Relacje

XVI półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego

XVI Półmaraton Żywiecki 2015, bwotr.pl

Szesnasty półmaraton w Żywcu. Ale mój zdecydowanie pierwszy. Oficjalny oczywiście. A do tego „atestowany” :) Rany boskie, ja to przebiegłem! Przebiegłem 21km w 2h i 2 minuty! Choć biegać zacząłem w lipcu ubiegłego roku. I choć marne to były początki.


Dzięki Ci Tomku!

A było to tak… Mój biegowy mgr inż. Anioł Stróż (tak, tak, ten z biegu po moczkę i makówki) od zeszłego roku „pracował nade mną” żebym się zapisał na półmaraton. I to ten żywiecki. Wokół Jeziora Żywieckiego. Że niby te 10km gdy się przebiegnie to 21km nie jest niczym wiele większym. Że on też tak zaczynał. Rok temu.

Ale Żywiec jest trudny, bo ma sporo podbiegów. Od razu powiedziałem „nie”. Zdecydowanie. Bardzo zdecydowanie. Choć…

On i tak jakimś cudem zasiał ziarnko. I je po cichu pielęgnował, podlewał, absolutnie mnie nie naciskając. Delikatnie jednak stymulując. Kontakt mamy przede wszystkim mailowy. Więc silnie naciskać nie mógł.  A ja jestem otoczony samymi dobrymi biegaczami, ja po prostu nie znam gorszego biegacza niż ja. Co znajomy czy znajoma to (jeśli biega) to maratony. Lub „szybkie dychy”. A gdy już się z kimś zgadam w czasie różnych biegów, to zazwyczaj jest to jakiś ultramaratończyk. Takie szczęście mam i już. Więc do półmaratonu podchodziłem z bardzo dużym respektem. Gdzie, no ja i półmaraton? Śmieszne, prawda?

Ale gdy z początkiem stycznia „przetarłem się” w pszowskim biegu na 12km, gdy okazało się, że daję radę podbiegać pod górki to coś drgnęło. Tym progiem było przekroczenie „dychy”. I tak od słowa do słowa, po przebiegnięciu podczas treningu 15km zapisałem się na XVI półmaraton wokół Jeziora Żywieckiego. Było to 25 stycznia. Na dwa miesiące przed półmaratonem.

Postępowałem bardzo rozważnie, prześwietliłem Żywiec bardzo dokładnie. Wiedziałem, że może to być bardzo trudny bieg. Źródła podają, że podbiegów jest 200m, inne, że 300. A co więksi pesymiści piszą o nawet 400m. Jak jest na prawdę? Po biegu moje endo pokazało 194m. Podobnie suuntu mgr. inż. Anioła.

Istniał niestety jeszcze jeden problem. Wg regulaminu biegacze są z trasy „zdejmowani” po 2h30min. Tak po prostu. Jest na trasie limit. Na czas biegu blokowany jest ruch na przelotowych trasach – ponoć nie można zrobić inaczej. Czy zdążę? Jakie będą warunki pogodowe? Postanowiłem na temat spojrzeć pozytywnym okiem. Martwić się będę, jeśli będę źle przygotowany.

Metoda Gallowaya

Moim atutem była książka, która po prostu na mnie czekała w księgarni na półce – ostatni egzemplarz. Bieganie metodą Gallowaya. Opiszę ją kiedyś szerzej. Pokrótce to Galloway uznał, że wbrew temu co twierdzą biegacze, człowiek nie jest stworzony do bardzo długiego biegania. Bo mądrzej jest bieganie przeplatać marszem. Co chroni przed kontuzjami. I pozwala biegać szybciej. Sam marsz powoduje stratę tempa na jakieś 20 sek/km. To się nadrabia. Co ciekawe, jego metoda pomogła poprawić życiówki nawet profesjonalnym biegaczom, a co dopiero amatorom ;)

Bieganie metodą Gallowaya, bwotr.pl

Jak wygląda trening jego metodą? Ogranicza się kilometraż. To raz. Dwa – w pewnym uproszczeniu – biega się w tygodniu trzy razy. Raz – 30-40 minut wolnym tempem. Drugi raz robi się interwały po 800m x5/x7 (z tempem w zależności od planowanego wyniku). Trzecie wybieganie jest długie. Docelowo do dystansu większego od dystansu biegu powiększonego o jakieś 20%. Oczywiście biega się korzystając z przerw na marsz – co ok. 1,5km przerwa na 30-60 sek.

