Tropem Wilczym, Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych, Żory 2016 – relacja


28 lutego 2016 roku uczestniczyłem w kolejnej, czwartej już edycji Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Żorach. Wróciłem do domu pełen zadumy, ale również radości z uczestnictwa w czymś ważnym.

Nade wszystko podziwiałem poziom organizacji biegu, za ten bieg śmiało bym dał maksimum gwiazdek, kropek, wykrzykników –  pod każdym ocenianym względem.


Żory to miasto bardzo dobrze kojarzące się biegaczom. W kalendarzu startowym napotkamy na dwa ważne biegi: Bieg Ogniowy oraz Żorski Bieg Uliczny. Rok temu uczestniczyłem w Biegu Pamięci po raz pierwszy w Żorach. Wtedy zapisałem się na ten bieg bez żadnego problemu. Przy tej edycji zapisałem się natychmiast po ogłoszeniu zapisów i dobrze zrobiłem, bo miejsca zostały dosłownie wymiecione już w grudniu. Świadczy o tym też popularność mojej żorskiej relacji – jest to drugi z najchętniej czytanych tekstów pobiegowych.

Właściwie tu dotykamy ciekawego fenomenu historycznego. W tym roku pobiegliśmy w 160 miastach, również poza granicami kraju! Organizator czyli Fundacja Wolność i Demokracja liczy na udział ponad 40 tys uczestników – to jest dwukrotnie liczniejszy udział, niż przed rokiem. Chyba nie muszę dodawać, że to jest największy bieg w Polsce? I sami spójrzcie. Biegów na 5 czy na 10km w kraju jest pod dostatkiem. Natomiast udział w biegu historycznym jest wyjątkowy. Stąd frekwencja, stąd też chęć do odkrycia pewnych kart historii. Tej historii, która przez lat była skrzętnie ukrywana, której bohaterowie wciąż spoczywają w bezimiennych, nieoznaczonych mogiłach.


Bieg w Żorach składał się z dwóch części, przedzielonych „grą terenową” dla rodzin i dzieci. O godzinie 12.00 huknął strzał otwierający bieg na historyczny dystans 1963m – jest to rok, w którym pojmano ostatniego z Żołnierzy Wyklętych – Józefa Franczaka, ps. „Lalek”. O godzinie 13.00 ruszyliśmy do biegu na 5km.

W samą atmosferę biegu dobrze wprowadził nas wywiad z phm. Robertem Nowakiem w Radiu 90.


Pakiet startowy

W pakiecie bogato. Bardzo ładny numer startowy z czipem (czas mierzył Datasport) – logiem „Bieg ludzi Honoru”, piękny medal – taki jak przed rokiem (różni się detalami), audiobook Zbigniewa Lazarowicza „Klamra – mój ojciec”, opaska odblaskowa i garść materiałów informacyjnych. Czarna koszulka z Henrykiem Flame, „Bartkiem”. Prócz tego ostatni numer tygodnika „w Sieci”.

Pakiet

Całość w gustownej papierowej torbie, której bok stanowi voucher do sklepu wolnedzwieki.pl, gdzie po użyciu kodu „Tropemwilczym” uzyskujemy… ale to sprawdźcie sami.

Obozowisko

Trochę narzekań usłyszałem z racji oddalenia Biura od parkingu – kilometr. Fakt, rok temu biuro było bliżej ale dziś, choć tę trasę dziś pokonałem sześć razy, nie narzekałem. Żorski las ma swój urok, trudno też ukryć, że przejście przez las wciąga w atmosferę biegu. Żołnierze Wyklęci tam przecież się ukrywali – niczym wilki.

Las był świetnie oznakowany

Oznaczenia

ale też obstawiony przez druhów i druhny, którzy z uśmiechem kierowali ruchem. Nawet przy wejściu na polanę, mieszczącą biuro zawodów, dwie druhny kierowały ruchem i troskliwie pytały czy wiem co i jak. Wiedziałem! Pakiet odebrałem bardzo szybko dzięki kilku stanowiskom wydawania pakietów.

