IX Bieg o puchar burmistrza miasta Pszów – relacja


22. stycznia 2017. roku stanąłem na starcie IX Biegu o puchar burmistrza miasta Pszów. To już trzeci raz miałem przebiec 12km trasy mojego „domowego” biegu trasą, którą doskonale znam z moich leśnych wybiegań. Bardzo lubię ten bieg, właśnie za leśną lokalizację. Bardzo nie lubię tego biegu za to, że przypada na najgorszy dla mnie czas do trenowania – którego moja astma bardzo nie lubi. Smog niestety nie sprzyja bieganiu.

Trasa

Bieg jest trudny. Trasa zaczyna się na boisku pod OSP Krzyżkowice, skąd biegniemy 2 km do lasu (na którego skraju zazwyczaj parkuję – tę lokalizację wam pokażę na końcu tekstu), później następuje 8km zmagań z leśnymi dróżkami, no i wracamy 2 kilometry do miejsca startu, który niespodziewanie zmienia się w metę.

Trasa jest wymagająca ale bardzo urozmaicona. Do piątego kilometra nie ma większych podbiegów, za to jest jeden odcinek (niedaleko grodziska Gołęszyców), na którym można osiągnąć spore prędkości. Od piątego kilometra zaczynają się podbiegi, z czego najtrudniejszy jest na ósmym kilometrze. To zdradliwy podbieg, bo gdy wbiegnie się na szczyt górki szybko okazuje się że górka ma swój ciąg dalszy.

Dzień startu

Pogoda była przepiękna, świeciło słońce, był lekki mrozik i wszędzie wokół leżał śnieg. Było pięknie i bajecznie. Jechałem na start jak na ścięcie, bo w poprzednich tygodniach biegałem sporadycznie. Żadna to przyjemność trenować, gdy normy PM10 i benzo(a)pirenu wszędzie wokół są przekraczane o kilka rzędów wielkości. Bieganie w masce to również udręka a do tego czasem w powietrzu jest taki dym, że i maska niewiele pomaga. Tak więc jaki rezultat mogłem wykręcić na tej trudnej trasie? Turystyczny. I tak do startu podszedłem.

Spokojnie dotarłem na miejsce, wypełniłem druczek i odebrałem numer startowy. Numer nie miał otworków więc metodą McGyvera zrobiłem cztery dziury, mocując numer do bluzy za pomocą moich „firmowych” klipsów.

Organizatorzy nie przewidzieli żadnego pakietu startowego, tak więc za cenę 30zł otrzymałem numer i 4 agrafki.

W biurze zawodów spotkałem Łukasza, Edytę i Grzegorza (którym znienacka zrobiłem zdjęcie) i wkrótce natrafiłem też na Dagmarę.

Edyta bieg w Pszowie

Byłem dziwnie spokojny, że obie panie tego dnia staną na podium, jeśli nie całego biegu, to przynajmniej w swojej kategorii.

Czas już było ruszyć się rozgrzewać, tak więc potruchtałem kilkaset metrów, zrobiłem kilka zdjęć,

Przed startem bieg w Pszowie
porozciągałem się i … nakręciłem krótki filmik.

Start

Przed startem Katarzyna Sawicka-Mucha, burmistrz Pszowa, przywitała biegaczy i poprosiła o uczczenie minutą ciszy zmarłego w ubiegłym roku Zbigniewa Marszałkowskiego, prezesa Klubu Sportowego Forma. To właśnie KS Forma, tradycyjnie od lat organizuje bieg w Pszowie.

Powitanie IX BIeg pszów

Rozpoczęto odliczanie do startu. Na zegarkach biegacze ze zdziwieniem zauważyli godzinę 10:58, więc bieg rozpoczął się z lekkim przyspieszeniem. Co gorsze, wystartowano równocześnie i biegaczy i zawodników nordic walking. Uczestników było niespełna 140, ale pierwszy zakręt żywcem przypominał filmy grozy z płonącym drapaczem chmur, w którym w klatkach schodowych podczas ewakuacji dochodzi do dantejskich scen.

Przez pierwsze 200m dusiłem się ze śmiechu, słuchając tego, co biegacze sądzą o potykaniu się o kijki do NW i o starcie wspólnym. A wystarczyło wypuścić zawodników NW 30 sekund później, jak to drzewiej bywało.

Na trasie

Na bieg założenie miałem proste. Maksymalnie wykorzystać płaskie odcinki, na wariata pędzić z górek i dostojnie kroczyć pod górki. Tak też zrobiłem.

Dobieg do lasu Pszów

Profil trasy (wg mojego zegarka) wygląda dokładnie tak:

Profil trasy IX biegu o puchar burmistrza miasta Pszów

Wykorzystałem profil maksymalnie, gnając na granicy przyczepności cały piąty kilometr. Później zaczęły się schody…

Trasa była dobrze oznaczona na śniegu czerwonymi strzałkami, jak i w powietrzu – zwisającymi kawałkami biało-czerwonych taśm.

