Relacje

Wings for Life 2016 – relacja z Poznania

Relacja Wings for Life 2016

To jest nasza pierwsza relacja pisana wspólnie z Tomkiem czyli mgr. inż. Aniołem. Dwóch biegaczy, dwóch autorów, dwa kolory. I wspaniały i niepowtarzalny bieg Wings for Life


Godzina 14:30, droga z Poznania na Gniezno. Po dziewięćdziesięciu minutach na trasie mijam chorągiewkę z 15. kilometrem i już wiem, że kolejnej nie zdobędę. Słyszę trąbienie, to najeżdża moje Nemesis – czyli Infinity, za kierownicą którego siedzi Adam Małysz. Obracam się w lewo, fotografuję gładko sunący charakterystyczny pojazd. Koniec. Meta. Zatrzymuję się, tak jak wszyscy inni biegacze. Ukończyłem bieg, na który czekałem od siedmiu miesięcy. Na który zapisałem się 1. października, a rezerwowałem miejsce nań jeszcze we wrześniu ubiegłego roku.


Godzina 14:50, jestem na 21 km, w planie było 23, ale plan nie zakładał upału jak w lecie. Ktoś krzyczy, że auta się zbliżają, nie chcę się odwracać, po co, trzeba popierniczać, a nie oglądać się za siebie. Mija mnie quad, na którym dziewczyna z głośnikiem oznajmia, że nas doganiają. Pytam jak daleko są, pada odpowiedź, że około 600 m. W głowie zaczyna się gonitwa myśli. Oni jadą 16 km/h, ja uciekam około 12 km/h. To kiedy mnie dogonią ? Ile minut mi zostało ? Nie daję rady tego wyliczyć, mijam flagę z 22 km, a przede mną górka, długa, za długa by uciekać jeszcze kilometr. Tym razem się odwracam, są może 50 m za mną, sprint, tempo 4’00”, tętno 182. Koniec. Widzę uśmiechniętą twarz Adama :-) sam się nie uśmiecham, zabrakło wg mojego zegarka 300 m do realizacji celu. Było nie wstępować do toi-toi po drodze na cholerne 40 sekund ! :-) Nie przestaję biec, autobus stoi kilometr przede mną, a te z tyłu nie wiem gdzie są, dobiegam więc do niego, a po drodze słyszę komentarz obsługi karetki „przynajmniej jeden co się schładza powoli, a nie zatrzymuje” :-)


Wings for Life

Od pewnego czasu wybieramy z Tomkiem interesujące biegi. W których „jest to coś”, które niekoniecznie są trudniejsze od poprzednich, ale które stanowią wyzwanie, które są rozgrywane w ciekawym miejscu, w którym nas jeszcze nie było, albo które po prostu są … ciekawe. Właściwie moglibyśmy startować w kolejnych okolicznych „dziesiątkach” czy półmaratonach i na tym poprzestać. Ale chcemy więcej. Ciekawiej. A do tego wspólnie. Dobry posiłek lepiej smakuje w dobrym towarzystwie. Tak jest i z każdym biegiem.

Bieg Wings for Life World Run jest pod tym względem niesamowity. 34 lokalizacje na całym świecie, w których startują biegacze o tej samej godzinie. U jednych jest to środek nocy, u innych dnia, w Poznaniu była to godzina 13.00.

Wszyscy jednocześnie walczą o miano tego, który ucieka najdłużej. Mimo, że jak to w życiu – sprawiedliwości nie ma. Różne trasy, różne temperatury powietrza i pory dnia. Ale wspólny szlachetny cel, który łączy. No i co ciekawe, mało Kenijczyków, Etiopczyków, będących zwykle faworytami biegów. No cóż, tu nagród finansowych za zwycięstwo się nie przyznaje. Tu tak naprawdę, mam nadzieję zwycięzcami będą Ci, którzy między innymi dzięki zbiórce z biegu staną na własne nogi.

Przygotowania

Byłem gotów jechać na ten bieg całkiem sam. Ale gdy usłyszałem, że Tomek też się na niego zapisał, niebo się otwarło i jeden ze znudzonych aniołów odstawił harfę, łypnął na mnie zdziwiony i powiedział: no to teraz dacie chłopaki czadu. Miesiące minęły błyskiem. Tomek dwoił się i troił rezerwując dla nas lokum na nocleg oraz koordynując wszystkie możliwe detale wyjazdowe. Bo tak się składa, że Poznań jest o rzut beretem od nas. Zakładając, że beret ma napęd rakietowy i że tych kilkaset kilometrów poleci prosto.

Gdy piszący powyżej wspomniał o tym biegu – nie zastanawiałem się długo. Pomysł był świetny. Zdecydowałem się jechać z rodziną i z Pawłem, bo przecież Paweł to jak rodzina. No i ciastka na podróż piecze przednie !

Poznań cel podróży

Dojazd nie był skomplikowany. Kilkaset kilometrów autostradą. Kilkanaście zjedzonych ciasteczek owsianych. Stacja benzynowa, która lokalnie słynie z tego, że można na niej zaopatrzyć się w worek warzyw. Na przykład marchewki. Obiad w centrum Poznania. Kamienica z wysokimi schodami, które dawały popalić mięśniom nóg. Gołębie za oknem. I tak bym mógł opisywać wszystkie detale w nieskończoność, ale przyspieszę opowieść o przygotowaniach przedstartowych.

Biuro zawodów

Odebraliśmy pakiety dziwiąc się, jak bardzo miejsce ich odbioru było nieoznakowane.

Biuro zawodów Wings for Life 2016 Poznań

Żałowaliśmy, że nie przybyliśmy takim cudem, co gwarantowałoby nam miejsce parkingowe :-)

Autko Red Bull Wings for Life 2016

Rzuciliśmy okiem na trasę biegu, w marzeniach widząc się w okolicach przekraczających nasze możliwości :-)

Trasa Wings For Life 2016 Poznań

Zwiedzamy Poznań

Później ruszyliśmy na Starówkę.  Odwiedziliśmy Muzeum Rogalowe na rynku i Stary Browar.

Rynek w Poznaniu

Podczas wieczornego spaceru jeden z turystów, poprosił Tomka o zrobienie mu fotki, mrucząc pod nosem, że chyba fotografujący nie ucieknie z jego telefonem. Chichrałem się stojąc dwa metry dalej… Mruczący nie wyglądał na biegacza. A Tomek… Cóż. Gdyby postanowił uciekać z tym aparatem, mógłby pewno i machnąć maraton. Bez większych problemów… Ot taki smaczek przed startem.

Miła też była wspólna kolacja z talerzami wypełnionymi kopiastymi porcjami makaronu z pysznym sosem autorstwa szefa kuchni czyli Tomka. Ale…

Savon i Nagato

Na chwilkę skupię się na jednym z pubów niedaleko północno-wschodniego krańca poznańskiego rynku. W środku siedziałem sobie wygodnie sącząc irlandzkie piwo, naprzeciw Savona z Crumbsofboredom.pl i Nagato. Którzy wymyślili, że skoro już będę w Poznaniu, to warto by było się spotkać. Savona znam od dawna, choć spotkaliśmy się tylko raz. Ten raz był związany z pewnym polskim multigamingiem czyli klanem gier komputerowych. To jest zupełnie inna historia. Do opowiedzenia kiedy indziej.

Od tego czasu jednego jestem pewien. Jeśli kiedyś w którymś z laboratoriów na ziemię spadnie probówka z wirusem, który facetów zapakuje w damskie ciuszki i każe im depilować brwi, to ostatni na placu boju pozostanie Savon. Ostatni prawdziwy facet na ziemi. No chyba, że drugim będzie Nagato – jeden z najsłynniejszych polskich blogerów, podróżników. I choć to się wydawało niemożliwe, w sobotnie popołudnie siedziałem sobie wygodnie w pubie sącząc (małe!) irlandzkie piwo naprzeciw Savona, w oczekiwaniu na przybycie Nagato. Który przybył po kwadransie. A później czekała mnie „jazda bez trzymanki”, podczas której obśmiałem się za wszystkie czasy, słuchając z otwartą japą prawdziwych przypadków z życia tych dwóch jegomościów. Szkoda, że tak krótko. Ale i tak to był cholernie fajny wieczór.

Nie obiecali też niestety tego, że spiszą swoje wesołe przygody. Niemniej rozrywka była epicka. Właśnie dzięki temu spotkaniu w Poznaniu można było odczuć pewne wstrząsy w twardej skorupie blogosfery, co świetnie ujął Savon we wpisie o nazwie: Agora. Dziękuję!

Poznan noca


Rogalowe Muzeum Poznania

Paweł, pewnie z rozmysłem pominął pewien fakt. Moment, kiedy w Rogalowym Muzeum wyszło z niego prawdziwe ja ! Odgoniwszy od stołu piekarza dorwał się do nudelkuli (dla nie-hanysów – wałek do ciasta), najpierw do małej, potem do większej, bo prawdziwy piekarz małą nudelkulą machać nie będzie :-) W oczach pojawił mu się błysk, widzowie zamarli, a ja martwiłem się tylko, żeby nie wypompował się przed biegiem :-)

w Rogalowym Muzeum Poznania wałkowanie

(a o tym, co widzieliśmy w Rogalowym Muzeum poczytacie w tym wpisie:

rynek poznański nocą


Nazajutrz

Dojechaliśmy na Maltę. Obeszliśmy cały teren. Przyjrzeliśmy się z bliska samochodom pościgowym :-)

przed startem samochód pościgowy Wings for Life Poznań

Poszliśmy na spotkanie z „kapitanami drużyn”. Bo byliśmy w drużynie Adama Małysza. Który przyszedł do nas o 11.30,  tyle tylko że bardziej spotkał się z dziennikarzami, niż z nami. Trudno było się dopchać do słitfoci z nim.

Adam Małysz Wings for Life

Mój syn jako początkujący fotoreporter nie przepchnął się co prawda na tyle blisko by zrobić nam fotkę z Małyszem, ale za to udało mu się upolować wspólne zdjęcie z naszą olimpijką w biegu na 800 m Joanną Jóźwik, która również była kapitanem jednej z drużyn :-) Paweł w międzyczasie skanował dziwny pojazd Red Bulla, który później miał stanowić znak „końca wyścigu” podążając za samochodem metą.

Joanna Jóźwik na Wings for Life

Upał robił się coraz bardziej dokuczliwy. Dokupiłem litr wody. Przed samym startem, przez tych kilka godzin upału wypiłem obie butelki.

Spotkałem się też z Michałem. Biegacz. Triathlonista. Pszczelarz. Strażak i WOPRowiec. Do tej pory znałem go tylko wirtualnie i z krótkich rozmów telefonicznych. Po raz pierwszy uścisnęliśmy sobie dłoń, życząc udanego biegu. Może kiedyś opowiem Wam historię, jak się poznaliśmy?

Na niebie nie było ani cienia chmur.

W strefie startowej

Ruszyliśmy do stref startowych. Nasza była strefa nr 2.

strefa startowa 2 Wings for LifeSzybko zapełniała się ludźmi. Natomiast strefa nr 1, ta elitarna, ziała pustką!

Przed startem oczywiście rozgrzewka. Taaaak, ścisk był taki

Przed startem tłum Wings for Life Poznań

I taki

Przed startem tłum Wings for Life Poznańże wszelkie próby czegoś innego niż ruszania oczami były bezcelowe, ale dziewczyny prowadzące rozgrzewkę miały sporo miejsca.

Rozgrzewka Wings for Life

A komentatorzy wygenerowali kilka „meksykańskich fal”.

meksykańska fala Wings for Life

Podczas jednej z nich uzyskałem swoją „fotkę roku”. Spójrzcie tylko….

Meksykanska_Fala zdjęcie roku Wings for Life 2016

Nie wiem jakiego teleobiektywu użył fotograf. Nie wiem jak mnie wychwycił w tłumie. Wiem tylko, że każda kolejna fala powodowała mniejszy entuzjazm. A tu? Proszę, czyżbym pozostał ostatnim z taką radością? Bo „cywilnie” wyglądaliśmy tak. Ja poważnie, a Tomek… jeszcze poważniej ! Upał, upał, upał !

Bookworm on the run na Wings for Life

Porządek we wprowadzaniu w strefy startowe był idealny. Zwłaszcza jak przypominaliśmy sobie różne źle zorganizowane starty, ale słońce nie miało litości, 45 min jak na patelni nieco osłabiało mój entuzjazm. Chciałem już biec !

Start

Punktualnie o 13.00 wystartowaliśmy. Mimo tego, że byliśmy na początku drugiego sektora, linię startu przekroczyliśmy dopiero o 13.01. Czyli to była minuta straty do pojazdu goniącego (tu nie było czasu startu netto/brutto). 1 minuta to aż 200 metrów oddane Adamowi Małyszowi za kierownicą samochodu pościgowego gratis.

A dalej było już tylko gorzej. Start był bardzo wąski, jak na tę liczbę biegaczy, fala osób kilkukrotnie ostro hamowała (do zera!) przy zakrętach okołostartowych. Trzymaliśmy się z Tomkiem blisko, starając się wyprzedzać wolniej biegnących, to chodnikiem, to poboczem, ale póki co skakać nad głowami zatrzymanych biegaczy nie potrafiliśmy. Zagryźliśmy zęby i walczyliśmy o prędkość. Czegoś takiego jeszcze w żadnym biegu nie przerabialiśmy. Startowaliśmy z dobrej strefy startowej a tu osoby przed nami po prostu… drepczą ławą!

W biegach ulicznych kluczowe jest dobre ustawienie na starcie. Jeśli nie ma stref, to się staje „na wyczucie” i stara się nikogo nie blokować. Tu biegli przed nami dużo, dużo wolniejsi biegacze. Pierwszy kilometr był absolutną porażką: tempo 6:15! Później złapaliśmy rytm, powoli poprawiając tempo średnie, by około piątego kilometra zbić średnie tempo do ok. 5:24 min/km.

pierwszy kilometr Wings for LifeNiestety zza wymodlonych nielicznych chmurek co chwilę wychodziło słońce, które na miejskim asfalcie wywierało odczuwalny nacisk. Walczyłem ze sobą o utrzymanie tempa, ale gdy na kolejnym, właśnie piątym kilometrze, ujrzałem na zegarku 180ud/min, krzyknąłem do Tomka, żeby pędził dalej sam. Do przebiegnięcia zostało jeszcze wiele kilometrów, nie chciałem się do cna wymordować tym tempem już na początku biegu. W ramach rozrywek wskoczyłem więc za najbliższym wodopojem do … niebieskiej budki z napisem WC! W środku sauna! I znowu minuta straty…

Wyraźnie lżejszy, raźno ruszyłem nabijać setki metrów. Kolejne kilometry to niestety nieustanne zbijanie tętna, które postanowiło trzymać się w okolicach 180 uderzeń i kropka. Skończyło się to nawet przechodzeniem do marszu i piciem sporych ilości wody. Która znikała z chlupotem. Genialnym wynalazkiem był mój mokry buff, który miałem zawiązany na prawym nadgarstku. Co pewien czas chłodziłem nim twarz i kark.

Małgosia czyli „Biegowa Babcia”

Około ósmego kilometra minąłem biegaczkę z jakimś napisem na koszulce. Podczas biegu moja percepcja jest mocno ograniczona ale tym razem gdzieś coś mi zaświtało w głowie że ten napis coś mi mówi. Że powinien coś mówić. Że gdzieś go widziałem… „BB Bie-go-wa Ba-bcia!” wysylabizowałem i serdecznie ją pozdrowiłem, budząc pewne zdziwienie. Pobiegłem dalej ale po chwili znowu musiałem wyhamować serce, które wyraźnie uznało zakres HRMax za niedzielny obszar roboczy. Wtedy „BB” dognała mnie i rozpoczęliśmy miłą pogawędkę. Tak się składa, że kiedyś inna Małgosia, czyli Zakochana w Bieganiu, opisała na swoim blogu sposoby jakimi motywują się biegacze. I tam, wśród dużo bardziej znamienitych biegaczek i biegaczy, znalazł się mój wpis, niedaleko wpisu „Biegowej Babci”.

Biegliśmy razem, wyczekując niczym kania dżdżu, wodopoju na 10 kilometrze. Małgosia chciała się ze mną nawet podzielić swoją wodą! Mój podziw dla niej rósł, nie dość, że trzymała równe, szybkie tempo, to jeszcze dopingowała mnie, żebym ją zostawił i biegł dalej sam! Właściwie to mogłem to samo jej powiedzieć, ale do tego potrzebowałbym więcej oddechu. Tego w zapasie nie miałem. Punkt wodny znalazł się niecały kilometr później, niż było to zapowiadane, uzupełniliśmy nasze zapasy, zatankowaliśmy wody „pod korek” naszych bidonów i pobiegliśmy rączo (?) dalej.

Wiecie, że Małgosia biega Wings for Life co roku? Że to był już jej trzeci start? Poprzednio sięgnęła 22 i 19 kilometra. Jednak w tę niedzielę już zdobycie takiej odległości nie było możliwe. Przy jednym z podbiegów rozdzieliliśmy się, jeden z biegaczy na wózku poprosił o „taxi” i wtedy Małgosię straciłem z oczu. Choć pewno mogłem nasłuchiwać cmokania jej  ponoć zalanych wodą butów…Małgosia dobiegła ostatecznie prawie do 16km…

Małgosia Biegająca Babcia

Wózkowicze

Przed startem Wings for Life analizowaliśmy z Tomkiem ubiegłoroczne przebyte przez biegaczy odległości. Niektóre były zastanawiające – biegacze pokonali tylko kilkaset metrów. Coś się za tym kryło, tylko co? Na miejscu już wiedzieliśmy. Co prawda kierowca samochodu pościgowego startuje pół godziny po starcie, dając czas na przebiegnięcie kilku kilometrów, ale dla niektórych te pół godziny to właśnie wywalczony dystans kilkuset metrów. W końcu ten bieg to „Wings for Life” czyli skrzydła dla życia – bo biegniemy dla tych, którzy nie mogą. W tym dla tych, którzy są w stanie tylko powolutku stawiać kroczki. Bieg daje nadzieję i bieg wspaniale wciąga w biegową społeczność osoby na wózkach, których wystartowała rekordowa liczba – bo aż 50 osób.

Gdzieś w okolicach „nastego” kilometra ujrzałem dzielnie kręcącego kółkami Aleksandra. Wiedziałem kto to zacz, na koszulce miał adres swojej strony, choć ja go bardziej kojarzę z Fanpage. Zapytał o „taxi” – dopiero po chwili zrozumiałem, że prosi o popchnięcie. Pomogłem – po chwili już ciężko zipałem, ustępując miejsca kolejnemu biegaczowi śpieszącemu mu z pomocą. Tego dnia wykręcił 14,95km!

Chwilkę później dogoniłem Karolinę i Tomka. Tomek na wózku miał przyczepioną kartkę – „popchnij mnie jeśli chcesz”.

Tomek na wózku Wings for Life Za jego plecami lekko biegła pchająca go Karolina. Zapytałem czy pomoc jest potrzebna i usłyszałem – a właściwie zrozumiałem, że nie. Chwilę biegłem obok i dopiero po dłuższej chwili zrozumiałem, że to bez sensu – chyba źle coś usłyszałem. Przeprosiłem więc, dopytałem i „dałem zmianę” pchając Tomka kolejny kawałeczek do przodu. Robiłem co w mojej mocy i po chwili już byłem bez sił…Cóż, Karolina to dziewczyna z żelaza, że aż taką odległość z Tomkiem wywalczyła. Zapytałem czy mogę ich uwiecznić – nie widzieli problemu – o tak się  prezentowali na 14. Kilometrze. Bieg zakończyli na 15,13km. A ja pobiegłem dalej.

Tomek i Karolina Wings for Life

Gdzieś w tle słyszałem kobiecy głos, proszący, żeby wreszcie przestać jej pomagać jechać na wózku bo chce poczekać na swojego chłopaka! Proszę jaki potencjał tkwi w biegaczach. Biegliśmy i jechaliśmy dalej.

biegniemy wings for life

Podziwiam Bookworma, że po drodze zobaczył aż tyle i zanotował w pamięci różne wydarzenia. U mnie było jakby nudniej. Tętno, tempo, kolejne kilometry. Kontrola czy jestem w czasie i wyliczanie ile pić by nie osłabnąć i ile nie pić, by do pit-stopu schodzić nie więcej niż jeden raz :-)

Wciąż kogoś wyprzedzałem. Utwierdzało mnie to w przekonaniu, że w strefie startowej przed nami stanęło wielu takich, którzy powinni startować z innej. Albo to upał tak działał na biegnących ? Mimo, że biegłem dużo poniżej mojej życiówki, to wciąż kogoś mijałem. Ci dużo szybsi dawno już za to byli w przodzie.

Finisz wieńczy dzieło

Ja niestety traciłem już siły. Na niebie pojawiły się chmury i spod nich wylatywał chłodzący mile wiaterek. Teraz! Nogi dawały radę, ale byłem zmęczony. Prowadziła mnie biała linia. Jej się trzymałem, bo pewno dokądś prowadziła.

linia

Wyraźnie kierowaliśmy się na Gniezno.

GnieznoCo chwilę padało hasło, że „już jedzie”. W pewnej chwili ktoś rzucił na bok racę, która pokryła nas dymem – mamy szansę w kamuflażu??

PochodniaAle nie. Po kolei mijały nas pojazdy „obstawy” czyli Infinity z dziennikarzami,

Media w aucie WFLquad

quadno i na końcu przesunął się, niczym białe nemesis, pojazd pościgowy.

samochód pościgowy Wings for Life

jeszcze miałem szansę poprawić wynik o 15cm…

Adam Małysz w samochodzie pościgowym Wings for LifePojazd z Adamem Małyszem minął mnie bardzo szybko i bardzo niespodziewanie. Zatrzymałem się, tak jak i biegacze obok mnie. Na końcu ujrzeliśmy zapowiadany przed startem „karawan”.

Red Bull karawan

Nie tak to sobie wyobrażałem. W marzeniach widziałem siebie walczącego o dwudziesty któryś kilometr, sprintującego przed Adamem i walczącego o ostatnie metry… Nie udało się. Upał mnie wgniótł w asfalt. Nawet znak ostrzegawczy po prawej był przeciw nam…

Koniec

Pojawiło się bardzo dziwne uczucie. Każdy mój dotychczasowy bieg kończył się na mecie. Rozgardiasz, spiker gadający non stop. Medal. A tu? Szczere pole, stojący biegacze – jakby ktoś nagle wyłączył im prąd! Ruszyliśmy spacerkiem w kierunku 16go kilometra, gdzie miały czekać na nas autobusy. Tam też czekał punkt żywieniowy. Na którym też już nikt się nie spieszył. A wolontariusze częstowali nas czekoladą i bananami.

Nie wiem czy pamiętacie taką scenę z „Helikoptera w ogniu”, gdy skonani komandosi wbiegają do bazy. A tam Hindusi częstują ich wodą w kubeczkach na tacach. Z piekła trafili do nieba…. Gratulujemy sobie wzajemnie. Fotki z chorągiewką przy 16stym kilometrze.

16km Idziemy w poszukiwaniu autobusów… To był dobry bieg. Choć pozostaje pewien niedosyt. Chciało się więcej…Przed oczyma pojawiła mi cię mapa trasy. Cóż…Sporo zabrakło do półmaratonu.

Tomek trasa1

Podczas powrotu oczywiście rozmawiam z biegaczami, jednym z nich jest Wojtek, który prócz biegania ma ciekawe hobby – zbiera kapsle. Możecie zajrzeć i zapoznać się z jego kolekcją pod adresem: kapsle.webd.pl. On i jego brat zebrali 39 tysięcy unikalnych kapsli! Zajrzyjcie, może wyślecie mu kapsel, którego nie ma?

Wojtek

Autobus wysadza nas kilkaset metrów przed Maltą – stoimy w korku. Wraz z Wojtkiem idę odebrać medal.

Po medalPóźniej odebrać rzeczy z depozytu. Po chwili telefon – Tomka już capnęła „meta”. Prawie 23 kilometr. Gratuluję, chociaż on wypełnił swoje założenia. Teraz oczekiwanie, pewno gdzieś za pół godziny pojawi się na Malcie.


Gdy wracałem autobusem, większość czasu poświęciłem na rozciąganie się. Na miejsce siedzące nie było szans, ale nie było też tłoku. Gdy blisko startu za oknem widziałem wracających z medalami, pomyślałem jak przewrotny to bieg :-) Dotąd Ci wracający z medalami, których mijałem to byli Ci lepsi, a tutaj Ci którzy przebiegli mniej. Zwykle najlepsi biegną najkrócej, tu za to zwycięzcy muszą najdłużej zmagać się z dystansem i czasem. Wszystko na opak ! :-)

Tomek trasa


U mnie pojawił się głód, tymczasem do punktu wydawania makaronu jest kilkaset metrów kolejki! Kupuję więc jakiś kebab z frytkami. Ciekawe, dlaczego za linią mety tak sporadycznie można spożyć coś dietetycznego.

Wracamy na parking. Przebieramy się. Czeka nas ponad 350 km do przebycia. Po drodze cały czas śledzimy relację na stronie Wings for Life. Walka Bartosza Olszewskiego w Kanadzie przykuwa naszą uwagę. Wygrał w Kanadzie. A Dominika Stelmach w Australii (55,25km). Jedziemy niestety takimi drogami, przy których sygnał co chwilę ginie a my tracimy relację. Trzymamy kciuki za Warszawskiego Biegacza, który ostatecznie zajmuje drugie miejsce w rywalizacji na całym świecie (82,42km).

Ktoś za to zapomniał wyłączyć licznik w samochodzie pościgowym – który dojeżdża dużo dalej niż ostatni biegacz – Włoch Giorgio Calcaterra, który pokonał 88,44 kilometrów.

Patrzymy sobie na ekran telefonu na portalu a tu odległość taka:

53

czyli dobiega końca czwarta godzina ucieczki, rekordzista jest na 53. kilometrze a biegnie wciąż (na całym świecie!) 147 biegaczy.

92

niecałe dwie godziny później, widzimy, że nikt już nie biegnie ale … pojazd WFL jedzie dalej!

94

I zatrzymał się dopiero na prawie 95. kilometrze.

We Francji zwyciężyła Ania Wąsik (43,44km) a w Holandii – Diana Gołek (38,91km).

Drużyna Adama Małysza zajęła trzecie miejsce w globalnym rankingu: 4037km – 245 biegaczy.  A niżej podpisani?

cert3

Tomasz i Paweł po Wings for Life - medale

Podsumowanie

Trudno uwierzyć ale ten bieg dostarczył mi endorfin na cały tydzień. Trudno było mi dokończyć relację. Napisać wszystko to co powyżej. I właśnie podsumować.

Ważny w tym biegu jest cel. To, że wszystkie środki z wpisowego trafiają na badania nad przerwanym rdzeniem kręgowym. W pierwszej edycji w Polsce wystartowało 1200 osób. W drugiej ponad 2500. W tej? 4000 biegaczy.

Czy za rok wystartujemy w tym biegu? Myślę, że tak. Pytanie tylko czy nie zmienimy lokalizacji na inną. Bo każdy bieg to podróż i odkrywanie nowych miejsc. A Poznań już poznaliśmy :)

Wracając mieliśmy w głowach już kolejne plany. Bieg Ogniowy w Żorach przecież za 3 dni ! A później przygotowania do kolejnych startów. Mniejszych i większych, ale takich gdzie meta twardo stoi na swoim miejscu na końcu trasy :-)

A oto cały bieg w liczbach. Dodamy jeszcze tylko, że podczas biegu na świecie zebrano na wspomniany wyżej cel ponad 6 mln $ !

Statsy


32 Comments

  1. Gratuluję Wam startu i pięknego wpisu :) Bez bata – na przyszły rok też biegnę ;)

  2. Też podziwiam Bookworma, że ma taką pamięć do zdarzeń w czasie biegu. Szacun. Relacja, a może raczej relacje kapitalne. Znowu :p .
    Jak się czyta takie teksty to człowieka, aż power roznosi i sam poleciałby od razu przed siebie byleby tylko natłuc kilometrów i mieć choć trochę takiej frajdy jaką Wy mieliście. :)
    A skoro szukacie niezwykłych biegów to może… https://www.facebook.com/events/1635655566751823/permalink/1638041163179930/
    Nic nie wiem więcej, oprócz tego, że to piekna okolica i sam planuję tam wystartować. :)

    • No, Tomek mnie bardzo mocno wspomaga w pamiętaniu. Dodatkowo jest niesamowitym katalizatorem wydarzeń i generatorem humoru. Sporo frajdy to też mieliśmy po biegu pisząc pracowicie relację. W czasie to pot kapie, wszystko boli, chce się zejść z trasy ale jednak… Coś do przodu gna :) Z tym biegiem to nie wiem, bo ja jeszcze nie mam terminu urlopu no i to od nas spory kawałek :) A grafik mocno zapełniony :)

    • mgr inż. Anioł

      Bieg wygląda świetnie :) ale ja już też będę w przededniu urlopu… lipiec u mnie bedzie bez startowy, tylko trochę luzu i bieganie dla samej czystej przyjemności :) dopiero od sierpnia treningi na kolejne wyzwanie maratońskie. Ale wierzę, że w końcu gdzieś na jakimś biegu się spotkamy !

  3. Nie wiem jak to wszystko zarejestrowałeś, ale widzę, że to świetne doświadczenie, niezwykłe emocje i wspaniała adrenalina – do pozazdroszczenia. Gratuluję i fajnie, że udało Wam się tak przybliżyć ducha i przebieg tego biegu. Nie jeden rozważy czy aby nie wziąć w nim udziału następnym razem.

    • Dziękuję Ci za miłe słowa :) Przed biegiem zawsze mi się wydaje, że relacja będzie nudna. Że przyjechałem, że pobiegłem, że się zmęczyłem… Ale spotykam tylu wspaniałych ludzi na trasie, przed i po biegu, a do tego ten strach mnie jakoś dodatkowo wyczula na detale, ostatecznie jest o czym pisać – jesli tylko zapamiętuję to, co przeżyłem :)

      • Bardzo dużo zapamiętałeś, ale ja to akurat rozumiem. Wprawdzie nie mam tak wielkich przeżyć jak Ty, ale to w czym brałam udział do tej pory zapadło mi mocno w pamięć i chciałabym to jeszcze kiedyś powtórzyć.

    • mgr inż. Anioł

      Polecamy bo jest to impreza inna niż wszystkie :) oczywiście jest koło tego trochę komercji, ale juz na trasie jest absolutnie zabiegana przez biegaczy i nie przeszkadza w cieszeniu się ucieczką :)

  4. barbarian_de_softy

    Bardzo fajna relacja! Dziwi mnie, że masz czas na zapamiętywanie tych wszystkich rzeczy, bo ja biegając 10km marzę tylko o przetrwaniu…
    A te biegi są zawsze w Poznaniu, czy miejsce się zmienia?

  5. Bardzo fajna relacja! Dziwi mnie, że masz czas na zapamiętywanie tych wszystkich rzeczy, bo ja biegając 10km marzę tylko o przetrwaniu…
    A te biegi są zawsze w Poznaniu, czy miejsce się zmienia?

    • Na 10km nie biorę aparatu, bo faktycznie jest mało czasu i zmęczenie jest bardzo duże. Przy dłuższych biegach już warto. A szczegóły… One się bardzo mocno kodują w głowie, może pod wpływem wysiłku? Z tego co wiem – zawsze Poznań :) W tym roku obiecano, że za rok ponownie Poznań.

    • mgr inż. Anioł

      Prawda ? Też nie wiem jak Paweł to robi :) muszę się kiedyś przyjrzeć !

  6. gratuluję kolejnego doświadczenia jakim był dla ciebie bieg Wings for Life :)

  7. Bardzo czekałam na ten wpis, na ten Twój bieg i wiesz co :) uwielbiam Cię kumplu Ty mój :)

    • :D cieszę się, że Ci się spodobała relacja – zasługa też w tym Tomka i to o wiele większa niż udało się oddać w tekście :)

  8. To co, za rok Australia? :D
    Swietny wpis! Ludzie z pasją i z jajami ( znaczy Wy moi drodzy ;), szczytny cel, uciekanie przed metą! Tyle emocji! I ja się nie dziwię że długo chłonąłeś :). Koniecznie róbcie takie team recki z wspólnych biegów! Każdy ma coś ciekawego do wtrącenia i naprawdę czytanie to sama przyjemność. No i udzielają się emocję :)
    Gratulacje chłopaki! Niech moc biegowa będzie z Wami :D

    • mgr inż. Anioł

      Australia ? Popatrzyłem na globus… hmmm…. tam chyba chodzą do góry nogami ?! Tak się nie da biegać :)

  9. Genialny pomysł z tą wspólną relacją. Bardzo mi się podobało. No i niecierpliwie na nią czekałam. :-) To fascynujący bieg, po pierwsze nietypowy, bo wszystko na opak :-), po drugie w zacnym celu. Ziarenko, że ja kiedyś też już wykielkowało. :-) Tylko… no właśnie, zastanawiałam się jak to jest ze startem, domyślałam się, że im z dalszej strefy ktoś startuje tym bardziej jest stratny. Czyli ci z ostatnich stref długo się biegiem nie nacieszą? (tak, myślę o sobie) :-) No i faktycznie, prawie godzina oczekiwania na start na patelni może odebrać mnóstwo sił. Następnym razem trzeba się zapisać tam gdzie biegną w nocy.
    To ja się teraz przeniosę do Żor poczytać o biegu nocnym. Jest noc, więc pora odpowiednia. :-) Za tę relację dziękuję. Jakoś tak wyjątkowo ten bieg przeżywałam. Całej transmisji oglądać nie mogłam, ale koncowkę sledziłam z zapartym tchem. I mimo, że Wy nie do końca jesteście zadowoleni z wyników, to ja Wam z całego serca gratuluję.

    • Basia- ja Cię widzę w WFL za rok :D

      • No. Ja siebie też widzę. To bardzo łatwy bieg by był. I krótki. Zdążę ruszyć, a tu już meta. Najdłużej by trwało oczekiwanie na start. :-D
        Ale i tak warto. :-)

        • A policz sobie. Bieg będzie za rok. Gwarantuję Ci, że do tego czasu będziesz w takiej formie, że 10km przebiegniesz i tyłem, zanim Cię samochód pościgowy dogna: http://www.wingsforlifeworldrun.com/pl/pl/kalkulator-twojego-tempa/

          • No faktycznie, nawet idąc da się zrobić ze 3 km. :) Oj kusisz. :D

          • Więcej. Bo po 30 minutach auto jest od takiej osoby o 3km. I ta osoba idzie dalej a pojazd startuje z prędkością 10km/h. No i prosto potem policzyć ile jeszcze przejdzie, zanim zostanie złapana :)

          • Masz rację. :-)
            To ja robię skarbonkę z napisem WFL w której będę gromadzić środki na ten cel (nawet jak się nie pobiegnie, środki można przekazać). :-) A jeśli chodzi o info o zapisach, to wiem, że będziesz tego pilnował. Liczę więc na Ciebie. :-)

          • Zapisać się chyba można aż do wigilii zawodów – jeśli się limit miejsc nie wyczerpie, a tego wystarczyło w tym roku :)

          • Intuicja mi mówi, że to będzie coraz bardziej popularny bieg. :-)

          • mgr inż. Anioł

            Nie chcę Was martwić, ale auto zaczyna od 15 km/h co zupełnie nie zmienia faktu, że spokojnie Basiu 5 km zrobisz :) ja Ci to zaręczam !

          • No jak Ty zaręczasz, to znaczy że tak będzie. :-) Teraz to już nie mam wyjścia. ;-) Dobra, inaczej, bardzo bym chciała. I coraz bardziej wierzę, że to może być realne. :-)

    • mgr inż. Anioł

      Nic się nie martw, nawet jak wystartujesz z ostatniej strefy to „stratna” będziesz o najwyżej 2-3 minuty, czyli jeszcze 27 pozostanie na uciekanie :) planuj więc zapisanie się koniecznie :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén