Bieganie, Relacje

XII Bieg Barbórkowy w Rybniku – relacja

Bieg barborkowy

XII Bieg Barbórkowy w Rybniku wystartował 4. grudnia w samo południe. Na starcie pojawiło się 800 biegaczy, a więc stu więcej niż w XI edycji. Choć jest to bieg miejski, który odbywa się najczęściej w późnojesiennej scenerii, bieg zyskuje na popularności. Dlaczego? O tym poniżej.

Tradycyjnie już dla relacji piszemy ją dwuosobowo, każdy swoim kolorem (Tomasz) (Paweł).

Mieliśmy trochę wątpliwości przed przygotowaniem relacji, bo przecież biegniemy po tej trasie po raz trzeci, układ rybnickich ulic znamy na co dzień, na blogu są już relacje z poprzednich edycji, więc jak tu opisać ciekawie bieg? Czy nam się udało – oceńcie sami.

Ten bieg ma dla nas jeden wyjątkowy aspekt – sentymentalny. Znaliśmy się z Pawłem w dzieciństwie, co uwzględniając nasze metryki było dość dawno temu. Podpowiem, że nie był to czas gdy rycerze biegali po dziedzińcach zamków, ale prawie. Mieszkaliśmy w sąsiednich blokach na jednym osiedlu. Później na ponad 30 lat nasze drogi się rozeszły, by wreszcie tu, na Biegu Barbórkowym w Rybniku, przed 3-ma laty zejść się ponownie. A zeszły się tak mocno, że nawet wpisy robimy wspólne i gadamy jeden przez drugiego :-)


Powspominajmy

To zawsze nasz ostatni start w sezonie, gdzie walczymy o jakiś wynik. Później jest jeszcze oczywiście świąteczny bieg w Stanowicach, ale to dla nas tylko świetna zabawa. W listopadzie nie trenujemy, to czas odpoczynku po szczycie sezonu, więc wcale nie jest się łatwo zebrać do startu. Zastanawiałem się więc czy uda się poprawić czasy z lat poprzednich ? Było to odpowiednio 47:33 w 2014 roku oraz 47:13 rok później. Zakładałem, że granica przyzwoitości będzie w okolicach 46 minut, tak żeby wstydu nie było :-)

Dla mnie było to bieg, z którym wiążą się wspomnienia sprzed dwóch lat. Bieg Barbórkowy był moim pierwszym oficjalnym biegiem w roku 2014. Wtedy przybiegłem na metę z czasem 54:57. Rok później o minutę szybciej: 53:55. Ale każdy z tych biegów był dla mnie bardzo trudny. Dobrze pamiętałem dłuuugi, wykańczający podbieg na ulicy Zebrzydowickiej. I ostateczny, choć krótki podbieg przed metą.

Jak miało być w tym roku? Przypuszczałem, że równie męcząco – smog obrzydził mi regularne bieganie, gdy za oknem jest 1400% normy PM10, moim zdaniem trenowanie nie ma sensu – szkoda płuc. Start w Półmaratonie Żorskim tydzień wcześniej zdecydowanie obnażył moją słabą dyspozycję biegową. Jak miało być teraz?

Droga na bieg i odbiór pakietu

Tym razem na bieg z Żor jechał ze mną kolega, z którym już nie raz wspólnie uczestniczyliśmy w zawodach. Mówię o Janku, którego każdy biegający w Żorach zna. Janek zwykle jest w czołówce swojej kategorii wiekowej, tej najwyższej wśród mężczyzn, jest dobrą duszą biegowej stawki, a jego charakterystyczna sylwetka w stroju grupy biegowej HRMax za każdym razem ucieka mi już na drugim czy trzecim kilometrze, w każdych zawodach, w jakich razem startujemy.

Gdy dotarliśmy na miejsce, Janek witał się z wieloma startującymi, miło było patrzeć na jego uśmiech, energię i niesamowicie pozytywne podejście do biegania i do życia w ogóle. Już po wspólnej rozgrzewce czułem, że po raz kolejny Janka w biegu nie dogonię, ale przegrać z Nim to żaden wstyd, więc obiecałem sobie tylko, by odstawać nie więcej niż minutę od doświadczonego biegacza, będącego wciąż w znakomitej formie.

