Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra – relacja


11 czerwca 2016 roku stanęliśmy z Tomkiem, pełni tremy, na starcie biegu Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra. Biegu o długości 23,5km z przewyższeniem 1450m. Biegu należącego do Skyrunner@ Poland Series (Puchar Polski w biegach wysokogórskich Skyrunning) – czyli rozgrywki adresowanej do miłośników najtrudniejszej odmiany biegów górskich czyli biegów wysokogórskich. Wybraliśmy najprostszy wariant tego biegu, prawdziwi „ultrasi” pobiegli pełen maraton (1x Marathon – 3000m w pionie, 3x oraz 6x – tego ostatniego biegu jeszcze nikt nigdy nie ukończył w założonym limicie czasu). My domyślaliśmy się, że bieg ukończymy, bo limit nie był wyśrubowany. Ale w jakim stanie i w jakim nastroju osiągniemy metę? Relacja, tak jak ostanie, jest pisana na dwa głosy :-)

Żaden z nas nie trenował specjalnie pod bieg górski. Trenujemy przecież głównie na płaskich terenach. Jeśli ćwiczymy podbiegi, to tylko jako trening interwałowy. Podczas biegu na Babią spodziewaliśmy się błota, śliskich kamieni, nieznanej pogody, no i różnicy wzniesień dotąd nam nieznanej. Podczas jesiennego biegu w Wiśle pokonaliśmy 700 m przewyższenia, tu zaś miało go być ponad dwukrotnie więcej. Ale jak przygoda to przygoda :-)

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - profil biegu

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - trasa


Prolog

Chłodny, rześki czerwcowy wieczór.  Drewniana chatka,  na tarasie której widać ślady dwuosobowej biesiady. Pyszny makaron z dodatkami, do tego po kuflu pszenicznego piwa. Wymarły parter a na pierwszym piętrze dwa ludzkie cienie wpatrujące się w mrugający niebieski ekran…

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - "telewizor"

Nie kochani, to wcale nie jest to o czym myślicie :-) to ekranik… smartfona!

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - telewizorTak, to my! Przez całe 90 minut wpatrywaliśmy się w mecz otwarcia Euro 2016 pomiędzy Francją i Rumunią. Tak się złożyło, że w naszym lokum był telewizor, była antena satelitarna ale nie było żadnego dekodera! Ale poradziliśmy sobie, ustawiliśmy smartfona tak, że udało się nam obejrzeć cały mecz w godziwej jakości. Trudno w to uwierzyć, ale złapaliśmy w górach wystarczającą ilość internetu, żeby zapewnić sobie transmisję w jakości HD, choć użytkownicy pewnego z płatnych serwisów, pomimo mocnych stacjonarnych łączy, tego nie osiągnęli. Brawo my!

A biesiada? mgr inż. Anioł jest nie tylko perfekcyjnym organizatorem, sprawnym kierowcą ale też świetnym kucharzem.

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - makaron przed startem

Wielokrotnie tego doświadczyłem, tym razem, po wspaniałej włoskiej kolacji zaserwował poranne rewelacyjne śniadanie. Z Nim nie pozostaje człowiekowi nic innego jak tylko biegać. Oczywiście, w nieco wolniejszym zakresie niż On.

Paweł trochę przesadza :-) Ma tę zaletę, że zwykle jest uśmiechnięty, niezrzędliwy i jeśli chodzi o pokarm zadowoli go zwykły makaron z sosem i poranna jajecznica na grzankach :-) Dobrze jest gotować dla kogoś, kto z radością wchłania to co mu się podało! A jak na dodatek tak mnie potem chwali, to niech nikt mi się nie dziwi, że lubię to robić :-)

A piwo przed biegiem to my pierwszy raz! Ale skoro bieg jest inny niż wszystkie uliczne, to i dietę można nieco zmienić :-) Martwiła nas trochę pogoda, wieczorna ulewa przypomniała nam, że i na trasie może być właśnie tak. Jednak poranny widok gór i całkowita cisza uspokoiła nas trochę i pełni energii pojechaliśmy kilkanaście kilometrów w stronę startu, a więc pod dolną stację wyciągu Mosorny Groń.

Podziękowania

Przed rozpoczęciem relacji chcemy złożyć wielkie i gorące podziękowania organizatorom, wolontariuszom i wszystkim osobom, dzięki którym bieg był tak wspaniale zorganizowany. Humor przed startem, dbałość o szczegóły, świetne oznaczenie trasy, uśmiech fotografów w najtrudniejszych miejscach trasy, doping oraz szybka i sprawna obsługa za metą – za to wszystko nisko się kłaniamy i dziękujemy. Bo jest za co. To jeden z najlepiej zadbanych biegów, w których braliśmy udział, mimo zdecydowanie trudniejszego terenu w porównaniu z biegami ulicznymi.

Kilka słów o Babiej Górze

Babia Góra (1725m) zwana jest Diabelskim Szczytem czy też Diablakiem. Poza Tatrami to najwyższy szczyt i druga polska góra – za Śnieżką – co do wybitności (czyli tego jak góra wyróżnia się z otoczenia).