Bardzo mi to pasowało, bo niestety powrócił mój problem ze ścięgnem achillesa. Chciałem je oszczędzić. Mniej forsować, używając w marszu innych partii mięśni i inaczej rozkładając obciążenie. O dziwo, już w lutym (a więc w miesiąc po zapisaniu się) sięgnąłem dystans półmaratonu. Z przerwami na marsz. To działa. Uwierzcie mi. Tak mi się to spodobało, że kilka tygodni przed biegiem zrobiłem kolejne 21km 100m. Z leśnymi podbiegami. Byłem więc z barierą 21km oswojony. Ale też dystans bardzo męczył, ostatnie kilometry robiłem siłą woli.

Wg testu tabelkowego na 5km i liczby ćwiczonych interwałów wychodziło, że nie złamię 2h podczas półmaratonu. Ale też powinienem być szybciej niż na 2h20min. Wszystko to zaburzały podbiegi w Żywcu, więc zapowiadało się ciekawe wydarzenie z nieprzewidywalnym wynikiem.

Szef kuchni poleca

XVI Półmaraton Żywiecki 2015 relacja

Jak przygotowywałem się biegowo, już napisałem. Zadbałem też o doładowanie energetyczne. Podczas dłuższych wybiegań używałem niewiele wody ale pojawiał się pod koniec biegu głód. Próbowałem używać suszonych owoców – rodzynków i daktyli – ale słodki smak pozostawał na długo i utrudniał skupienie na biegu. A przez pierwsze pół godziny po biegu potrafiłem tylko pić płyny. Będąc diablo głodnym. Jak to rozwiązać?

Zacząłem używać CarboNox a więc węglowodany w płynie. Przed i po biegu. To jest niecałe 200kcal przed i 200kcal po. Do tego dokupiłem hydrożele energetyczne – kolejne 100kcal każdy. Przetestowałem je i wyszło na to, że będę zabezpieczony przed utratą soli mineralnych oraz sił. Hydrożel bardzo dobrze się łyka i to bez popijania. Nie pozostawia żadnych absmaków, jest dobrze przyswajalny. Same zalety. Ewentualnie dodatkowo paczka żelków.

Na śniadanko przed biegiem bułka z miodem, kilka łyków kawy. Przekąska bananowa.

Wyposażenie

XVI Półmaraton Żywiecki 2015 relacja

Pas z dwoma bidonami po 170ml wody. Zegarek ze stoperem. Okulary przeciwsłoneczne. Etui na telefon komórkowy. Słuchawki. Woreczki na śmieci i do zabezpieczenia telefonu przed deszczem. Plecak na to całe wyposażenie. Plastry na sutki (tak, tak, to nie jest śmieszne po 21km). Bidon na carbo przed i po biegu. Oczywiście dokumenty, pieniądze, prawo jazdy, karta bankomatowa, chusteczki i … to chyba wszystko.

Na linii startu

Ostatni tydzień przed startem planowo odpoczywałem. Krótka przebieżka na początku tygodnia w ramach przetestowania hydrożelu na pusty żołądek, później piątkowy „rozruch”.  I byłem gotowy na niedzielę. Drżąc o pogodę. Bo miało padać.

Wreszcie niedziela. Zmiana czasu, szybki dojazd do Żor, wspólna jazda do Żywca. Dylemat ubraniowy, co też ubrać. 7 stopni, wiatr ale wychodzące słońce. Coś niewiarygodnego ale chyba będzie … ciepło?

Szybki i sprawny odbiór pakietu startowego. Ogłoszenia „duszpasterskie”.

XVI Półmaraton Żywiecki 2015, tablica ogłoszeń, bwotr.pl

I najważniejszy wykres – profilu podbiegów. Miałem ze sobą swój, dokładniejszy. Podklejony folią. Na tablicy był taki:

XVI Półmaraton Żywiecki 2015, podbiegi, bwotr.pl

A mój był taki. Podobny?

żywiec półmaraton podbiegi

http://www.maratonypolskie.pl/egadu/foto/2009/z172476_1.jpg (znalezione w necie)

A moje endomondo w czasie biegu naszkicowało coś takiego:

Półmaraton wokół Jeziora Żywieckiego, endomondo, profil trasy

Rozgrzewka i spacer po jeszcze wyludnionym rynku. To tu się wszystko zacznie…

XVI Półmaraton Żywiecki 2015, relacja bwotr.pl

Oczywiście, nie jest ważne kto biegnie, ważne kto czas liczy… W numerze startowym był czip. Który meldował się na starcie (czas netto), 5/10. i 15. kilometrze. Po przekroczeniu linii mety (i odczekaniu chyba 10 minut!) dostałem upragniony sms z wynikiem :)

XVI Półmaraton Żywiecki 2015, bwotr.pl

Chyba jeszcze nie pisałem, ale było ze mną de facto trzech informatyków… I to dobrych. Więc… Może jakiś drobny hack?

Przebraliśmy się, rozgrzaliśmy się i czas było zająć strategiczne miejsce w… kolejce do toi toiów…

XVI Półmaraton Żywiecki 2015, toi toi, bwotr.pl

Ostatnia decyzja co do ubioru. Krótkie spodenki biegowe, długie skarpety. Tshirt i na to wiatrówka – dzięki temu żele mogłem schować do kieszeni a nie upychać pod bidonami. No to chodźmy na linię startu…

Ach te widoki

I wystartowaliśmy. 1800 biegaczy stłoczonych na małym ryneczku. Mozolne przepychanie się i bieg. Pierwsze kilometry były trudne, bo nie miałem jak stosować metody Gallowaya bo … był za duży tłok. Dopiero ok. 3km po raz pierwszy zrobiłem przerwę na marsz na jakieś 30 sekund.

Widoki były obłędne. Na Jezioro Żywieckie. Na górę Żar. Wreszcie na zaporę w Tresnej.

Biegło się wspaniale, choć zaczynało mi być w wiatrówce zbyt ciepło. Opływałem potem. Ale obok mnie biegli ludzie w legginsach, bluzach, czapkach i rękawiczkach. Serio! Chwilami szarpał nami wiatr. Ale dominowało słońce. Konsekwentnie stosowałem Gallowaya cały czas utrzymując tempo poniżej 6 min/km. Ok. 50 minuty zjadłem pierwszy żel. Wszystko w porządku, mogę biec dalej. Zbiegi i podbiegi, zbiegi i podbiegi. Starałem się robić przerwy co ok. 8 minut na 45sek do 1 min. Na podbiegach – częściowo biegnąc, częściowo idąc. I to działało!

Za 10km pierwszy punkt żywieniowy – kilka łyków wody i dalej. Całkiem dobry czas <1h, jest dobrze. Zapora w Tresnej i zawijamy na drugą, trudniejszą część trasy. Dotychczasowe podbiegi nie były wykańczające ale ja co pewien czas sprawdzałem na swojej rozpisce podbiegów kiedy będzie trudniej. Dał mi się we znaki 14km i tamtejszy podbieg. Na 15km kolejny wodopój. Łykam drugi hydrożel, ten z 100mg kofeiny. Jest OK biegnę dalej. Nie każdy miał takie szczęście, widzę kilku biegaczy, którym żele zaszkodziły i sprintem znikali w lasku powiewając papierem toaletowym. Jeden właśnie wracał cały blady.

Wreszcie podbieg na 17 kilometrze. Gdy go pokonam to zostanie już tylko jeden. No to gazu… Mijamy tabliczki z kolejnymi kilometrami. Endomondo szaleje, raz skraca kilometry, raz wydłuża. Bez jakiejkolwiek prawidłowości.

Podbieg 19 km. Sporo osób maszeruje a ja… biegnę. Do 3/4 wysokości podbiegu i też przechodzę do marszu. A co. „Mnie wolno” – dla mnie to nie jest wstyd bo ja mam taką taktykę. Szczyt górki, wybija 19sty kilometr. Widać z góry Żywiec i przepiękną panoramę ośnieżonych szczytów Beskidów. No to czas się rozpędzić. I tak dobiłem do 20 kilometra radośnie galopując z górki…

What now?

Minąłem 20sty kilometr a tu para w płucach się kończy. Biegnie się coraz trudniej. Górka niestety też się kończy, jest już równo a tu brak rozpędu. I tlenu. Gdzie ten cholerny 21szy kilometr? Biegnę, biegnę, nie przejdę do marszu przecież na kilometr przed metą! Zęby w ścianę i do przodu… Jeszcze do tego słupka… do tej latarni. Teraz już biegnę korzystając z wszystkich mentalnych sztuczek. A tu idą już „medaliści” od strony mety, a tu jeszcze jakieś rondo. Mety ani śladu… Nie wytrzymam takiego tempa, no to dobra… Trochę zwolnię… Płuca pracują resztką sił… Gdzie jest meta? Wyprzedzają mnie ci co jeszcze mają siłę na finisz. Ale i ja kilku biegaczy mijam, tych co również przesadzili z entuzjazmem na finiszu i co przeszli do marszu – ja jednak biegnę, wciąż biegnę.

I wreszcie widzę rynek i metę… Trzymam tempo, wcale nie niesie mnie doping… Staram się trzymać fason i wreszcie jest ostateczna linia… META!… Przerażenie w oczach dziewczyn wręczających medale. Jest ci on! Mój! medal. I koniec wysiłku…

Tłum taki, że trudno opuścić „strefę medalową”. 1400 biegaczy przede mną – tako rzekł spiker, gdy wbiegałem na metę. Czas netto niecałe 2h02 minuty. Wielka radość i wreszcie złapany spokojny oddech. Czuję, że jestem cały pokryty skorupą soli. Gratulujemy sobie nawzajem. Mgr inż. Anioł: 1:46 tak około. Szybki jest skubaniec :D

No to „na koń” – żegnamy gościnny i powoli chmurzący się Żywiec i w trasę

Powrót z Żywca

Podsumowanie

XVI półmaraton wokół Jeziora Żywieckiego był świetnie zorganizowany. Choć miałem wrażenie, że z jednej strony ktoś dopieszczał bieg organizacyjnie, z drugiej na siłę ograniczał liczbę uczestników. Dlaczego? Dlatego, że wprowadzono limit 2,5h na przebiegnięcie. To może odstraszać amatorów, którzy biegną bieg po raz pierwszy. A przecież „boom” na bieganie mamy ponoć jeszcze przed sobą, nieprawdaż? Więc w końcu jak to jest?

Kto zna ten bieg, to wie, że podbiegi nie są tak straszne. I że być może wcale to nie jest najtrudniejszy półmaraton w Polsce (taka fama niosła). Podbiegi są do przetrwania a w razie czego do podejścia. Trasa była świetnie zabezpieczona przez służby mundurowe – szczególnie przy podbiegach, gdzie „coś” mogło się wydarzyć. Krążyła wzdłuż trasy karetka. Trasa była świetnie i czytelnie oznaczona.

Obsługa „smsowa” wspaniała. Na kilka dni przed startem sms z podanym numerem startowym i godzinami otwarcia biura zawodów. Sms po przekroczeniu linii mety. Plus możliwość podania kilku innych numerów, na które również trafiał wynik biegu.

Jedyne co mi przeszkadzało, to … niska emisja. Trudno w to uwierzyć, ale w niektórych miejscach po prostu śmierdziało tym, co mieszkańcy przepuszczają przez piec. Zupełnie jak w moich okolicach… A to przecież góry!

Spójrzcie jak pięknie wyglądał bieg i „okoliczności przyrody” z drona :) Nawet drania nigdzie nie widziałem…

Jeszcze wrócę raz do pogody. Szczęście z wspaniałą „biegową” pogodą jest niewiarygodne. Wczoraj w Rybniku pogoda wyglądała o tak (burza i dwie fale gradu)

Rybnik, pogoda, grad

Dziś wg prognozy takie warunki panują w Żywcu. Swoją drogą co robią organizatorzy, gdy nad biegiem staje chmura burzowa i zaczynają w ziemię uderzać pioruny? ;)

XVI Półmaraton Żywiecki 2015, relacja bwotr.pl

I tak kończy się historia mojego pierwszego półmaratońskiego startu. Do zobaczenia za rok, w Żywcu :)

XVI Półmaraton Żywiecki 2015,medal, bwotr.pl

7 Comments

  1. Najtrudniejszy pierwszy krok, potem łatwo mija rok, jak śpiewała Anna Jantar. :-) Czyli od Anioła to wszystko się zaczęło? On zaczął zarażać? ;-) Całkiem fajny ten połmaraton, choć faktycznie niełatwy. Powodzenia w niedzielę. :-)

  2. Wpisałam w wyszukiwarkę „hydrożele energetyczne” i wyskoczył mi Twój post. Jestem w szoku – jakby czytała swój post – a dokładnie początek! Też zaczęłam biegać w lipcu, też mnie koleżanka podkręcała a ja się wykręcałam… No i też mam maratończyków (i ultra) wokół siebie… Nieźle :) Wracam czytać dalej :)

    • Przeczytałam. Szacun!

      • No to popatrz, historia lubi się powtarzać a Ty jesteś już tuż… tuż… Trenuj! Jestem (wciąż jeszcze żywym) przykładem, że da się, że można, że choć na trasie się rzuci niejedno niekulturalne słowo, a że na mecie szepnie się: „nigdy więcej”, to gdy opadnie adrenalina, gdy uzupełni się wodę, to … No sama zobaczysz.

        • Na trasie? Żebyś Ty słyszał jak ja wczoraj klęłam na lodzie i błocie! Płakać mi się chciało nad własną głupotą, w łóżku trza było mi zostać, ale nie – 11km zrobione :)

  3. Gratulacje za bieg i do zobaczenia w tym roku. To co poprawiasz czas?
    Ciekawa rzecz z tą wysokością podbiegów, taka niska się wydaje ;)

    • Dziękuję – no i właśnie, do zobaczenia. Chciałbym poprawić, oczywiście. Ale czy wypracuję formę do tego czasu, trasa pokaże. Tak, teraz patrząc na trasę wydaje się, że to nie jest taka znowu masakra.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Theme by Anders Norén