Bieg miał wystartować o 12:00 ale biuro zawodów miało być czynne tylko do 11:00, więc już po godzinie 10.00 meldowałem się w biurze zawodów. W drodze do Rybnika nagrałem krótki filmik mówiąc do kamerki to i owo ale… Wszystko zagłuszył silnik. Jak pech, to pech…

Biuro zawodow Bieg Barbórkowy Rybnik

Szybki i sprawny odbiór pakietu, w nim rewelacyjne cukierki śląskie – „Śląskie Bonbony”, koszulka o rozmiarze M, plik reklam i zniżek, kupon na obiadek, chałwa, odblask i smycz. Jak to w Rybniku bywa biegacz otrzymywał też zwrotny czip do pomiaru czasu – do wplątania w sznurówki. Jego działanie można było sprawdzić na stanowisku komputerowym – od razu kamień spadł mi z serca, działał.

czip Bieg Barbórkowy Rybnik

Oczywiście w pakiecie był też numer startowy, który był naniesiony na jakąś „wykładzinę” – bardzo solidny produkt, godzien niejednego biegu z edycji „Runmageddon”, tylko … brakowało otworków na jego brzegach. Ja akurat chciałem wypróbować otrzymane w pakiecie Półmaratonu Żorskiego klipsy http://www.marathonclips.com do przyczepiania numeru, ale też na wszelki wypadek wziąłem pasek na numer startowy. Który też zakładał fakt posiadania w numerze przynajmniej dwóch kształtnych otworków.

Tylko jak teraz miałem przedziurawić tę kuloodporną tkaninę? Przecież nie powieszę numeru na agrafkach, skoro mam klipsy!

Przekopałem całe auto w poszukiwaniu czegoś ostrego no i ostatecznie udało mi się numer poprawnie zamocować. Następnym razem biorę jednak dziurkacz, ot co!

Trasa miała być bardzo podobna do tej z lat poprzednich, choć nieco przesunięto miejsce startu i mety. Łączną liczbę przewyższeń na trasie mój zegarek wyliczył na 49 m, jest to więc raczej bieg płaski. Tak prezentuje się mapka i profil wysokościowy jaki wskazał Suunto.

Było całkiem przyjemnie jeśli chodzi o pogodę, choć chłodno. Po rozgrzewce natychmiast opatuliłem się w worek trzymający temperaturę. I tak owiniętego złapała mnie Pani fotograf :-)

/ fotografia – festiwalbiegowy.pl /


Smog

Fenomen okolicznego smogu wygląda jak na powyższym obrazku. Gdy patrzymy w zenit bezchmurnego nieba – jest niebieskie. Gdy nasz wzrok zjeżdża ku horyzontowi, pojawiają się odcienie szarości aż po mgłę lub po prostu dym. Na całe szczęście w Rybniku w godzinach, w których były rozgrywane zawody normy PM10 były przekroczone tylko (!!!) trzykrotnie. Przebiegnięcie przez centrum miasta nie wiązało się z wyjątkowo przykrymi odczuciami, ale okolice domków jednorodzinnych niestety straszyły grubymi i czarnymi kitami dymów wydobywających się z kominów. Naprawdę nie wiem co można zrobić z tym problemem – chyba tylko regularne kontrole zmniejszą chęć palenia w piecach śmieciami.

Problem organizatorom biegu jest znany, niektórzy biegacze i kibice mieli poczernione sadzą policzki. Wytłumaczenie było proste:

Impreza sportowa była też doskonałą okazją do propagowania walki z zanieczyszczonym powietrzem. Wśród biegaczy krążył bowiem Rybek trzymający w ręku wiaderko z sadzą. Ci z kolei nakładali odrobinę popiołu na twarz  – Barbórka wiąże się z węglem i górnikami. Myślę, że w ten sposób można ich wspierać mówiąc mieszkańcom, by nie palili śmieci a właśnie węgiel – tłumaczy Arkadiusz Skowron, dyrektor 12. Biegu Barbórkowego.

(Portal rybnik.com.pl)

Widziałem też jednego biegacza z maską do biegania, ciekaw byłem czy wytrwa w niej aż do mety.


 Spotkania

W biegu Barbórkowym startowała znakomita większość moich znajomych biegowych z Rybnika, Czerwionki Leszczyn, Żor, Rydułtów, Radlina i okolic. Rozmowom i zdjęciom nie było końca. Na chwilę też podszedłem do Kamila z Inżynierii Biegania – która rozstawiła swój punkt sprzedaży nieopodal biura zawodów. Podczas rozgrzewki spotkałem Piotra Masłowskiego – wiceprezydenta Rybnika, który, podobnie jak podczas Półmaratonu Księżycowego, miał dokonać biegowej inspekcji trasy biegu. Jako zawodnik i to szybki – ale nie uprzedzajmy rozwoju wypadków.