Biuro

Lokalizacja Biura zawodów stała się zrozumiała, gdy przespacerowałem się po terenie. Strzelnica w Żorach to kompleks leśnych zabudowań, które zostały świetnie wykorzystane. Biuro, kuchnia, depozyt, szałas, który nie tak dawno został przez wandali spalony (i szybko odbudowany).

szalas

A w szałasie co mogło znajdować się? Otóż…

Ognisko

To chyba całkiem logiczne, że ognisko, bo przecież nie indianie, co nie?

ognisko1

Za samym obozowiskiem szerokie miejsce startu

Banner– rewelacja. wszystko oczywiście zgodnie z planem.

Plan

Chyba nie było dziecka, które by się nie wspięło na wały ziemi wokół strzelnicy. Sam też wlazłem.

Strzelnica

A toalety? Toalety to osobna sprawa. Były oczywiście toi-toie, do których wkrótce ustawiła się spora kolejka.

ToiToiAle chyba mało kto wypatrzył swojską, leśną drewnianą latrynę.

Latryna

Między tym wszystkim dwoili i troili się organizatorzy.

organizatorzy

Bieg na 1963m

Przed biegiem phm. Robert Nowak wygłosił krótką i co wśród organizatorów wyjątkowo rzadkie – konkretną, zwięzłą i ciekawą przemowę.

Przemowa

Przed wszystkim przywitał Gościa Honorowego pana Stanisława Leśko, jednego z Żołnierzy Wyklętych, który walczył na Rzeszowszczyźnie, a który teraz mieszka w Rybniku. Pan Stanisław ujawnił się dopiero w 2007 roku. Na jego piersiach zawisł medal Biegu Pamięci… Otrzymał również piękną statuetkę. Później rozbłysły flesze aparatów, wiele osób zrobiło sobie zdjęcie z Panem Stanisławem. Padło wiele ciepłych słów.

Przemowa2

W samo południe prezes Bractwa Kurkowego wystrzelił, oznajmiając biegaczom fakt rozpoczęcia biegu historycznego. Do biegu wystartowały całe rodziny, wraz z dziećmi. Część zamierzała pokonać dystans biegiem, inni forsownym marszem. Biegłem razem z małżeństwem „Radlinioków w biegu” czyli Kasią i Krzyśkiem. Po raz pierwszy spokojnie pobiegłem bieg tempem „konwersacyjnym”. Rok wcześniej biegłem bieg na 1963m w grupie „ścigającej” gen. Romana Polko. Tym razem wolałem zachować siły na bieg pięciokilometrowy. Wokół nas biegły całe rodziny, w których często najszybsze były dzieciaki. Mało tego, część z nich intuicyjnie wyczuła, że tempo jest właśnie „konwersacyjne”, więc buzia się im nie zamykała. Zupełnie nie wiem czemu tracący oddech rodzice non stop upominali dzieci, żeby nie gadały podczas biegu.  Może dlatego, że rodzice ledwo nadążali.

My też przyspieszyliśmy, choć to był bieg bez pomiaru czasu. Na zakrętach przybijaliśmy „piątki” druhnom i druhom nadzorującym rozwidlenia dróg. Wbiegliśmy dostojnie na metę, gdzie uczestnicy deklarujący udział w biegu tylko na krótszym dystansie otrzymali medal. Nasz medal otrzymamy dopiero po 5km kolejnego biegu. A sam koniec biegu zabezpieczali medycy.

quad

Bieg na 5km

 Uwierzycie, że to był mój pierwszy bieg na dystansie 5km, z oficjalnym pomiarem czasu? Nad sprawnym pomiarem czasu czuwał Datasport.

Datasport

Do tej pory wszelkie „życiówki” na 5km biłem przy okazji udziału w biegach na 10 i 21km. Teraz miał nadejść mój moment prawdy. 5km to dystans dla mnie bardzo niekomfortowy. Jeśli zacznę go zbyt szybko, będzie trudno utrzymać tempo. Jeśli wystartuję zbyt wolno, nie rozpędzę się i wynik będzie słaby. Do tego ścieżka leśna, mogło być różnie.

Huknął kolejny strzał. Ruszyłem wraz z innymi zawodnikami. Pierwszy kilometr poniżej 5:00, drugi również. Zwolnić, zwolnić! Biegłem stanowczo zbyt szybko… Trzeci kilometr to już tempo ponad 5min/km, czwarty również. Trasa świetna, uderzały we mnie ściany chłodnego i ciepłego powietrza – na kilka sekund wyjrzało zza chmur słońce. Biegłem na granicy wydolności oddechowej, tętno powoli wspinało się coraz wyżej. Nie zapowiadało się, że uda mi się grzmiący finisz. Jednak ostatnie 500m było z górki. Nogi, nauczone na treningach przyspieszać, na finiszu przyspieszyły, nie martwiąc się zamierającym oddechem. Minąłem kilku biegaczy. Pędziłem coraz szybciej i szybciej, dobijając do tempa 4:02, choć płuca i przepona pracowały na granicy możliwości. Linia mety zbliżała się i wpadłem na nią dziękując Bogu, że to już koniec. Zatrzymałem stoper. Czas naręczny 26:12, tak około, pozostało czekać na sms z Datasport z ostatecznym wynikiem.

Otrzymałem medal i butelkę wody. Organizatorzy zadbali o wszelkie detale.

Woda

Za linią mety spotkałem Adama, któremu serdecznie pogratulowałem wyniku. Adam debiutował w oficjalnych biegach właśnie w w Żorach, podczas biegu ulicznego, wyprzedzając mnie znacząco. Tu również był szybszy – jak się później okazało – o minutę. Ukryty talent biegowy? On z kolei pogratulował mi tekstów blogowych. Ponoć ciekawe i dobrze się czytają. Dzięki!

Krzysiek z „Radlinioków” przybiegł 2 minuty przede mną. Też mu pogratulowałem, wychodzi na to, że to ja w tym męskim towarzystwie jestem „kapitan powolniak”. Poczekaliśmy na Kasię, żonę Krzyśka. Gdy już byliśmy w komplecie co zrobiliśmy? Ano to, co „Radliniocy” robią najładniej. Czyli słynne „jaskółki”:

Kasia Krzysiek

I ja też dostąpiłem tego zaszczytu!

Jaskolka2

Wkrótce otrzymałem sms z Datasportu – 26:01. Jak na początek roku biegowego – świetny wynik. Każdy wynik poniżej 27:30 bym brał „w ciemno”. Pełną listę wyników możecie znaleźć tu, zająłem 126 miejsce na 294 startujących. Brawo ja!

Dekonspiracja

Poszliśmy odebrać grochówkę. Rok temu grochówka była epicka. W tym roku była jeszcze lepsza. Parujący talerz wypełniony grochem, marchewką i smakowitą kiełbaską, wraz z pajdą chleba – rewelacja! Tak jak po biegach z reguły mam problem z absorpcją stałych pokarmów, tym razem czekałem na ten magiczny moment, gdy pierwszy łyk zupy spłynie do spragnionego kalorii żołądka…

grochowka

Zapytaliśmy czy możemy zainstalować się przy jednym ze stołów, przy którym jeszcze były ślady „biesiady” – talerz i resztki chleba. „Tu jest wolne, ale ktoś zapomniał pozmywać” padło hasło. Usiedliśmy i przełknąłem pierwszy kęs grochówki, gdy usłyszałem:

„czy będzie relacja na blogu”

No tak, dekonspiracja… Ktoś (teraz już wiem, że to był Marcin z Czerwionki Leszczyn), mnie rozpoznał. Co prawda nie byłem przebrany, tak jak podczas biegów „Po moczkę i makówki” ani za Szejka Arabskiego, ani za Meksykanina ale rozpoznał mnie. Jako pierwszy. Czytałem kiedyś na „znanych blogach”, że kiedyś taki moment następuje w życiu blogera ale żeby to już? Żory widać to wyjątkowe miejsce do biegania. I dla blogerów!

Porcja grochówki niestety szybko skończyła się, pozostało nam dobrać się do termosów z herbatą. I ruszyliśmy w kierunku parkingu. Tak. Wszystko co dobre się niestety kończy. Czas wrócić do domu.


Bieg Tropem Wilczym był świetnie zorganizowany. Im dłużej o nim myślę, tym bardziej doceniam trud organizatorów – Stowarzyszenia Inicjatyw Harcerskich „Dębina” i szczególnie phm. Roberta Nowaka, który włożył całe serce w organizację biegu i imprez towarzyszących. Bieg był jednym z najciekawszych, w których brałem udział.  Medal – jednym z najcenniejszych. Pilnie będę wypatrywał innych relacji i galerii biegowych. Żory to wspaniałe miejsce do biegania. I wspaniali ludzie, których warto poznać.

Nr medal


Ale to nie koniec historii. Wspominałem o pakiecie startowym, który zazwyczaj budzi duże zaciekawienie w domu. Tym razem papierowa torba padła łupem kotów. Otóż jest to idealne miejsce na spędzenie wieczoru. Wg kociej logiki…

Arya mocca

Bookworm

... to ja. Uwielbiam czytać. Jak każdy mól książkowy. Od niedawna też uwielbiam audiobooki. "On the run" – zawsze w biegu, skacząc z tematu na temat. O bieganiu, o kotach i o motoryzacji. I tak sobie biegam, coraz dalej i dalej aż do maratonu w Wenecji i w Walencji. Rozgość się na blogu, skomentuj, skrytykuj. I do zobaczenia na biegowych trasach.

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. Blogierka pisze:

    Jest fejm!! :D No i gratulacje czasu na tym „trudnym dystansie”! A „kapitan powolniak” jestem ja bo w tym czasie zaledwie 3km robię :P. Świetna relacja- czytało się z przyjemnością :). I to musiało być niezwykłe uczucie uczestniczyć w takim biegu. Ogromny szacunek dla Pana Żołnierza Wyklętego. Atmosfera i lokalizacja- dopełniły klimatu. A koty- pozamiatały :D

    • Bookworm pisze:

      Dziękuję :) Za 18 dni kolejna przeprawa, tym razem z żywieckim półmaratonem, tu już na dystans będę narzekał w drugą stronę :) „Shrek, daleko jeszcze????” ;)

      • Blogierka pisze:

        Buehehe!! Jak ja byłam mała i jeździliśmy do Rzeszowa z Wawy to ZAWSZE jęczałam ” Ile jeszcze” a rodzice perfidnie odpowiadali mi w KROWACH MORSKICH?!! :D

  2. BasiaK pisze:

    Jeszcze trochę i nie tylko będziesz rozpoznawalny, ale będziesz rozdawał autografy. :-D Kolejna świetna relacja. A i bieg zacny. . W mojej gminie też w tym roku był organizowany bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych, chyba pierwszy raz. Niestety nie mogłam być, nawet jako widz. :-) I grochówka też podobno była. Ale wiesz, zdjęcia to nie musiałeś zamieszczać. :-P Uwielbiam taką grochówkę jeść na łonie natury. Aż mi się zażądało. :-) Dzięki za kolejne miłe chwile przy czytaniu Twoich przeżyć biegowych. No i oczywiście gratuluję świetnego wyniku. Brawo Ty!
    Ps. Może zrobisz jakiś wpis o tej kociej logice, bo nie wiem czemu tak się pchają do wszelkich toreb.:-)

    • Bookworm pisze:

      Z tymi autografami to ja nie chcę być aż tak rozpoznawany, brrr :D
      Dziękuję i wiesz, z kotami omówię kwestię ich logiki. Bo ja jej „nie ogarniam” choć pewnych wydarzeń się spodziewam, bo są cykliczne :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.