VII bieg o puchar burmistrza Pszowa – relacja


18 stycznia odbył się VII bieg o puchar burmistrza Pszowa. Był to mój bieg „domowy”, bo mieszkam w Pszowie. Emocje przedbiegowe narastały w miarę analizowania prognozy pogody (zapowiadane opady deszczu ze śniegiem). Do tego już dość dobrze poznałem leśne krzyżkowickie ostępy – szczególnie w tej jakże lubianej przez biegaczy kategorii – podbiegi.


Zapowiadała się więc walka „na śmierć i życie”

Współorganizator biegu – wodzisławska Forma – znany jest z bardzo mocnych biegaczy – maratończyków, ultramaratończyków – to przyciąga uczestników chcących zmierzyć się z członkami klubu. To przecież właśnie Forma organizuje Bieg twardziela (w tym roku jubileuszowy – dziesiąty) więc mój punkt wyjścia do tego biegu był do bólu prosty. Ukończyć bieg i nie być ostatnim.

W sobotę wieczorem spadł rzęsisty deszcz a niedzielny poranek przywitał nas pokrywą śnieżną. Która szybko topniała powiększając kałuże i obszary błota. Szybko i sprawnie odebrałem numer startowy, który z dumą przytwierdziłem do ubioru. Chwila rozmowy ze znajomymi, rozgrzewka, przygotowanie niezbędnych dla każdego biegacza aplikacji (endomondo oraz spotify) i można stanąć na starcie biegu.

Na nos założyłem opisywane już uprzednio żółte okulary – dzięki temu okolica nabrała bardzo optymistycznej poświaty.

VII bieg o puchar burmistrza Pszowa, panorama

Trasa biegu była bardzo ciekawie zaplanowana. Pierwsze niecałe 2km biegły asfaltem, później 8km drogami leśnymi i powrót 2km na boisko, przy OSP Krzyżkowice. Moje poprzednie wizyty w Krzyżkowicach zapoznały mnie i z warunkami mokrymii z zimową wersją leśną. Więc mniej więcej orientowałem się w przebiegu leśnych dróżek.

VII bieg o puchar burmistrza Pszowa, start

fot. M. Hawel

Bieg rozpoczął się wystrzałowo (dosłownie!) i ruszyliśmy. Pomny swoich doświadczeń, hamowałem entuzjazm tak, żeby nie zejść z tempem biegu poniżej 5.30 min/km na pierwszych 2-3km.  Ideałem by było przebiec pierwsze pół biegu wolniej, by zachować siły na końcowe podbiegi. Ale czy da się zrealizować takie założenie, gdy się jest wyprzedzanym przez wszystkich biegaczy i (niestety) prawie wszystkie biegaczki?

W każdym razie biegłem równym rytmem, utrzymując końcówkę peletonu w zasięgu wzroku. Szybko skończył się asfalt, wbiegliśmy do lasu i zaczęły się problemy z doborem toru biegu. Środek drogi to błotniste rozlewiska, natomiast boki trasy były pokryte liśćmi i zagadką było czy człowiek się zapadnie, czy poślizgnie. W końcu…

…bieganie po bagnach wciąga…

… brzmi stare przysłowie – więc starałem się za dużo nie myśleć. Bieg trwał, muzykę w słuchawkach przerywały mi kolejne meldunki endomondo o czasie kolejnych kilometrów. 5:00… 5:13… 5:09… 5.31… 4:52 (!) czasy jak dla mnie były niewiarygodne. Ale skoro biegło mi się bardzo dobrze, płuca nie protestowały – to mogłem utrzymywać prędkość. Niestety potem zaczęły się schody, a właściwie sławne pszowskie podbiegi. Są bardzo podstępne, bo początkowo górka jest niewielka i gdy zasapany biegacz wbiega na widoczny z dołu szczyt jego oczom ukazuje się kusząca dolinka, zakręcik i…  kolejny, dużo ostrzejszy podbieg. Początkowo trzy razy zwolniłem do jednego, jedynego kroku marszu, żeby poderwać się z odrazą – nie dam się! Niestety później, wewnętrzny system kontroli organizmu zagroził wygaszeniem systemu, jeśli utrzymam tak ostre tempo.

No to przeszedłem do bardzo szybkiego marszu, który właściwie nie rokował nadziei na bieg, bo też był wykańczający. Niektórzy biegacze mówią, że mają w ciągu dłuższego biegu kryzys. Ja byłem lepszy, bo miałem trzy kryzysy. A do tego można było dyskutować, czy to był długi bieg :) Trzy razy zmuszałem się do przejścia z marszu do powolnego truchtu. Podrywałem się, mając przed oczami górki, które za chwilę się pojawią i które ponownie przestaną być podbiegami, a staną się podejściami.

Walka trwała

Nie rozumiałem już co do mnie mówi endomondo. Zerkałem tylko na stoper, który nieubłaganie przypominał, że zostało jeszcze jakieś dwadzieścia minut biegu… I znowu poderwać się… I znowu świadomie oddychać używając przepony… I dalej. I dalej…

VII bieg o puchar burmistrza Pszowa, dekoracja

Fot. M. Hawel

Dobiegłem do znajomego leśnego rozwidlenia i już wiedziałem, że za trzy kilometry będzie meta. Organizm powoli umożliwiał przyspieszanie tempa. Ostatnie kilometry i KONIEC! Pamiątkowy medal na szyję i gratulacje od pani burmistrz i oczekiwanie na ceremonię rozdania nagród zwycięzcom poszczególnych kategorii, jak i całego biegu.

Biegu i marszu, bo przecież równolegle odbywały się zawody nordic walking na 5km. Jeszcze pobiegowy gorący poczęstunek, rozmowa z organizatorami, rozdanie nagród i losowanie upominków (szczęśliwe dla innych biegaczy).

VII bieg o puchar burmistrza Pszowa, 2015

Bieg był wspaniale zorganizowany od początku do końca. W lesie ani przez moment nie miałem wątpliwości którędy biec. Satysfakcja z biegu niesamowita. Wg endomondo pobiłem swoje rekordy na 3km/3mile/5km i na 1h. Otrzymałem bardzo ładny pamiątkowy medal i nabrałem ochoty na dalsze bieganie. Warto było wystartować w Pszowie :)

Bardzo zacna galeria zdjęciowa, jak również rzetelny opis biegu znajdują się na portalu festiwalbiegowy.pl

Z wynikami biegu można zapoznać się na portalu maratonypolskie.pl

I jeszcze mała aktualizacja, krótki materiał filmowy zamieściła telewizja TVT

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. BasiaK pisze:

    Jako biegaczowi amatorowi poszło Ci w 2015 bardzo dobrze, mimo trzech kryzysów i kiepskiej pogody. :-) A dziś, po roku intensywnego biegania, przy mroźnej pogodzie (chyba, bo taka przynajmniej jest u mnie)… no cóż, zżera mnie ciekawość, ale relacja pewnie się już pisze. ;-)

  1. 25 stycznia 2019

    […] Tak oto kolejny bieg przebiegłem „po raz drugi”. Wg pomiaru naręcznego z dużo gorszym czasem niż rok wcześniej. A relację z mojej pszowskiej przygody 2015-  sprzed roku – możecie przeczytać pod tym linkiem. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.