W okolicach startowych zebraliśmy się z Radliniokami w Biegu, żeby zrobić pamiątkowe zdjęcie. Był czas na tradycyjne „jaskółki”.

Radlińskie Jaskolki XII Bieg Barbórkowy

(fot. MOSiR Rybnik)

Dariusz udzielił też fajnego wywiadu TVP3 – ale stacja wyemitowała, ehm, widok naszych „kuprów”, gdy robiliśmy „jaskółki”. I to pod słońce, więc widać dokładnie o tyle, co na poniższym zrzucie ekranu. Kliknijcie w fotkę, to się przeniesiecie do relacji TVP3.

Całość ceremonii prowadził spiker w mundurze górniczym – pan Zenon Nowakowski – który – jeśli się nie mylę – prowadził również poprzednie edycje biegu Barbórkowego. Gdy zdjął okulary kogoś mi przypominał…

XII Bieg Barbórkowy Rybnik - relacja

(fot. MOSiR Rybnik)

Wykapany… Antony Hopkins!

Czas już było jednak ustawić się przed startem. Wyzerowałem zegarek i rozpocząłem przedstartowe medytacje.


Start i pierwsze 5km

Po rozgrzewce, przed startem długo szukałem Pawła. Tłum był jednak gęsty i jakoś się zgubiliśmy. Ustawiłem się więc w pierwszej połówce stawki, przybiliśmy piątkę z Jankiem i chwilę potem zaczęło się odliczanie.

Ruszyłem dość mocno i przez pierwsze 500 m musiałem trochę przepychać się, w walce o pozycję z wolniejszymi biegaczami. Przyznam, że wciąż mnie zadziwiają osoby startujące tempem ponad 6’00” ustawione zaraz za biegaczami z elity. Po co im to? Być popychanym i wyprzedzanym tak długo, aż znajdą się w grupie biegnącej podobną prędkością ? Ponadto trzeba było uważać, bo miejscami – zwłaszcza na poboczach, leżał zamarznięty śnieg w formie twardego lodu, co groziło wywrotką, lub nawet kontuzją.

Pierwsze kilometry przebiegłem całkiem szybko jak na swoje grudniowe możliwości, a więc w granicach tempa 4’10” – 4’20”. Później zaczęło się lekko pod górkę i tempo ustaliło się na około 4’35”. Uwzględniając, że serducho biło 168-170 ud/min uznałem, że więcej tego dnia z siebie nie wycisnę i trzeba już trzymać się tego tempa i grupy, w której wtedy biegłem. Na 5-tym kilometrze zameldowałem się z czasem 22:43. Słoneczko świeciło, biegło się fajnie, cieszyłem się, że druga połówka jeszcze przede mną :-)

Ja też byłem dobrze ustawiony na starcie, wystarczyło trzymać tempo współbiegnących, nareszcie nie musiałem zygzakować, żeby wyprzedzać. Co prawda i tak wyprzedzałem wolniejszych biegaczy, ale spodziewałem się, że będzie gorzej. Pierwszy kilometr przebiegłem w zaskakującym mnie tempie – 4’30”. Drugi kilometr był już wolniejszy, ale wciąż tempo było wystarczające, aby marzyć na mecie o złamaniu 50 minut. Biegłem jednak ostrożnie, nie chcąc wpaść w tradycyjną „czarną dziurę” tlenową, która tradycyjnie mnie łapała na podbiegu ulicy Zebrzydowickiej.

W pewnym momencie minąłem rozpędzającą się dopiero grupę „Radlinioków w biegu”, którym pomachałem, starając się dalej trzymać tempo szybsze niż 5’00”. Najmilszym momentem biegu w Rybniku jest zawsze przebieganie przez rynek. Tyle tylko, że co miłe się szybko kończy i następuje najtrudniejsza część biegu – długi, podbieg na trzecim, czwartym i na części piątego kilometra. I tu byłem zaskoczony, bo choć tętno szalało podchodząc pod 180ud/min, to nogi dobrze niosły i nie traciłem oddechu. Na podbiegu utrzymywałem okolice tempa 5’00”-5’15”, powróciła nadzieja na osiągnięcie mety poniżej 50 minut!

Aż tu przed punktem pomiaru czasu na piątym kilometrze minął mnie rząd biegaczy. Podczas zawodów niesłychanie rzadko zdarza się takie wyprzedzanie – nigdy nie wyprzedza grupa! Jest to jeden, dwóch, góra trzech biegaczy. „Radliniokom” widać spodobała się taktyka negative split i przyspieszyli. Sylwia, Artur, Krzysiek, Dawid, Mateusz. Przez chwilę trzymałem ich tempo, ale widząc na wyświetlaczu mojego Polara liczbę 180, nie forsowałem aż tak tempa. Życzyłem im fajnego wyniku na mecie i powróciłem w mój zakres względnego komfortu biegowego. W końcu przede mną była druga połówka dystansu.

6-10 km i finisz

Druga połówka trasy wydawała mi się nieco trudniejsza. Trochę więcej było podbiegów i zbiegów, no i zbyt długie siedzenie na kanapie w ostatnich tygodniach dawało znać o sobie. Mimo to walczyłem, żeby tempo nie spadało. Czułem, że Janek nie jest daleko przede mną, a chciałem by na mecie czekał na mnie króciutko. Ten z numerem 71 to ja :-)

/ fotografia – festiwalbiegowy.pl/

Końcówka była trudna, tętno powyżej 170, ale głód biegania robił swoje i wciąż mi się chciało :-) Utrzymywałem tempo, wyprzedzałem od czasu do czasu kogoś, choć i mnie przegoniły dwie grupki finiszujących. Ostatecznie przybiegłem z czasem netto 45:44. Cel osiągnięty ! Było poniżej 46 minut i 50 sekund za Jankiem :-) Ja zająłem 254 miejsce, Janek był 214 ale 8 w swojej kategorii wiekowej ! Bardzo jestem ciekaw czy kiedyś też mi się uda być tak wysoko ?

Kilometry uciekały spod nóg. Na ile się dało przyspieszałem, gdy widziałem, że tempo mi spada. Podświadomie czułem, że tylko dociskanie prędkości zaniesie mnie na metę z wymarzonym na te warunki czasem – poniżej 50 minut. Teraz największym wyzwaniem będzie ostatni kilometr. Miałem jeszcze niewielki zapas mocy, więc miałem nadzieję na walkę i dowiezienie niewielkiej przewagi sekundowej do linii kończącej zawody.

Wsłuchiwałem się też w pogaduchy biegaczy sunących wokół mnie. Rozbawił mnie dialog dwóch z nich – gadali prawie cały czas. „Bo wiesz, ja jeszcze nigdy nie skończyłem dychy poniżej 50 minut”. Aż chciało się powiedzieć: „chłopie to przestań tyle gadać, skoro masz jeszcze tyle pary w płucach to gnaj do mety!”. I chyba faktycznie ten biegacz nie dobiegł z rekordem do mety, bo go wyprzedziłem i przed metą już nie spotkałem.

Od siódmego kilometra walczyłem o prędkość. Tętno podchodziło pod 180. Na ostatni kilometr wypuściłem nogi i pobiegłem „na maksa”. Jak później sprawdziłem w zapisie zegarka, ostatni kilometr przebiegłem z średnim tętnem 183ud/min!

Metę widziałem z daleka. Jeszcze przyspieszałem, jeszcze próbowałem wykrzesać siły na finisz. Udało się, wpadłem na metę z tętnem maksymalnym 185! Wynik netto 49:35, 432 miejsce a w kategorii wiekowej – 118. Godnie zakończyłem sezon biegowy, po raz piąty schodząc poniżej 50 minut, uzyskując idealnie ten sam czas, co w maju podczas Biegu Fiata w Bielsku!

Medal XII Bieg Barbórkowy

Bieg, tak jak w ubiegłym roku, wygrał Dawid Malina z Inżynierii Biegania z czasem 30:55, który wyprzedził o sekundę (!) swojego konkurenta z Ukrainy Oleksandra Matviichuka.

Wśród kobiet triumfowała Karolina Giza z czasem 0:36:16.

Klasyfikacja wg czasów brutto

Z zasłyszanych rozmów wyróżniała się kwestia, dlaczego wyniki są ułożone wg czasów brutto a nie netto (co prawda podawano również czasy netto w nawiasie). Tu zapytałem pana Macieja Ciepłaka – dyrektora sportowego biegu. Otóż odpowiedź jest bardzo prosta – jest to sprawiedliwe rozwiązanie przy wyłanianiu zywcięzców biegu jak i poszczególnych kategorii. Wystarczy wyobrazić sobie, poniższą sytuację.

Równo ze strzałem startera rusza grupa biegaczy. Walczą ze sobą na mecie, ostatecznie wygrywa najszybszy, który wbiega na metę jako zwyciezca biegu. Tymczasem minutę po strzale startera linię startu przekracza Kenijczyk. Który gna niczym chart do mety i uzyskuje czas netto o pół minuty lepszy od osoby, która przecięła pierwsza linię mety. Kto więc wygrał zawody i komu się należy nagroda?

W przypadku kategorii biegowych (w tym Rybniczan i górników) sprawa by była jeszcze bardziej skomplikowana (z obliczaniem wyników by trzeba było czekać aż ostatnia osoba minie linię mety), więc wyniki ułożono wg czasów brutto.

A te możecie sprawdzić na stronie maratonczykpomiarczasu.pl

Po biegu i przy bograczu!

Gdy za metą spotkaliśmy się w trójkę, udało nam się złapać wspólną fotkę. Teraz już każdy poznaje Janka. Niestety telefon nie poradził sobie ze światłem słonecznym i wyglądamy jakbyś prześwietleni. Niemniej widać, że humory mieliśmy świetne !

XII Bieg Barbórkowy meta

Jeszcze pamiątkowe fotki, tu z Edytą (47:51 – życiówka!) i Grzegorzem (47:40), którzy dzielnie likwidowali smog wciągając go bohatersko przed uwiecznionym na poniższej fotce.

Edyta i Grzegorz Połomscy i zdecydowanie bardziej zmęczony BookwormEdyta i Grzegorz Połomscy i zdecydowanie bardziej zmęczony Bookworm

Chwila rozmowy z Arkiem Skowronem, dyrektorem XII Biegu Barbórkowego w Rybniku (zawsze twierdzę, że nie jest ważne kto z jakim czasem wbiega na metę, ale kto nadzoruje pomiar czasów) i udaliśmy się na … bogracz!

Arkadiusz Skowron, Zastępca Dyrektora MOSiR Rybnik

Arkadiusz Skowron, Dyrektor XII Biegu Barbórkowego

I tu doceniliśmy decyzję o przeniesieniu biura zawodów i całej infrastruktury do szkoły nr 3. Stołówka serwowała bogracz bardzo sprawnie, my zajęliśmy strategiczne miejsce przy „barze” (Bar wzięty!) na stojąco delektując się smakiem ostro przyprawionego posiłku, który zapijaliśmy gorącą słodką herbatą. Snuliśmy plany na przyszłość, zastanawiając się czy kolejną edycję Wings for Life pobiec w Poznaniu czy spróbować jakiejś zagranicznej lokalizacji. Szlachetny cel ten sam, a miejsc do biegania w Europie jest sporo…

Podsumowanie

Organizacyjnie XII Bieg Barbórkowy stał jak zwykle na wysokim poziomie.

Ciekawie w tym roku rozwiązano opłaty za bieg – przysługiwała nam zniżka w wysokości 10zł tytułem udziału w innym rybnickim biegu Półmaratonie Księżycowym. Natomiast wyraźnie brakowało możliwości wpłat i ich weryfikacji online – płaciliśmy w terminie granicznym dla najniższej opłaty a przelewy dotarły „na styk” i trzeba było sytuację wyjaśniać, żeby skorzystać z preferencyjnej ceny.

Nie było problemu z parkowaniem (jeśli ktoś przyjechał z wystarczającym zapasem czasowym), pakiety odebraliśmy szybko i sprawnie. Bieg oznaczony i zabezpieczony wzorowo. Kłaniamy się nisko wolontariuszkom i wolontariuszom.

A trasa z atestem, co też przyciąga amatorów bicia życiówek. Posiłek po biegu smaczny – śmiało polecamy ten bieg w kolejnej XIII edycji. W końcu trudno sobie wyobrazić grudzień bez uczestnictwa w Biegu Barbórkowym w Rybniku.

Zamiast zakończenia zapraszam na podsumowanie wideo tego biegu. Gdy wracałem, bardzo starałem się, aby silnik tylko cicho mruczał i nie zagłuszał moich słów.


 

3 Comments

  1. Piękna tradycja i taka śląska, barbórkowe rzeczy kojarzą mi się wyłącznie z tym regionem :) Bardzo lubię śledzić newsy z waszych zmagań chłopaki, a ta wasza męska-biegowa przyjaźń, naprawdę fajna sprawa :)

  2. Uwielbiam czytać Wasze wspólne relacje – Twoją i Tomka – super znów Wam wyszło :) Gratuluję udanych zawodów : zadowolenia z nich i czasu Paweł. Bardzo mi się podoba Twoja inicjatywa z przekazem wideo – super !!. :)

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén