V Bieg po Moczkę i Makówki – relacja


Są takie tygodnie w roku, gdy wszystko jest inne niż zazwyczaj. Gdy nadchodzi czas świąt, życie przyśpiesza w zakupowym szaleństwie i przygotowaniach, by za chwilę zwolnić w domowym zaciszu. Część ludzi pracuje wtedy więcej, jak choćby kurierzy czy sprzedawcy, część zaś wybiera zaległe urlopy, czy rozkoszuje się nicnierobieniem. W urzędach i korporacjach wyludniają się korytarze. Milkną automaty do kawy. 

Dla większości biegaczy też jest to czas specjalny. Po szczycie jesiennego sezonu, a jednocześnie przed rozpoczęciem treningów do szczytu wiosennego, biega się trochę mniej i bardziej na luzie.

Wtedy to też, od 5 lat odbywa się w Stanowicach niezwykły bieg. Inny niż te, w których starujemy by osiągnąć jakiś wynik, powalczyć ze słabością, sprawdzić czy treningi coś dają. To bieg, w którym króluje uśmiech i dobra zabawa.

Nie jest jednak tak, że Bieg po Moczkę i Makówki, bo o nim mowa, nie stanowi żadnego wyzwania. Jest on sprawdzianem dla naszej wyobraźni, poczucia humoru, inwencji i czasem również inżynierskiej myśli. Trzeba bowiem wystąpić w nim w przebraniu, najlepiej w takim, które na twarzach innych uczestników i kibiców wywoła szczery i bezcenny uśmiech.

To już nasz trzeci start w tym biegu. Po raz kolejny więc pozwoliliśmy sobie popuścić wodze naszej wyobraźni i zderzyć ją z praktycznymi umiejętnościami przygotowania biegowych kostiumów. Ale o samym procesie twórczym i o naszym przebraniu napisaliśmy odrębny wpis.

Teraz po raz pierwszy zrelacjonujemy Wam wspólnie bieg w Stanowicach. Głosem Pawła i głosem Tomka.

A relację z roku 2014 czy z roku 2015 znajdziecie klikając na kolorowy link.


Zapisy

Bieg poprzedziły zapisy. Wspominam o nich, bo spełniło się to, co prorokowałem od relacji z roku 2015 i o czym uprzedzałem wielokrotnie na FB – będzie trudno o miejsca. I było. Zapisy zakończono w ciągu tygodnia – kolejność zapisów zweryfikowały przelewy. Ciekawie był skonstruowany mechanizm wysokości opłaty za bieg, im szybciej ktoś wpłacił, tym płacił więcej. Ale też gwarantował sobie start. Oczekiwanie mogło przynieść niższą opłatę ale też ryzyko braku miejsca startowego.

Tu mieliśmy spory problem, bo przelewy zrobiliśmy natychmiast, nasz bank je wysłał, ale one gdzieś utknęły w systemie rozliczeniowym. Tu mała podpowiedź dla organizatorów – warto udostępnić opcję płatności online, która bardzo by ułatwiła obu stronom wpłaty i ich weryfikację.

Dodatkowym aspektem uruchomienia zapisów było to, że wystartowały 1 listopada o godzinie 20:00. Trzeba było zatem nie zamyślić się nad grobami, tylko pamiętać o przybyciu na czas do domu, aby spokojnie się zapisać.


Konkurs

I gdy miejsc już nie było, tu spotkała mnie bardzo miła niespodzianka – otrzymałem od organizatorów, czyli Grupy Biegowej Luxtorpeda w Stanowicach jedno miejsce startowe – mogłem zrobić konkurs i dzięki niemu zapewnić start jeszcze jednej osobie. Przygotowałem listę skomplikowanych pytań, znaleźli się heroiczni biegacze, którzy na nie odpowiedzieli – i voila – pan Janusz Raszka otrzymał możliwość startu w biegu.