Wysokość i wybitność masywu Babiej Góry była przyczyną, że w XIX w. nadano jej nazwę Królowej Beskidów, z powodu bardzo zmiennej pogody nazywana tez była Matką Niepogód lub Kapryśnicą (…)

(wiki)

Asia i Piotrek, zaprzyjaźnieni blogerzy, z którymi rozmawialiśmy na dwa tygodnie przed startem śmiali się, że być może trafimy na ten jeden jedyny bezwietrzny dzień na Babiej. Nie trafiliśmy.

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - widoki

Bywałem tu w młodości. Tej pierwszej młodości, kiedy jeszcze nie byłem w stanie biegać tak długich dystansów :-) Górę pamiętałem jako nieprzystępną, kapryśną, ale również dostarczającą niespotykanych wrażeń po jej zdobyciu. Znikąd w okolicy nie ma takich widoków jak z Babiej!

 Wyposażenie

Kilka słów o naszym wyposażeniu. Z biegami górskimi nie ma żartów, warto dobrze przemyśleć kwestię ubioru i wyposażenia na bieg. Czekały nas cztery godziny biegu, podczas których należy nie opaść z sił i się nie wychłodzić. I jeszcze sprawnie przebierać odnóżami. Do tego organizator zobowiązał uczestników do posiadania: kurtek, naładowanego telefonu z roamingiem, czapki lub buffa. Nasze wyposażenie wyglądało tak:

Paweł

Przed tym biegiem kupiłem buty trailowe. Po długich poszukiwaniach budżetowych butów mój wybór padł na buty Asics Tambora 5. Rozbiegałem je na kilka dni przed biegiem podczas leśnej 7km próby. Rewelacja!

Niestety nie miałem lekkiego, wygodnego plecaczka do biegania – wziąłem najmniejszy z posiadanych, bez pasa biodrowego czy poprzecznego na wysokości piersi. Do niego wrzuciłem nieprzemakalną kurtkę z … Lidla, zapas wody w butelkach do kieszeni zewnętrznych, żele i batony energetyczne. Musiało wystarczyć. Kurtka niestety nie „oddychająca” ale wygodna i z dobrym kapturem.

Ubrałem moją ulubioną koszulkę 4F wygraną przed Półmaratonem Praskim, jest miękka i wygodna, do tego dość ciepła – zanosiło się na zmienne warunki.

Na głowie miałem czapkę z długim daszkiem – bardzo przydatna podczas deszczu, bo woda nie kapie mi na okulary. Do kompletu jeszcze aparat foto przyczepiony do zewnętrznego uchwytu. I dobrze, że go sprawdziłem przed samym wyjściem na bieg. Całkiem nowe baterie po prostu … padły. Poranny chłód je wychłodził. Choć jeszcze wieczorem wszystko było OK. Cóż, z ciężkim sercem ale pozostawiłem go w samochodzie.

Tomek

Nie musiałem kupować niczego specjalnie na ten bieg. Użyłem sprzętu, który posiadałem wcześniej. Szerzej opisywałem ten temat podczas cyklicznej relacji z przygotowań do maratonu w Paryżu.

Kurtka Salomon Bonatti towarzyszy mi w biegach w różnych warunkach od ponad dwóch lat. Póki co wygląda na niezniszczalną i nigdy mnie nie zawiodła. Buty Salomon SpeedCross 3 używam podczas biegów w terenie. Zaś plecaczek-kamizelkę Camelbak z bukłakiem na wodę zabieram ze sobą na każde dłuższe wybieganie.  Do tego czapeczka z daszkiem jak zawsze, baton o smaku słonych orzeszków, jeden żel, shot magnezowy, telefon, no i kamera… która tak jak aparat Pawła miała mi, jak się okazało na koniec, zrobić psikusa, z powodu wyładowującej się zbyt szybko baterii.

Przedstartowo

Do biura zawodów dojechaliśmy ok. 9.30 już na starcie spotykając znajomych.

Agnieszka i Tomek – ona startowała z nami, natomiast Tomek w pełnym Sky Marathon czyli 42km w górach, w tym 3000 metrów przewyższenia. Ich oboje spotkałem po raz pierwszy w Paryżu. Są zapalonymi biegaczami. Zwłaszcza Tomek, który jest dla mnie niedoścignionym wzorem profesjonalnego podejścia do wszystkiego co robi. Nic tylko się od niego uczyć :-)

Później spotkaliśmy Sylwię oraz Sławka z iniemaslabych.pl, również debiutujących w tym biegu.

Pakiety odebraliśmy szybko,

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - pakiet startowyoddaliśmy zbierane pracowicie nakrętki, wcześniej zostaliśmy sprawdzeni czy posiadamy obowiązkowe wyposażenie (za każdy „brak” można było dostać 15 minut kary na mecie).

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - Biuro zawodówNależało mieć czapkę albo buff, kurtkę oraz naładowany telefon z roamingiem. Jak bardzo istotne było to wyposażenie już wkrótce mieliśmy się przekonać. Było również stanowisko do przetestowanie chipa, który należało później wpleść w sznurowadła. W pakiecie otrzymaliśmy pasek na numer startowy z Regatty (bardzo fajny), batonik, próbkę jednego z żeli do smarowania, wspomniany chip oraz numer startowy. Jeszcze słowo o samym numerze, zobaczcie jak pomysłowo umieszczono na nim profil trasy. Wielokrotnie z niego korzystałem podczas biegu!

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - numer i profil

Poszliśmy jeszcze obejrzeć start maratończyków o godzinie 10.00 – życząc szczęścia Tomkowi. Przed nim było ponad siedem godzin biegania… Ale co to dla niego, skoro właśnie przygotowuje się do startu w Lavaredo Ultra Trail w Dolomitach. Start na Babiej był dla niego jednym wielu górskich startów, w których buduje formę do tego biegu.

Czas do startu minął szybko. Siedzieliśmy sobie z Agnieszką i Tomkiem gawędząc miło.

Co prawda spiker zapowiadał, że nie będzie żadnej odprawy dla biegaczy startujących w naszym biegu (słowo pokrzepienia), ale jednak jedna z organizatorek wszystko pięknie nam wytłumaczyła.

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - odprawa przed startemMieliśmy trzymać się zielonych strzałek ewentualnie pytać wolontariuszy rozstawionych na trasie o drogę. No a poza tym przecież dokładnie wszystko na mapie było rozpisane, nieprawdaż? :)

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - odprawa i mapy

Aparat

Jeszcze przed startem szukałem możliwości kupienia baterii „paluszków”. Bo choć przed wyjazdem do aparatu wrzuciłem całkiem nowy zestaw, to już rano aparat stwierdził, że ma zbyt mało energii. Po powrocie zmierzyłem napięcie – prawidłowe. Widać tych kilka stopni różnicy położyło bateryjki „no name” na amen. Trudno, miałem przecież telefon a w nim inny aparat. A moją wyjątkowo głupią minę przy porannym nieudanym teście aparatu złapał Tomek na swoim filmie, który znajdziecie na końcu relacji:

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - aparat nie działa

Start

Powędrowaliśmy w kierunku startu. Co ciekawe, organizator przewidział „rundę honorową” czyli zarówno po starcie, jak i tuż przed metą należało wtoczyć się na kawałek pod górkę i później z impetem zbiec. Po drodze były 2 rowy odwadniające, pewno w celu wyłapania zamulonych biegaczy. Rozejrzałem się wokół, większość biegaczy wyglądała na „zawodowców” górskich.

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - przed startem 1/2

A my? My wyglądaliśmy o tak:

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - Tomasz i PawełPo sakramentalnym odliczeniu od 10 do 1 pognaliśmy jako te rącze łasice pod górkę.

Bardzo różnił się ten start od startów w biegach ulicznych. Tam głównym wrogiem jest tłok. A poza tym, należy tylko rwać do przodu będąc niesionym emocjami. Tu już od pierwszych kroków było wiadomo, że to inna zabawa. Teren nierówny, grząski, pod górę, z góry. Każdy krok wymagał pewnej uwagi by, zwłaszcza w dół, nie ześliznąć się już na pierwszych dwustu metrach.

Pierwsze kilometry – błoto i ślizgawka

Pierwszy kilometr właściwie dało się biec. Szybko dotarliśmy do zapamiętanego z filmików mostku z bali drewnianych, później zagłębiliśmy się w las. I rozpoczęło się podejście. Wieczór wcześniej spadł intensywny deszcz stąd podłoże rozmiękło. Im większe nachylenie trasy, tym było bardziej błotnisto. Szybki marsz zamierał w powolny marsz, chwilami musiałem się zatrzymać aby odzyskać oddech. To był etap walki o kolejne metry. Buty zaczynały się ślizgać i oblepiać błotem. Doceniłem bieżnik moich asicsów, ale też pamiętałem, jaką podeszwę ma Tomek w swoich speedcrossach – on przynajmniej nie miał do podeszwy przyklejonego błota.

U kilku biegaczy wokół mnie wykryłem zwykłe buty biegowe – to byli ci, którzy ślizgali się najbardziej.

Nie wiedziałem w sumie czego się spodziewać po takim podbiegu. No bo jak to? 9 km ciągle w górę i to jeszcze po tak różnorodnym podłożu. Zacząłem powoli wyprzedzać grupę, do której straciłem trochę podczas pierwszego ostrożnie pokonanego zbiegu. Tempo zależne było właściwie tylko od pochylenia i podłoża. Starałem się biec, czy też podchodzić na tętno. Utrzymywałem je w granicy 155-165, wiedząc, że najgorsze dopiero przede mną. Choć nie wiedziałem jeszcze, że owo „najgorsze” będzie zupełnie nie tam gdzie się go spodziewam :-)

Kolejne kilometry – kamienie i podejścia

Krajobraz i podłoże zmieniały się szybko. Las stawał się gęstszy, przez drzewa wreszcie zaczynało się czuć wysokość. Błoto zmieniło się w kamyczki i kamienie, później w kamienne stopnie.

