Przyjacielski bieg sylwestrowy z klubem Forma

Bieg przyjacielski Forma Wodzisław

Nie, to nie kolędnicy, to biegacze

I tak oto dziś zakończyłem sezon biegowy 2014. Zakończyłem z Szejkiem, który dał się ostatecznie oderwać od kaloryfera, mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych i faktu, że „mu wielbłąd na mrozie nie odpalił”.

Ale po kolei. Wodzisławski klub Forma zorganizował wesołe zakończenie roku „przyjacielskim” (bo dla nordic walking – kijkarzy –  też) biegiem sylwestrowym. Liczne atrakcje (sauna, „morsowanie”, dostępność wyposażenia Gosław Sport Center i stok narciarski z wyciągiem dla najmłodszych) ściągnęły licznych uczestników – w tym również tych poprzebieranych.

Po przybyciu na miejsce Szejk dzielnie zainstalował się w biurze zawodów. Choć gdzieś po drodze zasłyszał, że „jeśli już ubiera się w kobiecą kieckę to nie powinien w takiej samej uczestniczyć w dwóch imprezach”. Otrzymał kupony na bigos (o czym będzie później) i gorący napój z ciachem. Zarejestrował się i wpadł w dziecięcy podziw na widok innych przebierańców (nawet na chwilę przestało mu być zimno – tylko dzięki temu, że prawie się przygrillował przy promienniku ogrzewającym pomieszczenie). Mistrzowskie przebranie Diabła po prostu wymuszało szybki rachunek sumienia i akty strzeliste. Allah akbar!

Wodzisławski bieg przyjacielski Forma Wodzisław

Piekło zamarzło i diabłowi zimno

Bieg wystartował z lekkim opóźnieniem i prowadził ulicami wodzisławskiej dzielnicy Jedłownik. Peleton pokłusował w kierunku sobie wiadomym, zostawiając po kilku kilometrach obcokrajowców (i inne osoby nie znające terenu) na pastwę wilków, tubylców i białych niedźwiedzi. Tak mi to w każdym razie relacjonował zapłakany Szejk, który zgubił się gdzieś w okolicach kościoła w Jedłowniku. Zagubienie trwało może z 10 sekund, następna fala biegnących zgarnęła Szejka w kierunku obiektu na Gosławiu.

Ponoć Szejk się udobruchał dzięki licznym sesjom zdjęciowym, został również poczęstowany wspaniałym bigosem – aczkolwiek byli tacy, którzy chcieli w trosce o czystość muzułmańskiej duszy wyjeść mu kawałki zakazanego wieprzowego mięsa. Nie oddał. Nikt też nie próbował Szejka pławić w przeręblu w lokalnym basenie – organizatorzy dzięki temu zebrali kolejny plus.

Akcja przeniosła się na boisko – gdzie próbowano spowolnić zawodników Formy i nie tylko – za pomocą spadochronów. Nic z tego, siła i duch w wodzisławskich biegaczach (i nie tylko) nie dała się zatrzymać przez takie (diabelskie?) wynalazki.

Forma Wodzisław spadochron

Szejk i ratrak

No co, nigdy nie widzieliście Szejka i ratraka na tym samym zdjęciu?

Na miejscu, w Gosławiu, Szejk zrobił sobie również „selfie” z ratrakiem oraz z podziwem przyglądał się dmuchawie śnieżącej trasę dla narciarzy biegowych.

Szejk imprezę ocenił bardzo wysoko, ponoć niewykluczone, że będziemy go mogli ujrzeć na kolejnych trasach biegowych w roku 2015…

Fani i sympatycy Szejka (ale wrogowie również) mogą go wypatrzeć gdzieś tam pomiędzy innymi zapaleńcami, w relacji telewizji TVT

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.