Strzałka na śniegu bieg o puchar burmistrza miasta Pszów

Pamiętałem jak trudno było mi biec rok temu, gdy astma totalnie pokrzyżowała moje biegowe ambicje, w tym roku biegło mi się całkiem dobrze, choć brak pojemności płuc na podbiegach dawał się we znaki.

Na największym z podbiegów zerknąłem na pulsometr, wskazywał 180ud/min, więc blisko HRmax.

Ponownie zrobiłem zdjęcie najtrudniejszemu z podbiegów, który uwieczniam praktycznie za każdym razem, gdy biegam w tym lesie. I tym razem nie udało mi się ująć jego nachylenia. Trudno, musicie uwierzyć mi na słowo, że lekko nie było.

Podbieg 8km bieg o puchar burmistrza miasta pszów

Na 3/4 wzniesienia czekał, dla bezpieczeństwa uczestników, quad wraz z kierowcą. Miłe urozmaicenie,  w ubiegłym roku wzdłuż trasy byli rozstawieni myśliwi, czasem przemyślnie ukryci, co widać na fotce poniżej.

VIII Bieg o Puchar Burmistrza Pszowa 2016Teraz postawiono na użytkowników pojazdów mechanicznych, po drodze spotkaliśmy również wolontariusza z motorowerem.

Quad zabezpieczenie biegu w Pszowie

Ostatnie dwa kilometry to już formalność, choć równie męcząca, bo biegnie się prostymi ulicami, biegnie się i biegnie, a trasa wydaje się być niekończąca.

O tyle, o ile w lesie powietrze było czyste, to gdy przebiegało się obok domów, czuć było wiszący w powietrzu smog.

Na ostatniej prostej przed metą ujrzałem Edytę i Grzegorza, którzy już przebierali się przy aucie. Edyta miała refleks i tak oto złapała mnie w obiektywie. Dzięki! Tak właściwie dlaczego ja się znowu w biegu śmieję, choć tętno właśnie dochodziło do 184/186??

Bookworm kilkaset metrów przed metą

Kilkadziesiąt sekund później przewodniczący rady miasta, Czesław Krzystała zawiesił na mojej szyi kolejny medal z pszowskiego biegu. Całkiem ładny medal, trzeba przyznać. Bieg ukończyłem z czasem 1:06:54.

Medal IX Bieg o puchar burmistrza miasta Pszów

I po biegu

Jeszcze chwilka rozmów o planach biegowych na ten rok z Edytą (1:01:56 – III miejsce w swojej kategorii), Dagmarą (1:01:08 – II miejsce w kategorii) i Grzegorzem (0:58:34), którzy byli na mecie dużo szybciej przede mną. Obowiązkowa seria zdjęć okolicznościowych.

Grupa biegaczy Pszów bieg

 

Zjedliśmy smaczny bogracz i pożegnaliśmy się. Do zobaczenia za rok?

Wyniki

Wyniki biegu można sprawdzić na portalu maratonypolskie.pl.  Bieg wygrał Grzegorz Szymura z Leszczyn z wynikiem 0:46:52, Beata Wrońska, pierwsza z pań, przekroczyła linię mety z czasem 0:54:35.

Polecam leśną wycieczkę

Na koniec – kontynuując rozmowy przed i pobiegowe, chętnym do pobiegania (czy na wycieczkę rowerową) w krzyżkowickim lesie podaję dwie lokalizacje parkingów, na których można zostawić auto i zagłębić się w las, choćby w kierunku grodu Gołęszyców.

Pierwsza lokalizacja parkingu to końcówka ulicy Lubomskiej, to tam, gdzie kończyły się zabudowania i wbiegaliśmy do lasu. 100m od parkingu, po prawej stronie, jest miejsce na piknik – stół i ławy.

 

Druga dogodna lokalizacja do zaparkowania, to skręt do lasu przy ulicy Karola Miarki w Pszowie. Poniżej widok zjazdu na Google Maps. I tę lokalizację jeszcze bardziej polecam, bo jest spory parking (i również miejsce do pikników).

Na blogu wielokrotnie opisywałem i dokumentowałem zdjęciami piękno tych leśnych tras, serdecznie je polecam – szerokie, w większości utwardzone, teren jest idealny do trenowania podbiegów.

A może spotkamy się gdzieś na którejś z leśnych dróżek? 

 

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Monika Dudzik pisze:

    Lubię czytać Twoje biegowe relacje, choć bieganie to nie moja bajka;) Niemniej trochę Twojego entuzjazmu bardzo by mi się przydało:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.