Przebranie, które bawi i każe myśleć

Gdy już miejsca startowe były przyklepane, zaczęliśmy projekt „Kostiumy na bieg”. Tak jak Paweł wspomniał, więcej o ich powstawaniu będzie w osobnym wpisie. Teraz tylko nadmienimy, że musieliśmy wykreować dwie postacie, którym nadaliśmy imiona Stan i Joe. Prace prowadziliśmy niczym w tajnym laboratorium, stosując blokadę informacyjną. Od czasu do czasu jednak, ktoś z wąskiego zaufanego grona widząc dokąd nasz projekt zmierza, śmiał się serdecznie i z niedowierzaniem kręcił głową. Upewniało nas to, że idziemy w dobrą stronę.

Kostiumy podlegały nieustannym poprawkom i ulepszeniom, gdy stały w naszych domach, każdy z nas miał nieodparte wrażenie wchodząc do pomieszczenia ze Stanem czy Joe’m, że w pudle siedzi mniej lub bardziej żywy człowiek.

Zwykle był mniej żywy, niemniej dla przykładu mój pies z dużą nieufnością do owej postaci podchodził.


Jedziemy na bieg !

Wybierając się na bieg wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. Transport naszych kostiumów, ich zakładanie, spore ograniczenia ruchowe jakie stwarzało ich założenie oraz obawa czy w tych cudach da się przebiec 10 km, to wszystko było dla nas pewną niewiadomą.

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja - załadunek

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja - załadunek

Na szczęście nie zostaliśmy sami gdyż Sylwek, który czasem towarzyszy nam w biegach, nie zostawił nas i tym razem. Pojechał z nami jako nasze wsparcie, fotoreporter i kibic żądny dobrej zabawy. Jest autorem prawie wszystkich zdjęć, które w relacji się pojawiają. 

Mnie niestety wirus rozłożył kilka dni przed startem, miałem też gorączkę, która co prawda minęła, ale choroba na tyle mnie osłabiła, że postanowiłem nie ryzykować  i nie biec całego dystansu. Wykręcę kółko – góra dwa i schodzę z trasy. Byłem tak podekscytowany startem, że … zapomniałem ubrać biegowe skarpetki! Przypomniało mi się o nich, gdy wychodziłem już z domu.

Po szczęśliwym dojechaniu na miejsce, karkołomnym założeniu kostiumów, słysząc nieustannie śmiech Sylwestra powędrowaliśmy w kierunku miejsca zawodów. Tzn. Stan i Joe powędrowali, my siedzieliśmy w najlepsze w naszych pudłach.

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja


Biuro zawodów

Już pierwsze reakcje kibiców i biegaczy upewniły nas, że to jest „nasz dzień”. Dzień całej naszej czwórki.  Nikt nie przechodził koło nas obojętnie, część dziwiących się osób dotykała sprawdzając, które części ciała należą do nas, a które do niosących nas towarzyszy.

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

Uśmiech Pani wydającej numery startowe również był niezapomniany. Nie przypominam sobie, żebym na jakichkolwiek zawodach miał tyle radości przy podpisywaniu formularza startu :-)

Odebraliśmy pakiety i numery i tu pojawił się problem. Czipy były zwrotne i należało je przymocować do sznurówek. Tyle tylko, że obaj mieliśmy już przypięte kostiumy. Gdyby nie Sylwester to byłby problem z naszymi czasami. Choć ja już miałem „plan B”. Spuszczany czip na sznurku – w miejscach pomiaru. Pomysłowy jestem, nieprawdaż?

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja


Sala gimnastyczna – ach te wszystkie przebrania!

Sala to tradycyjne miejsce spotkań biegaczy – tam się robi zdjęcia, tam się spotyka, tam następuje dekoracja zwycięzców. No i zaczęły się spotkania, spotkałem Edytę i Grzegorza (jaskiniowcy), Adama, który był nieprzebrany (o zgrozo!), Radlinioków w biegu, którzy przebrali się grupowo – jak jeden mąż i żona – za zakonnice. Radlinioczki wyglądały w tych rolach bardzo apetycznie, furorę robił za to „gender zakonnica” czyli Krzysztof – z racji słusznej postury i okazałej brody wywoływał grupowe wyznania wiary. „O Boże, o Jezu!” – tam, gdzie było słychać te okrzyki, tam był Krzysztof. Religijność wspierali licznie przybyli przedstawiciele kleru – czyli księża, którzy towarzyszą nam od wszystkich znanym nam edycji biegów.

Co mnie zaskoczyło to widok mojego przebrania sprzed roku – skoczyłem pod ekran wraz z Joem no i mam swoją podwójną fotkę, trochę powrót do przeszłości, trochę widok perspektyw na przyszłość.

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

Spotkaliśmy również Sylwię i Sławka. On jako dostojnie wyglądający ksiądz, Ona jako podlotek przez nim uciekająca. Cała sala pełna była śmiechu i gwaru. Dzieci podchodziły dziwiąc się tym i owym postaciom. Wszędzie było dużo dobrej energii !

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

Tu razem z nami Sylwek, bez którego ta relacja byłaby, delikatnie mówiąc, uboga graficznie :-)

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

Czas minął szybko na oglądaniu przebrań innych biegaczy, na wspólnych zdjęciach i rozmowach. Przed udaniem się na start jeszcze Tomek udzielił wywiadu TVP3. Jak to oni mają w zwyczaju, oczywiście wywiad zrobili, ale ani urywka z rozmowy z Tomkiem nie wyemitowali. Tradycja!

Ha ha :-) Widać nic mądrego nie powiedziałem. W końcu to, że umiem zrobić strój nie oznacza, że umiem się też wypowiedzieć.

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

Kwadrans przed południem wzięliśmy udział w rozgrzewce, po czym wciąż się śmiejąc i podziwiając fantazję innych udaliśmy się na start.

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja


Bieg w korowodzie przebierańców

Biegłem sobie powoli i rytmicznie. Tempo było bardzo powolne 6’30-7’00. Kostium trzymał się bardzo dobrze, nogi stukały rytmicznie o pudło, ale na całe szczęście nie zanosiło się na to, że coś się ma urwać czy odpaść. Przez oba okrążenia biegłem zamykając stawkę biegaczy, w okolicach grupy przebranej za Strażaków oraz towarzysząc dwuosobowemu Wielbłądowi (swoją drogą, to było naprawdę świetne przebranie).

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

Droga wiodła pomiędzy polami, tam dość dokuczał wiatr. Ale pogoda była wyśmienita do biegania. Po pierwszym kółku żal mi się zrobiło, że już miałbym schodzić z trasy – postanowiłem przebiec jeszcze kolejne 2,5km.

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja/fotografia – gbluxtorpeda.org/

Gdzieś w tak zwanym międzyczasie nagrałem kilka słów dla tych, którzy jeszcze w biegu nie startowali. A co, niech żałują!

Zszedłem po drugim okrążeniu – i ja i Joe otrzymaliśmy medal! Za linią mety zagłosowałem na grupę kibiców i pobrałem numerek do loterii. Dla mnie bieg się zakończył. Mogłem spokojnie czekać na Tomasza.

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

Przez chwilę stałem przy linii pomiaru czasu robiąc zdjęcia kolejnym zawodnikom, w tym właśnie Tomkowi, którzy dzielnie rozpoczynał czwarte okrążenie. Oczekiwanie umiliła mi możliwość udzielenia wywiadu do lokalnego radia – moja wypowiedź została wykorzystana! (choć najciekawsza była wypowiedź górnika).

Poszedłem do kuchni spróbować śląskich specjałów. To znaczy makówek, bo akurat za moczką nie przepadam. Makówki były świetne, to czysty zapach i smak Świąt Bożego Narodzenia!

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

Sylwek stojąc przy trasie dopingował i bawił się dobrze obserwując przebiegające grupy przebierańców. A było na co popatrzeć !

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja V Bieg po Moczkę i Makówki relacja V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

Ja w tym czasie walczyłem na trasie. Walczyłem z wiatrem, z mocowaniem pudła wbijającym się w uda i z rytmicznie obijającym się o moje plecy Stanem :-) Trzymałem się tempa poniżej 6’00, żeby przybiec w czasie krótszym niż godzina.

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja/fotografia – gbluxtorpeda.org/

W biegu odbyłem kilka zabawnych rozmów, z osobami które chciały podobnie jak ja posiedzieć. Niestety moje pudło było zbyt małe by pomieścić jeszcze jedną osobę.

Dobiegłem w środku stawki co uwzględniając kostium było całkiem fajnym wynikiem. Obaj ze Stanem otrzymaliśmy medale, później wylosowałem numer nagrody i poszedłem delektować się pyszną moczką i makówkami.

Za metą grupy biegaczy były równie radosne i rozgadane, jak przed startem. Po nikim nie było widać zmęczenia, jakie zwykle widać na finiszu. Królowała świąteczna atmosfera. Żorscy HRMax’i wyglądali bardzo bożonarodzeniowo :-)

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja

Na koniec czekała mnie niespodzianka. Zwycięstwo w kategorii najlepszego przebrania. Cieszyłem się i smuciłem równocześnie. Radość sprawiło mi to, że doceniono naszą inwencję oraz że sprawiliśmy wszystkim sporo ubawu wraz z chwilami zastanowienia przy rozgryzaniu naszych przebrań. Smuciło mnie to, że nie mogliśmy wystartować z Pawłem jako duet. Nagroda należała się nam obu tak samo, nie udało mi się jednak namówić przyjaciela na wejście razem ze mną na podium. Towarzyszyli mi na nim Ania Witkowska i Tadeusz Lechowicz.

V Bieg po Moczkę i Makówki relacja/fotografia – gbluxtorpeda.org/


Podsumowanie i podziękowania

V bieg po Moczkę i Makówki był dla nas wyjątkowy. Tak jak to napisał Tomasz, po całorocznym bieganiu tym razem postawiliśmy na zabawę. Powołaliśmy do życia Stana i Joego, którzy świetnie spełnili swoją rolę. Wywoływaliśmy uśmiechy na twarzach dużych i na tych małych. Biegliśmy, przybijaliśmy piątki ciesząc się z wrażenia, które wywoływaliśmy. Podnieśliśmy poprzeczkę jakości przebrania bardzo wysoko – za rok wiemy, że będziemy mieli jeszcze silniejszą konkurencję, która bez wątpienia zrobi wszystko aby stać na podium i zebrać nagrody za przebranie.

A my? My tanio skóry nie sprzedamy. Ale jeśli coś jest pewne, to właśnie to, że przygotowania do biegu sprawią nam olbrzymią radość. Którą znowu postaramy się przekazać innym startującym i kibicującym.

Dziękujemy organizatorom za wszystko. Dziękujemy fotografom i operatorom kamer, dzięki którym ten bieg jest jednym z najlepiej ofilmowanych i obfotografowanych. Kłaniamy się nisko wolontariuszom oraz paniom, które przygotowały nam tak wyjątkowy poczęstunek pobiegowy.

No i machamy wytrwale do kibiców i mieszkańców Stanowic. Przyjedziemy znowu za rok. Będziecie nas dopingować tak jak w tym roku?

Na koniec film nakręcony przez Sylwka i zmontowany przez Tomka. Poczujcie tę atmosferę jeszcze raz!


Jeżeli spodobał Ci się ten tekst, lub jeśli masz do niego uwagi – zapraszam na fanpage bloga – zostaw komentarz, polub profil lub napisz do mnie prywatną wiadomość.

Będzie mi bardzo miło, jeśli udostępnisz tekst dalej, korzystając z którejś z poniższych ikonek. 

Tomasz i Paweł

Autorów dwóch: mgr inż. Anioł czyli Tomasz, Bookworm czyli Paweł. We wpisie wspólnym, podwójnie podpisanym.

Może Ci się również spodoba

27 komentarzy

  1. Piotr Stanek pisze:

    My też byliśmy ;) i też biegliśmy w przebraniu i też podziwialiśmy Wasze niesamowite stroje :)
    Jak Cię pierwszy raz zobaczyłem Pawle to miałem niezłego zonka przez wielkie „Z”,
    a. bo byłeś bez okularów (w Bielsku je miałeś w maju) i
    b. ten strój! Czapki z głów za przygotowanie, wybór i wykonanie!
    A Stan i Joe na prezydenta!

  2. Gratulacje dla Stana i Joe’a, że Was tyle nieśli! :D Świetne przebrania! Jeszcze wielbłąd skradł mi serce :D

    • Bookworm pisze:

      Wielbłąd stanowczo powinien być nagrodzony. Albo choć nakarmiony jakimś owsem (?). Przy drugim okrążeniu starałem się zasugerować panom pit-stop ale nie wiem czy z rady skorzystali ;)

  3. Blogierka pisze:

    Panowie- ja Was uwielbiam! Szaleni pasjonaci i to jacy kreatywni!! Przebrania SZTOS! Cały czas patrzyłam kto siedzi i jak to jest zrobione :D. No i wygraliście za przebranie!! Czad!
    Paweł- Twoja radość jak biegasz jest po prostu ujmująca :D
    ps. Co to jest za przysmak moczka i makówka?
    pps. Wszystkiego najwspanialszego Paweł z okazji urodzin! :

  4. Joanna Kurek pisze:

    Po tym jak rok temu przegapiliśmy zapisy i nie poszczęściło nam się w losowaniu, tym razem 1 listopada tuż przed 20.00 siedzieliśmy z Piotrem przed komputerami. Zapisaliśmy się w pierwszych sekundach i od razu wysłaliśmy przelewy :) Bieg bardzo sympatyczny ze względu na kolorowych przebierańców wokół i równie zabawnych kibiców. Na dodatek zmieściłam się w godzinie, dwa tygodnie po maratonie to dla mnie sukces. Oczywiście, argumentem do biegu było jedzenie na mecie :) Ja też pozostanę miłośniczką makówek :)

  5. Bookworm pisze:

    Że ja niby mam być Jerrym? A niech to…
    Tomek zrobił 4 okrążenia, ja 2, kostium miał bardziej dopracowany w detalach – nagroda jak najbardziej słuszna :)

  6. JackRuns pisze:

    hehehe gratulacje dla Was ……yyyyyy czworo :)

  7. mgr inż. Anioł pisze:

    Ha ha ha :) podoba mi się pomysł pod warunkiem że będę Tomem :)

  8. BasiaK pisze:

    :-D:-D:-DMoja gęba śmieje się od pierwszego zdjęcia które zobaczyłam na fejsie. :-D A film dopełnił reszty. Uhahałam się do łez. Jesteście mistrzami iluzji.:-D Wielkie brawa! Ps. Uśmiech mi nie chce zejść z twarzy i chyba tak zasnę. Z rozesmianą gębą. :-D:-D:-D

    • mgr inż. Anioł pisze:

      A wyobraź sobie, że ja tak mam od kilku dni, gdy przeglądaliśmy zdjęcia, robiliśmy film i relacje :) czekam kiedy minie i nie mija :)

  9. Monika Dudzik pisze:

    Relacja – rewelacja! Super ubaw musiał być, no gratuluję wygranej;)

  10. Mihone pisze:

    Super relacja. Gratuluje zwycięstwa. Paweł nie wygrałeś m.in pewnie przez to że tylko dwa kółka. Tomek miał więcej czasu by zapaść w pamięć jurorom. Nagroda jest dla was dwóch tak mi się wydaje.

    Podnosicie sobie poprzeczkę podobnie jak my organizatorzy. Gdy zakończył się bieg usiedliśmy i zaczęliśmy myśleć czy jesteśmy wstanie coś jeszcze dodać do tego biegu :)

    Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że jesteśmy najbardziej filmowanym i fotografowanym biegiem ale chyba rzeczywiście tak jest.

    • mgr inż. Anioł pisze:

      Podzielam zdanie. Nagroda bedzie przechodnia pomiedzy nami dwoma :) a co do poprzeczki… myślę, że bieg się rozwija i tak Wy jak i my coś nowego wymyślimy :) Najlepsze życzenia świąteczne dla całej Luxtorpedy i do zobaczenia na biegowych trasach :)

    • Bookworm pisze:

      Tak właśnie jest, a co do nagrody, też tak ją przyjęliśmy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.