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - kamienie Momentami tempo wskazywane przez zegarek: 0:00, przez gęste poszycie leśne i ze względu na chmury tracił się sygnał GPS  – albo rzeczywiście prędkość była śladowa. Pot lał się strumieniami, ale też każdy kolejny kilometr przybliżał nas do pierwszego punktu kontrolnego. Na najbardziej stromym podejściu zyskujemy ponad 200 m wysokości na kilometr. Kosztem czasu podejścia oczywiście. Rzut oka na moje czasy i różnice wysokości na poszczególnych kilometrach.

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - pierwsze 12km

Limit czasu podejścia: 3h, więc powinienem się zmieścić bez problemu. Bardzo byłem ciekaw jak sobie radzi Tomek. Głowę sobie dałbym uciąć, że tam gdzie ja ledwo podchodziłem, on wbiegał. Gdy tylko robiło się choć na chwilę bardziej płasko próbowałem przejść do truchtu – choćby na chwilę. W końcu czułem się biegaczem, a nie turystą górskim – choć pewno na takiego wyglądałem.

Tak jak pisze Paweł w niektórych miejscach nie było mowy nawet o truchcie. Tam, gdzie trzeba było iść robiłem długie mocne kroki i o dziwo zauważyłem, że ten sposób poruszania był szybszy niż trucht. Wciąż pilnowałem tętna. Tak jak widać potem na filmie, zdyszany byłem tak jak na finiszu najszybszego biegu, mimo że miejscami szedłem. Zegarek dobrze sobie radził w lesie, a przynajmniej tak wyglądało. Odczyty z poszczególnych kilometrów na moim zegarku były następujące:

Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - pierwsze 9km

Kosodrzewina

Dalej zaczęło być górsko i fajnie – jesteśmy jakby w tunelu otoczeni kosodrzewiną. Regatta 1/2 Sky Marathon Babia Góra relacja - kosodrzewinaCo chwilkę mijamy schodzących turystów – starym górskim zwyczajem pozdrawiam ich, to taki miły górski zwyczaj – „dzień dobry” czy „hej, cześć” i uśmiech, cześć odpowiada z uśmiechem, inni tylko patrzą. Dawno nie byłem na górskiej wycieczce – czyżby aż tak wiele się zmieniło od „moich czasów”?

1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - widoki z góry

Za to pojawia się śmieszna prawidłowość, za każdym razem, gdy wchodzimy na górkę, pojawia się następna – wyższa. Nad nami kołują chmury, doliny są pogrążone we mgle, wieje wiatr. Przypominam sobie słowa Asi i Piotra – „może traficie na jeden bezwietrzny dzień” i sam się do siebie śmieję. Biegnę dalej!

1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - Paweł( autorem powyższego zdjęcia jest Magdalena Bogdan)

1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - kępa

Już całkiem blisko Babiej Góry zaczyna padać deszcz. Małe kropelki zmieniają się w duże, robi się chłodno. Szybko wykopuję z plecaka kurtkę i szybko ubieram się, łącznie z kapturem. Pomagam szamoczącej się obok dziewczynie, której kurtka zahaczyła się podczas ubierania o zegarek no i utknęła w rękawie. W tym momencie otwiera się niebo i zaczynają spadać małe lodowe kuleczki – grad!

1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - GowniakAle biegniemy dalej, bieg staje się urozmaicony, tylko niestety równocześnie kamienie stają się podejrzanie śliskie.

Tak, w kosodrzewinie zdecydowanie odżyłem. Po pierwsze znów można było biec, a po drugie dobrze na mnie działają takie przestrzenie. Mozolne wspinanie się lasem było nieco przytłaczające.  Za to poruszanie się granią to wolność! To nic, że co chwila górka, ale przynajmniej wiadomo dokąd się zmierza :-)

W przeciwieństwie do Pawła nie pozdrawiam turystów. Ale nie dlatego, że jestem aż taki burak. Po prostu biegnąc pod górę ledwo łapię dech i żaden turysta i tak by nie zrozumiał co do niego mruczę :-) Kurtkę zakładam w biegu gdy zaczyna mocniej padać. A nie jest to proste bo trzeba jeszcze odpiąć i zapiąć na nią numer startowy, no ale czego się nie robi dla cennych sekund!

1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - fot. Magdalena Bogdan( autorem powyższego zdjęcia jest Magdalena Bogdan)

Babia Góra

Na Babiej czeka na nas punkt kontrolny, wolontariusze wesoło machają, którędy mamy przebiec, żeby dać odczytać aparaturze nasze czipy. Biedacy w kurtkach, pałatkach, zmarznięci – mam wrażenie, że dużo prościej było nam – biegaczom – bo chociaż ciepło i nie tak monotonnie i nudno.

To miejsce było pierwszym gdzie mogliśmy się umiejscowić w stosunku do zakładanego przez organizatorów limitu czasu. Wynosił on na Babiej 3 h. Ja dotarłem na szczyt w czasie 1 h 34 min. Uważałem, że to dobry czas. Byłem niemal pewien, że jestem mocno w pierwszej połówce startujących. Cieszyłem się, że podbieg się skończył. I nie wiedziałem co robię :-) Nie wiedziałem, że oto skończył się najlepszy dla mnie odcinek tego biegu. Tak! To właśnie te 9 km wspinaczki było etapem, na który wystarczyło mi umiejętności, gdzie moja nie najgorsza kondycja i niskie tętno pozwalało wyprzedzić wielu. Dalej było dużo dużo gorzej…

Miało być zbieganie a są zejścia

Za Babią Górą zaskakuje nas zejście. Nie zbiegnięcie ale zejście. W słoneczny dzień to po prostu ścieżka prowadząca przez wielkie głazy – a po deszczu sprawa się komplikuje, szczególnie przy dwustronnym ruchu. Akurat jedna grupa stara się podejść, my szukamy drogi zejścia. Zjeżdżam praktycznie na czterech łapach, łapię równowagę i truchtam dalej. I tak co kawałek, może już nie tak stromo – ale na rekordowym kilometrze traci się 200 m wysokości! Popatrzcie na końcowe zestawienie moich czasów:

1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - drugie 12km

Zaraz za szczytem Babiej niemal się zatrzymuję. Z niedowierzaniem patrzę w dół. Tu ?! Tu mam zbiegać ? I stałbym tak pewnie dłużej, gdybym nie zauważył, że inni zbiegają. Zeskakują, przeskakują, pędzą w dół. A ja po prostu się boję. Wiem, że nie mam w tym doświadczenia. Wiem, że jak ujedzie mi noga na głazie, wpadnie pomiędzy inne to może być po sezonie.

Więc, choć z żalem patrzę, jak mijają mnie kolejni zawodnicy, których wyprzedziłem pod górę, odpuszczam i staram się być ostrożny.

Zbieganie bez końca

Następne kilometry pokonuję szybko i coraz szybciej, na tyle, na ile da się zbiegać, a nie schodzić. Trzymam się blisko jednej z dziewczyn, widać że potrafi zbiegać i to szybko. Po „Górskiej przygodzie” w Wiśle polubiłem zbiegania. Coś tam potrenowałem podczas moich leśnych wybiegań, akurat „mój” lasek ma kilka bardzo ostrych zbiegów – teren jest tak pofalowany, że mogę ćwiczyć różne warianty spadania i zbiegania z kamienistych górek. Jednocześnie walczę z kurtką raz ją rozpinam, raz zapinam ponownie. Nie jest oddychająca, więc żeby się nie ugotować, muszę umiejętnie się przewietrzać. Deszcz raz pada mocniej, raz słabiej- głównie chronię się przed zimnym wiatrem, a nie opadami deszczu. Wreszcie wpadam na pomysł przytroczenia kurtki do zewnętrznych pasków plecaka – wyjątkowo głupi i czasochłonny pomysł. Dopiero gdy wrzucam kurtkę do plecaka – odzyskuję utracony rytm biegu.

Zbieganie jest fajne, tylko dosyć często zahaczam noskami butów o kamienie co wywołuje awaryjne i czasem rozpaczliwe łapanie równowagi. Przy zbieganiu palce dobijają do czubków butów – zaczynam się zastanawiać jak będą wyglądały po zakończeniu biegu.

Taniec nóg przy zbieganiu skutkuje coraz większym bólem mięśni nóg. A gdzie tam koniec biegu, jestem dopiero po połowie dystansu.

Ja z kolei wciąż tracę przewagę na wieloma, którą miałem na szczycie. Zbiegam źle. Zamiast puścić nogi i bawić się tym, mimowolnie hamuję odchylając się do tyłu. Pierwszy raz na biegu mam takie uczucie. Złości mnie to! Zwykle na zawodach daję z siebie wszystko. Biegnę ile mogę, ile pozwalają nogi lub serducho. A tu? Nogi owszem bolą, ale od hamowania, tętno spokojniutkie, jestem gotów przyspieszyć, tyle, że nie wiem jak. Wraca do tego mój stały niemal ból przeciążonego stawu skokowego i zeskakuję praktycznie na jednej nodze. Czasem gdy wyprzedza mnie ktoś, próbuję się za nim utrzymać. Ale gdzieś w głowie rozsądek krzyczy, że jeden krzywy krok i kontuzja. Pokonują mnie więc moje własne ograniczenia. Wiem, że na ostatnich kilometrach zrobi się bardziej płasko. Spodziewam się, że wtedy będę mógł jeszcze przyśpieszyć i trochę chociaż nadgonić. A póki co, są odcinki na których zbiegam wolniej, niż na podobnym spadku wbiegałem.

1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - do 19km

Turyści i doping – reakcje

Tu jeszcze warto poświęcić chwilkę reakcjom turystów na biegaczy. Bo były bardzo, bardzo różnorodne. Po pierwsze trzeba zaznaczyć, że biegacze byli na trasie już od wczesnych godzin nocnych – „ultrasi” biegnący 6x i 3x Babią Górę. Więc wszyscy turyści wchodzący na szlaki musieli się wielokrotnie mijać z biegaczami.

Większość odpowiadała na pozdrowienia, jakieś 10% patrzyło na nas z jakąś milczącą złością? Dominował jednak podziw, a nawet doping i brawa (!). To niesłychanie miłe uczucie, gdy rodzice wraz z dziećmi biją nam brawo i życzą powodzenia. To chyba pierwszy bieg, w którym tak bardzo doping uskrzydlał mnie i pomagał w pokonywaniu kolejnych przeszkód. Do tego turyści robili nam miejsce na trasie – odsuwali się, schodzili na bok – było to pewno uciążliwe, bo mieli takie samo „prawo” do tras jak my, a jednak pomagali. Dziękuję, to było miłe.

Budziliśmy też zrozumiałe zdziwienie gdy w miejscach, gdzie turyści schodzili kroczek za kroczkiem a my skakaliśmy i przebiegaliśmy ryzykownie na dół.

Jak zwykle zazdroszczę Pawłowi tego wszystkiego co dostrzega po drodze. Owszem wiem, że mijałem czasem turystów, głównie na grani. Ale wbiegając byłem zbyt nakręcony i zdyszany, a zbiegając zbyt skupiony by pamiętać czy patrzeli na mnie groźnie czy przyjaźnie. Doping pamiętam tylko gdy mijałem grupę wyglądającą na szkolną wycieczkę.

Osobną kategorią byli wolontariusze i fotografowie, którzy zasługują na ogromny szacunek i naszą wdzięczność. Również nas dopingowali, najlepszy tekst usłyszałem pod koniec biegu, gdy przede mną biegły trzy dziewczyny, dowiedziałem się, że:

Goń je, goń, bo zamiast EURO 2016 będą za metą „Kuchenne rewolucje”…

Oznaczenia tras – a jednak można źle skręcić

Jeszcze słowo o oznaczeniu trasy. Tak jak było to powiedziane na odprawie, mamy pilnować naszych strzałek. Założenie było proste i zrozumiałe, zupełnie jak poniższy rysunek sprzed odprawy:

1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - rozjazdyI prawdę pisząc bardzo trudno było zabłądzić, bo w każdym, dosłownie każdym rozwidleniu strzałka uspokajająco kierowała nas w nakazanym kierunku. Jeśli strzałki nie było, to z konarów drzew zwieszała się widoczna biało-czerwona taśma. Ja – z dawnego przyzwyczajenia – obserwowałem też przebieg szlaków górskich – w większości biegliśmy szlakiem czerwonym. Choć jednak w dwóch punktach sam wskazywałem prawidłowy kierunek biegu osobom, które przegapiły oznaczenia – w okolicach schroniska – choć tam i tak był ogłuszający doping i wskazania wolontariuszek i przy jednym bardzo ostrym zakręcie w prawo.

Hmmm, a więc po raz kolejny okazuje się, że ja biegam w innym stanie świadomości niż Paweł :-) Nie dość, że nie wskazywałem innym gdzie mają biec, to jeszcze gdyby nie życzliwa dziewczyna na trasie pobiegłbym z Markowych Szczawin trasą 6 x Babia. Po minięciu schroniska przez chwilę zrobiło się mniej stromo. No to ja pędem w las, żeby nadrobić cokolwiek. Nagle z tyłu z odległości może 100 m słyszę krzyk : „A Ty biegniesz połówkę ?” Dopiero po chwili zrozumiałem, że to było do mnie :-) Odkrzyknąłem, że tak i dostałem odpowiedź: „No to gdzie biegniesz!”. Ufff… dobrze, że mnie dojrzała. Już nigdy nie powiem, że kobiety nie mają orientacji w terenie!

Piękno przyrody (dwa świetne górskie ruczaje)

Od samego początku było wiadomo, że dla naszego dystansu nie przewidziano żadnych punktów odżywczych czy nawadniających. Mieliśmy mieć wszystko ze sobą. Natomiast na odprawie polecono nam wodę z dwóch potoków – no i faktycznie. Po jednym ze zbiegów usłyszeliśmy szum wody i kolejny zakręt odsłonił nam przepiękne dwa górskie strumienie z cudownie chłodną i smaczną wodą. Trudno było się od nich oderwać. W tym momencie też okazuje się, że dziewczyna za którą biegłem spory kawałek trasy to Agnieszka, z którą przecież rozmawialiśmy przed startem! Ślepota ze mnie, ale zmęczona ślepota, jest kolejny temat do obśmiania.

Na każdym kroku docenialiśmy też piękno otaczających nas gór, lasów, dolin, masywów skalnych, siły wiatru i tego co nazywamy przyrodą. Bywały momenty, gdy traciłem z oczu biegaczy przede mną, biegnąc samemu przez leśne ścieżki. Tego nie przeżyje się w żadnym biegu miejskim, ulicznym.

To ja pominę ten akapit. Zaufam. Był ruczaj :-) No musiał być skoro z niego piłeś prawda ? :-)

Gdzie ten koniec biegu?

Około 18 km moje mięśnie zaczęły mieć dość. Monotonne zbieganie, choć nawet chwilami szybkie – wyprzedzałem niektórych biegaczy – dawało nieźle w kość. Kto mówił, że zbieganie jest proste? Mięśnie nienawykłe do takiego wysiłku buntowały się. A zostało przecież jeszcze ponad 5 km! Podnosiło mi się nogi coraz trudniej. Kalkulowałem dość szybko, że zakończenie biegu przed upływem 4 godzin nie będzie możliwe. Trasa robiła się coraz przyjemniejsza do biegu – równa, bez kamieni i bez błota – co z tego, jeśli nogi po prostu miały dość? Energia była, zapał był, tylko nogi już nie tak świeże. Ale przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo prawda? I tak w takim biegu decyduje głowa, ciało ma coś do powiedzenia, ale gdy skutecznie zaknebluje się rozpaczliwe wymysły z cyklu „już nie możesz”, „nie masz siły”, „daj mięśniom odpocząć”, to wciąż się posuwa do przodu.

Ja z kolei na ostatnich 3 km,zgodnie z tym co myślałem, odżywam, spadek terenu staje się akceptowalny, momentami są podbiegi. Stawiam sobie cel. Wyprzedzić 30-stu. Wiem, że moje nogi są przygotowane, walczę ile się da i w duchu liczę, że ten bieg potrwa dłużej. Że ktoś, jakoś magicznie doda ze 5 km na „normalnym” pochyleniu, a mnie uda się przesunąć do przodu, i „zemścić się” na tej trasie za to nieudane zbieganie. Ale braknie mi dystansu. Wyprzedzam tylko 19-stu biegaczy, kończę z czasem 3:51 i wiem dlaczego mądrzy biegacze górscy mówią, że takie zawody wygrywa się na zbiegach!

Bardzo byłem ciekaw gdzie już jest Tomek i o ile szybciej ode mnie ukończy bieg. Agnieszka, z którą biegliśmy razem od strumieni, pognała w dół niczym rącza łania – pokazała mi swoją prędkość, wcześnie po prostu biegła ostrożnie, teraz mogła pokazać do potrafi :) Ja pozostałem ze swoimi kalkulacjami czasu zakończenia biegu. Dogoniłem jedną z biegaczek, też podobnie zmęczoną jak ja. Chwilami podbiegaliśmy, pod górki podchodziliśmy. Wtem dostałem SMSa:

1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - meta?

No to już wiedziałem, Tomek na mecie i biedak znowu będzie na mnie czekał… Mnie zostały niecałe 2 kilometry. Kilka szybkich łyków wody, gryz batonu energetycznego i gnam dalej.

Finisz pod górkę

Rozpoznawałem trasę, to już była absolutna końcówka, która pokrywała się z początkiem. Obawiałem się przebiegnięcia przez parking, bo nie chciałem pobłądzić. Wypadłem z lasu, przebiegłem przez mostek, pierwszy parking, drogę i cały czas upewniałem się gdzie mam wbiec, żeby dokonać ostatecznych formalności – czyli zrobić rundę honorową pod górkę. Pokierowano mnie, zobaczyłem też Tomka cykającego fotki. Bardzo byłem ciekaw jak wyglądałem po tych 23 km trasy. Podszedłem w tempie ślimaka pod górkę i wystartowałem w dół, do mety. Pomysł był dobry, ale pod nogami miałem mokrą trawę więc ziemia usunęła mi się spod nóg i zrobiłem klasyczną „klap pupkę” – poderwałem się, przeskoczyłem dwa poprzeczne zagłębienia i przekroczyłem linię mety. Na szyi zawisł drewniany medal – zakończyłem swój kolejny górski bieg.

Za linią mety przyssałem się do cudownych pomarańczy i arbuza, mój żołądek przez najbliższy kwadrans i tak nie zamierzał spotykać się z żadnymi stałymi pokarmami. Wziąłem się też za rozciąganie, nogi twierdziły, że to nie jest dobry pomysł- ale jak już pisałem powyżej – uznałem to za sugestię, którą tylko ewentualnie mógłbym rozpatrzyć. Kiedyś.

Jak wyglądałeś? Ano z perspektywy jedzącego pierogi zmęczonego biegacza jawiłeś się, jak to zwykle Ty w takich momentach jak oaza szczęśliwości. Uśmiech od ucha do ucha. Nikt by nie uwierzył, że przebiegłeś taki dystans. Stanowczo zbyt dobrze wyglądałeś. A jak ktoś nie wierzy to proszę.

1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - tak, to już meta 1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - finisz

Mnie niestety na mecie nikt fotki nie zrobił, ale nie mogłem sobie odmówić sfotografowania obuwia, żeby uwiecznić różnice pomiędzy biegami ulicznymi, a górskimi :-)

1/2 Sky Marathon Babia Góra 2016 relacja - speedcross

A po mecie

Po kwadransie odpoczynku poszedłem po pierogi. Zgodnie z sugestią Agnieszki pomieszałem porcję pierogów ruskich z tymi ze szpinakiem – niebo w gębie! Dosyć szybko odzyskiwałem siły, poszedłem się przebrać. Z koszulki wykręciłem porządną strugę wody, nawet nie wiedziałem, że aż tak bardzo wchłania wilgoć. Nigdzie nie byłem otarty, poza zasłużonym bólem nóg nic mi nie dolegało. Zresztą ból szybko zniknął, by pojawić się z podwójną siłą nazajutrz. Ale to już zupełnie inna historia.

Zwykle po biegu odwiedzamy knajpę i jemy obiad. Ale tu nie. Tu pierogi były tak dobre, że nic więcej nie było nam potrzebne do szczęścia. Zwłaszcza, że wcześniej posililiśmy się przygotowanym arbuzem, bananami, pomarańczami i rodzynkami. Brawa za wyżywienie na mecie, oby wszędzie tak było!

Podsumowanie

Bieg górski rządzi się swoimi prawami. Wymaga przemyślenia zarówno tego co się weźmie ze sobą na plecy, co się ubierze, czym się będzie żywiło i jak się zorganizuje pewne kluczowe detale. W moim przypadku nie sprawdził się plecak (był po prostu niewygodny i przeszkadzał w bieganiu), źle rozplanowałem momenty jedzenia, wziąłem zbyt dużo wody. Przypuszczalnie, gdybym przemyślał przed biegiem właśnie te punkty, spokojnie zaoszczędziłbym z 10 minut. Jeść mogłem przecież podczas podejść, nie zatrzymywać się z przepakowywaniem podczas zbiegów itd.

Rewelacyjnie sprawdziły się moje buty – nie miałem ani jednego pęcherza ,co jest o tyle dziwne, że po większości półmaratonów mam ich kilka. Co prawda przemokły już od ok. 12km ale nie wpłynęło to na cokolwiek.

Bardzo przydała się czapka z długim daszkiem, to nawet nie chodziło o ochronę głowy przed deszczem (i tak byłem mokry), ale chroniła przed wiatrem i nie dopuszczała, żeby deszcz zalewał mi okulary. Na niektórych wybieganiach pył wodny dostawał mi się od wewnątrz na szkła – trudno było odzyskiwać widoczność.

Ze sprzętu byłem zadowolony. Z siebie nie. Jak sobie przypomniałem te moje zbieganie jak paralityk, to już wieczorem zgłębiałem sieć w poszukiwaniu artykułów o tym jak się zbiega, jak ćwiczyć, co poprawić. I obiecałem sobie, że na następnym biegu górskim będzie lepiej :-)


Za linią mety szybko odzyskałem siły i zrozumiałem po raz kolejny, że biegi górskie są cudowne. Dają niesamowitą satysfakcję z ukończenia trudnej trasy, z przesunięcia swoich granic możliwości. Więc pytanie brzmi:

Kiedy kolejny górski bieg?

Jeśli chcecie przeżyć kilka minut trasy wraz z nami – zapraszamy na projekcję.

Wybaczcie, że bez mety, następnym razem wezmę 2 baterie :-)

Tomasz i Paweł

Autorów dwóch: mgr inż. Anioł czyli Tomasz, Bookworm czyli Paweł. We wpisie wspólnym, podwójnie podpisanym.

Może Ci się również spodoba

18 komentarzy

  1. Blogierka pisze:

    Powiem jedno: Wow! WIelki szacun Panowie!!
    ps.Kolejna zacna tim ticzowa recka :D

  2. Gratuluję Kochani :) Jestem pod wrażeniem i fajnie opisaliście to czuje się na trasie takiego biegu, co trzeba ubrać – czułam się jakbym biegła z Wami. Będę musiała poćwiczyć jednak te zbiegi u siebie na wzniesieniach przed jesienią.

    A i filmik świetny – gratuluję, super :)

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Dziękuję w imieniu nas obu ! Bookworma pochłonęła praca i zaczynam się aż o niego martwić :) Trzymajcie kciuki w sobotę, biegniemy w Półmaratonie Księżycowym w Rybniku ! Fajnie, że nocny bo przy tych temperaturach co mają być ponad 30 stopni to w dzień byłby sajgon :) no i zdążymy zobaczyć mecz !

  3. Piotr Stanek pisze:

    Gratulacje Wam za bieg! Babia Góra to trudna góra do biegania, miałem jedną taką przyjemność :)

  4. BasiaK pisze:

    Kurcze, jak zawsze czuję niedosyt gdy czytam ostatnie zdanie. Już? Koniec? Dlaczego tak krótko ja się pytam? Wyrazy szacunku i podziwu dla Was. Gratuluję jeszcze raz.

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Mówisz ? A mnie się zdawało, że taka długa relacja, że nikt nie doczyta :) Ale biegu trochę było to i opis się zebrał, na szczęście nam baterie nie padają jak urządzeniom i dotarliśmy do mety z relacją :)

  5. No to… ten tego… SZACUN!!!! Jestem pod wrażeniem!!! Bardzo fajny bieg, świetna relacja! Czasów nie będę komentować, bo nie mam do tego żadnych podstaw :) Całkiem niedawno kupiłam sobie pierwsze buty trailowe (=> patrz PW) i mam za sobą dwa świadome biegi po lesie – ze zbiegami, podbiegami, kamieniami, korzeniami itepe plus trochę szczytów górskich za sobą (jako turystka oczywiście), więc naprawdę doceniam ten pot, sapanie i wysiłek, ślizganie i trudność na zbiegach. Zejścia są dla mnie najgorszą rzeczą w chodzeniu po górach a co dopiero zbiegi… Jeżeli chodzi o baterie to nie przejmuj się – masz we mnie kumpla, bardzo często zdarzało mi się zabrać aparat albo ze słabymi bateriami, albo z przeładowaną kartą sd albo… bez karty :D Życie :D ściskam!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.