Relacje

X jubileuszowy Bieg Barbórkowy w Rybniku

X rybnicki bieg barbórkowy

X bieg barbórkowy w Rybniku


X Bieg Barbórkowy w Rybniku był równocześnie moim pierwszym oficjalnym biegiem na 10 km. Pilnie śledziłem wszelkie informacje o zapisach, zapisałem się jako jeden z pierwszych. I oczywiście nie mogłem doczekać się samego startu.

Całe szczęście, że w biegu startował również mój dużo bardziej doświadczony kolega – znany w pewnych wtajemniczonych kręgach jako mgr inż. Anioł – dzięki któremu przetrwałem w spokoju czas przedbiegowy. Do biegu przygotowywałem się od dawna, wg planu biegowego na 55 minut. Niestety ostatnie tygodnie były dla mnie bardzo trudne, miejska niska emisja (regularnie przekroczone stężenia dopuszczalne PM10 o kilkaset procent!) prawie uniemożliwiała mi trenowanie – astma dawała się bardzo mocno we znaki. Pozostawało „zaliczanie kilometrów”. I nadzieja, że na mecie zamelduję się z czasem poniżej 1h.

Nadszedł dzień startu. W Rybniku bez problemu i błyskawicznie odebraliśmy pakiety startowe, w tym bardzo fajne koszulki. Krótka dyskusja czy zakładamy wiatrówki, czy nie. Ja, ze względu na kieszenie i akcesoria astmatyka, zostawiam wiatrówkę. Jak można się domyślać, to tylko jednemu z nas było podczas biegu zbyt ciepło :)

Na pół godziny przed startem porządnie rozgrzaliśmy się i kilka minut przed „godziną zero” ustawiliśmy się na linii startu. Ostatnie pogaduchy ze znajomymi, uśmiechy, koncentracja. Test sprzętu, słuchawki na uszach, endomondo włączone, stoper przygotowany – gotowi!

Barborka

Ruszyliśmy – początek bardzo przyjemny, rytmiczny oddech, duża grupa biegaczy coraz bardziej rozwijająca się. Trasa biegu została wytyczona w bardzo fajny sposób – początkowo głównymi ulicami, później coraz węższymi – gdy już uczestnicy biegu rozpędzą się i grupa się wydłuży. Dzięki wyraźnym oznaczeniom poszczególnych kilometrów mogłem dostosowywać swoje tempo biegu (ach ta zdolność dodawania 6.00 do 6.00 ;)). Im bardziej liczyłem, tym bardziej wychodziło mi, że będzie to 58 minut…

Chwilami łatwiej, chwilami trudniej – o dziwo to nie podbiegi dawały mi się we znaki ale niska emisja. Przebiegając obok domków jednorodzinnych miałem mocne deja vu z treningów w Pszowie – chmury śmierdzącego dymu zatykały mnie.

I tak mijał kilometr za kilometrem, wyprzedzałem i byłem wyprzedzany. Starałem się trzymać pary biegaczy z Rybnickiej Grupy Biegowej, ale na kilka kilometrów przed metą przyspieszyli na tyle, że nie miałem sił i tlenu ich gonić. Po drodze przebiegaliśmy przez Rynek – który po prostu się szybko „przewinął” przed oczami. Na trasie dogonił grupę, w której biegłem biegacz, który każdy wydech „wokalizował”.

…. yyyyojojojoj… yyyyajajajajaj… hyyyyyojejkujoj… Chwila rozmowy, nie, nic się nie dzieje „jemu tak wygodniej” i … hyyyyyyojejejjej i … raźno pobiegł do przodu… Nono, to się nazywa przyspieszenie.

Ostatnie dwa kilometry, z letargu obudziły mnie dwie biegaczki, które już rozpoczęły przyspieszanie przed finiszem. No to co, „ognia”… Przedostatni kilometr jeszcze dałem radę przyspieszyć, ostatni kończył się wyjątkowo złośliwym podbiegiem, na którym poczułem każdy niuton przyciągania ziemskiego. Wreszcie widok mety, przybicie „piątki” z kolegą, który od dziesięciu minut czekał na mnie przed metą (dzięki!), meta… Pamiątkowy medal na szyi… zdać numer startowy… nawodnić się… I … jest… Pierwszy bieg ukończony.

Finisz X bieg barbórkowy w Rybniku

Czas netto: 54:58! Więc plan treningowy zadziałał. Wg endomondo… minutę krócej. Najszybszy kilometr przebiegnięty w 5:11, najwolniejszy w 5:53. Ostatnie dwa kilometry na 5:25.

Pełne wyniki można obejrzeć tutaj. Relację z biegu można przeczytać również na stronie rybnickiego Bushido – organizatora biegu. Bieg był profesjonalnie zorganizowany, wszystko chodziło jak w zegarku.

W domu czekało na mnie niespodziewane wyróżnienie – wspaniały dyplom, który otrzymałem od synka.

Dyplom X bieg barbórkowy

Do zobaczeniu na następnym biegu :)

4 Comments

  1. Rozczulił mnie ten dyplom, chyba zacznę jednak biegać :)

  2. Dla takiego dyplomu warto było pobiec :)

  3. Taki dyplom oprawiłabym w ramkę – bezcenny i najważniejszy. :) To mówisz, że ten pierwszy raz nie był aż tak trudny, jak mogłoby się wydawać, że będzie? :) Ale przyznam, że nawet na zdjęciach widać, że powietrze było ciężkie. Tym bardziej jestem pełna podziwu dla Ciebie. No i jak zwykle relację przeczytałam z ogromną przyjemnością. W przerwie na kawkę. :)

    • Dyplom jest bezpieczny, schowany :) Czy był trudny? Spodziewałem się, że będzie gorzej a było… Prawie tak jak się spodziewałem :) Ostatni podbieg był złośliwy, w tym roku się z nim rozliczę – jeśli dam radę :D

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén