Relacje

VIII Żorski Bieg Uliczny – relacja

VIII Zorski Bieg Uliczny

11. października punktualnie o 12.00 wystartował VIII Żorski Bieg Uliczny. Moja relacja tradycyjnie będzie relacją fabularyzowaną, zahaczającą o liczne wątki poboczne. Kto liczy na skąpą opowieść z cyklu „odebrałem pakiet-pobiegłem-zająłem miejsce” będzie się niestety czuł rozczarowany… Pozostałym czytelnikom życzę miłej lektury!


Przygotowania

VIII Żorski Bieg Uliczny wyskoczył nam z mgr. inż. Aniołem dość niespodziewane. Decyzja była szybka, wpłata również – załapaliśmy się dzięki prędkości przelewu na bardzo fajne koszulki techniczne. Warto też podkreślić, że Żory to miasto, w którym Anioł zamieszkuje, trenuje i które wspiera swoimi podatkami.

Żory to również miejsce świetnych biegów: Żorskiego Biegu Ogniowego (w którym niestety z racji wysokiej gorączki nie udało mi się wystartować) oraz Biegu Tropem Wilczym, którego żorscy organizatorzy – 16 Drużyna Harcerska „Wataha”-  niedawno została wyróżniona w ogólnopolskim konkursie „Harcerska Pamięć”.

Na tydzień przed biegiem przyjechałem do mgr. inż. Anioła na konsultacje przedbiegowe. W końcu zna w Żorach każdy kamień i detal trasy. W jego gabinecie przywitał mnie elektroniczny szum specjalistycznych urządzeń do-nie-wiadomo-czego. Na kolejnych ekranach przewijały się skomplikowane wykresy, dane wzory. Na rozgrzewkę naszych przygotowań poszedł filmik organizatorów, później przeszliśmy do trudniejszych danych – wykresu nachyleń trasy, podbiegów, zakrętów, ułożeń poszczególnych kostek brukowych, krawężników, wektorów sił odśrodkowych i dośrodkowych.

Obaj mamy wykształcenie techniczne, nasza wspólna alma mater zapewniła nam solidne przygotowanie – rzędy cyferek szybko znikały z ekranów przetransferowane do moich modułów odbiorczych. I hamowały w wąskim gardle zaszokowanego bogactwem danych umysłu. Plan biegowy miałem świetny, wręcz perfekcyjny. W domu wystarczy przeprowadzić symulację, zapamiętać sekwencję pochyleń podczas biegu. A w ostatniej chwili tylko do wzorów będę musiał podstawić temperaturę, wilgotność względną i siłę wiatru.

Wykresy

Wieczór zakończyliśmy genialną lazanią, aż przed oczyma stanął mi wspaniały bieg Anioła w Pradze, podczas którego to ja gotowałem moją wersję (mniej okazałą) lazanii. Pamiętacie oczywiście moją relację?

Lazania

Natomiast sam wieczór przedbiegowy poświęciłem na naukę przekształcania buffa z Żorskiego Biegu Ogniowego w czapkę. Z niejakimi sukcesami! W końcu w Żorach winno biegać się w buffie żorskim, w Rybniku – w rybnickim (póki co mam tylko dwa  buffy „biegowe”, stąd w tych i tylko tych biegach wolno mi będzie wystąpić w buffie).

Po lewej – „Księżycowy” z Rybnika, Po prawej z Biegu Ogniowego w Żorach:

chusta

W drodze na start

Niedzielny poranek przywitał nas chłodem. Błyskawicznie odebraliśmy pakiety startowe, w nich pokaźny zestaw makulatury i bardzo ładna wspomniana koszulka biegowa oraz najładniejszy z moich dotychczasowych numerów startowych. Po prostu bardzo kolorowy, z otworkami, czipem – super! Objechaliśmy jeszcze raz trasę, sprawdzając dokładność naszych symulacji biegowych.

VIII Zorski Bieg Uliczny mapka

Po powrocie doładowaliśmy kaloriami nasze wątłe biegowe powłoki doczesne. Skorzystaliśmy z toi-toiów domowych (nie było kolejki!) i udaliśmy się truchtem, w ramach rozgrzewki, na start. Podbieg ul. Kłapczyka już podczas rozgrzewki spowolnił mnie do tempa 6:30 min/km, co mnie zatrwożyło. Co będzie na trasie? Dziesięciokilometrowy bieg składa się z dwóch okrążeń, w tym właśnie dwóch wspomnianych niemiłych podbiegów (kończących się na ulicy Miłej – celowo pewno organizator dobrał taki element humorystyczny).

Po drodze spotykaliśmy służby porządkowe, które już blokowały ulice barierkami. Na jednym z punktów – na widok naszych numerów startowych – zapytano nas czy to już jest bieg, upewniliśmy pytających, że tak, że my jesteśmy Kenijczykami i że zaraz tu się zwali horda hardych acz chyżych szybkobiegaczy. Nie uwierzyli, zupełnie nie wiem czemu!

Niedaleko linii startu znajduje się świetna siłownia na powietrzu, bogactwo sprzętów mnie oszołomiło. W moim miasteczku, blisko placu zabaw, ustawiono … dwa urządzenia.

PszowDo których wieczorami ustawiają się kolejki. A tu taki dobrobyt… Rozgrzaliśmy się biegowo i dogrzaliśmy się na tych cudeńkach.

Plac zabaw

Godzina startu była bliska, ustawiliśmy się przed linią startu.

VIII Zorski Bieg Uliczny

Z głośników popłynęły z ust Adama Zdziebły, senatora RP życzenia udanego biegu i pewno nie zwróciłbym na to uwagi, gdyby nie fakt, że Adam miał zadebiutować tym biegiem na dystansie 10km. Po (podobno!) trzech miesiącach treningów. Zacny i niewiarygodny motyw jak na członka izby wyższej naszego Parlamentu! Czyli są również wśród nich biegacze… Ha!

Biegniemy!

Odliczanie. Wystrzał startera. Ruszyliśmy. W biegach ulicznych są dwie możliwości: albo będą „wąskie gardła”, na skutek nie do końca dobrze przemyślanej trasy, albo nie. Żory są chlubnym wyjątkiem, szerokość trasy nie wymuszała konieczności lawirowania pomiędzy zaparkowanymi samochodami (jak podczas „Korfantego” w Katowicach) czy biegnięcia przy barierkach na zawężonym obszarze, jak podczas „Księżycowego” w Rybniku. Trasa bardzo ciekawa, prowadziła przez stare miasto i rynek. Pomiędzy zabudowaniami robiło się ciepło, po wbiegnięciu na ul. Wodzisławską odczuwało się porywy zimnego wiatru. Chwilami przytrzymywałem numer, bo bałem się, że następny punkt pomiaru czasu przywita mnie ciszą, bo czip będzie schodził do lądowania na lotnisku sportowym 10 km dalej, ale w Rybniku… Ostaną mi się jeno agrafki…

Otto Stern i Argentyńczyk Hugo

Gdy przebiegałem przez rynek przypomniała mi się scena sprzed kilku lat. Organizowałem międzynarodową konferencję, której goście, w ramach wizyty studialnej, odwiedzili strefę aktywności i żorski rynek. Ta druga część wizyty nie była już tak oficjalna, tłumacze symultaniczni udali się na zasłużony odpoczynek, naszymi gośćmi zajmowali się studenci władający odpowiednimi językami. Dotarliśmy wtedy na żorskim rynku pod tablicę upamiętniającą fizyka Otto Sterna, który urodził się w Żorach, a który w 1943 roku otrzymał Nagrodę Nobla z fizyki w uznaniu jego wkładu w rozwój metody wiązki molekularnej i jego odkrycia momentu magnetycznego protonu. Opiekunowie grup nagle ucichli, próbując przełożyć skomplikowaną frazę, której „z marszu” podołał tylko zaprzyjaźniony Argentyńczyk Hugo: „el momento magnético del protón”… Jego łobuzerski uśmiech i brawa Hiszpanów widzę przed oczyma do dziś… Ale wróćmy do biegu.

Ohoho, przechyły i przechyły…

Na trasie, mimo chłodnego dnia, można było liczyć na doping. Przybijałem piątki wszystkim dzieciom, które były rozanielone! A w okolicach trzeciego kilometra trasy rodzina mgr. inż. Anioła trzaskała zdjęcia na dwa aparaty. Tylko i wyłącznie dzięki Nim mam sporą dokumentację fotograficzną z obu okrążeń. Ot choćby genialna fotka, na której mogę sprawdzić kątomierzem czy dokonywałem wystarczającego pochylenia do wewnątrz podczas zakrętów – kabel ze słuchawek wskazuje względny pion:

VIII Zorski Bieg Uliczny relacja

Oczywiście to mgr inż. Anioł trzymał wychył wzorcowy:

angel

Natomiast na podbiegu, na pamiętnej dla wszystkich biegaczy ulicy Miłej, grał i śpiewał zespół Kablem Owinięci.  Świetne aranżacje znanych przebojów, rewelacyjne nagłośnienie kusiły każdym decybelem aby przejść do marszu, złapać oddech, zatrzymać się i dołączyć do fanów dobrej muzyki. Nic z tego, trzeba biec.

Kablem owinięci VIII Zorski Bieg Uliczny

Fot. Robert Nowak

Pod koniec dystansu moja religijność wyraźnie wzrosła, modliłem się o szybki koniec biegu, ewentualnie o dostrzelenie piorunem przez Zeusa. Płuca nie wyrabiały w dostarczaniu tlenu. Tętno było przyzwoite, rytm tupania o podłoże również, ale tlenu było ewidentnie brak.

Próbowałem estymować czas dobiegnięcia, no na rekord się nie zapowiadało niestety. Obliczenia były utrudnione, bo obie i jedyne moje szare komórki zajęte były sterowaniem oddechem – wdech, wydech, wdech – z użyciem przepony! – wydech… a druga trzymaniem rytmu nóg. I tak do znudzenia przez całe 10km. Mój zegarek też wskazywał średnie tempo powyżej 5 min/km co stawiało mnie po drugiej stronie 50 minut.

Ostatni drugi podbieg, ponowna galopada ulicą Wodzisławską, zakręt w ul. Folwarecką, finisz z podbiegiem, który dosłownie wzruszył mnie dogłębnie.

Finisz VIII Zorski Bieg UlicznyBo mój żołądek wysłał ostatni sygnał ostrzegawczy – jeśli przyspieszę, on zwrotnie zrewanżuje mi się tym, co obecnie posiada najlepszego. No to wobec takiego dictum, z godnością wtoczyłem się na metę.

Choć z drugiej strony, już metr za metą okazało się, że jednak byłem szybki! Tak szybki, że wyprzedziłem na trasie kolkę, która mnie skręciła metr za metą… Tu żołądek, tu kolka… To się nazywa wyczucie chwili…

Meta!

A za metą wyświetlacz pokazał…

Czas

Nieeeeeeeee, żartowałem. Wykręciłem równe 51min i 9 sekund na mecie (101 miejsce w mojej grupie wiekowej, choć jeszcze w smsie za linią mety była to 100. pozycja). Za metą ukazało się pierwsze (i jedyne) wąskie gardło tych zawodów – kolejka po medale. Miałem czas na odzyskanie oddechu. Otrzymałem bardzo ładny medal i idąc prawoskrętnie (kolka) spotkałem się w miejscu przegrupowania z mgr. inż. Aniołem.

Dzięki jego chytremu planowi i pomocy jego Taty, otrzymaliśmy ciepłe ciuchy i spacerkiem wróciliśmy do bazy, dopiero teraz rejestrując jak bardzo jest zimno. Choć można było skorzystać z dobrej kawy – kolejne zdjęcie pojazdu kawowego do kolekcji…

VIII Zorski Bieg Uliczny Kawavan

W domu Żona Anioła przywróciła mi funkcje życiowe za pomocą herbaty z cytryną i miodem. Rzut oka na realizację założeń biegowych: pierwsze 5km przebiegłem w równe 25 minut. Niestety, druga połówka trasy rozchwiała moje tempo, drugi podbieg skutecznie wyhamował, końcówka była już tylko na przetrwanie.

Pierwsze miejsce zajął Ukrainiec Artem Kazban z czasem 31:02, drugi – ze stratą dziesięciu sekund finiszował Dawid Malina z Rybnika, miejsce trzecie Szymon Dorożyński z Namysłowa (31:24).

Cztery minuty i trzy sekundy przede mną dobiegł mgr inż. Anioł.

Z ciekawości sprawdziłem który na metę dobiegł Adam Zdziebło i … w debiucie na 10km wyprzedził mnie o ponad pół minuty! Gratuluję Senatorze! Brawo ten pan!

Wszystkie wyniki można znaleźć na stronie niezawodnego datasportu: http://wyniki.datasport.pl/results1623/wyniki/01_OPEN.pdf


Biegowe Żory coś w sobie mają. Wszystkie z biegów tam organizowanych warto dodać do kalendarza biegowego z odpowiednim wyprzedzeniem. Do zobaczenia na żorskich ścieżkach biegowych za rok!

numer medal

21 Comments

  1. Jestem ukontentowana dzisiejszą relacją z akcentem na foto – jakie ty masz uda?! Widać, ze umięśnione i wybiegane, to lubię :) Takie moje małe sportowe spaczenie, wybacz. Ładny czas na 10k zaliczyłeś, serio gdybym tak biegła byłabym happy. Ale ja na razie mogę co najwyżej stratować w zawodach typu marsz/sprint z wózkiem :D Lubię fabularyzowane relacje, najlepszy cykl dla mnie na blogu. A pod Żorami są Pawłowice, a tam mieszka moja rodzinka :) a do Rybnika mam sentyment bo pierwszy raz zdobyłam tam tytuł MP w judo :P

    • MP? Szacuneczek :D
      Ja to tak myślę, że pewno byśmy się wspólnych znajomych doszukali. Jest takie powiedzenie, że jeśli dwóch Polaków się spotyka i nie znajdą wspólnych znajomych, to jeden z nich kłamie ;)
      Z udami to ten problem, że przy krótkich gatkach mam otarcia przy półmaratonie, muszę używać takich jak na fotce :) A czy to mięśnie? Nie wiem. Po części sadełko ;)

  2. Ja bym była rozczarowana jakby bylo: pobiegłem, medal odebrałem i juz! Dzięki Twoim fabularnym recenzjom czytelnik jest na trasie i prawie jest w stanie przenieść sie na miejsce zdarzenia! Kolejna bardzo fajna relacja! I szacun za wynik!
    ps. Widać ze to lubisz- banan na twarzy, zacna konstrukcja na głowie, krótkie gacie mimo mrozu (?! ;) i lecisz wypełniając uprzednio ułożony mistery plan:)
    pps.Totalnie nie kumam czemu nie przeszło z tym i Kenijczykami :P ;)

  3. Bieg ciężki, zimno, wietrznie, u biegaczy widać zmęczenie na twarzach,
    a u Ciebie? U Ciebie uśmiech od ucha do ucha. I piątki przybijasz dzieciakom, a dzieciaki rozanielone. :-) I kąt pochyłu masz idealny. :-) A swoją drogą nie wiedziałam, że bieganie to taki skomplikowany proces techniczny. Jakieś tabelki, pomiary, ja myslalam, że wystarczy tylko człap człap, noga za nogą. ;-) Aha, buffa przekształciłeś bardzo fachowo. Jest ok. :-) Relacja, jak zawsze świetna, ale to już jest norma. :-) Może byś kiedyś dla odmiany napisał jakąś nudną? ;-)

    • Z tym uśmiechem to ja tak reaguję na widok kamer – taki tik – może jestem niedoszłą telewizyjną gwiazdą ? Wcześniej cierpiałem, później też – od obiektywu, do obiektywu uśmiech… :D

  4. Kolejna świetna relacja ;) a czego słuchasz podczas biegania?

  5. a ja dzisiaj poszłam, zrobiłam 3,5km i stwierdziłam, ze wracam do chaty. wypróbowałam ubranie na taką pogodę. Sprawdziło się ok. podczas biegu ani zimno, ani gorąco,z a to teraz w domu siedzę w polarze, druga herbata pomarańczowa wypita i nadal mi zimno.

    • Po powrocie się odmrażam gorącym prysznicem i konserwuję w szlafroku uzupełniając kalorie + gorąca herbata ;) Pomaga :)

      • Żałuję, że czapki sobie nie kupiłam, ale dzisiaj wypróbuję opaskę. Niestety nie wiem co robić by nie cieklo z nosa :/

        • Hm, ja bardzo bardzo polecam prostą i lekką czapkę z polaru (w Decathlonie kosztuje kilka PLN) – dopóki nie ma mocnego wiatru jest rewelacyjna, odprowadza wilgoć i nie przegrzewa głowy. A z katarami u mnie tak po trzecim kilometrze katar ustaje, bo wszystko z podgrzanych biegiem zatok ucieka :) i po powrocie z wybiegania jest zazwyczaj OK :)

  6. I mam dowód, Ty Bookworm nie jesteś normalny. Ty tu piszesz ” w ostatniej chwili tylko do wzorów będę musiał podstawić temperaturę, wilgotność względną i siłę wiatru.”, a ja sobie od tygodnia nie potrafię routera nastawić. Eh eh.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén