze” z tablicami „uśmiechnij się, jeśli wczoraj miałeś dobry sex” oraz „przybij jeśli masz zgrabny tyłek”. No, spróbujcie przybić piątkę nie uśmiechając się :D (przypomnę, że sobotę spędziłem na podłodze sali gimnastycznej otoczony innymi biegaczami płci tej samej).

Biegowi Zajawkowicze

Fota pochodzi z FB „Biegowi Zajawkowicze” https://www.facebook.com/biegowizajawkowicze

Poza granicą

Niestety od 10 kilometra zaczęliśmy mijać osoby, które znalazły się po drugiej stronie zmęczenia. Dopóki się widzi zajechanych biegaczy siedzących na krawężniku z opuszczoną głową, to jeszcze jest OK. Ale coraz częściej na poboczach i chodnikach leżeli nieprzytomni biegacze z nogami powyżej głowy, rozłożeni na foliach, obok krzątający się ratownicy, próbujący nawiązać z nimi kontakt. Kilka osób za mną zasłabła biegaczka, kątem oka zauważyłem biegaczy łapiących ją i odprowadzających na bok. Po chwili na lewo odszedł biegacz pochylając nisko głowę – odbiła do niego dziewczyna, która po chwili wyrównała krok ze mną, kręcąc z dezaprobatą głową. „Dziś już trzech ratowałam” westchnęła, „ludzie są nienormalni”. Faktycznie. Większość biegaczy biegła w krótkich spodenkach i koszulkach oraz czapkach. Ale były też osoby ubrane w DŁUGIE legginsy! Z wielką obawą przyglądałem się i mijałem takich biegaczy. Prognozę znali wszyscy, miał być upał i ostre słońce. Kto dotarł do granicy zmęczenia, po chwili przegrzewał się i tracił kontakt ze świadomością.

Organizatorzy zapewnili kurtyny wodne ale w liczbie trzech. I to takich … mgiełek. Podczas biegu w Pszczynie po przebiegnięciu przez kurtynę człowiek był mokry i szczęśliwy. Po rzebiegnięciu przez kurtynę w Warszawie był leciutko zroszony i zdziwiony.

II BMW Półmaraton Praski kurtyna wodna

(a mówili, że w Warszawie tęczy już nie ma?)

Od 15 kilometra miałem wrażenie, że każdy ratownik (gęsto rozstawiony!) miał swojego biegacza pod opieką. Zaczynały się zawodzenia karetek pogotowia. Aż sprawdziłem później na wynikach biegu –

71 osób, które przekroczyły linię startu, nie ukończyło biegu!

Bardzo smutno się przegląda końcówkę wyników biegu – niektóre z tych osób mają świetny czas na ostatnim pomiarze przed metą. Niestety ostatniego pomiaru – z mety – brak….

Finisz

I tak oto zbliżałem się do końca. 18-19-20 kilometr. Skończyła mi się woda w moich bidonach, na punkcie nawadniania na wszelki wypadek uzupełniałem zapasy. Żele zjadłem, wsypałem do paszczy magnez z pakietu startowego i jeszcze dopchałem kostką cukru. Mniam. No to czas na „spektakularny finisz” (człap… człap… człap…). Spojrzałem na zegarek, cóż, czas to tragedia. Tętno już jest w okolicach HR max, no to … ognia. Przed finiszem w parku jeszcze musieliśmy zwolnić, żeby przepuścić karetkę wiozącą kolejnego biegacza.

II BMW Półmaraton Praski relacja

Finiszowałem mając dużo miejsca i przestrzeni. Ręce uniesione w geście zwycięstwa! Tak wygląda meta oczami biegacza:

II BMW Półmaraton Praski meta

Zerkam ponownie na zegarek i … Mam rekord! Hurrrraaaa, jestem mistrzem.

Tętno 185, mój nowy najwyższy HR max!

Ale poza tym to ukończyłem II BMW Półmaraton Praski! Mój trzeci półmaraton. Organizatorzy bardzo sprytnie przesunęli wgłąb miejsce przekazywania biegaczom medali, meta była „przelotowa” – bardzo dobry pomysł.

II BMW Półmaraton Praski medal

Za zakrętem butla wody (1,5l – hurrra!) i pakiet od sponsora – banan i dwa batoniki. Idę znaleźć kawałek przestrzeni dla siebie, musiałem przejść 1/2 parku, żeby kawałek trawki (w cieniu) znaleźć. Wodę pochłonąłem w ciągu godziny – nawet nie wiem gdzie zniknęła.

Pożegnanie

Rzut oka na zegarek – no tak mam godzinę na odbiór plecaka, wzięcie prysznica i dotarcie na dworzec. Wszystko idzie bardzo sprawnie, nawet nie ma kolejki do pryszniców! Ale fajnie, że organizator o tym pomyślał. Do tego po drodze stały bardzo sprytne „umywalnie” (też sygnowane przez toi-toi) – można było odświeżyć się wodą, było i mydło, i ręczniki papierowe – super.

Wykąpany, świeżutki i pachnący jak reklama żelu pod prysznic żwawo udałem się na dworzec, po drodze pozdrawiając cyklistów i wiewiórki.

Wiorka

Na dworzec zdążyłem 15 minut przed odjazdem pociągu.

II BMW Półmaraton Praski relacja

Czy ja już wszędzie muszę te „biegi” widzieć?

Pociąg przyjechał punktualnie – pozostało mi pomachać na pożegnanie Pałacowi Kultury i Nauki.

Wieczorem spojrzałem na swojego Polara:

II BMW Półmaraton Praski relacja - polar

Nieważne kto biega, ważne, kto normy ustala

Co przeżyłem w pociągu doczekało się odrębnej opowieści. (Polskie Koleje Przygodowe – reaktywacja)

Polskie Koleje Przygodowe PKP

a teraz czas na szybkie (niczym ekspres przejeżdżający przez stację w Koluszkach)

koniec

…podsumowanie

Warto było wziąć udział w II BMW Półmaratonie Praskim. Tak jak pisałem, gdyby nie wygrany w Lidze Biegowej pakiet, nawet bym o starcie w Stolicy nie pomyślał. A tak dzięki wygranej zaliczyłem swój trzeci półmaraton. Wziąłem udział w największej jak do tej pory imprezie biegowej (5800 osób wystartowało). Podziwiałem organizacyjny rozmach i bardzo sprawną organizację.

Rezultat na mecie bardzo słaby: 2:09:45. Trudno, nie będę płakał tylko lepiej się przygotuję na raz następny. Ktoś mądrze napisał, że ci co biegną taki bieg dłużej mają dużo gorzej, bo dłużej przebywają na trasie i się męczą. Jako ciekawostkę podam, że zwycięzca półmaratonu Praskiego – Marcin Chabowski w czasie 2:10:07 kończy… maraton!

Ja dałem z siebie wszystko. 90% czasu w najwyższym zakresie tętna, 10% w niższym.

Tetno

Gdy patrzę na statystykę biegu z kolejnych punktów pomiarowych to:

00:28:33 / 3971 00:47:32 / 3748 00:57:20 / 3856 01:29:27 / 4123 01:46:10 / 4147 02:03:05 / 4066 02:09:45/4046

Na 10. kilometrze miałem najlepszą pozycję, później dużo gorzej, choć na końcówce jeszcze kilkadziesiąt osób wyprzedziłem (no co, musiałem sobie jakiś pozytyw znaleźć). Były momenty przed końcem, gdy większość zawodników… maszerowała. Przynajmniej w mojej „strefie spadkowej”.

Pozostaje być Kenijczykiem i „kończyć deser, gdy ostatni biegacze będą dopiero przekraczali linię mety”.

Gratuluję organizatorom, moim zdaniem nie było słabych punktów w całym wydarzeniu. Noclegi, pakiety, oznaczenia, bogactwo wody dla zawodników, sprawny przepływ biegaczy w każdym miejscu i czasie. Oprawa dodatkowa, miasteczko dla dzieciaków. Dobre miejsce startu i końca biegu. Perfekcyjne zabezpieczenie lekarskie. Media, wywiady i zdjęcia. Choć tu może małe zażalenie – zobaczymy jak temat się zakończy.

Podczas XXIII Biegu Fiata w Bielsku sponsor (FIAT) stanął na wysokości zadania i każdy z uczestników biegu mógł gratis ściągnąć swoje fotki z portalu fotomaraton.pl. A tu? BMW niestety przyjęło odmienny wariant, gratis można ściągnąć fotki, które oni sami robili. Resztę kupuje się samemu – fotek jeszcze nie ma więc nie twierdzę tego ze 100% pewnością, ale jeśli okaże się to prawdą, to cóż… FIAT jest hojniejszy niż BMW?


Wiecie, że życie dopisuje ciekawe zakończenia (?) historii? Półmaraton wygrał Marcin Chabowski – od tego zacząłem mój tekst. Po napisaniu tekstu wrzuciłem również info o relacji na swojego Instagrama. Przeglądam dziś „lajki” i poczułem się jak podłączony do prądu. Jeden z nich pochodził z profilu Chabos runner. Czy muszę tłumaczyć kto poświęcił tę milisekundę z własnego wolnego czasu na kliknięcie na fotkę na moim Insta?

25 Comments

  1. Jak na taki upał to wynik jest bardzo dobry :)
    Raz chyba biegłam w taką pogodę. Widok leżących na poboczach biegaczy zdecydowanie nie motywował.

    • Dziękuję :) No tu się trup słał baaaardzo gęsto ;) i takie podświadome pytanie w głowie „czy jeśli przyspieszę, to będę następny?” ;)

  2. Co_na_regale

    Gratulacje. Samo pokonanie półmaratonu jest już imponujące, ale pokonanie go w upale wydaje się drogą przez mękę. Dlatego nie ma co się przejmować czasem – najważniejsze, że meta osiągnięta, bicie rekordów zostaw na nieco chłodniejsze dni. ;) Jestem zdziwiony, że całość wygrał Polak – wszyscy Kenijczycy akurat odpoczywali po lekkoatletycznych mistrzostwach świata?

    • Dzięki :) Wygrał Polak ale spójrz jaki Polak :D „Lekkoatleta, długodystansowiec. Mistrz Europy Juniorów, Rekordzista Polski Juniorów. Posiadacz 6. wyniku w historii polskiej lekkoatletyki w biegu maratońskim – 2:10:07. Członek Kadry Olimpijskiej na XXX Igrzyska Olimpijskie w Londynie.”

      • Co_na_regale

        Wszystko jasne. Czopki z dup, jak to ktoś o podobnych zawirowaniach umysłowych napisał. ;)

  3. Nieidealnaanna

    Dotarłam do mety i JA tego iście maratońskiego tekstu :) Ale jestem z ciebie dumna, gratuluję dokonałeś tego co jest moim ogromnym marzeniem i to w dodatku 3-krotnie :) pięknie masz serce wojownika i tak trzymaj :) Ale w jednym szkoda, że nie zagadałeś wcześniej bo cały weekend byłam na Podlasiu i calutkie mieszkanko stało puste – mogło być do twojej dyspozycji blisko trasy biegu …

  4. Nieidealnaanna

    Dotarłam do mety i JA tego iście maratońskiego tekstu :) Ale jestem z ciebie dumna, gratuluję dokonałeś tego co jest moim ogromnym marzeniem i to w dodatku 3-krotnie :) pięknie masz serce wojownika i tak trzymaj :) Ale w jednym szkoda, że nie zagadałeś wcześniej bo cały weekend byłam na Podlasiu i calutkie mieszkanko stało puste – mogło być do twojej dyspozycji blisko trasy biegu …

    • Serce rośnie czytając Twój wpis :) Wiesz, najprostszym wyjściem był nocleg w liceum. Przecież wpuszczenie takiego całkiem obcego Bookworma do mieszkania to spore ryzyko – książki by wyczytał, w okładkach wygryzł dziury – nigdy nie wiesz, co się mogło zdarzyć ;)

  5. Dla mnie – nie biegacza, samo dotarcie do mety w taki upał to mistrzowski wyczyn. Chylę czoła. I gratuluję. Relacja jak zwykle bardzo ciekawa. W zapowiedzi było że długa. Długa? Nie zauważyłam. :-) Oczywiście czekam na relację z podróży pociągiem, bo nic co kolejowe nie jest mi obce. ;-) Czekam też na relację z muzeum Powstania. O zgrozo, czekam, że Ślązak pokaże mi przewodnik po muzeum Powstania Warszawskiego, bym w końcu mogła to muzeum odwiedzić.:-) Kajam się. Ja, prawie Warszawianka, tyle że ze wsi. ;-) Obiecuję, że odwiedzę w tym roku. :-)

  6. Czytałam tą relację i się uśmiechałam ;) bo ja chyba zepsuta jestem mocno i w tych stolycowych biegach ciągle udział biorę to porównuję, a to nie takie, a to jakieś dziwne i tu krzywo ;) a u Ciebie taki dziecięcy zachwyt. Następnym razem jak wpadniesz do stolycy to daj znać to pokibicować choć przyjdę, a śmieszne jest to, że ja miałam brać udział w tym półmaratonie ;) no ale się nieco wycofałam. Ja nie potrafię biegać w upale, po prostu to nie dla mnie… dlatego tym bardziej podziwiam. Biegłam w tym roku na 5 km w upale i to był koszmar :( brrrr…… nigdy więcej. Może za rok, teraz już na jesieni za to zaczynam sezon kolejnych dziesiątek ;).

    • Dziecięcy zachwyt, to jest bardzo trafne porównanie :) Przyjaciel Warszawiak stwierdził, przy tych moich zachwytach klimatyzowanymi tramwajami i innymi cudeńkami, że nastąpił „kontakt z cywilizacją ale cywilizacja chyba nie jest jeszcze na mnie gotowa”. Choć i tak jest sukces, że się nie zgubiłem, że niczego nie zepsułem i że jeszcze mnie policja nie szuka :D

      Ja też szykuję się na jesień na „dyszki”, tematy „połówek” muszę przemyśleć :D

  7. Dobrze się czyta, Ty powinieneś książki pisać. Tylko nie bardzo pochwalam bieganie na gołda i to jeszcze maratonu w upale.

  8. Panie Wormie- 2;09 to kiepski czas?! No bez jaja! W takich tropikalnych warunkach to 1.szacun ze dobiegłeś, 2.przytomność umysłu zachowana przez cały czas, 3.po nocy w warunkach conajmniej polowych które regeneracji raczej nie sprzyjają ;) 4.imo czas b.dobry! Gratulacje!!
    ps.Moja znajoma która z tzw.buta pobiegła zdała mi relację- to o „trupach” na każdym punkcie medycznym..brr, mocno deprymujące.
    pps.a streching po biegu i przed pociagiem był grany? ;)

    • Dzięki Ci o Pani! Ze stretchingiem to by mnie najpierw ktoś by musiał porządnego nauczyć. Ale trochę tak, zawsze sobie nogi naciągam stojąc jednonóż. Kabaret był, bo tak się naciągałem stojąc na peronie z założonym plecakiem i czekając na pociąg – wyglądałem jak… kre… minionek :D Widok przedni musiał być ;)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén