I Rybnicki Test Coopera


Test Coopera to 12 minutowy test, w którym możemy sprawdzić swój aktualny poziom możliwości biegowych. Jak się pewno domyślacie – im dłuższą odległość przebiegniemy, tym mamy wyższą wydolność. Ocenę odczytujemy ze specjalnych tablic, ocena zależy i od odległości, i od wieku biegacza.


I Rybnicki Test Coopera

Przez przypadek natknąłem się w internecie na informację o rybnickim teście. Test jest organizowany przez bardzo dynamiczną grupę biegaczy – Rybnicką Grupę Biegową http://www.klubrgb.pl/, we współpracy z MOSiR Rybnik.

Rybnicka Grupa Biegowa

Rybnicka Grupa Biegowa

Patrząc na endomondo, mój rekord dystansu przebiegniętego w 12 minut to było ok. 2,2km. Niestety bardzo trudno taki „GPSowy” wynik zweryfikować. Stąd z wielką ochotą i radością udałem się na stadion rybnickiego MOSiRu, żeby się dobrowolnie i bezpłatnie przetestować.

Jaką odległość przebiegnę? Wszystko jest takie proste, dopóki się nie zmierzy z dystansem. Jedno okrążenie ma 400m a więc 2km to 5 pełnych kółek. Wszystko co więcej, będzie „in plus”. Na ręku komórka z endomondo, na nadgarstku stoper, na który najbardziej będę liczył. Założenie taktyczne, zacząć rozważnie, po 10 minucie przyspieszyć – albo utrzymać tempo.

Test Coopera odległości i oceny

Test Coopera – odległości i oceny

Przed startem

Bez problemu zaparkowałem i udałem się do biura zawodów. Otrzymałem numerek (taki z tasiemkami) i załapałem się na pierwszą grupę startujących (grupy po 20 osób). Byłem z dużym wyprzedzeniem czasowym, więc z przyjemnością obserwowałem rozwój sytuacji. Rodzice z dziećmi, młodzież i kilka starszych (nawet ode mnie) osób. Wszyscy roześmiani, skupieni, gotowi na test…

Jeszcze szybka rozgrzewka, trucht po bieżni (mrau, jaka fajna przyczepność) i … hm, Houston mamy problem. Numerek, który mi przydzielono miał wybitnie zbyt krótkie tasiemki. Udało mi się je zawiązać na plecach (dwie na szyi) ale zrobił się supeł uniemożliwiający oddychanie. No to biegusiem do biura, szybki zabieg chirurgiczny i już mam numer radośnie powiewający na dwóch tasiemkach. Trudno, nie będę piękny, pozostaje mi być skutecznym…

Linia startu. Kilku sędziów, każdy z nich ma w kajeciku przydzielone numery startujących – będą weryfikowali nas przy kolejnych okrążeniach. Kółko to wspomniane 400m, obok bieżni pooznaczane odcinki 50 metrowe. Pozytyw jest taki, że się nie zgubię, na skróty też nie pobiegnę. No to … START!

Biegnę!

Planowo nie rozpędzam się i nie gonię sprinterów, biegnę obok biegaczy z Rybnickiej Grupy Biegowej, którym bieganie na tak śmieszną (bo krótką) odległość sprawia bardzo dużo radości :D

Pilnie liczę okrążenia, po 10 minucie staram się przyspieszyć. Przydały się treningi interwałów, bo wiem, że wytrzymam te ostatnie 2 minuty szybszego biegu, ale jest ciężko… Zamykam ostatnie, szóste kółko, jeszcze kilkanaście sekund i będzie po bólu… STOP!…

Stoję i ciężko dyszę… Liczę na szybko – powinno być 2500m. Przybiega sędzia – zalicza dystans i gna do następnego startującego. Duża satysfakcja, dla mnie to był wyczyn, który plasuje mnie w grupie z oceną „dobry”.

Idę po pamiątkowy dyplom, zdaję numer i odbieram gadgety biegowe zapewnione przez troskliwych organizatorów. Izotonik pochłaniam „na raz”, opaska odblaskowa trafia do kolekcji opasek – w końcu biegam głównie w nocy, bardzo się przyda.

Patrzę jeszcze z ciekawością na start kolejnej grupy. Wieczorem z radością przeglądam galerie fotografii.

Wyniki I Rybnickiego Testu Coopera można znaleźć na enduhub. A o samym enduhub możecie poczytać o tu.

Wspaniała organizacja, jeszcze lepsza atmosfera, wielkie brawa dla Rybnickiej Grupy Biegowej, niecierpliwie oczekuję wiosennego testu :)

Rybnicki Test Coopera


Znana jest już data wiosennego testu – 20 czerwca biegacze będą mogli bezpłatnie przetestować się na rybnickim stadionie.

Test, choć wyczerpujący, powtórzyłem jeszcze rok później również na rybnickiej bieżni. W roku 2017 nie wytrzymałem też i postanowiłem wyznaczyć moje tętno maksymalne, które najprościej jest wyznaczyć podczas krótkiego, narastającego wysiłku – na dystansie i w czasie krótszym od wspomnianego testu – a to dzięki Inżynierii Biegowej, która świętowała swoje urodziny.


Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Artur Kierzek pisze:

    Wiem, wiem, wiem. Samoświadomość, autokorekta i w ogóle. Ale ja nie chcę robić tego testu. Z moich doświadczeń wynika, że bardzo źle znoszę bieg na pełnej pompie dłużej niż kilometr (4:30 – rekord). Gdybym wziął udział w takim teście pewnie załamałbym się na końcu lub umarł :P Pozdrawiam!

    • Bookworm pisze:

      Świetnie Cię rozumiem! Zawsze twierdziłem, że nienawidzę krótkich biegów, bo wtedy po prostu trzeba gnać jak chart zapominając o braku oddechu i poziomie wysiłku… A jednak stanąłem raz jeszcze na starcie kolejnego Coopera, a jednak walczyłem też o wyznaczenie maksymalnego tętna, na tej samej bieżni zresztą ;) No i te żorskie „nocne piątki” bardzo, bardzo kuszą – więc to taka miłość/nienawiść do krótkich dystansów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.