III bieg po moczkę i makówki – relacja


Nie, nie martwcie się na zapas, Święta jeszcze trwają, a to właśnie smak wigilijnych makówek przypomniał mi III bieg po moczkę i makówki, w którym miałem zaszczyt i przyjemność uczestniczyć, jako Szejk arabski,  20. grudnia czyli pięć dni temu…


Przebrania

W biegu zamierzałem startować bez przebrania – ot, tak na spokojnie zakończyć akcentem świątecznym mój pierwszy sezon biegowy. Jednak dzięki mocom anielskim (o czym za chwilę) wpadłem na chytry (arabski?) plan przebrania się za … szejka! Przebranie proste – galabija, kefija, agal (słowniczek). Brzmiało prosto, wykonanie było skomplikowane – tylko dzięki siostrze żony całość została uszyta i prezentowała się… galowo! (inshallah!).

Wykonanie to raz, prawidłowy ubiór całości – to dwa. Tu macie krótki wideoporadnik jak zapętłać kefiję i nie dokonać spektakularnego autouduszenia się (tak, tak, w „holyłudzie” ponoć robią to źle!)

III Bieg po moczkę i makówki, Stanowice Czerwionka Leszczyny 2014, bwotr.pl

fot. bwotr.pl

Problemem w czasie biegu mógł być wiatr i deszcz. A prognozy nie były zachęcające: piątek leje, niedziela leje, sobota… słońce? I tak na całe szczęście było :)

Ale wróćmy do anioła. Otóż znajomy mój przygotował sobie piękny, własnoręcznie wykonany strój anioła. Składane, ręcznie robione skrzydła (bo to inżynier anioł), długie anielskie włosy, aureola… Na moje (i nie tylko moje oko) murowany kandydat do nagrody za najlepsze przebranie. Ale nie uprzedzajmy faktów…

Nadeszła sobota, spakowałem przebranie i dojechałem do Stanowic (Czerwionka Leszczyny). Świetnie oznaczone parkingi, pomocni wolontariusze, błyskawicznie odebrałem pakiet startowy, skorzystałem z depozytu i mogłem zasiąść na sali i delektować się inwencją współstartujących.

A kogoż tam nie było. Smok wawelski i Bartolini Bartłomiej (herbu zielona pietruszka), Rocky Balboa, Skarbek, legionista rzymski, ksiądz, obsada kuchni, zajączek wielkanocny – Rybnicka Grupa Biegowa jak jeden mąż i jedna żona przebrali się za personel sali operacyjnej. Do tego anielice, diablice, mikołaje, czarty, kolorowy zawrót głowy :D No i do tego ksiądz. Amen. Wesołe pogaduchy przedbiegowe szybko minęły i ustawiliśmy się na linii startu.

I tu mały opis retardacyjny (tak, tak, wiem – „uwielbiacie” je, tak samo jak ja). Moje założenie biegowe było następujące. Trzymać się anioła przez pierwszy kilometr, a potem się zobaczy. Jak się pewno czytelnik domyśla, arabski sposób myślenia przetransponowany na stanowickie realia nie został prawidłowo oceniony przez filtr racjonalnego optymizmu. Może to ten wielbłąd co mnie kopnął w okolicach Sosnowca?

I jeszcze przedstartowa rozgrzewka. Jak Stanowice długie i szerokie, mieszkańcy przyszli oglądać przebierańców w czasie rozgrzewki. Paroksyzmy śmiechu jasno pokazywały, że bieg to radość :) Między ćwiczących wmieszali się dziennikarze – czego rezultat można obejrzeć choćby tu. Dodam tylko, że pewien odłam startujących rekomendował nam również uczestnictwo w paradzie równości. A to tam też biegają? ;)

Start

przebiegł bezproblemowo – ruszyliśmy w dobrą stronę (co nie było takie oczywiste). Najszybsi pognali przodem, uformował się peleton, który porwał szejka wraz ze sobą. Ale anioł – chytra sztuka – narzucił szybsze tempo – zaczął całość wyprzedzać boczkami, rowem, krawężnikiem – goniłem go ze wszech sił, ledwo unikając niespodziewanego hydrantu, który omal nie zakończył mojej kariery biegowej w sposób definitywny. Świst skrzydeł był uzupełniony triumfalnym tupotem anielskich stóp.

III Bieg po moczkę i makówki, Stanowice Czerwionka Leszczyny 2014

Bieg po moczkę i makówki – mgr inż anioł w galopie (fot. archiwum anielskie)

Po kilometrze już wiedziałem, że przebiegnięcie pierwszego kilometra w anielskim tempie to był wyjątkowo głupi pomysł. Podczas ostatniego wspólnego biegu barbórkowego w Rybniku, anioł inżynier miał na mecie przewagę 8 minut! Niemniej pędziłem, myśląc o rajskich ogrodach Edenu i nowym modelu ferrari czy aby się zmieści do mojego garażu, obok tabunu wielbłądów.

A za mną pojawiały się radosne okrzyki „biegnę za Arabem!” (no, nie powiem, fajny doping – tylko czekałem na jakieś widły w plecach). Zwolniłem trochę, mając jednak w zasięgu wzroku anielską aureolę. I świadomość, że z pleców wkrótce mogą mi jakieś diabelskie widełki wystawać ;)

Do tego, po wybiegnięciu poza linię zabudowy, dorwał mnie w swoje szpony lokalny wicher. Galabija niestety nie ma dobrego współczynnika Cx, kefija zaczęła radośnie powiewać na wietrze, wiatr mnie zatkał i pojawiły się problemy z łapaniem oddechu. A do tego slalom pomiędzy kałużami. Allah wyjątkowo nie sprzyjał tego dnia moim poczynaniom. U mnie na pustyniach nie ma takich niewielkich rozlewisk wodnych z bagienną linią brzegową (jak wiadomo, „chodzenie bo bagnach wciąga” – nawet szejka). Pojawiło się również deja-vu z czwartku – dokładnie takie same warunki miałem podczas ostatniego nocnego treningu przed biegiem – porywisty pszowski wicher dodawał mi ze 20 sek/1km.

III Bieg po moczkę i makówki, Stanowice Czerwionka Leszczyny 2014, bwotr.pl

Bieg po moczkę i makówki – Szejk vs wiatr (fot. archiwum anielskie)

Endomondo miałem włączone i teoretycznie miało mi podawać czas przebiegniętych kolejnych kilometrów. Ale było schowane pod okryciem wierzchnim – miałem wrażenie, że zgubiło sygnał GPS. Odczytu brak, kolejne kilometry mijają a ja nie wiem jak bardzo wolno biegnę…

Wszystkie znaki na niebie i stanowickiej ziemi zapowiadały więc „kosmiczny wynik” powyżej 1h na 10km :) Trasa biegu to cztery okrążenia. W tym – dla ułatwienia orientacji w terenie – dwa pierwsze dłuższe. Po pierwszym umarłem, mając świadomość jeszcze potrójnej wietrznej śmierci… Niemniej galopowałem, cierpiałem, kląłem po polsku, arabsku i śląsku, zazdrościłem tym, co mnie wyprzedzali, współczułem tym, których sam wyprzedzałem. Modliłem się do Allaha o zdolność rozeznania po ilu okrążeniach mogę już skręcić w odpowiednią przecznicę na trzecim i czwartym okrążeniu. Chwała Mahometowi – organizatorzy odliczali liczbę szejków i przy cyfrze trzy – płynnie skierowali mnie na boczny tor… Ja w tym momencie nawet nie byłem już przekonany, czy wielbłąd ma cztery nogi i czy w raju będą mnie oczekiwały hurysy czy „churysy”.

 Znacie to uczucie, gdy płuca odmawiają dalszego wysiłku, a wy je przechytrzacie i zmieniacie sposób biegu koncentrując się na nogach? Głupi szejk dał się kilka razy na to nabrać… Biegłem wciąż dalej niesiony na skrzydłach dopingu.

Doping

był zrealizowany na profesjonalnym poziomie. Każdej dopingującej grupie pięknie się kłaniałem pozdrawiając w imię Allaha. Całe dopingujące rodziny, przybijające „piątki”, machające, krzyczące i machające czym tylko się dało. Ekipa stojąca przy starcie była kategorią samą w sobie – każde przebiegnięcie obok nich „resetowało” stan zmęczenia i wtłaczało w płuca dodatkowy zastrzyk tlenu. Czegoś takiego biedny szejk jeszcze nie widział i nie słyszał.

