Katowice Business Run 2015 relacja


Zakończenie biegu Katowice Businnes Run, niedziela 6 września, godzina 12.30. Na scenie pojawia się roześmiany i tryskający pozytywną energią Jasiek Mela i Piotr Gruszka. Jasiek bierze mikrofon i płyną słowa. O tym, że dzięki nam biegaczom z wpisowego (1500 osób w 300 drużynach) i dzięki sponsorom zebrano ponad 102 tys. zł na protezy dla dwóch osób. Że jego proteza kosztuje ponad 40 tys zł, ale dzięki niej mógł sięgnąć swoich marzeń, przebiegł maraton, triathlon. Że każdy z nas poświęcił też tę chwilę czasu żeby być w Katowicach, żeby przebiec dystans 3,4km, czasem cierpiąc katusze na trasie. Dla wielu osób to był bardzo trudny bieg, bo na co dzień nie biegają.

Katowice Business Run 2015

Trudno było się nie wzruszyć, to była jedna z najlepszych motywujących mów (i najlepsza na zakończenie biegu!), które słyszałem. Rzadko padają ze sceny słowa podziękowania dla biegaczy, nawet podczas akcji charytatywnych.

Dla mnie udział w tym biegu był od roku marzeniem. Które dziś się spełniło.

Na końcu relacji – tradycyjnie już – znajdą się odnośniki do galerii biegowych – może też tam siebie znajdziecie.


Katowice Business Run to rodzaj biegu charytatywnego, który odbywa się w sześciu miastach. Zebrane środki są przekazywane na rzecz fundacji Jaśka Meli „Poza Horyzonty” – jest to pomoc dla konkretnych osób. Środki pochodzą od sponsorów oraz z wpisowego biegaczy. Również startujące drużyny mogą kwestować i wpłacać środki „na drużynę” – jest osobny ranking i rywalizacja. W Katowicach rekordowa drużyna wpłaciła 1420zł. W Warszawie – ponad 56 tysięcy złotych… Fundacja w miarę zebranych środków pomaga kolejnym osobom.

Wymarzony start

Ja też spełniłem swoje marzenia. Gdy zacząłem biegać rok temu, od razu wpadł mi ten bieg w oko.

Czy po takiej reklamówce byście się nie skusili? Tym bardziej, że biegło w nim trzech moich znajomych.

Niestety, barierą dla mnie był fakt, że trzeba wystawić drużynę pięcioosobową, w której każdy pokryje wpisowe i pojawi się na biegu. Uparłem się, że tak czy inaczej wystartuję i od samego początku zapisów poruszyłem niebo i ziemię, żeby wystartować w biegu. Regulamin dopuszcza udział osób spoza „nagłówkowej” firmy, ale te zazwyczaj posiadają swoje sprawdzone składy biegaczy.

Wreszcie, przy okazji spotkania dawnej klasy liceum, Tomek powiedział: „spoko, załatwię ci udział”. Nawet nie wiecie ile razy wcześniej słyszałem te słowa. Ale w kilka dni później byłem już na liście rezerwowej ósmego składu … NFZ, po tygodniu już byłem w biegnącym składzie! Dzięki Tomku! I dzięki Sławku za przyjęcie do grona biegnących jak i za superprofesjonalną organizacje całego wydarzenia – dostałem nawet okolicznościowy dyplom! (spróbuję podczas następnej wizyty u lekarza, może dostanę zniżkę na badania).

Dziękuję też dla mojej zacnej ekipie: Oli, Sławkowi, Pawłowi i Arkowi, mam wrażenie, że nieźle zamieszaliśmy w klasyfikacji ośmiu ekip NFZ :)

Później wydarzenia potoczyły się bardzo szybko, zostałem piątą zmianą w sztafecie, o tyle komfortową, że ja już nikomu pałeczki nie muszę przekazywać za linią mety.

Może jeszcze dodam, że nienawidzę biegać. Nienawidzę biegać na krótkie dystanse. Na czym polega problem, jeśli się przecież biega regularnie na wielokrotnie dłuższe dystanse? Otóż w intensywności wysiłku i rozłożeniu go w czasie. Bieg na dłuższe dystanse wybacza błędy, bo jest czas je skorygować, zwolnić, odzyskać oddech. 3 km to 15 minut, jeśli się przebiegnie zbyt szybko początek, to się wpada w „czarną dziurę”, z której trudno wyjść. Dwa razy biegłem oficjalny „test Coopera”,  w obu przeszarżowałem na początku, żeby umierać na końcu.

Biegnę z bratem

Drugie, mniejsze, marzenie to start w tym samym biegu z moim bratem. On biega od bardzo dawna, również maratony. To on odpowiadał i odpowiada na niekończące się moje biegowe pytania. W bieganiu jest świetny, choć miał przerwę. Nigdy nie ma pytania czy będę lepszy, zawsze: o ile wolniejszy. I co? Wreszcie okoliczności tak się ułożyły, że biegliśmy razem, choć w różnych sztafetach. Ale wspólny uścisk przed startem – bezcenny!

Sprawdził trasę, opisał mi wszystkie niuanse, na koniec sam odkrył, że ma tak starte buty biegowe, że będzie się ślizgał. Poradziłem, żeby sobie wzorem WRC ponacinał bieżnik, to będzie lepiej odprowadzał wodę. Nawet nie wiedziałem, jak prorocze to były słowa. Bo w niedzielę lało.

Marek droga do Tokio!

To nie koniec spotkań. Spotkałem jednego z blogerów biegowych – Marka z blogu drogadotokio.pl, którego bardzo cenię za cięte riposty (i zazdroszczę wyników). To on wygrał losowanie startu w maratonie rok temu w Tokio i zrealizował swój start, dzięki wyszukanym sponsorom. Szacuneczek – to jest właśnie to, znajdować rozwiązania a nie problemy. Chwilę udało nam się porozmawiać, niestety z nieba płynęły strugi deszczu, wiało jak cholera a on spieszył się na odprawę kapitanów drużyn. Ale jeszcze pewno się spotkamy na kolejnych trasach biegowych. Z tego smutku rozstania udałem się do jedynego miejsca, gdzie nie padało – do cichego azylu plastikowych budek toi-toi.

Katowice Business Run 2015.

Mgr inż. Anioł, również obecny na tym biegu, a któremu wysłałem dzień wcześniej relację autorstwa Marka z biegu, w którym obaj uczestniczyli sam stwierdził, że „chyba gdzieś widział tego blogera co mi wczoraj jego relację wysyłałeś”. To się nazywa rozpoznawalność, prawda? A zazdrość to jeszcze gorsza cecha, z autopsji to wiem.

Startujemy

No i wreszcie przeszliśmy do startu. 300 startujących drużyn, 1500 biegaczy, 1200 razy pałeczka musiała zostać przekazana z rąk do rąk na bardzo wąskim odcinku. Wyobraźcie sobie co się działo. Sam widziałem osoby, które biegały w jedną i drugą stronę (w tym pod prąd) w strefie zmian, wymachując pałeczką i błagając o zmianę!  Nie wszystkie drużyny były dobrze dogadane i zorganizowane.

Katowice Business Run 2015

Po przecierpieniu deszczu, rozgrzewki,

Katowice Business Run 2015zimnego wiatru przygotowałem się na zmianę. Przede mną biegła Ola, która mimo zmęczenia błyskawicznie mnie odnalazła w strefie zmian – dzięki niej ostro ruszyłem na trasę. Poprzednicy zmagali się z deszczem i śliską nawierzchnią, ja miałem szczęście – wyszło słońce!

Pierwszy kilometr, tak jak to przećwiczyłem, wstrzymywałem się z pościgiem. Entuzjazm nakazał przyspieszać, rozum – wyczekać do ustabilizowania oddechu po głównym podbiegu na środku trasy. Tak zrobiłem, dzięki czemu starczyło sił na bardzo mocny finisz.

Katowice Business Run 2015Podczas biegu kontrolowałem tempo ale nie zaglądałem na puls. Bardzo się zdziwiłem, gdy na pulsometrze zobaczyłem taką wartość:

Katowice Business Run 2015

Nowe HR Max, wyższe od poprzedniego o całe 10 uderzeń… Muszę w końcu porządnie wyznaczyć swoje „granice”.

Internetowi i mobilni

Sztafetę wygrała JZP Kancelaria Adwokacka. Sprawdźcie sobie z jak nieludzką przewagą czasową. Ta przewaga wynikała ze składu ekipy. Cóż, kto potrafi obsługiwać wyszukiwarkę internetową, ten sprawdzi kto biegł w składzie zwycięskiej ekipy. Bez wątpienia w zgodzie z regulaminem. Tylko czy to jeszcze był duch „fair play”?

Na scenę wywołano również zwycięzców akcji „pomagam więcej”.

To własnie drużyna „Internetowych i mobilnych” zebrała w katowickiej edycji największe środki. I – podobnie jak JZP – wygrali tę kategorię drugi rok z rzędu. Otrzymali w nagrodę specjalne złote koszulki.

Katowice Business Run 2015 Internetowi i MobilniPewno bym na to nie zwrócił uwagi, gdyby nie fakt, że kapitanem tej drużyny jest … mgr inż. Anioł, mój dobry duch opiekuńczy, który wkręcił mnie w większość dotychczasowych przygód biegowych i dzięki któremu nie biegam tylko „dych” ale również „połówki” (wypalony ślad jego anielskiej stopy na moich plecach do dziś mam – tak w kwestii motywacji). I pewno dzięki któremu kiedyś będę miał swój „pierwszy raz”. Maratoński oczywiście.

Katowice Business Run 2015 Internetowi i Mobilni

(z archiwum Anioła)

Best selfie ever

No cóż. Geniuszem fotografii nie jestem. Złośliwi twierdzą, że nawet nie powinno mi się dawać do rąk aparatów fotograficznych, bo albo zepsuję, albo zgubię. Opierałem się tak szkaradnym opiniom. Aż ujrzałem najlepsze sefie kiedykolwiek. Po prostu. Patrzcie i podziwiajcie:

Katowice Business Run 2015, w kolejce po medal selfie

No co, celowałem w .. pałeczkę i numer startowy (kolejka po medal)

A tym razem nawet trafiłem.

Katowice Business Run 2015

Na pewno nie pamiętacie mojej relacji z upalnej Pszczyny?

Kawawan Pszczyna

Na rynku stał tam… Kawawan! Tu też był

Kawawan

I tym turpistycznym akcentem kończę relację z mojego dnia realizacji marzeń.


Dobra, nie kończę. Jeszcze słówko. Oczywiście w internecie nikt nie potrafił znaleźć wyników biegu. Były z innych miast, w których odbywał się Business Run. Ale katowickich – brak. Niemniej mgr inż. Anioł oczywiście wyniki miał. Dokładne, z podziałem na poszczególne zmiany sztafet. Spytałem skąd je ma. Gdy mi odpowiedział, zacząłem się śmiać i śmieję się do teraz.  „Sięgaj wzrokiem tam, gdzie inni nie sięgają”. Mistrz!

Tak sobie jeszcze patrzę. Po co na odwrocie numeru startowego wprowadzono takie dziwne rubryki?  Chyba, żeby prościej było je katalogować, jesli ktoś je zbiera?

Katowice Business Run numer startowy


Galerie i inne relacje

Ale, gdzie tam koniec. Polecam świetną relację ze sportu śląskiego: http://www.sportslaski.pl/inne-pl/katowice-business-run-2015.html

Katowice Nasze Miasto

No i nie zapomnijcie zajrzeć do Marka z blogu Marek droga do Tokio.

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

16 komentarzy

  1. Blogierka pisze:

    Czyli bieganie to u Was rodzinne ;). Brat starszy czy młodszy?;)
    Sama idea biegu- świetna! Pomaganie przez bieganie :) A Jasiek Mela jest dla mnie niesamowitym człowiekiem!
    ps. To selfie to całkiem zacne wyszło ;)

  2. BasiaK pisze:

    Kolejny dowód na to, że marzenia się spełniają i że w tym spełnianiu trzeba im troszkę pomóc. Gratuluję.I widzę, że bieganie macie we krwi. :-)
    A selfie rzeczywiście najlepsze. :-)

    • Bookworm pisze:

      Dzięki, to był widać jakiś wirus, który u mnie się aktywował stanowczo zbyt późno :D Widać jakiś mój daleki przodek ganiał za jakimiś mastodontami, no i tak pierdyknęło po genach kilka tysięcy lat później ;)
      No co, z selfie celowałem w pałeczkę i w numer startowy. PRAWIE trafiłem. :P

      • BasiaK pisze:

        E, to może mnie też jeszcze pierdyknie. :-) Poczekam. Tyle, że może się okazać, że mój przodek nie ganiał, tylko ogniska pilnował. No cóż, to też ważna fucha. To pewnie dlatego tak lubię patrzeć w ogień. ;-)
        A selfie naprawdę jest fajne. Widać nazwę imprezy, widać numer, widać twarz szczęśliwą i błękit nieba. Nie doceniasz wartości artystycznych obrazu. :-) Czy to ważne w co trafiałeś? Dla mnie bomba.

  3. Nieidealnaanna pisze:

    Mega pozytywny wpis. Super inicjatywa i wielkie brawa dla ciebie. Tego typu biegi są zdecydowanie w moim stylu, dystans, idea i klimat :) Mam nadzieję, że następny sezon biegowy otworzymy wspólnie i spotkamy się na jakimś maratonie :)

  4. Nieidealnaanna pisze:

    Mega pozytywny wpis. Super inicjatywa i wielkie brawa dla ciebie. Tego typu biegi są zdecydowanie w moim stylu, dystans, idea i klimat :) Mam nadzieję, że następny sezon biegowy otworzymy wspólnie i spotkamy się na jakimś maratonie :)

  5. Barni pisze:

    Gdybyś, po upalnym półmaratonie, miał teraz biec w ulewie, mógłbyś spokojnie uznać, że aura się na ciebie uwzięła. Dobrze, że się jednak rozchmurzyło, bo kończyć jeden bieg przyklejając się do topniejącego asfaltu, a drugi – ślizgając się po nim, to chyba niemiła sprawa. ;)
    Sprawdziłem wyniki – gratulacje! Dla brata też, bo oni to w ogóle zaszaleli ładnie. ;)

    • Bookworm pisze:

      Dzięki, miałem wyjątkowe szczęście, gorzej miały osoby biegnące w poprzednich zmianach. Zupełnie inaczej się biegnie czując kontakt z podłożem, inaczej, gdy trzeba „przelatywać” nad nawierzchnią bojąc się poślizgu (a były ostre zakręty i zygzaki). No mój braciszek literalnie spuścił mi „łomot”, po minucie na każdy przebiegnięty kilometr :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.