Część biegu prowadziła chodnikiem, wzdłuż drogi dojazdowej do autostrady – samochody trąbiły, kierowcy pozdrawiali biegaczy – bardzo fajne doświadczenie. Widok był zaiste epicki – zupełnie jakby wypuszczono gości szpitala dla psychicznie niedostosowanych ;) – grupa pościgowa (Rybnicka Grupa Biegowa) przebrana za personel (z wyposażeniem!) potwierdzała ten fakt ;)

No i wreszcie ostatnie okrążenie. Zajechane płuca, podejrzenie, że zostanę zapamiętany jako charczący szejk. Krzepiące słowa wolontariusza „to już ostatnie” – pozwoliły mi zwizualizować sobie linię mety. Jeszcze zakręt… chodnik…. prosta do ostatniego zakrętu…  Doping…

Meta!

Koniec! Na szyję trafia piernikowy medal, życzliwa dłoń podaje butelkę z wodą i okolicznościową bombkę (tylko bez wybuchowych skojarzeń mi tu). Los na loterię… I odzyskuję oddech, wyłączam stoper – jest, jest, jest, czas poniżej 57minut…

Staję w kolejce do realizacji losów i tu zaczynam się śmiać… Bo w gronie sponsorów było Nadleśnictwo, które ufundowało choinki. Wyobraźcie sobie co by było gdyby mieszkańcy ujrzeli zadowolonego z siebie Araba niosącego sporej wielkości choinkę na plecach i troczącego ją do wielbłąda :D „Szejk w kamuflażu” – już widzę nagłówki lokalnej prasy…

Poniżej macie szejka (w centrum) i w tle choinkę.

III Bieg po moczkę i makówki, Stanowice Czerwionka Leszczyny 2014, bwotr.pl

Zdjęcie pochodzi z galerii studia PISKA

Nie wylosowałem choinki, za to spróbowałem lokalnych specjałów (pyszne były). Uczestniczyłem w ceremonii rozdania nagród (brawa dla zwycięzców) – kolega (inżynier) anioł zajął IV miejsce za przebranie. Podziękowałem paniom za wspaniały poczęstunek i powróciłem do „cywilnych” ciuchów. Zapakowałem się na wielbłąda, mocno postanawiając, że za rok – jeśli Allah dopuści – również wystartuję w tym zacnym biegu.

Atmosfera 1000/100, organizacja 100/100, radość 100/100. Po prostu polecam.

Wieczorem legalnie umarłem ze śmiechu oglądając relację z biegu w TVS i przeglądając liczne galerie biegowe. Dziękuję serdecznie organizatorom, w tym szczególnie Luxtorpedzie, za takie święto biegu i radości – i serdecznie pozdrawiam wszystkich biegaczy :) Do zobaczenia za rok!

Grupa biegowa luxtorpeda

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

9 komentarzy

  1. BasiaK pisze:

    Radość dzielona się mnoży, dziękuję więc bardzo za podzielenie się relacją z tak radosnego biegu. Uhahałam się niesamowicie. :-D. Jesteście debeściaki. A Wasze przebrania – genialne. I gratuluję poczucia humoru i dystansu do siebie wszystkim, którzy się przebrali. A organizatorom pomysłu. :-D

  2. Nieidealnaanna pisze:

    Bombastyczna inicjatywa :)

  3. Nieidealnaanna pisze:

    Bombastyczna inicjatywa :)

  1. 27 lipca 2018

    […] przewidziano możliwość przebrania się – stąd do uczestnictwa zgłosił się – znany z poprzedniego biegu „III biegu o moczkę i makówki” – szejk […]

  2. 27 lipca 2018

    […] Czyżby ten napis wyglądał znajomo? Wpadłem na szatański plan i umieściłem ten napis na… Właśnie czytelniku – napisz w komentarzu, gdzie ten napis widziałeś :) Dla mieszkańca Czerwionki Leszczyn to wcale nie było trudne, jeśli tylko obserwował uczestników III biegu po moczkę i makówki. […]

  3. 6 września 2018

    […] bieg przebierańców po śląskie przysmaki: Po moczkę i makówki. Dwa razy startowałem (2014, 2015), dwa razy się przebierałem, w tym roku też wystartuję – radzę wam też […]

  4. 19 października 2018

    […] III Bieg po moczkę i makówki był biegiem ze wszech miar wyjątkowym – co pilnie opisałem w relacji. Dziś jednak – wobec zbliżającej się jubileuszowej, piątej edycji tego biegu – wpadłem na pomysł, że podpowiem Wam, jak przygotować biegowy kostium Szejka Arabskiego, bądź kostium na Halloween. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.